Recenzja: Unicorn Audio Grandioso

  Unicorn Audio  i TUBES-store.eu to firmy powiązane. Każda zajmuje się czym innym, ale mają wspólny podmiot właścicielski (Unicorn Group) i bezpośrednie przełożenie na rynek dóbr audiofilskich. Pierwsza zajmuje się produkcją kondycjonerów, druga handlem lampami. Nie tymi dzisiejszymi, których jakość niejednokrotnie pozostawia wiele do życzenia (albo przynajmniej trochę), tylko takimi z dawnych czasów, kiedy technologia lampowa była jedynym na obszarze elektroniki królestwem. Swoistym jest przy tym paradoksem – inkongruencją wiary w postęp – że im te z dawnych czasów starsze, tym przeważnie wyższej jakości. Że wycofanie do lat 40-tych i 50-tych to jest ten złoty okres, tam na jabłoniach złote jabłka. I druga rzecz dla dzisiejszego znawcy branży ciekawa – nikt w tamtych czasach się specjalnie nie chwalił własną najwyższą jakością, mówieniem, że na przykład moje ECC83 są lepsze od konkurencyjnych i w ogóle naj, naj. Była natomiast jakościowa gradacja – lampy klasyfikowano pod względem długowieczności i niezawodności oraz braku wewnętrznych zakłóceń, przy czym te sprzedawane jako najlepsze nie były wcale drogie, jedynie droższe od przeciętnych. Inną ciekawą rzeczą to, że nie zaistniał wyścig zbrojeń w konkurencji na najwyższą jakość muzyczną, pomijając jedynie fakt, że starano się skonstruować najlepiej pasujące do radioodbiorników duże triody (tymi okazały się mające stosunkowo najsłabsze spośród dużych wzmocnienie triody 45᾽), pojawił się natomiast wyścig w wymiarze potanienia i uproszczenia konstrukcji, na czym audiofile rzecz jasna dobrze nie wyszli – z tego właśnie się wzięło, że im te lampy starsze, tym lepsze, a te dzisiejsze nie ten tego…

Zostawmy lampowy odłam działalności, bo nie on nas tu przyprowadził. W tym miejscu po raz wtóry zajmiemy się produktem Unicorn Audio, tym razem najwyższym w ofercie i stosunkowo nowym modelem Grandioso. Nie takim jeszcze bez historii, bo na ostatnim AVS zjawił się w dwóch systemach (u Nautilusa z Octave i w Premium Sound z Shanling A600), ale jak chodzi o bliższy opis, to ten jest chyba pierwszy. Z tym że – co warto odnotować – model teraz opisywany to tak naprawdę wersja Mk II, a pierwsza to rok 2017 i wtedy na AVS prezentacje w pokojach Nautilusa, PhaSta i samego Unicorn Audio.  I może jeszcze dopowiem, bo to dosyć ciekawe, że oprócz dwóch wspomnianych i roli bycia dystrybutorem, w obrębie działań Unicorn Group znajduje się też e-smog protection, czyli ochrona przed szkodliwym oddziaływaniem silnych pól magnetycznych.

Odnieśmy na początek sprawę do testu poprzedniego, tak żeby jeszcze coś o producencie. Unicorn Audio, jako firma wchodząca w skład Unicorn Group, zajmuje się sprawami prądowymi od wielu już lat i skupia głównie na branży profesjonalnej a nie audiofilskiej, czyli na obsłudze tych miejsc, gdzie odpowiednia jakość prądu ma znaczenie dla jakości nagrań oraz precyzji produkcyjnej, a nie gdzie oczekujący rozrywek audiofil chce mieć jak najładniejsze la-la-la. Ale właśnie do audiofili są skierowane niektóre z kondycjonerów, których w ofercie jest łącznie siedem, a opisywany teraz Grandioso kosztuje z nich najwięcej (dokładnie 87 tys. PLN) i jest właśnie audiofilski. Poprzednio zapoznawaliśmy się ze znacznie tańszym, wciąż oferowanym i też audiofilskim Unicorn Audio Vertico (za 26,8 tys.) – i wówczas była mowa, że jego sercem i zarazem jedynym aktywnym systemem funkcyjnym jest wielki transformator o specjalnej konstrukcji i pływającym zawieszeniu. Którego to transformatora wraz z towarzyszącymi mu filtrującymi przybudówkami wpływ na jakoś brzmieniową okazał się nie tylko jednoznacznie pozytywny, ale też na dodatek duży. Po stronie zaś zewnętrznej mieliśmy tam do czynienia ze zintegrowanym kablem zasilającym oraz baterią gniazd Furutecha, od środka wspomaganych różnej intensywności pasywną filtracją magnetyczną, stosowną do ich ról. Tych gniazd było łącznie sześć w trzech dwugniazdowych sekcjach, a teraz będzie osiem i więcej zawiłości.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

4 komentarzy w “Recenzja: Unicorn Audio Grandioso

  1. Piotr Ryka pisze:

    Wczoraj oddałem Unicorna i stało się to wszystko co napisałem, w drugą stronę. Do opisu chciałbym dorzucić jedną rzecz wartą podkreślenia, mianowicie wyjątkowo dobrze widoczną zmianę morfologii skóry. Twarze dziobate, jak Jacka Sasina czy wielu postaci z „Piątego elementu” Bessona (który najwyraźniej takich dziobatych sobie wyszukał) przy szczytowej filtracji prądu nie tylko całościowo były realistycznie modelowane, ale też morfologia ich skóry była w swej jednolitości prawidłowo oddana – dzioby miały naturalną, jednolitą, choć oczywiście wgłębiającą się powierzchnię, a nie były jakimiś ciemnymi ubytkami, jak po odłamkach.

    1. Marcin pisze:

      Wszystko byłoby super gdyby nie ta… cena 🙁

      1. Piotr Ryka pisze:

        Tak, cena studzi zapał.

  2. Piotr Ryka pisze:

    Ponieważ Unicorn nie może się chwilowo zalogować (informatycy się ty zajmą, ale nie dzisiaj), w jego imieniu piszę:

    Ceny kondycjonerów naszej firmy zaczynają się od 12 tyś zł. Już młodszy brat Grandioso, Imperatore również ośmio gniazdowy kosztuje połowę ceny Grandioso. Każdy zainteresowany znajdzie coś dla siebie o ile ma świadomość, że dobre zasilanie jest równie ważne jak pozostałe elementy toru audio.

    Grandioso jest urządzeniem całkowicie bezkompromisowym, przeznaczonym do zasilania systemów klasy top hi end tam również jego możliwości są ukazane w pełni.

    Zapraszam do kontaktu
    biuro@unicornaudio.eu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy