Recenzja: AUDIO REVEAL Classique Duo

Odsłuch

     Zacząłem od wyboru lamp, ograniczony prośbą dystrybucji, żebym własnych nie wpychał, gdyż potem stało się regułą, że te właśnie najbardziej chwalę, a skąd też, panie dzieju, takowe potem brać? Bardzo słuszna uwaga i w tym wypadku także ograniczona materialnie, bo mógłbym użyć jedynie własnych ECC82 Sylvanii i Tung-Sol z bardzo zamierzchłych czasów, przed czym się powstrzymałem. 

     Błyskawicznie sprawdziłem relacje pomiędzy 300B UK-Design od Psvane, a wznowionymi na audiofilskie szczęście 300B Western Electric. I okazało się, że nie zaszła żadna różnica względem przetwornika Herkules – Psvane okazały się bardzo rzetelne i muzycznie w porządku, ale WE to już artyzm. Nie dają więcej mocy ani ostrości wizji, ale dają to coś, co zbiorczo nazywamy pięknem – tego czynnika mają więcej. 

     Nie tak silna, ale analogicznej natury zaszła relacja jakościowa w odniesieniu do sterujących 12BH7, i w tym wypadku dawniejsze wzorce konstrukcyjne okazały się doskonalsze. 

     Ale żeby nie było, że koniecznie wszystko co stare, to zaraz także lepsze – nowego wzoru, z krótszą anodą i złotymi pinami Psvane ECC82/12AU7S wypały jak dla moich uszu ciekawiej od NOS Baldwin, albowiem ożywiały przekaz. Tak, z Baldwinami było elegancko i melodycznie bez zarzutu, ale z kolorystyką przygaszoną, ciążącą ku szarościom, też z deficytem czarnego tła i niedostatkiem ciepła. Również przesadą w wygładzaniu – tam, gdzie powinno być chropawo, z nimi stawało się za gładko, a przede wszystkim dynamika, zadziorność i kontrasty – tego robiło się za mało. Rzecz jasna można woleć takie stonowanie, spokojne, wygładzone i melodyjne brzmienie, posiada niezaprzeczalne zasługi w mierze relaksującego tonowania nastrojów, kojenia nerwów, epatowania siłą spokoju. Ale wolałem przekaz podobniejszy do słyszanego z własnego toru, nieskromnie przy okazji dorzucę, że wydał mi się prawdziwszy, niezależnie od tego, że bardziej też atrakcyjny.

    No dobrze, lampy już wybrane, a wcześniej ustawienie kolumn. Odnośnie niego zaznaczyła się dosyć znaczna obojętność na stopień odginania i dystans do słuchacza. Inwariantem pozostała jedynie dystansowość od ściany z tyłu, bardzo dobrze na przykład grało, gdy dystans do słuchacza był taki sam jak do niej.

     Kiedy już wszystko wybrane i ustawione tak jak trzeba, zostaje odpowiedź na pytanie, co to za rodzaj brzmienia z tymi lampami i ustawieniem, na które padły wybory? 

     Zacznijmy może od sceny. Monobloki od Audio Reveal (nie inaczej jak każdy wzmacniacz), muszą ulegać dyktatowi nagrania, ale od siebie proponują pierwszy plan jako stosunkowo bliski, pojawiający się średnio biorąc niedaleko za linią kolumn. Są oczywiście takie nagrania, które podyktują warunek pierwszego planu hen, daleko, nawet dziesiątki metrów za, ale ogólna reguła taka, że pierwszy plan przy REVEAL Classique Duo zjawi się stosunkowo blisko, zaraz za linią kolumn. Ani to dobrze, ani źle, bo z jednej strony bliższy kontakt to bardziej namacalni wykonawcy, ale znowuż daleki to większa magia sceniczna. Tę magię w wydaniu sceny sięgającej głęboko Classique Duo zapewnia nie poprzez ten pierwszy w perspektywie, a dalsze plany w nią włożone sięgające głęboko, ale śmiem twierdzić, że w większym stopniu zapewnia ją czymś innym. Zapewnia zwłaszcza tym, że ekstra separacja i znakomity realizm: tak dokładnego podziału na dłonie w przypadku klaszczącego audytorium chyba poprzednio nie słyszałem, tak czy inaczej był to popis. Ale biorący się z czegoś więcej niż samej separacji. Ona jedynie efektem, a narzędziem i siłą sprawczą dokładność wypowiedzi. I w odniesieniu do niej dwie zasadnicze rzeczy.

    Jedną wzorcowa dykcja w oparciu o głosowy naturalizm. Żadnych prób podkręcania przekazu, czynienia go bardziej kontrastowym czy rozwibrowanym niż rzeczywiście spotykany. Żadnych wokali ani wypowiedzi słownych podkręcanych skrajami pasma, przyciemnianych bądź rozjaskrawianych, czy jakkolwiek inaczej próbujących zabłysnąć czymś nieprawdziwym a efektownym. Naturalizm głosowy jak z życia, żadnego śladu podbarwiania, osadzania w dodanych echach, migania błyskotkami. Do tego temperatura ciepłokrwistego życia, faktury poróżnicowane od naturalnej gładkości po naturalną chropawość, brak podkręcania nastrojów – trafiane w autentyczny. Co po chwili obycia i z chwilą zrozumienia, że tak właśnie się dzieje, bardziej przemawiało do wyobraźni od prób podkręcania czymkolwiek i jakkolwiek. Było po prostu prawdziwie zarówno prawdą postaci brzmienia, jak prawdą odrębności tych z niezwykłą precyzją artykułowanych odrębnych dźwięków.

    Zarazem to wyodrębnianie nie było żadną przeszkodą w konsolidacji obrazu: stereofonia badana w teście okazała się doskonale scalać kanały, przy czym akurat testowe scalać daleko za linią kolumn (o wiele dalej niż przeciętnie), tak jakby chciała mi dać prztyczka za pisanie, że pierwszy plan dość bliski. No ale właśnie bliski – te pierwsze plany nieodległe i w przypadku wielogłosowych przy takiej staranności artykułowania i zespalaniu głosów, dające wyjątkowo silne poczucie znalezienia się pośród ludzi – przykładowo atmosfery klubowe poruszające prawdziwością. Ale to samo w odniesieniu do orkiestr albo chórów. Dobre nagrania orkiestrowe (szczególnie Decca Tree) pozwalające na dokładne przeglądy zarówno czysto brzmieniowe, jak też i lokalizacyjne – pozwalające cieszyć się widokami orkiestr na miarę bycia w filharmonii, czy nawet bycia dyrygentem albo realizatorem nagrania. „To tu, a to tam” było tutaj szczególnie silne i imponująco wielopiętrowe, przy nadzwyczajnej rozdzielczości rozległego obrazu.

    Druga cecha zasilająca motor sprawczy tworzenia magii brzmieniowej, to dystans od zniekształceń. Można oczywiście byłoby darować sobie wyodrębnienie tego – wszak skoro wypowiedzi aż takie precyzyjne, to jasna rzecz, że zniekształcenia dokładnością tą poskromione. Ale nie zostawię tego w domyśle, to trzeba zauważyć. AUDIO REVEAL Classique Duo maszyną szczególnie dobrze radzącą sobie z eliminacją zniekształceń. Wszystkie te basowe przestery, basowe zlania i dudnienia, tak samo jak sopranowe piski, wizgi i wrzaski, których w nagraniu w tej postaci przy dobrym odtwarzaniu nie ma – to wszystko wymiecione z materiału odsłuchowego, porozpinane przestrzennie jak żagle trójmasztowca i dzięki temu artykułowane bez zwężających zniekształceń. (A zauważcie przy pierwszej sposobności, jak różny jest wrzask skompresowany przestrzennie od krzyku niosącego się swobodnie.)

