Recenzja: Sulek Audio EDIA głośnikowy

Odsłuch

sulek-hifi-philosophy-006

I to znana nam marka i seria – oto: Sulek Audio EDIA.

   Ta recenzja jest drugą z kolei głośnikowego kabla, a powinna być trzecią. Chcąc się dobrze zorientować w kablarskim zamęcie (a jest tych kabli u mnie trochę), wykonałem trzy sesje z rzędu: pierwszą z opisanym już Harmonixem, drugą z Entreqiem, a trzecią właśnie z Sulkiem. Entreqa jednak pomijam, chociaż robię to z żalem. Powód jest jednak poważny – kabel mam zdekompletowany. Jego integralnym składnikiem powinna być bowiem para niewielkich uziemiaczy Minimus (1100 PLN/szt.), wpinanych po jednym do każdej linii, a tych uszlachetniaczy brzmienia nie otrzymałem i nawet nie wiem jaki efekt przynoszą. A ponieważ kabel ma pojawiający się w niektórych konfiguracjach mankament (potrafi zjadać bas) nie chcę mu wyrządzić krzywdy, gdyż być może z Minimusami tego nie robi. Szkoda go, jako że jest naprawdę wybitny i w swoim przedziale cenowym wyróżniający, oferując na równi łatwość słuchania i ciekawą muzyczną intrygę; ale może kiedyś te Minimusy dojadą i wtedy się za niego weźmiemy. Z Minimusami będzie jednak droższy od Sulka, a to mu narzuci wyśrubowane kryteria, albowiem Sulek ponownie się spisał.

Jak już zdążyłem napisać, bytował u mnie od przeszło roku, lecz wstyd się przyznać – tak rzeczywiście dokładnie nigdy go nie badałem. Wpinałem go w sporo torów, pojawił się przy różnych recenzjach, otrzymał nawet doroczną nagrodę, ponieważ z samego brzmieniowego stylu bardzo mi się podobał, ale nigdy nie porównywałem go uważnie z innymi, co dopiero wczoraj się stało. Pogrążę się jeszcze bardzie i powiem, że mimo wyróżnienia od pewnego czasu był pomijany, ponieważ wraz z kolumnami do recenzji przyjeżdżały najczęściej przewody zalecane przez dystrybutorów i nie odczuwałem także szczególnej potrzeby zastępowania nim lubianego przez siebie Entreqa, który mojemu akurat torowi basu nie zwykł zabierać. Okazało się jednak, że to było z mej strony niedbalstwo, za które przyjdzie żałować przy odsyłaniu, co nastąpi niebawem. Słuszna kara za niesłuszne lenistwo i dobrze ci tak recenzencie. Lecz czegóż to żal konkretnie?

Na pierwszy rzut oka kabel głośnikowy linii EDIA nie różni się niczym od swojego krewniak typu RCA.

Na pierwszy rzut oka kabel głośnikowy linii EDIA nie różni się niczym od swojego krewniaka typu RCA.

Powodów jest wiele i pchają się jedne przed drugie. Najważniejszy zostawię jednak na nieco później, a zacznę od tego, że Sulek proponuje najlepszą holografię i w ogóle najlepszą całą scenę. Z tym, że nie w sposób przychodzący najprędzej na myśl, to znaczy nie poprzez powiększanie. Jest nawet gorzej – względem takiego Harmonixa on sceny nie zwiększa a zmniejsza. A dokładnie nie tyle zmniejsza, co czyni ją domkniętą.

Pisałem w recenzji kabli Harmonix, jak nie tworzą żadnego ograniczenia, okalając scenę przejrzystą sferą z samego powietrza o wysokim sklepieniu, dającą poczucie pełnego otwarcia i nieograniczonego przestworu. W przeciwieństwie do tego kabel Sulka swoje sceny każdorazowo zamyka i nie myśli wysyłać nas nie wiadomo dokąd. Czarna, nieprzenikliwa bariera staje z tyłu za muzyką i nie przebijesz jej wzrokiem. Lecz daje to dobry efekt, bowiem bardziej na muzyce się skupiasz. Nie ciągnie cię w żaden teren, tylko jesteś tu, teraz, z tym konkretnym muzycznym utworem i niczym więcej. Zamknięty w muzycznym kokonie i cały owładnięty muzyką, która okazuje się przez to (chociaż dalece nie tylko) bardziej dojmująca i przeżywana.

Do tego dojmowania i przeżywania za chwilę przejdziemy, ale wpierw wrócę do holografii i ekspozycji dźwięków. Wraz z wpięciem okablowania Sulka otrzymujemy wykonawców i instrumenty bardziej wydobywające się z tła. Przestrzeń się bardziej ożywia, a podtrzymanie brzmienia na całym obszarze okazuje się znakomite, owocujące między innymi świetną stereofonią; jednak ta wszechobecność dźwięku ani trochę nie staje na drodze temu, że poszczególni aktorzy spektaklu i poszczególne brzmienia bardziej się wyodrębniają. Tło żyje własnym życiem, a wykonawcy i dźwięki swoim. Nie zlewają się ani trochę i nic a nic tło ich w siebie nie wciera, tylko stają jak żywi i bardzo przed nami obecni, aż nawet po nachalność i napieranie dźwiękiem. A ponieważ tak dzieje się zarówno z przodu sceny, jak i w najdalszej jej głębi, powstaje z tego holografia, która natychmiast odczuwasz i z miejsca odmienia się obraz. Nie żeby tamte kable jej nie oferowały, ale tu pokazała się wyraźniejsza.

Swą powierzchownością głośnikowa EIDA idealnie wpisuje się w charakter całej serii.

Swą powierzchownością głośnikowa EIDA idealnie wpisuje się w charakter całej serii.

Nie odkładajmy na jeszcze później tej rzeczy najważniejszej, bo przed nią i tak nie uciekniemy, a poza tym i tak się już pojawiła. Jest nią to dojmowanie i ta brzmieniowa nachalność, co można też nazwać esencjonalnością i natężeniem przeżyć; z tym, że jest raczej tak, iż owo dojmowanie z esencji dźwięku wynika a nie jest jej równoważne. Zwał jak zwał, kolejność jest w tym wypadku mniej ważna, a chodzi o konkret i siłę przejawu. Muzyka idąca przez kable Sulka wychodzi z nich konkretniejsza i bardziej przeżywana. Mało tego, ona się jeszcze z tą konkretnością narzuca. Posiada silniejszą osobowość i przed tą osobowością jak przed żoniną nie ujdziesz.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

4 komentarzy w “Recenzja: Sulek Audio EDIA głośnikowy

  1. Pan Mieczyslaw pisze:

    „Rozsądny stosunek jakości do ceny” padlem!!!

    1. PIotr Ryka pisze:

      Jeżeli kabel jest o niebo lepszy od takiego za kilkanaście tysięcy, a także zdecydowanie lepszy od tańszych, to jaki ten stosunek niby ma być? Przecież napisałem, że można sobie kupić kabel z metra za stówkę i też będzie grało. Samochód za pięćset na chodzie też można kupić i do szwagra na weekend skoczyć. I rita-tita…

  2. Tomasz G pisze:

    Ciekaw jestem jak by zagraly z SF electa amator I.

  3. jafi pisze:

    Sprawdzić:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy