Brzmienie
Brzmienie okazało się zrazu mieć jeden wyróżnik, a była nim analogowość. Jak to wypadało w wykonaniu Audio-Techniki ATH-ADX7000, można przeczytać w ich recenzji, w dużej części opartej na odsłuchach z Gustardem. Napiszę teraz o wrażeniach ze słuchawkami własnymi, ale wcześniej, zgodnie z tradycją, garść technicznych szczegółów procedury słuchania. Na wstępie zbadałem relacje między sygnałem czerpanym z konwertera IRIS poprzez kable Hijiri koaksjalny a Acrolink AES/EBU oraz wyniki podłączania wzmacniacza Phasemation symetrycznym Tellurium Q Black Diamond i niesymetrycznym Next Level Tech ETHER.
Odnośnie pierwszego rozróżnienia zaznaczyła się minimalny różnica przewagi ciepła i muzycznego czaru poprzez koaksjalny Hijiri względem bardziej chłodnego, obiektywizującego i kładącego większy nacisk na precyzję AES/EBU od Acrolinka. Czy byłyby te różnice rozpoznawalne w ślepym teście? Wątpię. Ale przy szybkich przejściach dawały się usłyszeć. (Ostatecznie wybrałem Hijiri.)
Drugie porównanie zdawało się być bardziej zasadniczym w obliczu nacisku kładzionego przez konstruktorów Gustarda na symetryzację, ale i pod tym względem różnica okazała się nikła. Odniosłem jedynie wrażenie, że w symetrycznej konfiguracji Gustard bardziej dążył do wyszarpania z przekazu szczegółów nieznacznym kosztem melodyjności, ale oba analogowe łącza spisywały się świetnie, a potrzebne każdemu kilkunastominutowe ogranie jeszcze spłaszczało różnice poprzez dystynkcję czasową. Dla świętego spokoju wybrałem symetryczne, jako bardziej przez twórców akcentowane, mimo iż to niesymetryczne podobało mi się ciut bardziej. (Zapewne kwestia samych kabli.) Filtrację swoim zwyczajem (nieczęsto mającym odstępstwa) ustawiłem na Super Slow, tryb NOS (Non-Oversampling) uczyniłem aktywnym, regulację głośności zablokowałem.
Z Dan Clark Audio STEALTH
Oto niezwykle wymagające słuchawki – i względem mocy, i jakości. Jednak nic to, nie tym razem, a wręcz przeciwnie – egzaminowany z ich pomocą Gustard test zaliczył wręcz nomen omen śpiewająco. Przed konkretami odnośnie brzmienia najpierw jednak uwaga tycząca porównania z dopiero co testowanym konkurencyjnym (także cenowo) przetwornikiem od Audiobyte. Nie wiem czy kogoś to rozbawi, ale mnie trochę rozbawił fakt, że tamten stojąc dniami i nocami pod prądem do startowego u niego stanu super wyraźności dorabiał coraz lepszą melodykę, podczas kiedy u Gustarda na odwrót, on do startowej super melodyjności dokładał coraz większą wyraźność. Czy się na koniec spotkały w jednakowej obróbce, tego nie umiem powiedzieć, czasowy limit nie stworzył możności bezpośredniego porównania, ale że finalnie grały podobnie, to ponad wszelką wątpliwość.
Super wyraźność u Gustarda przy STEALTH miała echową oprawę, co dla tych słuchawek stanowi normę, powtórzyła się też sytuacja spotkana przy Audiobyte – ani trochę podbita tonacja, ani też śladu braku wypełnienia. Ciemne i nasycone brzmienie przetykane migotliwością sopranów, silne, a nawet wyjątkowo silne (silniejsze chyba niż przy Audiobyte, może skutkiem symetryzacji?) odcinanie dźwięków od tła, leciutkie podkreślanie konturów echem i nie tak doskonale jak u konkurenta, ale wciąż znakomite modelowanie sferyczne. Przytłaczająca też dynamika i… – i poczułem potrzebę sprawdzającego przejścia na kabel niesymetryczny, z którym produkował się Audiobyte, albowiem mi się go w konfiguracji symetrycznej przetestować nie chciało. – I bęc! – czernie spuściły trochę z czerni, a dynamika z dynamiki, za to modelowanie przestrzenne i analogowa elegancja płynięcia przybrały na sile. Można więc było wybierać, który typ brzmienia Gustarda się woli, a sam najpewniej bym wolał mieć symetryczny kabel Next Level. Wspomniany naddatek echowości też został usunięty, a tonacja ciut w górę – i to była jedyna zmiana, która była trochę wątpliwa. Remedium na nią okazało się przejście na łącze AES/EBU, lekko obniżające tonalność i ciut odejmujące ciepła – niemniej to ciepło wciąż obecne, a całość lepiej poskładana.
Kombinowanie więc i kombinowanie, i koniec końców granie poprzez interkonekt niesymetryczny i złącze AES/EBU spodobało mi się najbardziej, w odruchu znajdowałem je jako najdoskonalej naturalne, najprawdziwsze głosowo. (Ale dynamizm przy symetrii lepszy, a gęstość również gęstsza.)
Biorąc pod uwagę kaskadę pochwał, jakie posypały się pod adresem Audiobyte SuperVOX za brzmienie z DCA STEALTH, wypada teraz zadać pytanie, czy Gustard temu dorównał? Otóż z całą pewnością, a już zwłaszcza w wyselekcjonowanej ostatecznie konfiguracji. Brzmienie zjawiało się utwór po utworze dojmująco prawdziwe i ekstatycznie piękne. (Nie przesadzam.) W odniesieniu do ludzkich głosów namacalne, organiczne, głęboko zindywidualizowane i równie głębokie emocjonalnie, wraz z czym pozbawione sztuczności, udziwnień i technologii spodeń wyzierającej. – Analogowe w całej krasie i wolne od pogłosowej przesady, do czego same słuchawki dorzucały zjawiskowe obrazowanie sceny i perfekcję odtwórczą technologii planarnej, tu wspomaganej systemem AMTS na bazie falowodów i rezonatorów Helmholtza z udziałem analizy elementów skończonych i obliczeniowej mechaniki płynów. Bas gigant się gigancił (a taki bas w tych słuchawkach to sporadyczny wyjątek) i pozwalał przenikać w swą wewnętrzną strukturę, a zniekształcenia znikały jak się niemal nie zdarza i ciśnieniowość medium zgniatała, mimo takiego ataku też pozwalając widzieć pod sobą całą złożoność dźwięków. Z kolei głosy potrafiące się nieraz odznaczać dziwnością przestawały być sztucznie dziwne, a te niemalże rozpaczliwe (jak choćby bliskiej śmierci Judy Garland z jej ostatniego koncertu) pomimo zdarcia i zadyszek zyskiwały ujmująco ludzką i przeraźliwie zasmucającą postać.
Kanon Bacha łaskaw był przybyć jako zdumiewająco autentycznie wydobywana z klawesynu plątaniną nakładających się dźwięków, o których słusznie ktoś kiedyś powiedział, że gdyby ów strumień przerwać, nikt inny by nie umiał rozwijać go i splatać dalej w tak mistrzowskim splątaniu. Delikatność się delikaciła i dotykała łagodnie melodyjnym swym snuciem, echa – kiedy słusznie zjawiały się echa – okazywały się twórcze i sensowne, struny gitary elektrycznej potrafiły przejawiać energię zdolną rozrywać uszy, a paleta nastrojów obejmowała wszelakie i wszystkie nasycała. Divertimento Mozarta już prawie że zrywało się do lotu (co się u tych słuchawek nie zdarza), takie było porywcze i w tej porywczości lotne, a wszystkie dźwięki dostawały jak gdyby dodatkowej warstwy złożoności, złożoność ich podkreślającej, co pośród wszystkich owych pozytywów najbardziej mi się podobało i było dla Gustarda ekskluzywne: nie przypominam sobie w ostatnich czasach przetwornika obsługującego komputer o aż tak dużej złożoności dźwięku. (Oto drugi obok muzykalności wyróżnik tego urządzenia.) Tlen, wilgoć itp. – wszystko nawet więcej niż takie jakiego nam potrzeba, na jakże cenny dodatek interkonekt Next Level nabierał z upływem czasu energii (dorównującej symetrycznemu po jakiejś pół godzinie), by dopełniać znakomitość obrazowania pełnym rozmachem energetycznym. Co wszystko razem spowodowało patrzenie przeze mnie na tego Gustarda już nie tylko aprobującym, ale też pożądliwym wzrokiem: nic bym nie miał przeciwko temu, żeby stał się referencją redakcji, wyzwaniem dla porównywanych.
Celem rozwiania śladu wątpliwości na koniec podrozdziału napiszę, że STEALTH grały z nim szatańsko dobrze, to była prawdziwa uczta.









Piotrze,
Przeczytałem recenzję i podziękowania za nią. Nie mniej jednak bardzo istotna uwaga co do niej: Gustard wypuścił X30 oparty o Sabre, a kilka miesięcy później R30, który jest DACiem R2R. Oba urządzenia wizualnie są identyczne, a odróżnia je tylko mały akcent wykończeniowy płyty aluminiowej pod logiem/włącznikiem „G” na czole urządzenia. W X30 aluminium pod logiem jest zakończone ostro, tworząc kąt, w R30 natomiast wykończenie jest zaokrąglone.
Jeśli więc zdjęcia w recenzji przedstawiają dokładnie ten recenzowany egzemplarz, to recenzowałeś R30, nie X30.
Opis techniczny na dwóch pierwszych stronach recenzji dotyczy X30, nie R30.
W internecie można trochę poczytać o różnicach sonicznych pomiędzy tymi dwoma DACami, ale z grubsza X30 gra bardziej klinicznie, a R30 naturalnie, ciepło i z wypełnieniem – z grubsza tak jak to w recenzji przedstawiłeś.
Jestem właścicielem R30 i podzielam Twoją opinię, jednocześnie dziękuję za potwierdzenie, że to bardzo dobre urządzenie i trzeba dać sobie spokój z jakimiś dalszymi poszukiwaniami i cieszyć się tym, co się ma 🙂
Pozdrowienia!
A w takim razie dobrze i niedobrze. Opisałem twój DAC, ale pod niewłaściwą nazwą. Pułapki czają się wszędzie, Agata Christie nawet twierdziła, że wszędzie czai się zło. W wymianie zdań z Audiomagic była mowa o X30, ale najwyraźniej to R30 teraz królem i ma obwód bardzo zbliżony do Audiobyte, a nie samą regulację głośności w oparciu o R2R. Tytuł recenzji zmienię od razu, opis techniczny później.
Sklep wysłał R30 bo taka była prośba 🙂
Dobrze się stało że nie wysłali X30, bo ten podobno aż tak udany jak R30 nie jest. Przeczytałem sporo przed zakupem i ci co porównywali oba urządzenia piszą że R wygrywa w każdym aspekcie z X.
U mnie były dwa DACi na testach bezpośrednich: R30 i Venus 15. Ten drugi wizualnie pasował do reszty sprzętu przepięknie: wszystkie inne urządzenia prócz końcówki były identyczne wymiarowo i wizualnie jak od jednego producenta, bardzo mi się to podobało. Ale finalnie został R30, grał muzykę emocjonalną, dociążoną, ludzką. Venus przy nim to chudzina i bardzo techniczny, a to przecież też R2R. Być może przestrzeń w Venus była minimalnie szersza, ale reszta to takie techniczne granie, na wysokim poziomie, ale to trzeba lubić.
Pewnie już mi mówiłeś, ale przypomnij na jakich słuchasz słuchawkach? Ja rozmawiałem o wypożyczeniu z szefem, a Ty może z pracownikiem? Nieważne, grunt że przyszedł lepszy i właśnie twój. A przede wszystkim, że jest taki dobry. Wzmacniacz słuchawkowy może też będzie, nawet nie zdążyłem o nim przeczytać, czy też jest tak dobry.
Tak, wysłałem do nich maila z prośbą o wypożyczenie dla Ciebie, a w historii mailowej była faktura, że od nich kupiłem, więc wiedzieli że chodzi o R30. Pozatym R jest dużo bardziej popularniejszy od X, a że nazwa prawie taka sama, to może nawet i szef się pomylił, z korzyścią dla wszystkich 🙂
R30 gra u mnie z Jays CD 3mk3, AVM PA8 oraz Plinius Reference. Różne kable, w tym głównie DIY na markowych komponentach.
Będę też robił odsłuchy z K1000 i integrą 300B od Allnic, ale to jak znajdę czas.
A co produkuje dźwięk?
Na pierwszym zdjęciu, na wyświetlaczu stoi jak byk R30! A więc zrecenzowany DAC to R2R, nie żadne tam Sabre, które raczej tak muzykalne nie jest…
Poprawione, poprawione. Swoją drogą zabawnie wyszło.
U mnie produkuje dzwięk Martin Logan Odyssey
Znam z AVS. Ekstremalna precyzja.
Dokładnie ale reszta toru musi być dobrze dobrana – głównie chodzi o dociążenie dźwięku. Jeśli system jest zbyt lekki, to z tymi kolumnami dobrze się nie zgra. Zapewne dlatego Venus 15 mi nie podszedł, a ma przecież mnóstwo pochwał w necie. U mnie grał zbyt technicznie, głosy były zbyt lekkie, niedociążone, chociaż detaliczne.
R30 natomiast bardzo się wpasował i zagrało to rewelacyjnie, lepiej nawet o Lampizatora B7 którego miałem przedtem (denerwował mnie:).
Po pierwszych zachwytach nad R30 naszła mnie myśl, że skoro DACi z tych nowych produkcji są wstanie dać taki dźwięk za niespełna 13k zł, to co muszą dawać nowe DACi za 30 czy 40k i czy warto trochę na nie pozbierać… Można się w tym zagubić i zapomnieć, po co ten sprzęt jest w domu – żeby dawać radość, przyjemność z obcowania ze sztuką, a nie żeby był celem sam w sobie.
Także ja już odpadam, przez najbliższe lata nic nie ruszam w sprzęcie i cieszę się z tego co jest. Dzięki Piotrze za łagodne o tym przypomnienie 🙂
Wydaje mi się, że dla tych kolumn najważniejsze poza odpowiednim napędem dla samej sekcji elektrostatycznej jest płynne brzmieniowo powiązanie jej z niskotonową. A to zadanie niełatwe, w prezentacji na AVS się nie do końca powiodło.
AKG K1000 to jeszcze inna historia. Warto je sprawdzić z tym: https://hifiphilosophy.com/recenzja-ear-yoshino-v12/, choć oczywiście do 300B nie zniechęcam.