Recenzja: Acoustic Revive Air Floating Board RAF-48H

   Pamiętacie frajera-pompkę? Pewnie nie pamiętacie, to przedwojenne przezwisko. Po wojnie jeszcze się pałętało, ale teraz już nawet określenie „po wojnie” traci sens, bo wojny nikt nie pamięta, nawet najstarsi w rodzinie. (I co to za rodziny teraz w porównaniu do tych dawniejszych, kiedy na babci imieninach bawiło się pół dzielnicy…) Jak wojna, panie bracie, to już prędzej audiofili z antyaudiofilami, a jeszcze prędzej szczepionkowców z antyszczepionkowcami. Jak zaś chodzi o wojny uliczne, to przede wszystkim aborcjonistów z antyaborcjonistami i tęczowych z nietęczowymi.

Jakoś nie bardzo nam się ta recenzja zaczyna – od wojen, zapamiętałości, bijatyk. A przecież tyczy rzeczy statecznej i zrobionej porządnie, no ale jednak z pompką. Ten przedwojenny „frajer-pompka” to był epitet pod adresem ciamajdy i strachajły; ogólnie życiowego patałacha, którego byle bujdą da się pompować, ewentualnie straszyć. Zwłaszcza, że sam się pompuje najlepiej – trochę mu picu w wentylek i zaraz się nakręca. Takim frajerem-pompką dla antyaudiofila jest oczywiście audiofil, który łyka z branżowej prasy wszystkie wymysły odnośnie pompowania dźwięku. A tu – proszę bardzo, panie anty, mamy poprawę od razu z pompką… Zrywanie boków więc gwarantowane, niejako już w pakiecie.

Pakietu dostarcza japońskie Acoustic Revive i pakiet zwie się Air Floating Board RAF-48H; a zatem ładnie się nazywa, bo w tłumaczeniu z ichniego znaczy: „w powietrzu fruwająca platforma RAF-48H”. Odnośnie tego latania i tego RAF-u, to zaraz się nasuwa skojarzenie z brytyjskim Royal Air Force i znowu II wojną, ale tutaj nie o to chodzi. Popisowego latania nie będzie – żadnych korkociągów i beczek; jak chodzi o powiązania z lotnictwem, to poza oczywiście powietrzem jako czynnikiem nośnym i tym nasuwającym skojarzenia skrótem, jednym punktem wspólnym jest wierzch naszej lewitującej platformy – w jej poprawionej wersji z hikory (orzesznika), a tego drewna używano kiedyś za surowiec do śmigieł dwupłatów. Pompka natomiast raczej jak do piłki, a całość jak boisko płaska. (Lotniska wprawdzie także płaskie, ale bardziej podługowate.)

Tradycji aby zadość, przed przejściem do konkretów krótka wzmianka o producencie. Jak chodzi o starcie audiofili ze sceptykami, to trudno o boisko lepsze od oferty Acoustic Revive. Ta marka to bez przesady jakowejś laboratorium alchemika, w tajnych procesach transmutacji wytwarzającego swe audiofilskie czary. Czego tutaj nie mamy: jest generator fal Schumanna, najprzeróżniejsze wtyczki i podstawki, demagnetyzery oraz ekrany elektromagnetycznych pól, kable wszelakich zastosowań, pochłaniacze wibracji, filtry…Sypie się niczym z rogu obfitości, pozycji aż kilkadziesiąt.

Czego dowiadujemy się od nich samych, od panów alchemików? Paru istotnych rzeczy. Firma powstała w 1994 i za jej powołaniem stało podobno paru inżynierów, na czele z założycielem i właścicielem Kenem Ishiguro. Oficjalna nazwa to Sekiguchi Machinery Sales Co., Ltd. z lokalizacją w mieście Isesaki, położonym sto trzynaście kilometrów w głąb wyspy Honsiu od Tokio. Acoustic Revive to zaś marka handlowa tam powstających wyrobów, tworzonych przez obecne zatrudnionych sześciu zaledwie pracowników. Na poczet swojej chwały marka mająca liczne nagrody – nie tylko te od branży audiofilskiej, ale także profesjonalno-nagraniowej. Ideą zaś uczynienie dźwięku jak najczystszym i jak najwierniejszym oryginałowi, ze szczególnym naciskiem na piękne obrazowanie sceny.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

2 komentarzy w “Recenzja: Acoustic Revive Air Floating Board RAF-48H

  1. Fon pisze:

    Kiedy można się spodziewać testu Bayerdynamic T1v3

    1. Piotr Ryka pisze:

      Kilka dni temu dzwoniłem w tej sprawie do dystrybutora – słuchawek nie ma i nie wiadomo kiedy będą. Ale jak będą, to mam dostać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy