Kolejne słuchawki elitarne, dla odmiany tym razem włoskie. Może nie jestem dogłębnie zorientowany, ale słuchawek pochodzących z Italii za wielu nie kojarzę, całkiem inaczej niż wzmacniaczy. Oprócz figurujących w tytule, o zaistnieniu których jeszcze niedawno nie wiedziałem (głównie dlatego, że nie istniały), a także kilku innych elitarnych sygnowanych marką Spirit Torino, przychodzą mi do głowy jedynie efemerycznie migawkowe autorstwa Rudiego Stora z Triestu, nieobecnego już niestety na rynku[1] twórcy głównie słuchawkowych wzmacniaczy. Internet pokazuje, że jest też parę tanich modeli oferowanych przez profesjonalną markę Proel, ale tych spotkaniowo nie kojarzę, o te się nie otarłem. Tak więc de facto mamy do czynienia dopiero z drugim czynnym włoskim producentem słuchawek zaliczanych do high-endowych, jeśli ktokolwiek zna kolejnego, bardzo chętnie się dowiem.
„Nur” znaczy po arabsku światło, i ono najpierw oświeciło, a teraz emanuje z maestro Angelo De Mattia, a ściślej jego nauszników. Angelo mówi o sobie, że jest projektantem designerem i artystą malarzem, który od zawsze kochał muzykę i widział w niej element esencjalny wiodący do najgłębszych inspiracji i najgłębszych refleksji. Czynnik zarówno głębokiego namysłu jak i odświeżającego relaksu, coś z jednej strony dziś powszechnego, z drugiej nietrywialnego.
Z czasem wyrobiła się u Mateo skłonność do słuchawkowego słuchania, jako takiego bardziej intymnego i bardziej pobudzającego myśli. W odróżnieniu od nas, biernych odbiorców słuchawek dostarczanych przez rynek, Mateo w chwili twórczej inspiracji zapragnął samemu stworzyć możliwie najdoskonalej odpowiadające jego muzycznym potrzebom, na które składać się miały pobudzająca przestrzenność, staranna definicją dźwięku, głęboki bas i w naturalny sposób opisujące ludzkie głosy średnie tony, a na zwieńczenie arcywyraźne, ale zarazem niemęczące wysokie tony. To były wyznaczniki, których poszukiwano, od razu mogę rzucić – zostały znalezione.
Miejscem akcji pięciotysięczne Bassano Romano, miejscowość historyczna o klimacie kurortu pięćdziesiąt kilometrów na północny zachód od Rzymu, ale nie łudźmy się, słuchawki nie powstały w pracowni artysty malarza opromienianego Światłem Stworzenia oraz własną zachcianką, pracowały nad nimi Wydział Inżynierii Informatycznej, Elektroniki i Telekomunikacji oraz Centrum Innowacji Technologicznych rzymskiego uniwersytetu „La Sapienza” – największej europejskiej placówki naukowej. To te ośrodki wypracowały kształt konstrukcji i wyszukały właściwe materiały, przeprowadziły analizy strukturalne i akustyczne, dobrały odpowiednie strojenie.
Czas się temu przyglądnąć.
[1] Ostatnia data aktywności 2019, nieznana data śmierci, ale jej fakt potwierdzony.
Powierzchowność i technologia
Włoska szkoła tworzenia przedmiotów ma swoje inwarianty. Nie celuje w ascetyzm, nie lubuje się w przemysłowych klimatach i nie szuka najprostszych rozwiązań. Kunszt ma się uwidaczniać, niezwykłość ma być oczywista i niekoniecznie dyskretna. I nie inaczej w tym przypadku, co się najmocniej przejawia we wzornictwie maskownic opartych o wzór Kwiatu Życia. Nakładające się okręgi z wpisanymi sześciokątami, samymi mającymi wpisane w siebie rozety, tworzą kalejdoskopowo mieniący się agregat kształtów, niemożliwy do jednoznacznej, zastygłej w czasie identyfikacji składających się na niego figur, zupełnie jakby był właśnie czymś żywym i aktywnym, a nie kawałkiem stali 301 wyfrezowanym CNC[2]. Na tym niezwykłość się nie kończy, tylko rozrastająco przenosi w oprawy przetworników, będących dużej złożoności wydrukami 3D na bazie karbonylonu, tj. nylonu wzmocnionego komponentem węglowym. Czuć tę niemetalowość – w dotyku są cieplejsze – wydają się też wypiętrzone z trzech nakładających się ringów, ale to nie do końca tak. W istocie to grubszy wierzchni element drukowany w jednym podejściu, poniżej, już za w ten pierwszy wmontowanym aluminiowo oprawionym przetwornikiem, komora rozprężania dźwięku. Wszystko to okazuje się strukturalnie skomplikowane i na obwodzie równie wysokie jak nadprzeciętnie wysokie pady, które są wyższe za uszami i zdają się okrągłe, co je odróżnia od maskownic z Kwiatem Życia, po których znać wydłużenie w odpowiedniości do małżowiny usznej. Pod prąd temu idzie pustka wewnątrz pada, ją bowiem także ustawiono pod kątem i uczyniono podłużną, ale nie jest owalna – ona jest prostokątna. (Tym niemniej ucho dobrze wchodzi.)
Na dnie nie ma osłonowej tkaniny, patrzymy bezpośrednio na przetwornik, który klasycznie jest planarny – to znaczy magnesy oraz cewki posiada po obu stronach. Magnesy dano mu beleczkowe z neodymu (jak u wszystkich dobrych planarów), po stronie ucha odsłonięte, a po zewnętrznej od maskownicy-kwiatu odgrodzone filcowym filtrem kompensacji odpowiedzi częstotliwościowej.
Skomplikowana struktura obejmuje ponadto profile antyrefleksyjne, aluminiowy stelaż magnesów i przede wszystkim dwuwarstwową ø105 mm membranę z PEEK, znaczoną serpentynami cewek tak samo po obu stronach. Opisowo to dokładniej ujmując, mamy do czynienia z dwoma mikronowej grubości płatkami polieteroeteroketonu – wysokotemperaturowego tworzywa o własnościach metalu. (Jeżeli widzieliście kiedyś przemysłowe wentylatory o niemetalowych łopatkach, to był to najprawdopodobniej PEEK.)
Schemat całości nie jest tajemnicą, uwidoczniono go na stronie producenta, nie ma zatem potrzeby jeszcze staranniej go omawiać. Poza jednym wyjątkiem. W ramach obróbki dźwięku trafiamy na rzecz unikalną, mianowicie wymienne filcowe wkładki pełniące rolę filtrów akustycznych. (Jeszcze do nich będziemy wracać.)
O właściwościach PEEK producent się rozpisał, przytoczmy jego obszerny wywód wypunktowujący zalety:
- Ultracienkość (3 mikrony) i niska masa
Cieńsza membrana porusza się z większą zwinnością i szybkością, co zmniejsza zniekształcenia czasowe i poprawia reakcję przejściową.
Niska masa 3-mikronowego PEEK-u pozwala na większą wydajność przetwarzania sygnału elektrycznego na fale dźwiękowe, co pozwala na zmniejszenie zużycia energii i poprawę dynamiki.
Zaleta akustyczna: szybszy, bardziej szczegółowy i dokładny dźwięk, bez efektu „rozmycia” (rozmycia szybkich nut).
- Sztywność i wytrzymałość konstrukcyjna
PEEK jest o wiele sztywniejszy od materiałów takich jak Mylar czy PET, co oznacza, że zachowuje swój kształt nawet pod wpływem naprężeń.
Sztywność zapobiega niepożądanym odkształceniom, które mogłyby powodować zniekształcenia.
Materiał zbyt miękki może wibrować w niekontrolowany sposób, powodując powstawanie artefaktów dźwiękowych.
Korzyści akustyczne: Bardziej liniowa charakterystyka częstotliwości i czystszy dźwięk, wolny od niepożądanych rezonansów.
- Doskonałe właściwości tłumienia wewnętrznego
PEEK charakteryzuje się wysokim współczynnikiem tłumienia, czyli zdolnością do pochłaniania niepożądanych drgań.
Jest to szczególnie ważne w przypadku przepony, która musi poruszać się szybko, nie wytwarzając przy tym niepożądanych częstotliwości ani sztucznych pogłosów.
Dzięki temu powstający dźwięk jest bardziej naturalny i mniej metaliczny niż w przypadku materiałów o niskiej zdolności tłumienia.
Korzyści akustyczne: większa kontrola wysokich częstotliwości, eliminacja niepożądanych szczytów oraz bardziej wyrafinowana i zrównoważona prezentacja.
- Stabilność termiczna i chemiczna
PEEK jest odporny na wysokie temperatury bez utraty właściwości mechanicznych, co stanowi jego przewagę nad tańszymi polimerami, które z czasem mogą się odkształcać.
Materiał ten jest wysoce odporny na wilgoć i substancje chemiczne, co gwarantuje stabilność działania nawet w trudnych warunkach.
Korzyść akustyczna: Wysoka trwałość gwarantująca niezmienność dźwięku na przestrzeni czasu, bez pogorszenia jakości.
- Rozszerzona i zrównoważona odpowiedź częstotliwościowa
3-mikronowy PEEK umożliwia bardzo szczegółową reprodukcję zarówno wysokich częstotliwości (szczegółowość i jaskrawość), jak i niskich częstotliwości (gęstość i głębia).
Dzięki swojej lekkości membrana szybciej reaguje na mikroszczegóły w muzyce, co przekłada się na większy realizm dźwięku.
W połączeniu z technologią magneto-planarną, która równomiernie rozkłada siłę na membranie, efektem jest bardziej naturalna odpowiedź częstotliwościowa bez irytujących pików.
Zaleta akustyczna: Bardziej otwarty, szczegółowy i naturalny dźwięk, z doskonałym odwzorowaniem tekstur dźwiękowych.
Dlaczego 3-mikronowy PEEK jest idealny do przetworników magneto-planarnych?
Przetworniki magnetoplanarne opierają się na cienkiej membranie zawieszonej w polu magnetycznym, która wibruje, generując dźwięk. W przeciwieństwie do klasycznych przetworników dynamicznych, w których ruch koncentruje się w pojedynczej cewce drgającej, przetworniki magnetoplanarne rozkładają siłę na całą powierzchnię membrany.
Materiał taki jak PEEK o grubości 3 mikronów jest idealny, ponieważ:
- Jest wystarczająco sztywny, aby zapewnić kontrolę ruchu.
- Posiada doskonałe tłumienie eliminujące niepożądane drgania.
- W porównaniu z innymi materiałami (PET, PEN, TPU, LCP, nanokompozyty).
- PET i PEN są niedrogie, ale mają gorszą sztywność i tłumienie.
- TPU dobrze tłumi drgania, ale jest zbyt miękkie i ma powolną reakcję przejściową.
- LCP (polimer ciekłokrystaliczny) jest bardzo sztywny i wydajny, ale wiąże się z większymi kosztami i może wykazywać rezonanse, jeśli nie zostanie odpowiednio zabezpieczony.
- Teoretycznie lepsze są nanokompozyty (np. przepony wzmocnione nanorurkami węglowymi lub grafenem), ale ich zastosowanie jest nadal ograniczone ze względu na koszty i złożoność produkcji.
Zastosowanie 3-mikronowego PEEK-u w przetwornikach magneto-planarnych zapewnia idealną równowagę między lekkością, sztywnością i tłumieniem, gwarantując:
- Wysoką prędkość i dokładność w stanach przejściowych
- Szczegółowa i naturalna reprodukcja dźwięku
- Minimalne zniekształcenia i przebarwienia
- Wysoka trwałość i stabilność w czasie
Cechy te czynią go idealnym materiałem do słuchawek wysokiej klasy, w których dźwięk musi być jak najwierniej odwzorowanym oryginalnym nagraniem.
Przytłoczy tą wiedzą dodam, że słuchawki przenoszą pasmo 8 Hz – 50 kHz i przy impedancji 48 Ω osiągają czułość 107 dB, co pozwala im generować sygnał o mocy 3,0 W. Zniekształcenia (THD) lokują się poniżej 0,1%, a dostarczany kabel też jest wysoce nadprzeciętny. Powstaje we współpracy z firmą „1221 Hi-Fi Lab” w oparciu o 8-żyłowy OFC 6N i złożony jest z czterech miedzianych i czterech z miedzi srebrzonej przewodów o grubości jednego mikrona. W popielatym materiałowym oplocie i na dobiegach do muszli z miedzianej plecionki okazuje się lekki i giętki, zakończony micro jackami, po drugiej stronie wedle życzenia, w naszym przypadku 4-pinem.
Zwieńczeniem pałąk z paska metalu obciągniętego skórą, od spodu pianką podścielony, doposażony w podwieszoną zamszową opaskę chodzącą na dwóch gumach. Z czego bierze się dobra wygoda, nie można mieć zastrzeżeń; szczególnie nie można wobec faktu, że znaczny ciężar został przykryty dobrze opracowaną ergonomią, słuchawki nie wydają się ciężkie, mimo iż ciężkie są.
Dostajemy je w kartonowym pudełku w jasny rzucik z czarnymi napisami, wewnątrz z szarego brezentu etui na zamek schowane w welurowym worku. W etui poza słuchawkami dwa kable (drugi tej samej jakości dla sprzętu przenośnego) plus mała broszurka z opisem i coś jeszcze – coś o dużym znaczeniu. W mniejszym od pudełka zapałek płaskim futeraliku sygnalizowane cztery komplety filcowych wkładek akustycznych, które można aplikować do muszli celem odmienności brzmieniowej. We wnętrzach komór, zaraz poniżej padów, są po przedusznej stronie na te wkładki pasowne kieszonki, a wkładki noszą oznaczenia „FULL BASS”, „MID BASS”, „TUBE AMP MODE” i „PRECISION SOUND”. Piąta, ostatnia, ewentualność, to nieużycie wkładek, dające najbardziej otwarty dźwięk.
[2] Nierdzewna stal 301 z domieszkami chromu, manganu, fosforu, krzemu i niklu.
Dźwięk
Start zwyczajowo przy komputerze obsługiwanym przez dwa Phasemation (przetwornik i wzmacniacz), interkonektem pomiędzy nimi Next Level Tech ETHER RCA, a słuchawki bez wkładek akustycznych podpięte własnym kablem, porównanie z Tonalium na koniec. I w roli punktu odniesienia głównie Susvara Unveiled, jako produkt podobnie nowy, planarny, otwarty i zdolny operować na tym samym okablowaniu. Lecz także AudioQuest NightHawk, prezentujące zbliżony styl.
Inauguracyjny odsłuch trwał długo, okazał się ciekawy i obfitujący w zaskoczenia. Od razu mogę napisać, że słuchawki dowiodły przynależności do elity, lecz samo wyszczególnienie cech na to się składających byłoby pustą wyliczanką, w każdym punkcie wymaga bodaj krótkiego omówienia. Dlatego tak uczynię, przypominając jednocześnie, że wymienione przez konstruktora wyznaczniki projektu (pobudzająca przestrzenność, staranna definicja dźwięku, głęboki bas i naturalne ludzkie głosy oraz arcy wyraźne lecz nieagresywne soprany) zostały znalezione, ale i to nie wyjaśnia, trzeba ugryźć to głębiej. A zatem aspekt po aspekcie:
- Zacznijmy od poziomu mocy, cechy przychodzącej od zewnątrz. Odmienność stylistyczna powiązana z mocą wzmacniacza okazała się znaczna, nawet dość zasadnicza. A była do łatwego ustalenia pstryczkiem regulatora mocy na panelu wzmacniacza z odnośnikami HIGH i LOW. Zależnie od wybranego poziomu zjawiał się inny styl, lecz nieodmiennie towarzyszyła potęga – słuchawki emanowały potężnym brzmieniem i przy HIGH, i przy LOW. Już samo to było świetne, bo przecież jakże częstą sytuacja, gdy przy wzmacniaczach nie oferujących dużej mocy potęga ulatuje, nierzadko wraz z nią jakość. Tak dzieje się z jednymi i drugimi Susvarami, z Abyss 1266 i T+A Solitaire P, a już szczególnie z wieloprzetwornikowymi Crosszone CZ-1. Ale tak się nie dzieje w przypadku NUR Harmonia, ich potęga brzmieniowa nie jest warunkowana mocą. Co innego odnośnie stylu. Przy znacznej mocy w zapasie dominację zyskuje nie aż wprawdzie analiza (analitycznie nie grają), niemniej szumowo-szczegółowościowy aspekt przeważa nad melodyczno-poetyckim, zostajemy zmuszeni do wsłuchiwania się w szczegóły. Niczego złego w tym nie ma i dodatkowo to potwierdza, że również w mierze szczegółowości słuchawki są referencyjne, mnie jednak bardziej odpowiadał ich sposób grania przy zredukowanej mocy, co oczywiście ogranicza się do użytego tutaj wzmacniacza, w najmniejszym stopniu nie zabrania innej sytuacji przy innym. Ważne jednakże coś innego – owoż brzmienie najwyższej klasy.
- Od pierwszych taktów zjawiło się stuprocentowo transparentne i jednocześnie ciśnieniowe medium. Przezierność całkowita, brak przymgleń czy podbarwień powietrza, a jednocześnie żywość, głębia, holograficzny korytarz planów oraz działanie dużych ciśnień. Do czego dołączało osadzanie obiektów, jako zarówno dźwiękowych źródeł lokowanych w miejscach pozwalających poczuć autentyczność sceniczną, jak i zdolność do budowania autentycznych międzydźwiękowych relacji. Wyosobnianie wyważone, unikające przesadnie dużej, izolującej separacji, same zaś źródła o formatach przestrzennych, nie spłaszczonych, drastycznie podciągających tym naturalność. Składało się to na rzadko spotykany u słuchawek stopień wyrzucania obrazu za głowę (o ile umieć z tym poćwiczyć); postrzeganie wielowarstwowej przestrzeni i trójwymiarowych imaginacji – prawdziwych ludzi i instrumentów. Szczególnie silny tego wyraz w przypadku fortepianów; nie wiem czy poza binauralnymi jakiekolwiek poznane słuchawki były w stanie tak ten instrument przestrzennie zobrazować. Rzecz jasna wszystkie inne z tego zasobu czerpały, magia trójwymiarowego widzenia wysoce niecodzienna.
- Towarzyszyła temu wyraźność i perfekcyjna dykcja. Drugi po przestrzenności postulat – definiowanie dźwięków – nie myślał ustępować stopniem realizacji. Dołączał brak przesady w narzucaniu konturów; sferyczne formowanie nie przesadzało z tworzeniem podziałów obrysowych, tak samo jak rozplanowanie źródeł gwarantując naturalność obrazu, w tym wypadku odnośnie przejść na granicy obiekt-przestrzeń. Tak więc obszernie, wyraźnie i czysto, a równocześnie prawdziwie poprzez spójność – cały obraz brzmieniowy jedną był satysfakcją.
- Lecz najważniejszy czynnik, ten najbardziej wyróżniający, brał się nie z tamtych przymiotów, tylko z płynności brzmienia. W czym dostajemy aspekt trudniejszy, nie tak prosty do omówienia. Bo całe tamto oczywiste, tyle że nadprzeciętne, to zaś ambiwalentne. Czy wolisz bardziej szorstko i chropawo, czy bardziej gładko i pieszcząco? Zarówno sam strój instrumentów, jak z osobna sposób grania, mocniej mogą iść w to lub to, podobnie jak warstwa nagraniowa przez kogoś dorabiana. Słuchawki NUR Harmonia idą w płynność dźwiękowej formy, wolą wygładzać niż strzępić. Z tym jednak też nie przesadzają i przede wszystkim (moim zdaniem na szczęście) nie łączą tego z ocieplaniem ani przymilającą słodyczą. Gdyby tak było, bylibyśmy świadkami przechyłu w stronę umilania i samorodnego optymizmu, ale tak się nie dzieje, emocjonalny walor też został wyważony. Płynność zapewnia brak szorstkości, ale nie chropawości ani smutku, o ile tylko doza smutku samej muzyce przynależy. Jest poprzez nią pewne odejście od realności na rzecz upiększenia, zarazem są też znalezione te mniej męczące soprany.
Ponownie muszę się do czegoś przyznać, mianowicie do tego, że poza elektrostatami nie spotkałem bodaj słuchawek potrafiących zachować taki realizm pomimo dopieszczania. I takie dopieszczanie naprawdę się przydaje; nie tylko słucha się łatwiej, ale i staje piękniej. (Zwłaszcza kiedy aparatura napędzająca nie ma jakościowej zdolności do wyższej klasy realizmu na bazie piękna jego brutalności.)
- Kolejna cecha wyróżniająca to pogłębianie pogłosem. Nie brakuje słuchawek potrafiących to robić, posiłkujących się tym chwytem. Ale znowuż jakość realizacji w NUR okazuje się nadprzeciętna, aż nawet elitarna. Bowiem odpowiednie wyważenie pogłosu to jest nie lada sztuka, tym większa, im jest większy przy zachowaniu naturalność. NUR idą z tym daleko, dzięki czemu osiągają wzmiankowaną trójwymiarowość wszystkiego i holografię sceny, a mimo to nie odczuwamy pogłosowej przesady, ba – nawet jawności użycia. Pogłos tak doskonale wkomponowany, że działa poza jawnością; dopiero gdy się skoncentrować na architekturze brzmieniowej, jego tworzący wkład zostaje uchwycony.
- Omówiłem już przestrzeń, omówiłem medium, gładź i pogłosy, także niezaburzony wymiar emocji. Przyszła pora na same dźwięki – na postać pojedynczych oraz ich źródłowości rozwijającej nić muzyczną.
Te pojedyncze są bogate i otoczone oprawą, co buduje przepych brzmieniowy. Robi się z tego triada atrybutów o brzmieniu decydujących:
- holograficzna przestrzeń trójwymiarowych obiektów obrabianych pogłosem
- gładka, wysoce analogowa postać muzycznego płynięcia
- bogactwo formy samych dźwięków i ich akustycznej oprawy
Kiedy się tego słucha ot tak, bez porównań i koncentracji uwagi anatomii brzmienia, może jedynie owa pieszcząca gładkość daje się rozpoznawać jako szczególna cecha, reszta zdaje się naturalna – po prostu taka, jak ma być, czy taka, jaka zazwyczaj bywa w przypadku udanych słuchawek. Ale gdy sięgamy po inne i rozpoczynamy porównania, to bogactwo i ta holografia też okazują się czymś więcej. Nie jest jednak zarazem tak, że jakaś deklasacja czy radykalne zdystansowanie, bo przykładowo AudioQuest NightHawk zagrały bardzo podobnie – trochę mniej transparentnie i mniej gładko, ale w wymiarze całościowym więcej niż dość podobnie.
Jeszcze większe zbliżenie nastąpiło po zastąpieniu oryginalnego kabla NUR kablem Tonalium o złoto-palladowych końcach, wraz z czym brzmienie się obniżyło, medium trochę zgęstniało, tekstury stały się wyczuwalnie chropawe, a temperatura i namacalność wzrosły, ale to pewnym kosztem holografii i przede wszystkim jednak inaczej względem całościowego wyrazu. (Kabel oryginalny świetnie wypadł, nie ma odnośnie niego żadnej potrzeby wymiany.)
Główny atut włoskich słuchawek w porównaniu do NightHawk to minimalna, ale uchwytna, poprawa bezpośredniości, lepiej zrealizowany przełom sopran/średnica i lepsze ukazanie perspektywy – takie rozleglej rozpostarte i dokładniej na wysokości oczu. (Ale nie zawsze tak to widać, zależy od konfiguracji scenicznej nagrania.)
Tak się działo przy komputerze, przy odtwarzaczu z kolei różnice względem NightHawk jeszcze dały radę się zmniejszyć, ale te względem Unveiled pozostały nienaruszone. Na tym samym Tonalium-Metrum Lab w wersji Special Edition (bardziej złożonej izolacyjnie) referencyjne Susvara Unveiled pokazały przesunięty ku słuchaczowi plan pierwszy i jednocześnie większy, wyraźnie rozleglejszy obszar sceniczny. (Tu z przodu trochę bliżej, tam z tyłu dużo dalej.) Lecz nade wszystko bardziej surowe, pozbawione wygładzeń brzmienie, poprzez co w moim odczuciu bliższe nieupiększanej, twardej realności. Co oczywistym następstwem tego, że NUR właśnie miały być wygładzone i poprzez to przyjemniejsze, co doskonale się udało, tyle że osobiście wolę brutalizm, od czego jednak czasem zdarzają się wyjątki.[3]
Zawężając brzmienia do ludzkich głosów, tym to mocniej oddziaływało. U NUR poddane wygładzającej obróbce bogactwo formy i bogactwo oprawy, w Unveiled surowy, trzeźwy realizm z przełożeniem na bezpośredniość. Zaciąłem się na tych porównaniach, utwór za utworem sprawdzając po stronie tańszości NightHawk i po droższości Unveiled. Te pierwsze śladowo mniej tworzyły wokół dźwięków otoczki, do tego były ciutkę suchsze i jaśniejsze oraz, że tak to ujmę, mniej rozłożyste tonalnie. Jednak różnice w sumie tak skąpe, że jako efekt wypadkowy niemal ta sama przyjemność słuchania, zwłaszcza że stylistyka analogowej płynności u obu mocno zaznaczona. I jak to już mówiłem, te same głosy inaczej brzmiały u Unveiled, jawiąc się jako bardziej szorstkie, dogłębniej przeanalizowane pod względem cech indywidualnych, dające przez to asumpt do postrzegania siebie aż tak autentycznymi, że u słuchacza gęsia skórka.
Dodać można do tego, że i tu wmieszał się do porównań kabel słuchawkowy Tonalium, zwykle obsługujący Susvary. Przy którym NUR grały od NightHawk cieplej, podczas gdy z własnym chłodniej. Nie była to różnica typu „z tym lepiej, a z tym gorzej”, tylko przy każdym inaczej, zwłaszcza emocjonalnie. Przy własnym był to średnio biorąc wystudiowany stoicki spokój, z Tonalium śladzik optymizmu i trochę więcej żywości, poszumu, przeszywania. Ale żeby nie było z tym za łatwo, zależało to również od nagrań; czasem różnice temperatur niemal się zacierały, czasami były większe niż prawie identyczne.
- Wyjdźmy nareszcie z tych porównań, skupmy się tytułowym przedmiocie. I wyróżnijmy pozostałe cechy, które brzmieniowo go tworzą. Z pewnością jednym z wyróżników formy okazała się całościowość spektakli. Nie dominował ani pierwszy plan (co dość często się zdarza), ani holograficzna głębia z akcentem na dalekie plany, co należało do osobliwych przymiotów najstarszej, złoto-brązowej wersji Stax SR-007. W NUR wszystkie plany jednakowo tworzące, brak powiększania dźwięków na dalekich z myślą zwiększenia udziału.
- Kolejny aspekt to precyzyjnie opisywany, oddychający przestrzenią bas. Ale z tym basem nie to tylko; on się okazał mocniej akcentowany niż u NightHawk, podobny pod tym względem do Spirit Torino Valkyria i Ultrasone T7. Czasami aż nadto się narzucał, no ale kto nie lubi basu, gdy on taki relaksujący, potęgowy i efektowny?
- Analogowość – jeszcze raz należy podkreślić analogowość brzmienia. Postać dźwięku jak z gramofonu: i potężnie, i gładko. Tyle że bez dodatku cukru i bez dodatku ciepła, a jeśli już, to śladowym za sprawą wymiany kabla albo gorącego nagrania.
- Głębia – oto brzmienie głębokie, głębokie gdzie tylko sposobność. Esencjalne, treściwe i wytwornie podane, o doskonałym smaku.
- Elegancja i artyzm. Że eleganckie, to oczywiste, przy wymienionych walorach niemożliwe do bycia innymi. Ale oprócz tego kładące nacisk na wymiar artystyczny. Ten tworzył się pod wpływem zarówno całościowego widzenia, jak i jakości fraz. Ale i to jeszcze nie dosyć, ta muzyka z wymiarem duchowym. Dlaczego tak się działo, tego nie umiem powiedzieć. Gdzieś w brzmieniu NUR zaszyte zostały bodźce tę duchowość poruszające, a czy to bardziej skutek przestrzeni, czy tej brzmieniowej elegancji, czy jeszcze czegoś innego? Być może to następstwo onego wygładzającego upiększenia nawiązującego do elektrostatów, przy jednoczesnym braku chwytów ze słodzeniem i ocieplaniem?
- Efektem tchnienie piękna, ta muzyka chciała być piękna i piękna być umiała, posiadła najcenniejszy walor.
- Pomimo tych zabiegów z sopranem i upiększaniem smutek przy okablowaniu własnym może stać się rozdzierający, nie ma narzutu optymizmu.
- Jest za to liryzm i jest go dużo.
- I jaka piękna dźwięczność!
- Słuchawki podobają się od razu, nie ma okresu adaptacji, przywykania do ich stylizacji. Jest za to coś innego: im dłużej z nimi żyjesz, tym podobają się bardziej.
Na koniec króciuteńko o wkładkach akustycznych:
- TUBE AMP MODE – brzmienie trochę cięższe i głębsze niż kiedy nie ma wkładek, eksponujące tony średnie i poprzez to wokalistów bardziej uwydatniające w przekazie, zarazem przydające im dojrzałości, pełni i swego rodzaju „upojności”, chociaż to nie aż cała skala przejścia od standardowych tranzystorów na lampy 45′. Niemniej droga w tym samym kierunku i z bardzo dobrym punktem dojścia; punktem, w którym ci wokaliści są tylko odrobinę starsi (więc młodzi pozostają młodzi a starsi nie stają starzy), natomiast wszyscy stają się więksi, bardziej wypełniający ekran i mocniej czuć ich obecność, głosami mocniej dotykają. Przyrasta ciepło, przyrasta analogowość, staje się bardziej fizjologicznie i w sensie uczuciowym przyjaźnie, mnie się to bardzo podobało, a słychać było to wyraźnie.
- PRECISION SOUND – chłodniej, ale wciąż fizjologicznie i blisko, odrobinę mniej nastrojowo, z lekkim poczuciem rezygnacji wśród ogólnie pozytywnego nastroju. Tak odrobinę rzewniej, minimalnie skarżąco, natomiast bez wątpienia zgodnie z obietnicą wyraźnie, w bardzo czystym powietrzu. Również prawdziwie, ale inaczej, wtrąceni zostajemy w inną atmosferę muzyczną. W sumie nadal lampową, ale z lampami odmiennego sortu, takimi bardziej w stylu pentod.
- MID BASS – tym razem mi się nie spodobało, zrobiło się za agresywnie. Miało się zrobić basowo, a stało sopranowo; kontury basu wprawdzie wyraźniejsze, ale kosztem melodyjności i naturalności dotyku. Po chwili przywykamy, mózg tonuje nam sybilanty, ale nie, to nie było dla mnie, choć niewątpliwie wciąż spektakularnie, te słuchawki za krąg spektakularności nie wychodzą.
- FULL BASS – wciąż bardziej szorstko, nie tak analogowo jak przy TUBE AMP MODE, troszkę bardziej echowo i z mocnym konturem basu. Ale jak dla mnie ten kontur niewart degresji analogu. Ale do rocka jak najbardziej: gitary i perkusja wchodzące na plan pierwszy, a bardziej szorstki wokal pasuje do agresji, grozy i kontestacji.
[3] Pamiętne Sony MDR-R10 czy Stax SR-Ω, by rzucić przykładami.
Podsumowanie
Kto powiedział, że opis słuchawek musi zawsze wyglądać tak samo, rozsnuty w narracyjnym ciągu? Tym razem zawarł się w punktach i opisującego to spełniło. Czy zarazem oczekiwania czytających i wymóg zupełności opisowej, to już nie mnie oceniać. Do słuchania się przyłożyłem, co ani trochę nie było trudne, kiedy pominąć przełączenia i wsłuchiwanie się w różnice. To wsłuchiwanie wyczerpujące a przełączenia uciążliwe, lecz samo przyswajanie NUR i frapujące, i przyjemne. To są słuchawki przynależące do brzmieniowo najelegantszych, zaczynających się w rosnącym ciągu cenowym od nieprodukowanych już AudioQuest NightHawk[4] i poprzez liczne Fosteksy, Audeze i ZMF finalizującym się w starszych Susvarach. Przykładów oczywiście więcej, ale nie chodzi o wszystkie przykłady, a o to, ile z nich przy jakich własnych i jakich dodatkowych kosztach może osiągać taki realizm? Podobny dają Susvary, z tym że u nich więcej koloryzacji i dodanego od siebie ciepła, więc bardziej jazda w upiększanie, a kwestia odpowiedniego wzmacniacza w ich przypadku to horror, portfel się wije w konwulsjach. T+A Solitaire P to z kolei mniej upiększania, wysokie koszty lepszego kabla (Entreq Olympus z uziemieniem), równie konkretne na mocny wzmacniacz, no i raczej nie ma złagodzeń. Nie ma też ich u Dana Clarka w najnowszej serii wcieleń za wyjątkiem modelu E3 i flagowych elektrostatów Corina. (Kiedyś było inaczej.) Dosyć podobne są ZMF Caldera, ale tak samo jak Susvary więcej dodają od siebie, zwłaszcza pod względem upiększania z dodawaniem ciepła na czele. No i ten kabel dla nich, one kochają drogie kable, z bardzo drogim Plussound najdoskonalej grały. Z takich dziś do kupienia pod względem stylu i jakości srożą się Stax SR-X9000, ale one także się srożą trzy razy wyższą ceną i poszukiwaniem wzmacniacza lepszego niż firmowy, a to kolejne zniechęcające koszty.
Mają więc NUR Harmonia swoją niszę użycia, nie są łatwe do zastąpienia. Balans między łatwością słuchania a skalą naturalizmu i jakością ogólną jest u nich bardzo wysokiej próby, zwłaszcza gdy spojrzymy na cenę. Bo cóż z tego, że elektrostatyczne Sennheiser HE-1 to podobne podejście do brzmienia, gdy one w cenie Mercedesa. A weźmy jeszcze pod uwagę, że w odróżnieniu od większości planarnych NUR nie potrzebują innego kabla niż własny[5] i nie potrzebują mocnego wzmacniacza. Potrzebują gatunkowego, ale nie dodatkowo obłożonego warunkiem dużej mocy, chyba że ktoś usilnie pragnie wycisnąć z nich cały idący za mocą arsenał szczegółowości, bo wówczas to już owszem.
Skracając do minimum: dostajemy wraz z NUR Harmonia słuchawki emanujące potęgą, emanujące prawdziwością i emanujące jakością. A jednocześnie – co wyróżniające – pozwalające siebie słuchać bez marszczenia brwi przy sopranach, które nie wiercą uszu, tylko zrobiwszy swoje elegancko się rozpraszają. To samo tyczy pogłosu, głębi i analogowej gładzi – są obecne, są mocne, ale unikają przesady. I najważniejsze z tego wszystkiego – jest pełna gama nastrojowa bez przeginania w którąś stronę, jest liryzm i jest artyzm. No i jest fascynacja, bo bez niej wszystko na nic.
W punktach
Zalety
- Tak złagodzony naturalizm, że zda się niezłagodzony.
- Słucha się z fascynacją oraz głębokim przeświadczeniem kontaktu z muzyczną prawdą. (Na ile tylko stojąca w prawdzie nagraniowa wersja muzyki akurat jest możliwa.)
- W zależności od mocy i charakteru wzmacniacza może być bardziej śpiewnie lub szczegółowo.
- Niezależna od zapasowej mocy wzmacniacza, w każdym przypadku dochodząca do głosu brzmieniowa potęga.
- Narzędzia takie jak pogłos, pogłębienie brzmieniowe i wygładzająca analogowość używane z rozmachem, ale za naturalizm schowane.
- Świetna organizacja sceny i imponująca przestrzenność.
- Stuprocentowo transparentne i ciśnieniowe medium.
- Przy graniu z własnym kablem brak ocieplania i słodzenia.
- W efekcie wszechobejmująca, niezaburzona gama nastrojowa.
- Stale obecny, czasami aż za bardzo, znakomicie oddany czynnik basowy.
- Autentyzm ludzkich głosów nie budzi najmniejszych zastrzeżeń, w ozdobie ułatwienia percepcji i nadprzeciętnej sferyczności kobiecych partii sopranowych.
- Piękno i liryzm na bardzo rzadko spotykanym poziomie.
- Dodatek czterech wkładek akustycznych poszerza wachlarz brzmieniowy.
- Mimo dużego ciężaru wygodne.
- Intrygujące wyglądowo.
- Bardzo zaawansowane technologicznie.
- Wysokiej klasy surowce.
- Pomimo planarności bardzo łatwe do napędzenia.
- Praktyczne etui w komplecie, elegancki stojak do dokupienia.
- Bardzo dobrej jakości dwa firmowe kable na stanie.
- Już narobiły szumu, jeszcze więcej go zrobią.
- Jasno zdeklarowane wyznaczniki brzmieniowe wszystkie zostały osiągnięte.
- Ich zadeklarowanie ułatwia wybór kupującym.
- Rezultat artystycznej zachcianki.
- A więc artyzm w papierach.
- Made in Italy.
- Made in La Sapienza di Roma.
- Na tle rynkowego przekroju sensowne wyważenie stosunku jakości do ceny.
- Sprawdzona polska dystrybucja.
- Wyróżnienie „RYKA Approved”
Wady i zastrzeżenia
- Nie, albo nie przede wszystkim, dla słuchaczy ceniących brutalny, surowy realizm.
- Swoje ważą.
- Pady wyłącznie z naturalnej skórki nie spodobają się weganom.
- Silna rynkowa konkurencja, no ale kto jej nie ma?
Dane techniczne
- Obudowa: karbonylon i stal 301
- Przetwornik: Planarny magnetyczny 105 mm ze strukturą aluminiową
- Pasmo przenoszenia: 8 Hz do 50 kHz
- Czułość: 107 dB (+/- 1,5 dB) przy 1 Hz
- Moc znamionowa: 3,000 mW
- THD: <0,1% przy 100 dB SPL 1 kHz
- Impedancja: 48 Ω
- Układ magnetyczny: toroidalny dwustronny, wysokiej jakości N52 NdFeB
- Waga: 644 g (ważenie recenzenta)
- System podkładek Feeling Sound System + komora rozprężna
- Planarna membrana z 3 mikronowej grubości PEEK (polieteroeteroketonu), zadrukowana obustronnie w technologii Uniforce.
- Kable są produkowane we współpracy z 1221 Hi-Fi Lab przy użyciu 8-żyłowego kabla OFC 6N, zawierającego 4 miedziane przewodniki i 4 srebrzone miedziane przewodniki o grubości 1 mikrona.
Cena: 12 499 PLN
System
- Źródła: PC z przetwornikiem Phasemation HD-7A, Cairn Soft Fog V2
- Wzmacniacze słuchawkowe: ASL Twin-Head Mark III, Divaldi AMP 05, Phasemation EPA-007
- Słuchawki: AudioQuest NightHawk (kabel FAW Hybrid), Dan Clark Audio STEALTH (kabel Tonalium-Metrum Lab), HiFiMAN Susvara & Susvara Unveiled (kabel Tonalium-Metrum Lab), NUR Harmonia, Sennheiser HD 600, Ultrasone T7 (kabel Tonalium-Metrum Lab)
- Interkonekty: Next Level-tech ETHER, Sulek RED, Tellurium Q Black Diamond
- Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One, Sulek 9×9 Power
- Listwa: Sulek Edia
- Kondycjoner masy: QAR-S15
- Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS
- Podkładki pod sprzęt: Avatar Audio Nr1, Harmonix SF-200, Solid Tech „Disc of Silence”
[4] A tak naprawdę to już od Grado SR60, przynajmniej tych dawniejszych, bo aktualnych nie znam.
[5] W sensie potrzeby jakościowej, bo przecież nie w ogóle.













Pan informatyk wrzucał recenzję w ostatniej chwili, samolot już na niego czekał, efektem jest zwichnięta, a on wylądował w Egipcie i tyle go widzieli. No nic, trzeba znaleźć innego.
Kolejne kuszące mocno słuchawki…
Czy słusznie mniemam ze bylby to dobry wybor dla kogos myslacego o zamianie Audeze LCD3 na cos w tym damym stylu tylko 'bardziej’?
pozdrowienia
Nie do końca. NUR nie są ciepłe. Są super analogowe i przestrzenne, ale nie są gorące i nie przepojone słodyczą. Ich ogląd bardziej obiektywny, mniej swojski i nie tak radosny.
dzięki, trzeba będzie posłuchać na AVS o ile beda.
Audeze mam z przetwornikami z roku 2019, wiec pewnie juz mniej „gorące” niz pierwsze wersje.
Wg dystrybutora będą na pewno. Mają też mieć poprawiony pałąk, ale pod względem wygody nie ma w nim nic do poprawienia, w każdym razie w moim odczuciu.
Adamie M. Dla mnie ,,bardziej” niż Lcd3 to Hifiman He-R10P. Poprawione Trójki, kierunek Czwórek. Nie patrzeć że zamknięte. Grzać według książki bo ,,wariują”.
Tutaj jest świetna oferta –
https://pl.aliexpress.com/item/1005009356053238.html?src=google&pdp_npi=4%40dis!PLN!11160.60!4637.81!!!!!%40!12000048869093541!ppc!!!&snps=y&src=google&albch=shopping&acnt=752-015-9270&isdl=y&slnk=&plac=&mtctp=&albbt=Google_7_shopping&aff_platform=google&aff_short_key=_oDc8nzq&gclsrc=aw.ds&&albagn=888888&&ds_e_adid=&ds_e_matchtype=&ds_e_device=c&ds_e_network=x&ds_e_product_group_id=&ds_e_product_id=pl1005009356053238&ds_e_product_merchant_id=5408118813&ds_e_product_country=PL&ds_e_product_language=pl&ds_e_product_channel=online&ds_e_product_store_id=&ds_url_v=2&albcp=22661696384&albag=&isSmbAutoCall=false&needSmbHouyi=false&gad_source=1&gad_campaignid=22655541987&gclid=CjwKCAjwkbzEBhAVEiwA4V-yqkF0I3ZtmMbej6ee7Trd0wHn8GvV2TKvz1iAbFDpblMq4xd5ILEZkBoC8Z0QAvD_BwE#nav-specification
Nareszcie można rozprostować oczy.
I jak to zwykle w takich razach okazało się, iż nie miałem racji odnośnie ograniczonej liczby luksusowych słuchawek z Włoch, są mianowicie jeszcze takie: https://bandossheadphones.com/avija-precision/
Po długim oczekiwaniu przyjechały Nur Harmonia. Pierwsze wrażenia zgodne z powyższą recenzją. Słuchawki wybitne, kompletne i po prostu „muzykalne”. W nich naprawdę mozna cieszyć się ze sluchania myzyki. Radzą sobie z każdym gatunkiem póki co. Trochę skojarzyły mi się z Meze Empyrean, tyle że lepsze w każdym aspekcie. Taki mix Empyrean z Hifiman he1000se. Połączenie najlepszych cech tych słuchawek, bez ich wad.
Dziękuję za świetną recenzję panie Piotrze, gdyż znalazłem słuchawki na które w pewnym sensie od dawna czekałem, wędrując po tym coraz większym słuchawkowym labiryncie!
Oby to wszystko na dalszych etapach słuchania się potwierdziło.
Ciekawe jakby zestawić je z Erzetich Charybdis.
NUR są brzmieniowo bardziej miękkie, delikatne i melodyjne. Poza tym roztaczają jaśniejszą aurę, czy jak kto woli, ich światło jest jaśniejsze, bardziej promienne. Aura Charybdis jest ciemniejsza, bardziej mroczna.
Witam
Mam ogromną prośbę. słucham jazzu akustycznego z płyt winylowych. Korzystam ze wzmacniacza hybrydowego Lector ZUM-H. Obecnie posiadam słuchawki Hi-fiman H-1000 V3.
Bardzo lubię kontrabas i poszukuję słuchawek oddających bardzo dobrze jego fakturę i niuanse. Pod uwagę biorę ZMF Verite closed, Nur Harmonia i ArcTech AB92. Które by pan polecił dla moich potrzeb ewentualnie inne Pana propozycje w podobnym zakresie cenowym.
Z góry dziękuję za pomoc
Pozdrawiam
Andrzej
Mam kłopot z odpowiedzią, bo tego wzmacniacza nie znam w ogóle, a HiFiMAN HE-1000 V3 to ledwie, ledwie chwilkę słuchałem. Nie czuję więc tego brzmienia i muszę zapytać, co jest z nim nie tak? Wstępnie przychodzą mi do głowy Focal Utopia w pierwszej wersji (a zatem tylko z drugiej ręki) albo Meze ELITE. Ale to czysta zgadywanka. Jeszcze się muszę zastanowić. Może ktoś inny coś podpowie? Dobrze byłoby móc się konsultować z Marcinem Olesiem, ale on chyba nie słucha na słuchawkach.
Wybrałbyś te NUR ponad DCA Expanse do słuchania basowej cięzkiej muzy? Czy lepiej po prostu kupić Finale DX6000 i nie iść wyżej w te planary? Napisałeś że DX6000 grają jak Valkyria więc to jest kuszące bo szukam takiego właśnie przekazu. Poczytałem też trochę ostatnio o Expanse i mnie zainteresowały, z drugiej strony wychodzą właśnie Audeze LCD5s.
Powiem tak: DX6000 naprawdę podobnie do Valkyria grają, ale dwie rzeczy. 1) Potrzebny jest naprawdę mocny wzmacniacz. 2) Trzeba się godzić z tym, że nie ma ekspozycji szczegółów, eksponuje się sama muzyka. A tak między nami, to jeśli tylko dasz radę, spraw sobie T+A Solitaire P, będziesz miał wszystkie problemy z głowy.
Solitaire P słuchałem we Wrocławiu w mp3store i dla mnie to są najlepsze słuchawki jakie miałem n głowie. Mam z nimi tylko jeden problem – są za małe na moją kwadratową głowę. Nie chodzi tu o długość tego rozsunięcia i brak możliwości dopasowania, tylko o to że te stalowe elementy pałąka cisną mnie w głowę. Mam z tym wielki problem bo już po chwili trafiał mnie szlag, nie da rady ich nosić normalnie. Dźwiękowo to są giganty, ale użytkowo to dla mnie zwykły kawałek szmelcu. Projektanta od od ergonomii powinni wbić na pal i urwać mu torbę. Gdyby nie ten szmelcowaty pałąk już dawno by były moje. Być może uda się przetestować je dłużej i znaleźć jakiś sposób ułożenia ich inaczej na głowie lub coś w tym stylu. Ale uważam że przy tej cenie śłuchawek nie powinienem cierpieć dlatego że mam większą głowę, powinno to być uwzględnione w projekcie.
Co do DX6000 to ja nie potrzebuję jakiejś zbytniej ekspozycji szczegółów, mam w domu Pioneery Master 1 i one też tak jakoś tym nie szafują i jest ok. Teraz słucham na D8000 Final z padami G, ale dlatego że mój nowy wzmak wyciąga z nich chyba praktycznie maksa.
Jeśli chodzi o wzmacniacz to mam teraz taką bestię co się nie boi niczego. Wykonany na zamówienie, jedyna taka sztuka w Polsce. Właściwie to kombo z DAC na pokładzie. Można sobie wpiąć 2 takie Solitaire naraz albo np 2 susvary naraz. Czy Abyssy. Co tam chcesz. i to nie jest amp do kolumn 😉 Więc niczego się nie boję 😀
Jak masz Final D8000 to DX6000 raczej nie są potrzebne. Jak chcesz na max ciężkiego rocka to Ultrasone E7, E9 albo T7. To inny poziom basu i energii.
Widziałem używki siódemek. Słuchałem ich dawno temu, nie pamiętam już jak grały ale wiem że miały petardę na basie i były ciepłe, niemęczące.
Jeszcze pytanie apropo Expanse vs Solitaire P. Wolałbyś do mocnej basowej muzyki Solitaire? Jest jakaś przepaść między tymi słuchawkami? Wiem że Solitaire były jakby przyciemnione. Expanse są jasne w porównaniu do nich? Często widzę opinie że przy Expanse jest problem z mocą wzmacniacza, dlatego większość ludzi nei wyciąga z nich maksa.
Sam na pewno wolałbym Solitaire P.
Solitaire P zamówione, a co tam. Najwyżej odeślę.
I słusznie. Osobiście i paru znajomych nie miało z nimi ergonomicznego problemu. Jednemu z tych znajomych Entreq dorobił okablowanie Olympus i stało się jeszcze lepiej, ale nie namawiam, bo to drożyzna.