Podbiałostockie Avatar Audio działa nieustająco, co rusz wychodząc z nowym produktem. Dopiero co badałem możliwości ich najnowszej wersji podstawek Receptor, już wpadli z nową wersją szczytowych kolumn Holophony №1. Którym nie przypisali żadnego Mk-ileś, ponieważ ma to być (ściślej jest) produkt nie ciągnący za sobą ogona poprzedników, tylko najdoskonalszy tak po prostu – najlepsze kolumny od Avatar Audio. Kropka. Wolne od ciężaru dziedzictwa, samorodne – samym swym brzmieniem i wyglądem tłumaczące wszystko bez odwołań do osiągnięć poprzednich wersji, co wobec wieloletniego i wielo-wcieleniowego ich istnienia w mojej opinii mrzonką, w każdym razie odnośnie tych, którzy tamte poznali.
Nie mnie jednak wnikać w heraldykę, nic mi do niej, niech nazywają jak chcą. Tym bardziej, że dawniejszych №1 słuchałem wyłącznie na AVS, u siebie miałem oczko niższe Avatar Audio Holophony №2 MkII[1], co miało miejsce równe pięć lat temu, w sierpniu 2020. Tamte były bardzo podobne, z wyglądu całkiem identyczne – jedyna zauważalna różnica to subwoofer, którego w nowych Holophony №1 nie ma.
Szczegóły konstrukcyjne przedmiotem następnego rozdziału, wpierw trochę ogólników. Nazwa firmy „Avatar” nie jest wyłącznie ładnie brzmiącym i dobrze się kojarzącym słowem-znakiem wybranym na użytek reklamy. W sensie marketingowym ma w tym wypadku szersze znaczenie, a dokładniej właściwe, albowiem idée fixe twórcy Avatar Audio przywołanie awatarów. Wokaliści i instrumenty mają się zjawiać z realnością nieodróżnialną od koncertowej; temu i tylko temu ma służyć wdrażana technologia, nic prócz tego nie wchodzi w rachubę.
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Czariusz Andrejczuk, spiritus movens wizji muzycznych awatarów, wspomina:
Holophony №1 to zwieńczenie 15 lat mojej pracy nad kolumnami głośnikowymi zdolnymi stworzyć iluzję koncertu w domowym pokoju, pokazać akustyczne awatary muzyków.
W 2010 roku pisałem: „Od parudziesięciu lat, odkąd większość czasu w domu poświęcałem na słuchanie muzyki, moim marzeniem był dźwięk całkowicie oderwany od kolumn, z pełną iluzją „żywych” głosów i instrumentów zawieszonych w przestrzeni przed słuchaczem, z emocjami muzyków, z wibracjami strun i membran, których doświadczałem na koncertach. Jednak po wielu latach nieustannych zakupów, testów i wydaniu ogromnych kwot wciąż zamiast muzyki słyszałem tylko lepszy lub gorszy sprzęt (…) Pragnąłem, aby sprzęt grający był tak przezroczysty i „niesłyszalny”, że pojęcia stereofonii czy tonów niskich lub wysokich tracą rację bytu, a słuchacze są wirtualnie przenoszeni do pomieszczenia, w którym dokonano nagrania.”
Rozpocząłem więc prace konstrukcyjne, nieświadomy, jak tytaniczna praca mnie czeka. W ciągu tych 15 lat musiałem stworzyć i przetestować ponad 20 tysięcy wariantów zwrotnicy aby sprawić, że trzy głośniki są słyszalne jak jeden – koherentne, pojedyncze źródło dźwięku – tak jak instrument akustyczny…
Twórca jest najwyraźniej zadowolony, nakładem pracy i środków cel został osiągnięty. Czy jest to cel chwilowy i za czas jakiś kolejne №1 staną do testów z bagażem przeszłości branym w nawias bądź nie? Póki co nie musimy zaprzątać sobie tym głowy, znając realia pewnie tak. Naszym zadaniem przetestować, co z obiecywanymi awatarami hic et nunc się podziało – ziściły się czy też nie?
[1] Też jeszcze wcześniejsze MkI (2018).