   Taka dokładność artykulacji i precyzja sceniczna, to wraz z eliminacją zniekształceń i działaniem na rzecz autentyzmu poprzez marginalizację sztucznych popisów – oto zbiór gwarantów sukcesu jak chodzi o muzyczność. Monobloki od Audio Reveal kładą nacisk na samą muzykę, a nie na jej oprawę. Ważny dla nich sam obraz, a nie wzbogacanie go obramowaniem i oświetlaniem własnego chowu dodatkami. Pogłosowe wzmożenia, sztucznie generowane mroki i efekciarskie w nich rozbłyski, o ile brak ich w nagraniu, on jemu ich nie doda. Da czystość artykulacyjną, popisowo wyodrębnione głosy i ukaże walory muzyczne poprzez ich własną naturę, natomiast nie podejmie wyścigu na efekty specjalne. Żadnego przedobrzanego basu czy sopranowej jaskrawizny kładzionej na sztuczne mroki. (Choć czernie i kontrastowe światła nagraniowe, te oczywiście jak najbardziej.) Żadnego przesadzania z dramatyzmem ani też w drugą stronę – zdystansowaną obojętnością. Ma być tak, jak uwieczniono w nagraniu – co oczywiście pewnym domysłem, bo któż to może wiedzieć prócz je sporządzających? Ale odnosi się wrażenie i wydaje się ono cenne, że postać w odtworzeniu pasuje do oryginału. Poza tym czystość artykulacji i brak zniekształceń mają walory obiektywne. Pozostaje więc kwestia aranżu, którą słuchacz musi dekonstruować na podstawie własnych doświadczeń, ale prawdopodobnie dojdzie do wniosku, że i tu obiektywność. 

     Brak przesady w kontrastach, nieobecność sztucznej agresji, dobre wyważenie pomiędzy realizmem a baśniowością, zaznaczający się atak i bas wzorcowo wkomponowany, a przy tym wyjątkowo rozdzielczy i na bębnach objętościowy – to wszystko automatycznie przywołuje realizm.

    Nie ma nacisku na dynamikę – dynamika po prostu jest. Jest szczegółowość lepsza niż to ma miejsce nawet przy dobrej aparaturze, ale też nie ma na nią nacisku. Nacisku nie ma na nic, wszystko dzieje się samo i dzieje bez wysiłku, ale jak już ktoś chce koniecznie, to ta rozdzielczość i ta dokładność narzucają się jako zdecydowanie nadprzeciętne. 

   Tu muszę wtrącić słowo o własnym odtwarzaczu. Gdyby źródłem był Accuphase, szczególnie któryś z najwyższych (bo najniższy to wcale i nie jest to krytyka, a prędzej wyraz uznania), kontrasty by narosły, czernie się pogłębiły, krawędzie wyostrzyły. Stało by się inaczej, tak bardziej w nowym stylu przetwarzania po jednym bicie z naciskiem na wyostrzenie, izolowanie i pogłębianie. A w sytuacji starych kości wielobitowych klasyczna melodyka i naturalna elegancja zespolonego, pięknie mieniącego się brzmienia od nich i od wzmacniacza na siebie się nałożyły, stwarzając inny nastrój. Nie chcę powiedzieć, że lepszy, nie chcę powiedzieć, że gorszy, zwyczajnie inny stylistycznie. Chcę natomiast powiedzieć, że dzięki swemu naturalistycznemu podejściu oraz brakowi własnego autorstwa specyficznych pomysłów na brzmienie, AUDIO REVEAL Classique Duo otwiera pole do różnych podejść – różny dźwięk może się wyłonić w zależności od reszty toru. Banał? Jasne, że banał, ale z taką uwagą, że stopień tej różności bywa na ogół zawężany specyfiką brzmieniową samego wzmacniacza, a w tym wypadku zwężenia nie ma. Od siebie daje REVEAL Classique naturalizm i precyzję artykulacji, różne lampy, różne okablowania i różna elektronika wyładzą z tego różne brzmienia, ale zawsze znaczone kulturą, o ile same mają.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy