Recenzja: Sulek Audio EDIA głośnikowy

sulek-hifi-philosophy-007   Załatwmy to hurtem. Opisany został kabel głośnikowy Harmonix Improved, opiszmy i Sulka. Też się wyleżał, trochę pojeździł na prezentacje, a teraz pora wziąć go na warsztat. Kabel jest z wyższej ligi – za 2,5 metrowy odcinek przyjdzie zapłacić 6000 PLN – a przyjechał z własnymi zworami, podczas gdy Harmonic korzystał z pomocy drogich Oyaide (1600 PLN).

Gdy chodzi o opis firmy sytuacja też jest analogiczna, bo dwa wyroby Sulka były już recenzowane i tam o ich producencie było. Przypomnę tylko, że firma jest rodzima i bazę ma w słusznie odebranym Krzyżakom Gdańsku, a z interkonektów Sulka korzystam na bieżąco i bardzo je sobie cenię. Wyjątkową oferują dawkę muzyki, przedkładanej ponad szczegóły, połyski, sopranowe wyskoki i inne chwyty techniczne z cyklu „ale jestem wybitny”; co można porównać do eleganckiego ubioru w opozycji do ekstrawaganckich ciuchów i przystrajania się złotem. Są takie kable, co niczym murzyńscy raperzy wyglądem pajacują brzmieniowym stylem, używając bling-blingu, lakierowanej skóry, futrzanych kapeluszy i wszystkiego co tylko można, by się sobą narzucić; a względem tego interkonekty Sulka są niczym dobry zespół filharmoniczny, który ma grać muzykę a nie bełkotać i świecić. Po takiej paradzie oślepiających błysków potrzeba zwykle chwili, aby styl spokojniejszy w pełni dał się docenić i by móc się nim w pełni cieszyć. By nasze uszy zdążyły wyjść z pozycji skulonej, broniącej przed wściekłą nadreprezentacją sopranów, bowiem dopiero wówczas, rozprostowawszy się, ujrzą prawdziwy muzyczny pejzaż. Sam, tak nawiasem, słyszę tę lepszość natychmiast, niemniej też nie jestem wolny od konieczności adaptacji do warunków mniej nastawionych na jazgotliwe popisy i bicie świecidłami po oczach.

Pisząc powyższe jakąś reklamę (a może też antyreklamę?) przewodom Sulka zrobiłem, tak czy siak jakoś je zaszeregowując w palecie kablarskich wyborów. Dla jasności też dodam, że one żadnych szczegółów nie gubią i światła nie przygaszają, a jedynie normalizują proporcje, co dla jednych będzie zaletą, a inni mogą woleć ekscentryzm, błyski i jazgot. W końcu raperów liczne rzesze słuchają i oglądają z podziwem, bo przecież inaczej nie mieliby środków na te swoje blig-blingi, narkotyki i limuzyny. Antykultura buców ma się wszak teraz wybornie i coraz z każdym dniem lepiej, a filmy typu Upadek nic na to nie pomogą. Dopiero jak braknie papu pod wpływem bucowania… Ale do tego jeszcze trochę, a przynajmniej nie zaraz. Zresztą, każda cywilizacja musi dojść kiedyś do kresu i ta amerykańska się temu nie wywinie. Także zaliczy implozję i potem będzie inna. Jedenastego września jedną już zaliczyła, ale to dopiero preludium i sprawy bardziej zewnętrzne.

Dobrze, wracajmy do kabli, bo rzecz nie jest o polityce globalnej a tylko polityce pojedynczego audiofila. To on musi wybrać łącze między kolumny a sprzęt i to się zwie głośnikowy kabel, o którym właśnie mówimy.

Budowa

Znów kable, i znów głośnikowy. Jednakże tym razem nasz, Polski.

Znów kable, i znów głośnikowy. Jednakże tym razem nasz, Polski.

   Kable głośnikowe od Sulka wyglądają identycznie jak ich interkonekty i przewody zasilające, stanowiąc nie upchniętą w żaden scalający oplot plecionkę matowo czarnych (mogą być białe) przewodów o średniej sztywności i dosyć ciężkich. Sumarycznie są te kablarskie warkocze Sulka całkiem giętkie, pozwalając się zginać na odcinku jednego metra nawet o 180 stopni, a przy tym dość sprężyste, prawie wcale nie lejące. Od kabli Harmonixa czy Entreqa wyraźnie cięższe, a na końcach bez żadnych przyłączy, tylko przechodzące w pojedynczy goły przewód zabezpieczony cyną przed utlenianiem. Otrzymujemy je w brutalnie zwykłym pudełku z niemalowanej tektury, którego jedynym wyróżnikiem jest umieszczony na wieczku napis SULEK. Za to wszystko przychodzi zapłacić równe sześć tysięcy złotówek, a zatem obroną może być tylko i wyłącznie brzmienie oraz niespecjalnie intrygujący fakt, że przewody są stosunkowo solidne i niczego nie ukrywają. Wszelako grubaśny kabel siłowy kupimy w budowlanym markecie za niecałe sto złotych metr, a wielkie wtyki do niego po niecałe pięćdziesiąt, tak więc solidność nie musi kosztować, a tekturowe pudełka kosztują grosze. Zatem jedynie brzmienie zostaje przewodom Sulka na obronę, lecz bardzo solidna to defensywa, bo kable od nich były już recenzowane i wypadały rewelacyjnie. Można wprawdzie stawiać na wygląd – na jakieś kuszące oploty i biżuteryjne złącza; a można także na markę, co sławę i uznanie zdobyła – ale jak mawiał trener Górski: nazwiska same nie grają – a że tak jest, o tym się całkiem niedawno właśnie przy okazji kabla głośnikowego przekonałem. Marki nie będę wymieniał, ale naprawdę jest sławna. Kosztuje tamten kabel kilkanaście tysięcy i ma pewne zalety, na przykład wyjątkowo subtelne soprany; jednakże całościowo po prostu się nie nadaje, albo najwyżej do udziwniania, bowiem muzyka z niego wychodzi zniekształcona w stopniu przynajmniej dla mnie nieakceptowalnym. Pod pewnymi względami kusząca, ale pod innymi zdeformowana i w efekcie rozczarowująca niczym piękna kobieta z jednym okiem. (Nie pamiętam niestety, kto użył w swoim aforyzmie tego sformułowania.)

Odsłuch

sulek-hifi-philosophy-006

I to znana nam marka i seria – oto: Sulek Audio EDIA.

   Ta recenzja jest drugą z kolei głośnikowego kabla, a powinna być trzecią. Chcąc się dobrze zorientować w kablarskim zamęcie (a jest tych kabli u mnie trochę), wykonałem trzy sesje z rzędu: pierwszą z opisanym już Harmonixem, drugą z Entreqiem, a trzecią właśnie z Sulkiem. Entreqa jednak pomijam, chociaż robię to z żalem. Powód jest jednak poważny – kabel mam zdekompletowany. Jego integralnym składnikiem powinna być bowiem para niewielkich uziemiaczy Minimus (1100 PLN/szt.), wpinanych po jednym do każdej linii, a tych uszlachetniaczy brzmienia nie otrzymałem i nawet nie wiem jaki efekt przynoszą. A ponieważ kabel ma pojawiający się w niektórych konfiguracjach mankament (potrafi zjadać bas) nie chcę mu wyrządzić krzywdy, gdyż być może z Minimusami tego nie robi. Szkoda go, jako że jest naprawdę wybitny i w swoim przedziale cenowym wyróżniający, oferując na równi łatwość słuchania i ciekawą muzyczną intrygę; ale może kiedyś te Minimusy dojadą i wtedy się za niego weźmiemy. Z Minimusami będzie jednak droższy od Sulka, a to mu narzuci wyśrubowane kryteria, albowiem Sulek ponownie się spisał.

Jak już zdążyłem napisać, bytował u mnie od przeszło roku, lecz wstyd się przyznać – tak rzeczywiście dokładnie nigdy go nie badałem. Wpinałem go w sporo torów, pojawił się przy różnych recenzjach, otrzymał nawet doroczną nagrodę, ponieważ z samego brzmieniowego stylu bardzo mi się podobał, ale nigdy nie porównywałem go uważnie z innymi, co dopiero wczoraj się stało. Pogrążę się jeszcze bardzie i powiem, że mimo wyróżnienia od pewnego czasu był pomijany, ponieważ wraz z kolumnami do recenzji przyjeżdżały najczęściej przewody zalecane przez dystrybutorów i nie odczuwałem także szczególnej potrzeby zastępowania nim lubianego przez siebie Entreqa, który mojemu akurat torowi basu nie zwykł zabierać. Okazało się jednak, że to było z mej strony niedbalstwo, za które przyjdzie żałować przy odsyłaniu, co nastąpi niebawem. Słuszna kara za niesłuszne lenistwo i dobrze ci tak recenzencie. Lecz czegóż to żal konkretnie?

Na pierwszy rzut oka kabel głośnikowy linii EDIA nie różni się niczym od swojego krewniak typu RCA.

Na pierwszy rzut oka kabel głośnikowy linii EDIA nie różni się niczym od swojego krewniaka typu RCA.

Powodów jest wiele i pchają się jedne przed drugie. Najważniejszy zostawię jednak na nieco później, a zacznę od tego, że Sulek proponuje najlepszą holografię i w ogóle najlepszą całą scenę. Z tym, że nie w sposób przychodzący najprędzej na myśl, to znaczy nie poprzez powiększanie. Jest nawet gorzej – względem takiego Harmonixa on sceny nie zwiększa a zmniejsza. A dokładnie nie tyle zmniejsza, co czyni ją domkniętą.

Pisałem w recenzji kabli Harmonix, jak nie tworzą żadnego ograniczenia, okalając scenę przejrzystą sferą z samego powietrza o wysokim sklepieniu, dającą poczucie pełnego otwarcia i nieograniczonego przestworu. W przeciwieństwie do tego kabel Sulka swoje sceny każdorazowo zamyka i nie myśli wysyłać nas nie wiadomo dokąd. Czarna, nieprzenikliwa bariera staje z tyłu za muzyką i nie przebijesz jej wzrokiem. Lecz daje to dobry efekt, bowiem bardziej na muzyce się skupiasz. Nie ciągnie cię w żaden teren, tylko jesteś tu, teraz, z tym konkretnym muzycznym utworem i niczym więcej. Zamknięty w muzycznym kokonie i cały owładnięty muzyką, która okazuje się przez to (chociaż dalece nie tylko) bardziej dojmująca i przeżywana.

Do tego dojmowania i przeżywania za chwilę przejdziemy, ale wpierw wrócę do holografii i ekspozycji dźwięków. Wraz z wpięciem okablowania Sulka otrzymujemy wykonawców i instrumenty bardziej wydobywające się z tła. Przestrzeń się bardziej ożywia, a podtrzymanie brzmienia na całym obszarze okazuje się znakomite, owocujące między innymi świetną stereofonią; jednak ta wszechobecność dźwięku ani trochę nie staje na drodze temu, że poszczególni aktorzy spektaklu i poszczególne brzmienia bardziej się wyodrębniają. Tło żyje własnym życiem, a wykonawcy i dźwięki swoim. Nie zlewają się ani trochę i nic a nic tło ich w siebie nie wciera, tylko stają jak żywi i bardzo przed nami obecni, aż nawet po nachalność i napieranie dźwiękiem. A ponieważ tak dzieje się zarówno z przodu sceny, jak i w najdalszej jej głębi, powstaje z tego holografia, która natychmiast odczuwasz i z miejsca odmienia się obraz. Nie żeby tamte kable jej nie oferowały, ale tu pokazała się wyraźniejsza.

Swą powierzchownością głośnikowa EIDA idealnie wpisuje się w charakter całej serii.

Swą powierzchownością głośnikowa EIDA idealnie wpisuje się w charakter całej serii.

Nie odkładajmy na jeszcze później tej rzeczy najważniejszej, bo przed nią i tak nie uciekniemy, a poza tym i tak się już pojawiła. Jest nią to dojmowanie i ta brzmieniowa nachalność, co można też nazwać esencjonalnością i natężeniem przeżyć; z tym, że jest raczej tak, iż owo dojmowanie z esencji dźwięku wynika a nie jest jej równoważne. Zwał jak zwał, kolejność jest w tym wypadku mniej ważna, a chodzi o konkret i siłę przejawu. Muzyka idąca przez kable Sulka wychodzi z nich konkretniejsza i bardziej przeżywana. Mało tego, ona się jeszcze z tą konkretnością narzuca. Posiada silniejszą osobowość i przed tą osobowością jak przed żoniną nie ujdziesz.

Odsłuch cd.

Czy znany już minimalizm tej marki zadziała i tym razem?

Czy znany już minimalizm tej marki zadziała i tym razem?

   Odwróćmy na chwilę medal i spójrzmy na drugą stronę. Dobrze ją znacie – to nuda. Słuchając czegoś, czego słuchaliście po wielokroć, nie pożeracie tego tak łapczywie jak na początku, za pierwszym i drugim razem, ponieważ czas łapczywego żerowania przeminął, a teraz wciąż się wprawdzie podoba, lecz muzyka tyle już razy słuchana każe się słuchać bardziej porządnie, to znaczy w dobrym torze. Samo to, że ją słychać, już tak nie ekscytuje, toteż dobra brzmieniowa oprawa bardziej jest pożądana. Chciałoby się móc porównywać to obecne brzmienie do dawniejszych realizacji i znaleźć je choć trochę lepszym, albo przynajmniej z jakiegoś powodu ciekawym. Tymczasem nic… Gra dobrze, bardzo nawet, jednakże nie angażuje, nie wciąga… Po chwili zaczynają napływać jakieś myśli z pobocza, i nim się spostrzeżesz już myślisz o czym innym, gdyż sama muzyka ci nie wystarcza. Szarzy się gdzieś w tle, nie przejmuje, a głośno puszczona drażni. I nic zajmującego z niej nie wynika i nie wiesz co z tym robić. Ale zbierasz się w sobie, bo przecież gra bardzo dobrze a ty tą muzykę lubisz.. lubiłeś. Więc skupiasz się, koncentrujesz, przywołujesz się do porządku – jeden raz, drugi, trzeci. Ale tak naprawę się nudzisz i coraz bardziej masz dosyć. Aż wreszcie wstajesz rozczarowany, bo przecież nie o to chodziło; i cały wewnętrznie porozbijany idziesz do kuchni coś przekąsić albo gdzie indziej czymś się zająć, co by pozwoliło zapomnieć. Jednak porażka tkwi w tobie i nie da się bolącego miejsca tak od razu zaleczyć, bo wiesz, że to wróci – że znów jutro czy pojutrze będziesz tego słuchał i znowu będzie nie tak…

Otóż wielką zaletą kabli głośnikowych od Sulka jest to, że one taki stan zażegnają. Że w dobrym torze puszczona przez nie muzyka zaatakuje cię, owładnie tobą i będzie intrygować. To jest tak samo jak z ludźmi: Goście bywają różni: z jednymi tylko się czeka, żeby nareszcie poszli; a kiedy indziej żal wychodzących i czekasz ich powrotu. Kabel głośnikowy Sulka sprawi, że muzyka staje się gośćmi drugiego rodzaju. Że będzie się chciało jej słuchać aż po wyczerpanie i przesyt, a nie że chciał będziesz się wyzwolić i wyzwolenie da ulgę. A wszystko to nie wynika tylko z owego wyjątkowego ożywiania przestrzeni i jej holograficznej postaci, oraz świetnie z tła wydobytych, narzucających się wykonawców. To dzieje się z paru jeszcze innych względów.

Sprawdziliśmy to przy pomocy naszych redakcyjnych Reference 3A.

Sprawdziliśmy to przy pomocy redakcyjnych Reference 3A.

Dźwięki są dociążone a jednocześnie nośne. Głębokie, ważkie i substancjalne, a zarazem swobodnie propagujące, bardzo rozdzwonione i szybkie. W efekcie dostajesz szybszy i konkretniejszy bas o wyraźnie głębiej idącym zejściu; wyraźniejszy też na obrysie i z lepszą korelacją pomiędzy akustyczną aurą a skumulowaną siłą uderzeń. W sumie można go nazwać kompletnym, potrafiącym zarówno stawiać basowe kurtyny w muzyce elektronicznej, jak i znakomicie reprodukować kotły albo perkusję. A zatem bas nie na zasadzie, że no owszem, no jakoś, tylko taki do podziwiania, cały dla przyjemności. A to jest wielka różnica: mieć bas tylko na łatę, tak żeby golizna nie przeświecała, a mieć taki z prawdziwego zdarzenia, potrafiący grzmocić i ryczeć. Taki bas to jedna z największych audiofilskich uciech i kable potrafiące go przysporzyć powinny mieć osobny certyfikat.

Nad basem zwyczajowo leży średnica i już zdążyłem o niej napisać, że jest narzucająca się i z mocną osobowością. Nie wrzaskliwa czy podostrzona, a tylko wyrazista samą mocą obrazowania i przywołaniem obecności. Świetnie zniuansowana, dysponująca szeroką paletą barw głosu i nastrojów emocjonalnych – potrafiąca dobrze obrazować zarówno dyskretną delikatność jak i stany rozdzierające – a nigdy nie wpadająca w przesadny dramatyzm ani w zbyt stonowane, zlewające się z tłem wydelikacenia. Zawsze wszystko dokładnie słychać a dźwięki nigdy nie są raniące skutkiem braku kultury. Mogą ranić samą muzyczną treścią, o ile takowa się zjawi, lecz nigdy technicznym obskuranctwem.

To wszystko składa się na imponujący realizm, w którym wszystko jest wyważone. Temperatura, ciężar, światłocień, relacje podzakresów. Lekkie zjawia się przyciemnienie i ciemne ściany stają na krańcach sceny, a słodycz głosów jest wyczuwalna i artykulacja trochę podrasowana mocnym akcentowaniem oraz nieznacznym grasejowaniem tudzież zaśpiewem, co im dodaje uroku i stwarza atmosferę. Nie jest więc neutralnie nudno, nie powszednio, nie nijako. Muzyka jawi się jako święto, akustyka brzmień i wnętrz zostaje podkreślona. Bardzo dobre towarzyszy też temu operowanie pogłosem o dość obfitym ale dalekim od maksymalnych stanów przepływie. Wybitne jest także ogniskowanie źródeł, potęgujące poczucie obecności. Żadnego przy tym pompowania powietrza – sama jedynie naturalna świeżość i pełna swoboda oddechu. Sumarycznie zaś żywe piękno o mocnej, wyrazistej, bogatej osobowości.

Stosunkowo najsłabiej w paśmie wypadły soprany. Może dlatego, że bardzo obfite i wszędobylskie (aczkolwiek średnicy nie podbarwiające), a chociaż z dużą kulturą i rozejściem na przestrzeń, to takie bliskie przekroczenia granicy nadmiaru i zbytniej wyrazistości. Dźwięk minimalnie w niektórych używanych wcześniej torach zyskiwał w sopranowych partiach czerwonawe poświaty (troszeczkę jestem synestetą), a choć nie tak wyraźnie jak w słuchawkach Audio-Technica ATH-W5000 i ani trochę tym razem, w oparciu o mnogie lampy, niemniej z tymi sopranami trzeba ostrożnie i wzmacniacz koniecznie musi być z sopranową kulturą, bo tylko wówczas te soprany będą wyłącznie ożywcze, inspirujące.

I jak się mogliśmy spodziewać, EDIA marki Sulek nie zawiodła - uczucie obcowania z prawdziwą muzyką było zjawiskowe, za to mankamentów tyle co nic. Gorąco polecamy!

I jak się mogliśmy spodziewać, kabel głośnikowy marki Sulek nie zawiódł. Uczucie obcowania z prawdziwą muzyką pokazało się zjawiskowe.

Cóż by tu jeszcze dodać? System z testowanymi kablami znakomicie przechodził kolejne testy: fortepianu, stepowania, dzwoneczków, całościowej potęgi, nasycenia pudła i strun wiolonczeli, tembru trąbek, ustnika. W każdym wypadku dźwięki okazywały się różnorodne, właściwie oddające fakturę brzmienia i przede wszystkim zawsze angażujące. Przez cały wieczór nawet nie musnęła mnie nuda – przeciwnie, wstawałem po odsłuchu zziajany ze zmęczenia, bo trwał o wiele dłużej niż zakładałem i o wiele więcej emocji niż przewidywałem wywołał. Niczym byś trudny a zwycięski mecz ogniście kibicując oglądał.

Podsumowanie

sulek-hifi-philosophy-005   Sześć tysięcy za interkonekt to dosyć dużo, jednak za kabel głośnikowy niespecjalnie. Te średnio drogie kosztują pomiędzy osiem a dwanaście i dopiero powyżej zaczyna się cenowa ekstrawagancja. Tak więc zrównując cenę interkonektu i głośnikowego kabla Sulek Audio porozsyłało je do różnych przegród jakościowych. Ma to pewne odzwierciedlenie w jakości, ponieważ do interkonektów nie mam najmniejszych zastrzeżeń i zawsze je wpinam z zapałem, natomiast kablowi głośnikowemu do pełni szczęści potrzeba jeszcze lepszych sopranów; takich bezdyskusyjnie wzniosłych, a także bardziej uniwersalnych, pasujących do każdego toru. Niemniej w twardej rzeczywistości porównań udowodnił swą klasę, wykazując bez żadnych „ale” wyższość nad wszystkim co tańsze. Jego zalety można wyliczać, ale to już zostało zrobione, natomiast powtórzyć wypada tę najważniejszą – nigdy nie jest z nim nudno i muzyka przez mózg się nie snuje. Atakuje mnogością bodźców w oparciu o świetną jakość, rozpościerając przed słuchaczem żywy muzyczny obraz. To warte jest wydatków, o ile już w audiofilizm wdepnąłeś, bo jak pisałem wielokrotnie, kable głośnikowe wkład do całości brzmienia wnoszą zasadniczy i aż nie chce się wierzyć (i nikt pewnie bez słuchania by nie uwierzył), jak bardzo mogą przeistaczać – poprawić albo zepsuć. Dosłownie mogą zabić tor nawet wyborny, a z drugiej strony ratować nawet w złej sytuacji. Kabel Sulka umie ratować i umie nawet bardzo, ale nie w częstych okolicznościach, gdy jest potrzebna łagodność. Kiedy was gryzą soprany i trzeba je oswoić, na pewno ci pozostali testowani albo nie przywołany z nazwy Siltech Anniversary Classic okażą się bardziej przydatni, zwalczając przejawy dzikości niczym treserzy z biczem. Sulek natomiast może ratować tory ziejące nudą. W tej roli będzie rewelacją, jak również tam się sprawdzi, gdzie tor dobrze poskładano, a na rzecz jego ostatecznego zwieńczenia kablem nie chcemy wydać fortuny. Tym będzie skuteczniejszy, że jak wcześniej wspomniałem, fortuna wydana na kabel markowy nie zawsze oznacza spełnienie i za kilkanaście tysięcy da się wjechać na taką minę, że wylecicie wysoko nie w sensie jakościowym a z  gniewu. Ze strony Sulka nie ma o to obaw i ręczę za to słowem, a czy się okaże tak dobry, że zaniechacie sławnych, to już sprawdzicie sami.

 

W punktach:

Zalety

  • Żywy muzyczny obraz.
  • Nigdy żadnej nudy.
  • Realizm.
  • Spektakularne wydobywanie muzyki i wykonawców z tła.
  • Brzmienie głębokie, dźwięczne.
  • Częste operowanie czarnym tłem i głęboką barwą.
  • Holografia.
  • Scena o raczej domkniętym ale bardzo angażującym słuchacza charakterze.
  • Rewelacyjna stereofonia.
  • Podobnie jak podtrzymanie dźwięku na całym obszarze.
  • Dobre operowanie obfitym skądinąd pogłosem.
  • Ekspresyjne soprany o wysokiej kulturze.
  • Lekko podrasowana, bardzo efektowna średnica.
  • Mocny bas, posażny we wszystkie należne mu atrybuty.
  • Wraz z takim basem imponująca potęga brzmienia.
  • Dokładne wyważenie ilościowe podzakresów.
  • Utrafiona temperatura.
  • Śladowa słodycz w głosach, ale bez żadnego ocieplania, lepkości czy łaszenia się.
  • Żadnych makroskopowych wad.
  • Solidne wykonanie.
  • Odporny na uszkodzenia.
  • Giętki.
  • Dostępne firmowe zwory.
  • Firma o pewnej już renomie, mająca za sobą entuzjastyczne recenzje i znanego dystrybutora.
  • Rozsądny stosunek jakości do ceny.
  • Made in Poland.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Nie nadaje się do zażegnania sopranowej awantury.
  • W związku z czym czasami lepiej sięgnąć po kabel mniej efektowny ale łagodniejszy.
  • Ogromna konkurencja rynkowa, mogąca się poszczycić większą sławą, ładniejszym wyglądem i lepszymi opakowaniami. (O ile komuś na tym zależy bardziej niż na muzyce.)
  • Oferowany wyłącznie z przyłączem w postaci nagiego przewodu. (Co daje lepsze zdaniem producenta brzmienie.)

Sprzęt do testu dostarczyła firma: HiFi Ja i Ty

Cena: 6000 PLN (2 x 2,5 m).

 

System:

  • Źródło: Accuphase DP-700.
  • Przedwzmacniacz: ASL Twin-Head Mark III.
  • Końcówka mocy: Croft Polestar1.
  • Kolumny: Reference 3A (na podstawkach Acoustic Revive SPU-8).
  • Kable głośnikowe: Entreq Konstantin, Harmonix CS-120 Improved-Version, Siltech Classic Anniversary, Sulek Audio.
  • Podstawki pod kabel głośnikowy: Acoustic Revieve RCI-3H.
  • Interkonekty: 2 x Sulek Audio RCA.
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua, Crystal Cable Reference, Harmonix X-DC350M2R.
  • Listwa sieciowa: Power Base High-End.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

4 komentarzy w “Recenzja: Sulek Audio EDIA głośnikowy

  1. Pan Mieczyslaw pisze:

    „Rozsądny stosunek jakości do ceny” padlem!!!

    1. PIotr Ryka pisze:

      Jeżeli kabel jest o niebo lepszy od takiego za kilkanaście tysięcy, a także zdecydowanie lepszy od tańszych, to jaki ten stosunek niby ma być? Przecież napisałem, że można sobie kupić kabel z metra za stówkę i też będzie grało. Samochód za pięćset na chodzie też można kupić i do szwagra na weekend skoczyć. I rita-tita…

  2. Tomasz G pisze:

    Ciekaw jestem jak by zagraly z SF electa amator I.

  3. jafi pisze:

    Sprawdzić:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy