Recenzja: Lucarto Audio Songolo KS300

Kupiliśmy i co mamy?

     Mamy urządzenie w rozmiarze typowego składnika toru audio: płaskie pudełko szerokości czterdziestu trzech i głębokości trzydziestu centymetrów. Posadowione na czterech walcowatych podstawach o srebrzystych otokach z nierdzewnej stali i gumowanych spodach, a przednim panelu całym z anodyzowanego na czerń aluminium z wkomponowanym winietowo centralnie woltomierzem. Boczkami zaś, na rzecz przyozdobienia i ekskluzywności, wykończonym grubymi panelami z gatunkowego drzewa, plus na tym wierzch o proszkowym, tak samo jak front czarnym pokryciu i dwoma na stronach pasami wywietrzników, każdym w postaci czterech rzędów malutkich okrągłych dziurek.

      Razem będzie się to gustownie prezentować, na audiofilskiej półce czy audiofilskim blacie, nawet stojąc wprost na podłodze, niczego wyglądowo pozostałej aparaturze nie ujmie, już prędzej doda szyku.

      W przypadku kondycjonera wszystko co ważne obsługowo mieści się jednak z tyłu. Tam sześć gniazd Schuko, a więc uziemionych pomimo nie posiadania bolców, tam oprócz nich klasyczne przyłącze prądu wejściowego i nad nim zapadkowy włącznik. Z tym, że to dokowanie prądu nie takie pierwsze lepsze, tylko w całości odlane z miedzi i jeszcze pozłocone.

    Gniazda Schuko mogą być standardowe, czyli też konstrukcyjnie z miedzi i sygnowane przez Furutecha, z powierzchnią styku pokrytą warstwą stopu cyny ze srebrem. Alternatywnie zaś, jak już zasygnalizowałem, tej samej firmy lecz pozłacane lub rodowane, co będzie kosztowało ekstra. Kabel do połączenia z gniazdkiem w ścianie, jak też już wspominałem, nie stanowi składnika kompletu, trzeba samemu się zaopatrzyć. Lucarto Audio ma w ofercie szereg takich w cenach od 500 do 3800 złotych.

      Wszystko to razem (ale bez kabla) ma wagę 8 kg, a wkomponowane w panel przedni okienko woltomierza świeci cyfrowym wskaźnikiem łagodną, w miarę stonowaną czerwienią, o ile dopuścimy tę możliwość, że czerwień w ogóle bywa łagodna.

      Na tylnej ściance sześć gniazd wyjściowych dzieli się na trzy pary: pierwsza po lewej (patrząc od tyłu) jest przeznaczona dla CD i DAC, kolejna dla wysokich obciążeń od odbiorników cyfrowych, ostatnia dla wysokich od analogowych.

      Clou zagadnienia, motor działania, skrywa się w objętości wnętrza. Tam każda z par wysokoprądowych obsługiwana jest przez cztery kondensatory filtrujące Mundorf M-lityc Ag, a więc po dwa na gniazdo, para niskoprądowa przez dwa.

     Ale co ja się będę wysilał z własnymi opisami, fachowiej zrobi to twórca. Pisze on: 

Kondycjoner Songolo KS300 składa się z trzech modułów funkcyjnych wzajemnie ze sobą współpracujących. Pierwszy to specjalnie zaprojektowany system sterowania włączaniem. Układ ten bezstratne uruchamia zasilanie całego urządzenia, do realizacji czego wykorzystano najwyższej jakości przekaźniki pokryte warstwą srebra. (Nie można również zapominać, że na tym etapie urządzenie zabezpiecza przed przepięciami oraz wyładowaniami atmosferycznymi.)
W układzie sterującym kondycjoner wykorzystuje ultra nisko szumowy zasilacz liniowy Lucarto ULPS, dzięki któremu generowane szumy pasożytnicze zredukowane zostają do minimum. 

Drugą część urządzenia stanowi zestaw bezkompromisowych kondensatorów Mundorfa Ag Cap, służący jako główny i zarazem pierwszy filtr. Oprócz złotych na rzecz filtracji pracuje też10 kondensatorów srebrnych, M-lityc AG Power Cap.

Trzecią składową funkcyjną stanowią dalsze zestawy flitów, które zostały podzielone na odrębne sekcje, zyskując dopasowanie do każdego typu urządzeń odbiorczych. Finalnie każda z par gniazd wyjściowych oparta jest o niezależnie działający zestaw filtrów; wyjątek stanowi para „Analog OUT”, odnośnie której każde z gniazd posiada własny zestaw. Dzięki czemu prądożerne końcówki mocy albo wzmacniacz zintegrowany nie będą mieć wąskiego gardła, a jednocześnie ma to na celu lepsze odseparowanie urządzeń najbardziej wrażliwych, jak DAC czy przedwzmacniacz.

Dodatkowo produkt wyposażony został w funkcję wyświetlania napięcia wejściowego z sieci. 


 

      Nie ma tu zatem, powtórzymy jeszcze raz, oczyszczania przez duży, wspólny dla wszystkich lub większości gniazd transformator; jest analogicznie jak w kondycjonerze Shunyata Denali, tyle że funkcję oczyszczaczy pełnią kondensatory oraz filtry własnego pomysłu, a nie walce powypełniane specjalnym, opatentowanym granulatem absorbującym szum wysokoczęstotliwościowy.

      Jako nie posiadające transformatora, urządzenie nie realizuje funkcji stabilizacji napięcia, jedynie o poziomie jego informując – cała z założenia zbawienna rola to wielopiętrowa filtracja. Użyte kondensatory należą do kosztownych, a mimo to poddawane są wstępnej selekcji, wybiera się najlepsze. Finalnie całość testowana jest odsłuchowo przed skierowaniem do sprzedaży, tak więc nabywca otrzymuje kondycjoner z certyfikatem odsłuchowym inżyniera Łukasza Kisiela; i jeśli coś nie będzie takie, w całości spadnie to na niego. 

    Do dywagacji pozostaje cena. Osiem tysięcy? To niemało. Ale Shunyata za swój absorbujący zakłócenia granulat chce dla tej samej ilości gniazd bez mała cztery razy tyle. Ba, na rynku są nawet listwy, a więc coś już kompletnie pasywnego, też w cenach wielokrotnie wyższych. Zatem jeżeli kondycjoner Lucarto wykaże się jaką taką sprawnością, obdarzając nas czymkolwiek godnym uwagi po stronie pozytywów, nie będzie za szczególnie drogi.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

4 komentarzy w “Recenzja: Lucarto Audio Songolo KS300

  1. AudioFanX pisze:

    Korzystam z tego kondycionera od dwóch lat i jestem zadowolony, choć na jednym forum po pochwaleniu się zakupem próbowano namieszać w głowie, wykpić.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Konkurencja nie śpi. Frustraci i oszołomy też nie.

    2. Alucard pisze:

      Nie ma sensu chwalić się nigdzie sprzętem takich „nieoficjalnych” firm. Przecież to nie drożyzna zatwierdzona przez największe magazyny audio i recenzentów z USA. Kupić, używać i być zadowolonym. Ja ostatnio nabyłem używane interkonekty Lucarto Songolo i są to swietne kable. Podejrzewam że kondycjoner też jest dobry a wzmacniacz słuchawkowy być może nawet wybitny. Trzeba polegać na swoich uszach a nie na tych co mieszają w głowie.

    3. Adam M pisze:

      Ja mam ok od roku jego wersję z niższej półki (Albero), podobnie jak resztę systemu,i też jestem pod wrażeniem i zadowolony, za dwa dni będę testował Songolo i obawiam się że będzie jeszcze lepiej…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy