Recenzja: NUR Harmonia

Dźwięk

     Start zwyczajowo przy komputerze obsługiwanym przez dwa Phasemation (przetwornik i wzmacniacz), interkonektem pomiędzy nimi Next Level Tech ETHER RCA, a słuchawki bez wkładek akustycznych podpięte własnym kablem, porównanie z Tonalium na koniec. I w roli punktu odniesienia głównie Susvara Unveiled, jako produkt podobnie nowy, planarny, otwarty i zdolny operować na tym samym okablowaniu. Lecz także AudioQuest NightHawk, prezentujące zbliżony styl.

     Inauguracyjny odsłuch trwał długo, okazał się ciekawy i obfitujący w zaskoczenia. Od razu mogę napisać, że słuchawki dowiodły przynależności do elity, lecz samo wyszczególnienie cech na to się składających byłoby pustą wyliczanką, w każdym punkcie wymaga bodaj krótkiego omówienia. Dlatego tak uczynię, przypominając jednocześnie, że wymienione przez konstruktora wyznaczniki projektu (pobudzająca przestrzenność, staranna definicja dźwięku, głęboki bas i naturalne ludzkie głosy oraz arcy wyraźne lecz nieagresywne soprany) zostały znalezione, ale i to nie wyjaśnia, trzeba ugryźć to głębiej. A zatem aspekt po aspekcie:

  •   Zacznijmy od poziomu mocy, cechy przychodzącej od zewnątrz. Odmienność stylistyczna powiązana z mocą wzmacniacza okazała się znaczna, nawet dość zasadnicza. A była do łatwego ustalenia pstryczkiem regulatora mocy na panelu wzmacniacza z odnośnikami HIGH i LOW. Zależnie od wybranego poziomu zjawiał się inny styl, lecz nieodmiennie towarzyszyła potęga – słuchawki emanowały potężnym brzmieniem i przy HIGH, i przy LOW. Już samo to było świetne, bo przecież jakże częstą sytuacja, gdy przy wzmacniaczach nie oferujących dużej mocy potęga ulatuje, nierzadko wraz z nią jakość. Tak dzieje się z jednymi i drugimi Susvarami, z Abyss 1266 i T+A Solitaire P, a już szczególnie z wieloprzetwornikowymi Crosszone CZ-1. Ale tak się nie dzieje w przypadku NUR Harmonia, ich potęga brzmieniowa nie jest warunkowana mocą. Co innego odnośnie stylu. Przy znacznej mocy w zapasie dominację zyskuje nie aż wprawdzie analiza (analitycznie nie grają), niemniej szumowo-szczegółowościowy aspekt przeważa nad melodyczno-poetyckim, zostajemy zmuszeni do wsłuchiwania się w szczegóły. Niczego złego w tym nie ma i dodatkowo to potwierdza, że również w mierze szczegółowości słuchawki są referencyjne, mnie jednak bardziej odpowiadał ich sposób grania przy zredukowanej mocy, co oczywiście ogranicza się do użytego tutaj wzmacniacza, w najmniejszym stopniu nie zabrania innej sytuacji przy innym. Ważne jednakże coś innego – owoż brzmienie najwyższej klasy.   
  • Od pierwszych taktów zjawiło się stuprocentowo transparentne i jednocześnie ciśnieniowe medium. Przezierność całkowita, brak przymgleń czy podbarwień powietrza, a jednocześnie żywość, głębia, holograficzny korytarz planów oraz działanie dużych ciśnień. Do czego dołączało osadzanie obiektów, jako zarówno dźwiękowych źródeł lokowanych w miejscach pozwalających poczuć autentyczność sceniczną, jak i zdolność do budowania autentycznych międzydźwiękowych relacji. Wyosobnianie wyważone, unikające przesadnie dużej, izolującej separacji, same zaś źródła o formatach przestrzennych, nie spłaszczonych, drastycznie podciągających tym naturalność. Składało się to na rzadko spotykany u słuchawek stopień wyrzucania obrazu za głowę (o ile umieć z tym poćwiczyć); postrzeganie wielowarstwowej przestrzeni i trójwymiarowych imaginacji – prawdziwych ludzi i instrumentów. Szczególnie silny tego wyraz w przypadku fortepianów; nie wiem czy poza binauralnymi jakiekolwiek poznane słuchawki były w stanie tak ten instrument przestrzennie zobrazować. Rzecz jasna wszystkie inne z tego zasobu czerpały, magia trójwymiarowego widzenia wysoce niecodzienna.
  • Towarzyszyła temu wyraźność i perfekcyjna dykcja. Drugi po przestrzenności postulat – definiowanie dźwięków – nie myślał ustępować stopniem realizacji. Dołączał brak przesady w narzucaniu konturów; sferyczne formowanie nie przesadzało z tworzeniem podziałów obrysowych, tak samo jak rozplanowanie źródeł gwarantując naturalność obrazu, w tym wypadku odnośnie przejść na granicy obiekt-przestrzeń. Tak więc obszernie, wyraźnie i czysto, a równocześnie prawdziwie poprzez spójność – cały obraz brzmieniowy jedną był satysfakcją.
  • Lecz najważniejszy czynnik, ten najbardziej wyróżniający, brał się nie z tamtych przymiotów, tylko z płynności brzmienia. W czym dostajemy aspekt trudniejszy, nie tak prosty do omówienia. Bo całe tamto oczywiste, tyle że nadprzeciętne, to zaś ambiwalentne. Czy wolisz bardziej szorstko i chropawo, czy bardziej gładko i pieszcząco? Zarówno sam strój instrumentów, jak z osobna sposób grania, mocniej mogą iść w to lub to, podobnie jak warstwa nagraniowa przez kogoś dorabiana. Słuchawki NUR Harmonia idą w płynność dźwiękowej formy, wolą wygładzać niż strzępić. Z tym jednak też nie przesadzają i przede wszystkim (moim zdaniem na szczęście) nie łączą tego z ocieplaniem ani przymilającą słodyczą. Gdyby tak było, bylibyśmy świadkami przechyłu w stronę umilania i samorodnego optymizmu, ale tak się nie dzieje, emocjonalny walor też został wyważony. Płynność zapewnia brak szorstkości, ale nie chropawości ani smutku, o ile tylko doza smutku samej muzyce przynależy. Jest poprzez nią pewne odejście od realności na rzecz upiększenia, zarazem są też znalezione te mniej męczące soprany.

     Ponownie muszę się do czegoś przyznać, mianowicie do tego, że poza elektrostatami nie spotkałem bodaj słuchawek potrafiących zachować taki realizm pomimo dopieszczania. I takie dopieszczanie naprawdę się przydaje; nie tylko słucha się łatwiej, ale i staje piękniej. (Zwłaszcza kiedy aparatura napędzająca nie ma jakościowej zdolności do wyższej klasy realizmu na bazie piękna jego brutalności.)

  • Kolejna cecha wyróżniająca to pogłębianie pogłosem. Nie brakuje słuchawek potrafiących to robić, posiłkujących się tym chwytem. Ale znowuż jakość realizacji w NUR okazuje się nadprzeciętna, aż nawet elitarna. Bowiem odpowiednie wyważenie pogłosu to jest nie lada sztuka, tym większa, im jest większy przy zachowaniu naturalność. NUR idą z tym daleko, dzięki czemu osiągają wzmiankowaną trójwymiarowość wszystkiego i holografię sceny, a mimo to nie odczuwamy pogłosowej przesady, ba – nawet jawności użycia. Pogłos tak doskonale wkomponowany, że działa poza jawnością; dopiero gdy się skoncentrować na architekturze brzmieniowej, jego tworzący wkład zostaje uchwycony.
  • Omówiłem już przestrzeń, omówiłem medium, gładź i pogłosy, także niezaburzony wymiar emocji. Przyszła pora na same dźwięki – na postać pojedynczych oraz ich źródłowości rozwijającej nić muzyczną.  

      Te pojedyncze są bogate i otoczone oprawą, co buduje przepych brzmieniowy. Robi się z tego triada atrybutów o brzmieniu decydujących:

  • holograficzna przestrzeń trójwymiarowych obiektów obrabianych pogłosem
  • gładka, wysoce analogowa postać muzycznego płynięcia
  • bogactwo formy samych dźwięków i ich akustycznej oprawy

      Kiedy się tego słucha ot tak, bez porównań i koncentracji uwagi anatomii brzmienia, może jedynie owa pieszcząca gładkość daje się rozpoznawać jako szczególna cecha, reszta zdaje się naturalna – po prostu taka, jak ma być, czy taka, jaka zazwyczaj bywa w przypadku udanych słuchawek. Ale gdy sięgamy po inne i rozpoczynamy porównania, to bogactwo i ta holografia też okazują się czymś więcej. Nie jest jednak zarazem tak, że jakaś deklasacja czy radykalne zdystansowanie, bo przykładowo AudioQuest NightHawk zagrały bardzo podobnie – trochę mniej transparentnie i mniej gładko, ale w wymiarze całościowym więcej niż dość podobnie.

    Jeszcze większe zbliżenie nastąpiło po zastąpieniu oryginalnego kabla NUR kablem Tonalium o złoto-palladowych końcach, wraz z czym brzmienie się obniżyło, medium trochę zgęstniało, tekstury stały się wyczuwalnie chropawe, a temperatura  i namacalność wzrosły, ale to pewnym kosztem holografii i przede wszystkim jednak inaczej względem całościowego wyrazu. (Kabel oryginalny świetnie wypadł, nie ma odnośnie niego żadnej potrzeby wymiany.)

      Główny atut włoskich słuchawek w porównaniu do NightHawk to minimalna, ale uchwytna, poprawa bezpośredniości, lepiej zrealizowany przełom sopran/średnica i lepsze ukazanie perspektywy – takie rozleglej rozpostarte i dokładniej na wysokości oczu. (Ale nie zawsze tak to widać, zależy od konfiguracji scenicznej nagrania.)

      Tak się działo przy komputerze, przy odtwarzaczu z kolei różnice względem NightHawk jeszcze dały radę się zmniejszyć, ale te względem Unveiled pozostały nienaruszone. Na tym samym Tonalium-Metrum Lab w wersji Special Edition (bardziej złożonej izolacyjnie) referencyjne Susvara Unveiled pokazały przesunięty ku słuchaczowi plan pierwszy i jednocześnie większy, wyraźnie rozleglejszy obszar sceniczny. (Tu z przodu trochę bliżej, tam z tyłu dużo dalej.) Lecz nade wszystko bardziej surowe, pozbawione wygładzeń brzmienie, poprzez co w moim odczuciu bliższe nieupiększanej, twardej realności. Co oczywistym następstwem tego, że NUR właśnie miały być wygładzone i poprzez to przyjemniejsze, co doskonale się udało, tyle że osobiście wolę brutalizm, od czego jednak czasem zdarzają się wyjątki.[3]

     Zawężając brzmienia do ludzkich głosów, tym to mocniej oddziaływało. U NUR poddane wygładzającej obróbce bogactwo formy i bogactwo oprawy, w Unveiled surowy, trzeźwy realizm z przełożeniem na bezpośredniość. Zaciąłem się na tych porównaniach, utwór za utworem sprawdzając po stronie tańszości NightHawk i po droższości Unveiled. Te pierwsze śladowo mniej tworzyły wokół dźwięków otoczki, do tego były ciutkę suchsze i jaśniejsze oraz, że tak to ujmę, mniej rozłożyste tonalnie. Jednak różnice w sumie tak skąpe, że jako efekt wypadkowy niemal ta sama przyjemność słuchania, zwłaszcza że stylistyka analogowej płynności u obu mocno zaznaczona. I jak to już mówiłem, te same głosy inaczej brzmiały u Unveiled, jawiąc się jako bardziej szorstkie, dogłębniej przeanalizowane pod względem cech indywidualnych, dające przez to asumpt do postrzegania siebie aż tak autentycznymi, że u słuchacza gęsia skórka.  

 

 

 

    

    Dodać można do tego, że i tu wmieszał się do porównań kabel słuchawkowy Tonalium, zwykle obsługujący Susvary. Przy którym NUR grały od NightHawk cieplej, podczas gdy z własnym chłodniej. Nie była to różnica typu „z tym lepiej, a z tym gorzej”, tylko przy każdym inaczej, zwłaszcza emocjonalnie. Przy własnym był to średnio biorąc wystudiowany stoicki spokój, z Tonalium śladzik optymizmu i trochę więcej żywości, poszumu, przeszywania. Ale żeby nie było z tym za łatwo, zależało to również od nagrań; czasem różnice temperatur niemal się zacierały, czasami były większe niż prawie identyczne.

  • Wyjdźmy nareszcie z tych porównań, skupmy się tytułowym przedmiocie. I wyróżnijmy pozostałe cechy, które brzmieniowo go tworzą. Z pewnością jednym z wyróżników formy okazała się całościowość spektakli. Nie dominował ani pierwszy plan (co dość często się zdarza), ani holograficzna głębia z akcentem na dalekie plany, co należało do osobliwych przymiotów najstarszej, złoto-brązowej wersji Stax SR-007. W NUR wszystkie plany jednakowo tworzące, brak powiększania dźwięków na dalekich z myślą zwiększenia udziału.
  • Kolejny aspekt to precyzyjnie opisywany, oddychający przestrzenią bas. Ale z tym basem nie to tylko; on się okazał mocniej akcentowany niż u NightHawk, podobny pod tym względem do Spirit Torino Valkyria i Ultrasone T7. Czasami aż nadto się narzucał, no ale kto nie lubi basu, gdy on taki relaksujący, potęgowy i efektowny?
  • Analogowość – jeszcze raz należy podkreślić analogowość brzmienia. Postać dźwięku jak z gramofonu: i potężnie, i gładko. Tyle że bez dodatku cukru i bez dodatku ciepła, a jeśli już, to śladowym za sprawą wymiany kabla albo gorącego nagrania.
  • Głębia – oto brzmienie głębokie, głębokie gdzie tylko sposobność. Esencjalne, treściwe i wytwornie podane, o doskonałym smaku.
  • Elegancja i artyzm. Że eleganckie, to oczywiste, przy wymienionych walorach niemożliwe do bycia innymi. Ale oprócz tego kładące nacisk na wymiar artystyczny. Ten tworzył się pod wpływem zarówno całościowego widzenia, jak i jakości fraz. Ale i to jeszcze nie dosyć, ta muzyka z wymiarem duchowym. Dlaczego tak się działo, tego nie umiem powiedzieć. Gdzieś w brzmieniu NUR zaszyte zostały bodźce tę duchowość poruszające, a czy to bardziej skutek przestrzeni, czy tej brzmieniowej elegancji, czy jeszcze czegoś innego? Być może to następstwo onego wygładzającego upiększenia nawiązującego do elektrostatów, przy jednoczesnym braku chwytów ze słodzeniem i ocieplaniem?
  • Efektem tchnienie piękna, ta muzyka chciała być piękna i piękna być umiała, posiadła najcenniejszy walor.
  • Pomimo tych zabiegów z sopranem i upiększaniem smutek przy okablowaniu własnym może stać się rozdzierający, nie ma narzutu optymizmu.
  • Jest za to liryzm i jest go dużo.
  • I jaka piękna dźwięczność!
  • Słuchawki podobają się od razu, nie ma okresu adaptacji, przywykania do ich stylizacji. Jest za to coś innego: im dłużej z nimi żyjesz, tym podobają się bardziej.

      Na koniec króciuteńko o wkładkach akustycznych:

  • TUBE AMP MODE – brzmienie trochę cięższe i głębsze niż kiedy nie ma wkładek, eksponujące tony średnie i poprzez to wokalistów bardziej uwydatniające w przekazie, zarazem przydające im dojrzałości, pełni i swego rodzaju „upojności”, chociaż to nie aż cała skala przejścia od standardowych tranzystorów na lampy 45′. Niemniej droga w tym samym kierunku i z bardzo dobrym punktem dojścia; punktem, w którym ci wokaliści są tylko odrobinę starsi (więc młodzi pozostają młodzi a starsi nie stają starzy), natomiast wszyscy stają się więksi, bardziej wypełniający ekran i mocniej czuć ich obecność, głosami mocniej dotykają. Przyrasta ciepło, przyrasta analogowość, staje się bardziej fizjologicznie i w sensie  uczuciowym przyjaźnie, mnie się to bardzo podobało, a słychać było to wyraźnie.
  • PRECISION SOUND –  chłodniej, ale wciąż fizjologicznie i blisko, odrobinę mniej nastrojowo, z lekkim poczuciem rezygnacji wśród ogólnie pozytywnego nastroju. Tak odrobinę rzewniej, minimalnie skarżąco, natomiast bez wątpienia zgodnie z obietnicą wyraźnie, w bardzo czystym powietrzu. Również prawdziwie, ale inaczej, wtrąceni zostajemy w inną atmosferę muzyczną. W sumie nadal lampową, ale z lampami odmiennego sortu, takimi bardziej w stylu pentod. 
  • MID BASS – tym razem mi się nie spodobało, zrobiło się za agresywnie. Miało się zrobić basowo, a stało sopranowo; kontury basu wprawdzie wyraźniejsze, ale kosztem melodyjności i naturalności dotyku. Po chwili przywykamy, mózg tonuje nam sybilanty, ale nie, to nie było dla mnie, choć niewątpliwie wciąż spektakularnie, te słuchawki za krąg spektakularności nie wychodzą.
  • FULL BASS – wciąż bardziej szorstko, nie tak analogowo jak przy TUBE AMP MODE, troszkę bardziej echowo i z mocnym konturem basu. Ale jak dla mnie ten kontur niewart degresji analogu. Ale do rocka jak najbardziej: gitary i perkusja wchodzące na plan pierwszy, a bardziej szorstki wokal pasuje do agresji, grozy i kontestacji. 

[3] Pamiętne Sony MDR-R10 czy Stax SR-Ω, by rzucić przykładami.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

22 komentarzy w “Recenzja: NUR Harmonia”

  1. Piotr+Ryka pisze:

    Pan informatyk wrzucał recenzję w ostatniej chwili, samolot już na niego czekał, efektem jest zwichnięta, a on wylądował w Egipcie i tyle go widzieli. No nic, trzeba znaleźć innego.

  2. Adam M. pisze:

    Kolejne kuszące mocno słuchawki…
    Czy słusznie mniemam ze bylby to dobry wybor dla kogos myslacego o zamianie Audeze LCD3 na cos w tym damym stylu tylko 'bardziej’?
    pozdrowienia

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Nie do końca. NUR nie są ciepłe. Są super analogowe i przestrzenne, ale nie są gorące i nie przepojone słodyczą. Ich ogląd bardziej obiektywny, mniej swojski i nie tak radosny.

      1. Adam M. pisze:

        dzięki, trzeba będzie posłuchać na AVS o ile beda.
        Audeze mam z przetwornikami z roku 2019, wiec pewnie juz mniej „gorące” niz pierwsze wersje.

        1. Piotr+Ryka pisze:

          Wg dystrybutora będą na pewno. Mają też mieć poprawiony pałąk, ale pod względem wygody nie ma w nim nic do poprawienia, w każdym razie w moim odczuciu.

  3. Tomek pisze:

    Adamie M. Dla mnie ,,bardziej” niż Lcd3 to Hifiman He-R10P. Poprawione Trójki, kierunek Czwórek. Nie patrzeć że zamknięte. Grzać według książki bo ,,wariują”.

    Tutaj jest świetna oferta –

    https://pl.aliexpress.com/item/1005009356053238.html?src=google&pdp_npi=4%40dis!PLN!11160.60!4637.81!!!!!%40!12000048869093541!ppc!!!&snps=y&src=google&albch=shopping&acnt=752-015-9270&isdl=y&slnk=&plac=&mtctp=&albbt=Google_7_shopping&aff_platform=google&aff_short_key=_oDc8nzq&gclsrc=aw.ds&&albagn=888888&&ds_e_adid=&ds_e_matchtype=&ds_e_device=c&ds_e_network=x&ds_e_product_group_id=&ds_e_product_id=pl1005009356053238&ds_e_product_merchant_id=5408118813&ds_e_product_country=PL&ds_e_product_language=pl&ds_e_product_channel=online&ds_e_product_store_id=&ds_url_v=2&albcp=22661696384&albag=&isSmbAutoCall=false&needSmbHouyi=false&gad_source=1&gad_campaignid=22655541987&gclid=CjwKCAjwkbzEBhAVEiwA4V-yqkF0I3ZtmMbej6ee7Trd0wHn8GvV2TKvz1iAbFDpblMq4xd5ILEZkBoC8Z0QAvD_BwE#nav-specification

  4. Piotr+Ryka pisze:

    Nareszcie można rozprostować oczy.

  5. Piotr Ryka pisze:

    I jak to zwykle w takich razach okazało się, iż nie miałem racji odnośnie ograniczonej liczby luksusowych słuchawek z Włoch, są mianowicie jeszcze takie: https://bandossheadphones.com/avija-precision/

  6. Marcin pisze:

    Po długim oczekiwaniu przyjechały Nur Harmonia. Pierwsze wrażenia zgodne z powyższą recenzją. Słuchawki wybitne, kompletne i po prostu „muzykalne”. W nich naprawdę mozna cieszyć się ze sluchania myzyki. Radzą sobie z każdym gatunkiem póki co. Trochę skojarzyły mi się z Meze Empyrean, tyle że lepsze w każdym aspekcie. Taki mix Empyrean z Hifiman he1000se. Połączenie najlepszych cech tych słuchawek, bez ich wad.
    Dziękuję za świetną recenzję panie Piotrze, gdyż znalazłem słuchawki na które w pewnym sensie od dawna czekałem, wędrując po tym coraz większym słuchawkowym labiryncie!

    1. Piotr Ryka pisze:

      Oby to wszystko na dalszych etapach słuchania się potwierdziło.

  7. Marcin pisze:

    Ciekawe jakby zestawić je z Erzetich Charybdis.

    1. Piotr Ryka pisze:

      NUR są brzmieniowo bardziej miękkie, delikatne i melodyjne. Poza tym roztaczają jaśniejszą aurę, czy jak kto woli, ich światło jest jaśniejsze, bardziej promienne. Aura Charybdis jest ciemniejsza, bardziej mroczna.

  8. Andrzej Szulczewski pisze:

    Witam
    Mam ogromną prośbę. słucham jazzu akustycznego z płyt winylowych. Korzystam ze wzmacniacza hybrydowego Lector ZUM-H. Obecnie posiadam słuchawki Hi-fiman H-1000 V3.
    Bardzo lubię kontrabas i poszukuję słuchawek oddających bardzo dobrze jego fakturę i niuanse. Pod uwagę biorę ZMF Verite closed, Nur Harmonia i ArcTech AB92. Które by pan polecił dla moich potrzeb ewentualnie inne Pana propozycje w podobnym zakresie cenowym.
    Z góry dziękuję za pomoc
    Pozdrawiam
    Andrzej

    1. Piotr Ryka pisze:

      Mam kłopot z odpowiedzią, bo tego wzmacniacza nie znam w ogóle, a HiFiMAN HE-1000 V3 to ledwie, ledwie chwilkę słuchałem. Nie czuję więc tego brzmienia i muszę zapytać, co jest z nim nie tak? Wstępnie przychodzą mi do głowy Focal Utopia w pierwszej wersji (a zatem tylko z drugiej ręki) albo Meze ELITE. Ale to czysta zgadywanka. Jeszcze się muszę zastanowić. Może ktoś inny coś podpowie? Dobrze byłoby móc się konsultować z Marcinem Olesiem, ale on chyba nie słucha na słuchawkach.

  9. Alucard pisze:

    Wybrałbyś te NUR ponad DCA Expanse do słuchania basowej cięzkiej muzy? Czy lepiej po prostu kupić Finale DX6000 i nie iść wyżej w te planary? Napisałeś że DX6000 grają jak Valkyria więc to jest kuszące bo szukam takiego właśnie przekazu. Poczytałem też trochę ostatnio o Expanse i mnie zainteresowały, z drugiej strony wychodzą właśnie Audeze LCD5s.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Powiem tak: DX6000 naprawdę podobnie do Valkyria grają, ale dwie rzeczy. 1) Potrzebny jest naprawdę mocny wzmacniacz. 2) Trzeba się godzić z tym, że nie ma ekspozycji szczegółów, eksponuje się sama muzyka. A tak między nami, to jeśli tylko dasz radę, spraw sobie T+A Solitaire P, będziesz miał wszystkie problemy z głowy.

      1. Alucard pisze:

        Solitaire P słuchałem we Wrocławiu w mp3store i dla mnie to są najlepsze słuchawki jakie miałem n głowie. Mam z nimi tylko jeden problem – są za małe na moją kwadratową głowę. Nie chodzi tu o długość tego rozsunięcia i brak możliwości dopasowania, tylko o to że te stalowe elementy pałąka cisną mnie w głowę. Mam z tym wielki problem bo już po chwili trafiał mnie szlag, nie da rady ich nosić normalnie. Dźwiękowo to są giganty, ale użytkowo to dla mnie zwykły kawałek szmelcu. Projektanta od od ergonomii powinni wbić na pal i urwać mu torbę. Gdyby nie ten szmelcowaty pałąk już dawno by były moje. Być może uda się przetestować je dłużej i znaleźć jakiś sposób ułożenia ich inaczej na głowie lub coś w tym stylu. Ale uważam że przy tej cenie śłuchawek nie powinienem cierpieć dlatego że mam większą głowę, powinno to być uwzględnione w projekcie.
        Co do DX6000 to ja nie potrzebuję jakiejś zbytniej ekspozycji szczegółów, mam w domu Pioneery Master 1 i one też tak jakoś tym nie szafują i jest ok. Teraz słucham na D8000 Final z padami G, ale dlatego że mój nowy wzmak wyciąga z nich chyba praktycznie maksa.
        Jeśli chodzi o wzmacniacz to mam teraz taką bestię co się nie boi niczego. Wykonany na zamówienie, jedyna taka sztuka w Polsce. Właściwie to kombo z DAC na pokładzie. Można sobie wpiąć 2 takie Solitaire naraz albo np 2 susvary naraz. Czy Abyssy. Co tam chcesz. i to nie jest amp do kolumn 😉 Więc niczego się nie boję 😀

        1. Piotr Ryka pisze:

          Jak masz Final D8000 to DX6000 raczej nie są potrzebne. Jak chcesz na max ciężkiego rocka to Ultrasone E7, E9 albo T7. To inny poziom basu i energii.

          1. Alucard pisze:

            Widziałem używki siódemek. Słuchałem ich dawno temu, nie pamiętam już jak grały ale wiem że miały petardę na basie i były ciepłe, niemęczące.
            Jeszcze pytanie apropo Expanse vs Solitaire P. Wolałbyś do mocnej basowej muzyki Solitaire? Jest jakaś przepaść między tymi słuchawkami? Wiem że Solitaire były jakby przyciemnione. Expanse są jasne w porównaniu do nich? Często widzę opinie że przy Expanse jest problem z mocą wzmacniacza, dlatego większość ludzi nei wyciąga z nich maksa.

          2. Piotr Ryka pisze:

            Sam na pewno wolałbym Solitaire P.

  10. Alucard pisze:

    Solitaire P zamówione, a co tam. Najwyżej odeślę.

    1. Piotr Ryka pisze:

      I słusznie. Osobiście i paru znajomych nie miało z nimi ergonomicznego problemu. Jednemu z tych znajomych Entreq dorobił okablowanie Olympus i stało się jeszcze lepiej, ale nie namawiam, bo to drożyzna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy