Recenzja: AUDIO REVEAL Classique Duo

Konstrukcja

     Monobloki są bycze, każdy waży 25,5 kg, przy gabarytach 22,5 cm rozpiętości, 30 cm wypiętrzenia i pół metra rozciągnięcia do tyłu. Ofertowo tak świeże, że w chwili gdy to piszę jeszcze nie zdążyły trafić do dystrybucyjnego cennika i też próżno ich szukać na stronie producenta – wszystko za sprawą oficjalnej sesji zdjęciowej, której ilustracyjny wkład ma zaistnieć dopiero we wrześniu. 

     Konstrukcja zatem wzdłużna, co jak najbardziej słuszne, wszak mają stanąć obok siebie z naddatkiem podwajając szerokość. Konstrukcja korzystająca z dwóch różnych jedna za drugą w obwodzie małych lamp sterujących – z solowej podwójnej triody ECC82/12AU7 i tak samo solowej podwójnej 12BH7. Obydwie lampy można ze wzmacniaczem otrzymać w postaci teraz produkowanych, ale dystrybucja zapewnia bardziej rasowe zamienniki z zasobów historycznych – czasów, gdy lampy były sercem elektroniki radiowej i elektroniki w ogóle, tworzyły je mądrzejsze głowy oraz bieglejsze ręce, także bardziej wydajne maszyny i niedostępne dziś surowce. 

     Małą triodę formowania wstępnego ECC82/12AU7, od której sygnał rozpoczyna wędrówkę po wzmacniaczu, możemy dostać jako 12AU7S od Psvane (sam też taką otrzymałem), jak również jej zamiennik, sygnowany oznakowaniem Baldwin. Z kolei mającą dwa razy mocniejszy prąd żarzenia i trochę wyższą bańkę podwójną triodę 12BH7 (tę bezpośrednio sterującą), jako produkt Electro Harmonix bądź przykład historyczny znakowany Tung-Sol.

     Każdy monoblok wyposażono w wyjściową parę lamp mocy 300B w układzie single-ended; i tu należy się uwaga, iż są stronnicy radykalizmu, optujący za pojedynczą lampą wyjściową na monoblok – ich zdaniem para psuje poprzez degradujące mieszanie. Ale są też stronnicy podwajania, celem uzysku większej mocy, a zatem i energii dźwięku. Sam tu po żadnej stronie nie staję – słyszałem znakomite brzmienia monobloków obu rodzajów, a o dwóch tych lamp mocy gatunkach dostępnych ze wzmacniaczem i radykalnej między nimi różnicy kosztowej już było wspominane, przy czym niezależnie od ewentualnej chwilowej promocji, zostałem poproszony o porównanie brzmień od obu.

   Najnowszy produkt – monobloki – nie wyłamują się z tradycji wzorniczej swojego producenta, korpusy mają z oksydowanej na czarno grubej blachy stalowej, od frontu całościowo uformowane z ulubionego przez markę drzewa merbau (Intsia bijuga), spotykanego od Madagaskaru aż po Nową Zelandię. (Zwanego dla wyjątkowej gęstości drewniny także drzewem żelaznym.) Ktoś nie dość się znający mógłby sądzić, że ma do czynienia z mahoniem – rdzawo-ciemnobrązowy odcień oraz szczątkowa rzeźba słojów dobrą do tego podstawą.

     Podstawą samych sekcji są walce z nierdzewnej stali, a jak przystało na monobloki, od strony obsługowej mamy same włączniki i skoligacone z nimi lampki. Te drugie oczywiście na frontach, ale te pierwsze także – nie ma zapadkowych włączników przy gniazdach sieciowych z tyłu, są elegancko wytoczone podługowate walce funktorów OFF/ON umieszczone po lewych stronach drewnianych paneli frontu. Matowa czerń korpusu o chropawej fakturze, obejmująca także dwa z tyłu bloki transformatorów i pojedynczy przed nimi dławik, może być rozszerzona o klatkę ochronną lamp, albo w razie jej nie użycia kontrowana przez pod lampami srebrzyste, przytwierdzone śrubowo z kilkumilimetrowym dystansem plateau – a ono znowuż z nierdzewnej stali, nie pełniące co prawda typowej pod lampami roli powierzchni lustrzanej (aż na lustrzany połysk nie zostały wypolerowane), ale i bez tego podwajające lampowy blask, rozpraszające powagę czerni. Akcentami czerń tonującymi są też złote plakietki na transformatorach i dławiku, informujące chcącego czytać, że ma do czynienia z tym a nie innym produktem pochodzącym od marki Reveal.

     Światełka indykatorów przez minutę mrugają czerwienią, w tym czasie tranzystorowe zasilanie (a więc nie wszystko lampowe i w skutek nieobecność lampowych prostowników), rozgrzewa anodowo-katodowe układy wzmocnienia, lampy szykują się do pracy. Gdy po minucie są gotowe (trochą to mało, ale niech tam), mruganie przechodzi w świecenie ciągłe i wtedy staje się zielone.

    Wewnątrz obwód oparty o kondensatory Claritycap, WIMA, EPCOS i Nichicon oraz o oporniki Vishay, Tyco i Royal Ohm. Na tylnych ściankach po jednym porcie wejściowym RCA, plus trzy zaciski głośnikowego kabla, pozwalające dobierać impedancję 4Ω albo 8Ω. Żadnych pstryczków, żadnego poprzez skokowego ściszania, przełączania trybów, żadnych pokręteł regulowania biasu – klasyczny, purystyczny układ lampowych monobloków single-ended w czyściutkiej klasie A.

    A skoro tak, to z pary 300B klasyczne 16W na kanał, dla pasma 10 Hz – 35 kHz (+0 dB, -3 dB) przy THD poniżej 5% i impedancji wejściowej 47 kΩ. Prądu każdy z kanałów zasysa maksymalnie 125 W, bo właśnie klasa A, czyli nie ta od oszczędności, ta od najszlachetniejszego brzmienia.

    Zasilanie na bazie podzespołów Texas Instruments, transformatory na zamówienie od Leszka Ogonowskiego, okablowanie wewnętrzne z miedzi beztlenowej OFC (Oxygen-Free Copper), projektantem Michał Posiewka, recenzentem Piotr Ryka.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy