Recenzja: Reference 3A MM de Capo/i

decapo-01   Te głośniki monitorowe są naprawdę sławne, tak jak napisałem w zapowiedzi ich testu. Może nie sławne zwyczajną, medialną sławą, ale taką branżową, pomiędzy osobami znającymi temat. Sława wzięła się z dwóch przyczyn – z konstrukcji i dźwięku. Konstrukcja jest nietypowa, a dźwięk wybitny.

Cóż może być nietypowego w konstrukcji głośnika i to w dodatku monitorowego, czyli niewielkiego? – spytacie. Ano, może. Może mianowicie nie być zwrotnicy. Tego klasycznego elementu wszystkich głośnikowych kolumn mających więcej niż jeden szerokopasmowy głośnik; elementu odpowiadającego za to by stanowiły te głośniki chór współbrzmiących głosów, obejmujących równo i bez żadnych luk całe pasmo słyszalne, a nawet część niesłyszalnego, może, okazuje się, nie być. Od strony teoretycznej jest to znaczące osiągnięcie, ponieważ zwrotnica zawsze pozostaje kompromisem i idealnie grająca kolumna, wbrew sugerującej wielogłośnikową wielopiętrowość nazwie, powinna składać się z jednego głośnika. W praktyce takie jednogłośnikowe rozwiązania są poza przetwornikami słuchawkowymi bardzo nieczęste i niestety z reguły niedoskonałe, a tym samym zwrotnice pozostają trwałym elementem głośnikowego pejzażu. Okazuje się jednak, że nie aż tak trwałym, czego firma Reference 3A dowiodła.

Reference 3A jest firmą leciwą. Powstała we Francji w 1959 roku, a jej nazwa stanowi skrót od słów Applied Acoustic Arts. Prawdę mówiąc nie wiem dlaczego słowa te są angielskie, skoro firma była francuska, ale może kiedyś się dowiem. Nie jest to jednak w sumie istotne, natomiast odnotować należy, że założycielem był francuski inżynier i projektant Daniel Dehay. W latach 80-tych jego  firma przeniosła się do Szwajcarii, a potem zmieniła właściciela. W 1992 roku Daniel najwyraźniej sprzedaży tej pożałował i firmę odkupił, a jej obecna siedziba mieści się w Kitchener, położonym w dystrykcie Ontario, angielskojęzycznym regionie Kanady. Tak więc rzuciło Reference 3A aż za ocean. Rzuciło tak daleko, bo firma weszła w skład korporacji Divergent Technologies, skupiającej takie marki jak Copland, Antique Sound Lab’s, Vovox, czy JJ Electronic. Korporacją zarządza znany w świecie audio Kanadyjczyk, Tash Goka, a nasze tytułowe monitory są ponoć jego oczkiem w głowie. 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

12 komentarzy w “Recenzja: Reference 3A MM de Capo/i

  1. Sebastian pisze:

    Piotrze,

    Zabrakło jedynie ceny w punktowym podsumowaniu :)

    Dość mało wspominasz o samej scenie, jej rozmiarze i głębi. Rozumiem że nie jest aż tak magiczna jak reszta przekazu?

    Szkoda, że nie są jeszcze aktywne bo wtedy na pewno wylądowały by w kręgu moich zainteresowań.

    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka pisze:

      Cena i scena, powiadasz Sebastianie.

      Odnośnie ceny, to na stronie dystrybutora widnieje propozycja: „Zaproponuj cenę.” Jeżeli stosują takie wybiegi, to co ja ich będę wyręczał w podawaniu cen. Pewnie tak naprawdę lokuje się gdzieś w okolicach dziewięciu tysięcy. Trzeba się pofatygować i zadzwonić. Zastępowanie dystrybutora w negocjacjach cenowych nie jest moją rolą. Tak nawiasem, tego rodzaju negocjacje i duże upusty to zdaje się polska specyfika, bo w Niemczech dystrybutorzy uznanych marek podobno twardo trzymają ceny świeżych produktów.

      Co do sceny, to jest bardzo dobra. W ustawieniu zalecanym przez producenta niezwykle szeroka, czytelna, precyzyjna, panoramiczna; w tym moim, niepoprawnym, węższa ale głęboka i bardziej całościowo magiczna. Taki pokaz dźwiękowej magii. Wręcz cyrkowy.
      Te monitory są super. W każdym razie u mnie były i są moim zdaniem. Za inne systemy i inne pomieszczenia odsłuchowe, podobnie jak za inne gusty, ręczyć oczywiście nie mogę.

  2. Michal W. pisze:

    Nie wiem czemu firma Reference 3A zaleca tweetery po zewnętrznej, ale bardziej logicznie jest po wewnętrznej dlatego, że do budowania trójwymiarowego obrazu sceny w systemie stereo potrzebne jest słyszenie nie tylko głośnika odpowiadającemu uchu po swojej stronie, ale i tego po przeciwnej i szczególnie wysokie tony mają to utrudnione, gdyż głowa jest dla nich cieniem akustycznym. Dlatego też lepiej jest mieć po wewnątrz głośnik wysokotonowy, żeby przeciwne ucho lepiej go słyszało, z mniejszym cieniem akustycznym. Punktowość być może w przeciwnym wariancie będzie lepsza, ale holografia nie.

    1. Piotr Ryka pisze:

      W instrukcji stoi napisane:

      „Coherent phase is achieved with a combination of precise positioning of the drivers having a front baffle at a critical angle and placing the tweeters on the outside. With the tweeters on the outside, the loudspeakers should be directed straight forward (with no toe-in) toward the listening area. This will place the tweeters further away from the listener and therefore time-align the drivers properly.”

      Nic nie poradzę, że tego nie słyszę. Widać głowę mam za kanciastą albo uszy nie po tej stronie.

  3. Sławomir S. pisze:

    Ciekawy jest ‚francuski ślad’w konstrukcji tych monitorów. Głośnik szerokopasmowy podpięty bez zwrotnicy i wysokotonowy odcięty kondensatorem, skad my to znamy ? Wszak to pomysł zastosowany przez Webera Rehde w Rehdeko.

    1. Michal W. pisze:

      To jest także „pomysł” obecny w każdym samochodzie z miejscem na instalację głośników wysokotonowych. Są one po prostu dopinane równolegle do głośników szerokopasmowych poprzez kondensator.

  4. Piotr Ryka pisze:

    Ślad francuski jest rzeczywiście bardzo ciekawy. Ale tak naprawdę jest to ślad prowadzący do Danii, bo Weber Rehde był Duńczykiem. Zadziwiający jest fakt, że ani on, ani jego Rehdeko nie są wzmiankowani w Wikipedii. To bardzo poważne niedociągnięcie. Wszak to postać i firma o wielkich zasługach w dziejach audiofilizmu.
    Głośniki Rehdeko faktycznie nie miały zwrotnicy, a pytaniem jest, czy to Webern Rehde uczył się od Daniela Dehay, czy odwrotnie. A może opracowali to razem?
    Wiadomo, że Reference 3A powstała w 1959, a Rehdeko w 1968. Wiadomo też, że Webern Rehde przez kilka lat pobierał nauki od inżynierów francuskich, więc być może kontaktował się także z Danielem. No i wiadomo, że Reference 3A istnieje po dziś dzień, a sławne i niezwykle cenione Rehdeko zbankrutowało w 2001. Ktoś może wie na ten temat coś więcej?

    Pod tym adresem garść wspomnień
    https://sites.google.com/site/rehdeko/

    1. Sławomir S. pisze:

      Upieram sie przy ‚śladzie francuskim’. Rehde to Duńczyk , kóry osiadł i produkował we Francji. Uroczy salonik fabryczny właśnie we wskazanymn linku :
      https://sites.google.com/site/rehdeko/Home/la-boutique-rehdeko.

  5. Piotr Ryka pisze:

    Firma Rehdeko była oczywiście francuska, podobnie jak francuska była kultura techniczna jej założyciela. A Francja to miejsce bardzo ciekawej myśli technicznej, owocujące niepowtarzalnymi pomysłami i płynącym z nich brzmieniem.

  6. Kris pisze:

    Bardzo ciekawa recenzja. Przy okazji-Ontario jest angielskojęzyczna!

    1. hifiphilosophy pisze:

      Dziękuję za wytknięcie błędu. Już poprawiłem. Wziął się stąd, że początkowo siedziba firmy była w jakimś mieście w Quebec, ale wyczytałem, że przeniosła się do Kitchener. Zmieniłem nazwę miejscowości i prowincji, a francuskojęzyczna zostało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy