Co widać zanim coś będzie słychać
W małym pudełku z wieczkiem koloru „żółty fluo”, wysupławszy należne 3600 PLN po podjęciu zakupowej decyzji, otrzymujemy słuchawkowy wzmacniacz z czterema aż wyjściami na słuchawki, wyposażony we własny przetwornik. Jedno i drugie (wzmacniacz i przetwornik) to jak się przekonamy naprawdę niemała sprawa, z kolei cena jest nieduża, jak na takie ambitne coś. Bo imaginujcie waszmościowie, w tym czarnym urządzonku znalazło się aż osiem wzmacniaczy operacyjnych oraz super kość przetwornika Asahi Kasei Microdevices VelvetSound™ AKM AK4493, w niejednym drogim stacjonarnym przetworniku też samotnie obecna, ponieważ tak skonstruowana, że może bezproblemowo obsługiwać oba stereofoniczne kanały. Znalazł się również nadajniki łączności bezprzewodowej i cała paleta dostrojeń do programów operacyjnych w smartfonach i odtwarzaczach przenośnych, ale może przeróbmy to po kolei zamiast tylko wyliczać.
Urządzenie jest całe czarne i całe może świecić. Albowiem cały niemalże wierzch korpusu o kształcie spłaszczonej beczułki to profesjonalny wyświetlacz z dwóch rzędów po dziesięć w każdym świetlnych kropek, mających wg twórców nie tylko informować o przyłożonej mocy, ale też przypominać wyświetlacze na dawnych magnetofonach kasetowych, bieganiem świateł informować o tętnie odtwarzanej muzyki. Komu by się to nie podobało, może światła te zgasić, a kto jest za świeceniem, ten może kręcąc małym regulatorkiem wyjeżdżać ponad poziom zero i w bardzo dużym zakresie dobierać jasność sobie odpowiednią (pamiętając jednakże, że im to świecenie mocniejsze, tym bateria rozładowuje się prędzej). Co jednak będzie boleć tylko przy pracy bezprzewodowej, ponieważ oba przyłącza USB (typu C i generacji 3.1) nadają się do ładowania. Jedno przeznaczono wyłącznie dla niego, i to znajduje się po tej samej stronie co dwa mocniejsze gniazda słuchawkowe – 6,35 mm „duży jack” i 4-pin XLR, a drugie po przeciwnej. Po tej przeciwnej oprócz niego jest cała masa różności, w tym pokrętełka regulacji głośności i to siły świecenia, a ono samo może pracować w dwóch trybach przełączanych suwaczkiem: 1) wyłącznego transferu sygnału; 2) sygnału plus prąd ładowania.
Oprócz tego suwaczka są tam też cztery inne: ustawiający niższą lub wyższą moc wzmacniacza (niższa dla dokanałowych), aktywujący tryb STAMINA oszczędzania baterii oraz osobne aktywujące podbicia basu i sopranów. Ogólnie zatem pięć suwaczków (i dla nich przeznaczona szpilka regulacyjna w zestawie), dwa pokrętełka regulacji – dla światła i dla dźwięku, to dwufunkcyjne USB i dwa gniazda słuchawek. Te tutaj to jack 3,5 mm i symetryczny jack 2,5 mm, a gdyby komuś było mało tych wszystkich kąsków obsługowych, to są tam jeszcze dwa malutkie przyciski: jeden do aktywacji ogólnej (sprzężony ze światełkami informacji o stopniu naładowania), drugi do przełączania trybów łączności Bluetooth/USB.
W komplecie oprócz samego urządzenia oraz wspomnianej szpilki dla suwaków otrzymujemy kabel USB oraz z czarnego aksamitu saczek podróżny ze sznurkowym ściągaczem, natomiast instrukcję ściąga się z Internetu, a miłą wiadomością to, że nie potrzebujemy sterownika, bo CEntrance HiFi-M8 V2 sam dogada się z Windows 10 lub 11. Dogada też ze smartfonami i DAP-ami via iOS, Android, Mac, Linux i Windows, a ładować go można nie tylko za pośrednictwem podłączonego źródła sygnału, ale też nagniazdkową ładowarką 5 V/2,4 A, której jednak w komplecie nie ma. Są za to cztery elastomerowe nóżki do podklejenia na spodzik, a na tym spodziku gwintowana dziurka do ewentualnego wkręcenia antenki, ale tej w komplecie też nie ma.
Całość czarna z satynowym połyskiem, wielorako mogąca świecić i wielorako się dopasować, ważąca zaledwie 250 g i mająca wymiary 161 x 111 x 42 mm. Wewnątrz, oprócz wspomnianych ośmiu OP-ampów i super kości przetwornika, na wymienienie zasługują dwa zegary (osobne dla potoków krotności 44,1 i 48 kHz), każdy o dokładności 10 ppm, co daje jitter 1 ps.
Wzmacniacz obsługuje słuchawki z przedziału impedancji 8 – 600 Ω, oddając maksymalną moc 1,6 W przez gniazdo 4-pin. Przetwornik z kolei obsługuje pliki o gęstości do 384 kHz/32-bit plus pojedyncze DSD, przy paśmie przenoszenia 20 Hz – 20 kHz, zniekształceniach THD 0,004% i gwarantowanej całkowitej ciszy tła. Czas pracy urządzenia dla sygnału z przyłącza USB to maksymalnie 8 godzin, która to praca będzie się dla wzmacniacza odbywać w „niestandardowej klasie wzmocnienia A”.
Tak najogólniej biorąc urządzenie w porównaniu do droższych DAP-ów intuicyjnie odbieramy jako lekkie, a jego zaokrąglone boczne ścianki uprzyjemniają trzymanie. Dynamiczne pulsowanie światełek może sobie, jak Hamlet – albo być, albo nie być – dużo innych ustawień można wyregulować i każde poza bardzo szczególnymi (AKG K1000, RAAL i elektrostaty) słuchawki do pełnej mocy rozpędzić. Pytaniem pozostaje, jaki po rozpędzeniu dźwięk.
















Może się powtarzam, ale polecam przetestować również Toppinga G5.
U mnie gra z kablem Tonalium i ZMF Verite Closed. Od momentu posiadania go, zacząłem zastanawiać się jaki jest sens inwestować tyle pieniędzy w stacjonarkę.
Czyli słuchawki 10x droższe od wzmacniacza…
Ciekawy przypadek, ja bym jednak poszukał trochę dalej.
Z tego co słyszałem, to nie ja jedyny napędzam Verite tym G5. Oczywiście marzy mi się Cayin n8ii mk2, ale nie spieszy mi się na tyle, że już muszę go mieć
Szczerze mówiąc z tej pary bardziej interesowałyby mnie słuchawki. Ale zapytam RMS, może mają tego Toppinga G5 egzemplarz testowy. Już jednak parę rzeczy czeka w kolejce, czyli to nie będzie tak zaraz.
G5 to może nie jest jakiś ósmy cud, ale dobrze sobie radzi z pełnowymiarowymi słuchawkami i kosztuje grosze. Odnośnie słuchawek zauważyłem że brak tu recenzji marki ZMF, jedynie co to mogę polecić posłuchać VC, słuchawki zamknięte grające tak jakby były otwarte. Portfolio wciąż się powiększa o nowe flagowce.
Także jest kilka interesujących nowości wśród dap-ów, czyli Cayin N7 oraz ibasso d320max ti na 4 kościach Rohm. Jest z czego wybierać, gdyby tak jeszcze można było wszystkiego najpierw posłuchać to byłoby super.
Panie Piotrze,
Czy w ramach ciekawości podłączył Pan pod ten wzmacniacz K1000? Jeśli nie, to czy mógłby Pan spróbować, czy też mija się to z celem?
Pozdrawiam
Myślę, że się mija, bo Susvary już prawie całkiem skończyły jego potencjał, a moje K1000 z wysokopojemnościowym kablem Entreq Olympus potrzebują jeszcze przynajmniej o jedną trzecią więcej, o ile nie dwa razy. Ale nawet spróbować nie można, bo one mają na stałe podpięty kabel zakończony głośnikowymi widełkami, a z niego przejściówki na 4-pin nie mam. (Dałoby się zrobić poprzez jakieś łączące zaciski śrubowe, no ale nie mam.)
Po przeczytaniu na spokojnie recenzji, nabrałem ochotę by go posłuchać. Dopiero teraz zauważyłem, że brak jest na pokładzie zbalansowanego 4.4 pentacon. I po co człowiek zamawiał kabel do dapa 😉
No tak, kable to wieczny problem.
Z nowych zawodników słuchawkowych do przetestowania pojawiły się ZMF Caldera. Oprócz nowych Yamach.
Na razie z nowszych dotarły do mnie tylko w otwartej wersji DCA Stealth.