Budowa
Odtwarzacz Normy nie usiłuje się wdzięczyć jakkolwiek zmniejszonymi rozmiarami, to maszyna klasycznej wielkości. Szeroka na 43 centymetry, głęboka na 35 i wysoka na 7,5 pyszni się aluminiowym korpusem, który może być srebrny lub czarny. Klasyczny jest też rozstaw funktorów obsługowych: szuflada napędu pośrodku u góry, poniżej dostosowany do niej szerokością, darzący błękitem wyświetlacz, po lewej napis NORMA i przycisk włącznika ON/STAND BY, po prawej sześć klasycznych przycisków obsługi. Wszystkie one, razem z włącznikiem, to chromowane bolce ulokowane we wgłębieniach, działające pod średnim naciskiem i opisane symbolami.
Kilka spraw się wyróżnia. Panel przedni ma obłe wykończenia u dołu i u góry, przez co sprawia wrażenie jakby był gięty z jednej płyty, ale to tylko tak się zdaje. Nie zdaje się natomiast, że część stanowiąca wierzchnią pokrywę została łukowato przykrojona bokami, przez co łagodnie zwęża się ku tyłowi, niwecząc wrażenie zwykłego pudła. Jednoznaczne wrażenie wywiera za to wyświetlacz, jarzący się błękitem sporej wielkości znaków, ale można go ściemnić albo całkiem wyłączyć, to nie jest żaden problem, za to łatwo w razie potrzeby odczytać go z daleka. W inkluzjach aluminiowego z trzech stron otoczenia boczne ścianki okazują się też aluminiowe, aluminiowa jest również cała ścianka tylna, zatem z wszystkich stron grube, konstrukcyjne aluminium (rzadkość). Na tej tylnej po lewej pojedyncze komplety przyłączy RCA i XLR, po prawej gniazdo prądowe i kołyskowy włącznik główny. Staje to wszystko na czterech walcach z miękkimi podkładkami, uzupełnieniem srebrny pilot z czarnymi przyciskami – tak samo jak u Accuphase wielofunkcyjny i nieintuicyjny: trzeba się gapić i gapić, aż pamięć odruchowa wyuczy się rozkładu, a i wtedy o pomyłkę nietrudno.
We wnętrzu potężne trafo bez żadnej osłony, lecz za to niskoszumne z rdzeniem o dużej przenikalności. („Transformator toroidalny specjalnie zaprojektowany do zastosowań audio, niski przepływ dyspersyjny, niski szum mechaniczny, rdzeń magnetyczny o wysokiej przenikalności, co przekłada się na niską impedancję wyjściową” – brzmi opis producenta.) Zasilacz oprócz transformatora tworzy dziewięć kondensatorów o średniej pojemności, a oprócz nich po urządzeniu rozsiano wiele mniejszych i aż trzynaście regulatorów zasilania. Odnośnie napięć warto wiedzieć, że te na wyjściach są nietypowe – dla gniazd RCA 3V; dla XLR 6V. Warto też wiedzieć, że wg producenta optymalne są wyjścia RCA, ale można to zmienić; wolący XLR może zamówić optymalizację dla nich.
Dwie jeszcze sprawy węzłowe: napęd i sekcja przetwornika.
O napęd zadbano poprzez to, że postarano się o taki specjalnie dedykowany odtwarzaczom CD, nie wzięto pierwszego lepszego uniwersalnego CD/DVD. Laser ma wobec tego jedną ogniskową, co daje mu wzrost precyzji. Wirowanie jest ciche, szuflada chodzi gładko, majestatycznie i bezgłośnie. Dodano bufor danych, powodujący 5 sekundowe opóźnienie odczytu, w zamian wysoce usprawniający mechanizm korekcji błędów z przełożeniem na deszyfrację i niezakłócony odczyt płyt, z którymi inne odtwarzacza już sobie nie radzą; całe to oprzyrządowanie przychodzi od marki TEAC, mistrza takich napędów. Wypada jeszcze dodać, że talerz jest masywny, nie ma zatem wrażenia taniości, tym bardziej, że jest tak cicho.
Nie byle jaka okazuje się także sekcja DAC, a nawet jeszcze lepsza. Można ją oglądać na zdjęciach albo po demontażu pokrywy, ma postać czarnej szkatułki. Naniesiono na nią dużymi znakami oznaczenie nazwowe NORMA A-DAC, a małym druczkiem, wyjaśniająco, że to analogowy, dyskretny, zintegrowany, symetryczny i bipolarny bez sprzężenia zwrotnego układ o wyjściu napięciowym I2S.
Układ został objęty patentem i przed wścibskim osłonięty nie samym zapieczętowanym metalowym pancerzem, ale także we wnętrzu antysekcyjnym zalaniem żywicą. Według zapewnień twórcy, samego Enrico Rossi, to układ lepszy od klasycznych na dawnych kościach wielobitowych, jako jeszcze bardziej analogowy, co ma wyrażać to duże A przed DAC.
Tak duży i cały z konstrukcyjnych, masywnych blach aluminiowych, wyposażony w potężne trafo oraz masywny napęd, musi odtwarzacz Normy posiadać słuszną wagę i rzeczywiście waży 10 kilo. Prezentuje się okazale i jednocześnie zgrabnie poprzez te łukowania, zaokrąglenia i niedużą wysokość panelu; jedyne, co bym w nim zmienił, to wyświetlacz na jakiś mający elegantszy krój czcionki i rzucający przyjemniejsze światło.
Cena 20 tysięcy wydaje się adekwatna do dzisiejszych czasów i teraźniejszej wartości pieniądza, tyle teraz takie maszyny kosztują, o ile nie jeszcze więcej. Porównywany redakcyjny, wliczając modyfikacje firmowe i prowadzone na własną rękę, biorąc też pod uwagę dwudziestoletnią inflację i wzrost pazerności rynku, z pewnością wypadłby znacznie drożej, nie mniej niż o jedną trzecią.








