Recenzja: Ayon Spheris Phono

   Ostatnio dużo o gramofonach, ale skoro z taką pompą wracają, to trudno by inaczej. A że gramofon to tak naprawdę cała armia, to przy okazji o żołnierzach. Wyliczmy stan osobowy: podstawa, nóżki, plinta, silnik, przenoszenie napędu, talerz, mata, docisk płyty, stroboskop, podstawa ramienia, ramię, head-shell, wkładka, sekcja obsługi elektronicznej, dźwignia ręcznej, osłona przeciwkurzowa, miotełka, demagnetyzer, myjka, uziemienie i kable. Do składu wchodzi też specjalny gramofonowy przedwzmacniacz – i jest on spośród tych żołnierzy jednym z najokazalszych, a w każdym razie może. Może być wielki jak sam gramofon, od niejednego nawet większy, a może całkiem niepokaźny lub nawet niewidoczny – kiedy schowany w gramofonie albo wzmacniaczu mocy. Kiedyś był zawsze schowany, a teraz prawie nigdy, skutkiem tej odejściowej draki. Po 1982 położono na gramofonach i magnetofonach analogowych kreskę, analogowe audio miało zniknąć. Tak się nie stało, i na szczęście, ale przy tej okazji gramofonowe przedwzmacniacze zyskały niepodległość – wydobyły się ze wzmacniaczy. Wcześniej w integrze i amplitunerze wejście „phono” było czymś obligatoryjnym, a potem być przestało. Natomiast same gramofony sekcję przedwzmacniacza miały zwykle jedynie tanie, co w czasach rozpędzającego się audiofilizmu nie mogło zadowolić. Tani gramofon i mały w nim przedwzmacniacz to może być rzecz udana (w samych tutaj recenzjach mieliśmy tego przykłady) lecz salonowe audio, nie mówiąc o pomnikowym, nie lubi małych kalibrów, to pachnie mu deprecjacją. Jedynie bodaj firma Nagra jest uznawana za pomnikową pomimo bazowania na małych gabarytach, pozostali sobie nie szczędzą, bardzo lubią być duzi. A już gramofony szczególnie – liczne są ogromnych przykłady. Ale i przedwzmacniacze im dedykowane potrafią być pokaźne; i ten tu teraz będzie z takich największych, będzie nawet dzielony. Bycie dzielonym w tej kategorii to zresztą u najlepszych często spotykana przypadłość: Audio Research, Dan d’Agostino, Gryphon, Avid, Boulder, Phasemation czy SPEC – lista jest dosyć długa.

Dorzućmy nomenklaturę: Ayon ma dwa Spherisy i obydwa dzielone. Jeden jest regularnym przedwzmacniaczem, drugi – gramofonowym. Obydwa wielkie, czarne, z zaokrąglonymi narożami, obydwa naprane lampami i rozbudowaną obsługą. Tego regularnego nie testowałem, bo trochę się o niego boję w konfrontacji ze swoim; nie tyle o samą konstrukcję, gdyż ma na pewno wybitną, ale o stosowane lampy, których używam najlepszych, a to kluczowy czynnik. Boję się zresztą niepotrzebnie, ponieważ na AVS ten Spheris nieraz błyszczał, a już szczególnie wówczas, gdy grał z kolumnami Lumen White – White Light Anniversary. Mimo to jakoś nie czuję potrzeby, natomiast przymiarki do gramofonowego były od samego początku. Ale jakoś się nie składało, inne coś zawsze najpierw. Teraz to nadrabiamy, bo rzecz jest godna uwagi. Anonsowana jako najlepszy na świecie tego rodzaju przedwzmacniacz, a zatem z najgrubszej rury. Najlepszość w odniesieniu do reprodukcji dźwięku nigdy nie jest bezsporna, niemniej bezsporne to, czy dana rzecz wybitna. Tym razem są poszlaki i można się spodziewać – i już przechodzimy do tego, ponieważ o firmie Ayon wystarczająco wiele razy pisałem przy wcześniejszych okazjach.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy