Recenzja: ifi Audio iUSB3.0 micro

ifi_iUSB3.0_010_HiFi Philosophy  Firma ifi wyznacza nowe standardy i czyni to pod wieloma względami jednocześnie. Pierwszy z nich – chyba najważniejszy a przez nią samą nie podnoszony – to tempo zmian. Nowe urządzenia sypią się od ifi lawinowo, nie pozwalając konkurencji na złapanie oddechu. Reszta nowin, też nie pozwalająca rynkowym rywalom odetchnąć, to na masową skalę i wielokierunkowo wdrażane innowacyjne rozwiązania, które w przypadku ifi lądują w małych pudełkach za śmieszne jak na obyczaje audiofilizmu pieniądze. Wszystko niemalże lokuje się w przedziale pomiędzy tysiącem a dwoma i tylko z rzadka wyraźniej ponad te dwa się wspina, tak więc każdy może z tego zalewu nowin korzystać. A powiedzmy także wyraźnie – firma ifi robi światową karierę. Decyzja o przeniesieniu akcentu z wielkogabarytowych urządzeń stacjonarnych, sprzedawanych pod marką AMR (Abbingdon Music Research), na małe urządzonka biurkowo-przenośne, okazała się wieść do naprawdę imponującego sukcesu, którego najsłodsze owoce zbiera ifi w Azji i Ameryce, ale w Europie też sobie nie żałuje. Wolumen sprzedaży rośnie wszędzie w imponującym tempie, a to oznacza adekwatne zyski, otwierające drogę do nowych możliwości technicznych, stanowiących zgodnie z zasadą dodatniego sprzężenia zwrotnego koło zamachowe coraz większego sukcesu. Istne to zatem perpetuum mobile, jak na razie działające bez zgrzytu. W dodatku rośnie i utrwala się prestiż, a firma przez wszystkich jest już rozpoznawana, co rzecz jasna jeszcze w dwójnasób przyczynia się do sukcesu, bo przecież chętniej kupujemy rzeczy od znanej marki, a najlepsze nawet potencjalnie nowości od kogoś nieznanego traktujemy z rezerwą.

Tak więc w przypadku tego najnowszego iUSB3.0 można się martwić jedynie o to, czy aby nie za dużo tych innowacji włożono weń jednocześnie, miast powiedzmy co pół roku dozować kolejne ulepszenia, zmieniając przy okazji nazwę o jakiś znaczek. To by nie było wprawdzie do końca uczciwe i nabywcy wersji sprzed pół roku mogliby poczuć się wystrychnięci na dudka, ale takie praktyki znane są z obszaru technologii komputerowej i nikt tam się nie przejmuje, że to sprzed pół roku nie jest już aktualne. Co więcej, chwali się taką ekspresową innowacyjność, a firmy przyłapywane wielokrotnie na umyślnym dozowaniu optymalizacji małymi porcjami prosperują w najlepsze. Tą drogą ifi jednak nie poszło, a w każdym razie nie ma najmniejszych poszlak sugerujących takie podejście. Całkiem na odwrót – wydaje się, że nawet przesadziło z tą jednorazowo zaaplikowaną innowacyjnością, pakując w nowy wyrób aż tyle ulepszeń.

Za chwilę wyliczymy je skrupulatnie, jak również zostaną omówione, ale jeszcze dorzucę, że sukces swój postanowiło ifi wykorzystać także w rewersie, czyli na odwróconym biegu. Nie czym innym bowiem jak odwróceniem ciągu jest wywołująca zwłaszcza za oceanem ogromne poruszenie wiadomość, iż w czasie najbliższym zaoferuje ifi także trzy urządzenia o większych gabarytach, a więc niejako idące pod prąd dotychczasowych działań. Nie wydaje się jednak, by miał to być powód dla kogokolwiek do zmartwień ani oznaka odwracania się trendu. Urządzenia mają być niespecjalnie duże i kosztować po około półtora tysiąca dolarów, a jedno z nich już pokazane zostało na ostatnim Can Jam jako egzemplarz przedprodukcyjny, wywołując niesamowitą ekscytację. Chodzi o nowy, lampowy (a ściślej hybrydowy) wzmacniacz słuchawkowy, oferujący wyjścia zbalansowane i niezbalansowane, który zdaniem słuchających pozbawia sensu istnienia wszystkie obecne na rynku wzmacniacze dla słuchawek kosztujące mniej niż sześć tysięcy dolarów. Jego uzupełnieniem ma być przetwornik, kumulujący także funkcje interfejsu i regeneratora sygnału USB, a dopełnieniem przewidziana na nieco późniejszy termin osobna bateria zasilająca, mająca być dostawcą prądu idealnego. Wszystko to razem ma u nas kosztować jakieś dwanaście tysięcy, jakością konkurencję wręcz zabijając, a dwa pierwsze składniki będą być może dostępne jeszcze przed Bożym Narodzeniem.

Na razie jesteśmy jednak na niższym pułapie cenowym, przy mniejszych rozmiarach i na etapie samego czyszczenia oraz wzmacniania sygnału USB, co łącznie zwie się handlowo ifi iUSB3.0 micro.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

21 komentarzy w “Recenzja: ifi Audio iUSB3.0 micro

  1. Premiumsound pisze:

    Szanowni koledzy sprawdzali różnice przy zastosowaniu kabla podwójnego iFI i zwykłego USB? Bardzo nas to ciekawi, a brakuje czasu na rzetelne prównania. Pozdrawiamy.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Koledzy sprawdzali i o ile w przypadku iPowera z kablem podwójnym względem dobrego, markowego kabla USB nie było czuć przyrostu jakości albo tylko niewielki, względnie degradację (duży rozrzut w zależności od konkretnego przetwornika), to w przypadku iUSB3.0 ten kabel podwójny okazuje się lepszy niż takie za dwa, powiedzmy, tysiące stosowane samodzielnie. Można też napisać, że kable klasy Entreq Atlantis albo Synergistic Research Galileo (czyli absolutnie topowe za kilkanaście tysięcy) potrafią przydać dźwiękowi więcej finezji, natomiast dynamiki i energii iUSB3.0 z kablem Gemini dać nie potrafią. Przynajmniej nie tym przetwornikom, z którymi miałem do czynienia.

  2. fon pisze:

    Z opisu wynika, że Nighthawki dalej się w miarę wygrzewania zmieniają brzmieniowo ,ile godzin mają na liczniku i jak teraz grają w porównaniu do ich pierwszego testu?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Licznika wbudowanego nie mają, ale można policzyć według kalendarza, bo grają po jakieś osiem godzin dziennie średnio biorąc. (Czasami nie grają wcale, a czasem całą dobę – różnie to bywa.) Nieustannie się pomału zmieniają, już teraz bez żadnych przeskoków. Nie są tak jednoznacznie jak na początku analogowe i robią o wiele więcej teatru, to znaczy aranż, cieniowanie, pogłosy, wyraźną własną atmosferę. Bardzo mi się podobają i są świetnym uzupełnieniem Grado GS1000e, które są bardziej otwarte, wielkosceniczne i jak na razie ostrzej brzmiące. Jak jedne i drugie dorzucą sobie trochę grania, to powiedzmy za dwa miesiące, już po Audio Show, napiszę uzupełnienia ich recenzji. Na razie byłoby to przedwczesne.

      1. Maciej pisze:

        Największy problem NH AQ to to że nie ma ich gdzie posłuchać, przynajmniej w stolicy…

        1. Piotr Ryka pisze:

          Weź Macieju na AS swoją nową A-T, a ja zabiorę NH – ktoś nam przecież użyczy wzmacniacza i sobie posłuchasz.

          1. Maciej pisze:

            OK, załatwione :) Wpisuję do przypominacza.

      2. Marecki pisze:

        Oby w uzupełnieniu nie zabrakło wieży Ifi 😉 A kable od Forzy też by pewnie coś ciekawego wniosły. :) Pozdrowienia

        1. Marecki pisze:

          Wieża -itube, iusb3.0, idsd.
          Może później będzie dostępny idac2, czy nawet idsd2.

  3. fon pisze:

    Zaciekawiło mnie to, Otóż nasi amerykańscy koledzy zdążyli już ustalić, że iUSB 3.0 działa zdecydowanie lepiej, gdy jego zasilacz nagniazdkowy znajdzie się w listwie zasilającej na samym początku, to znaczy od strony wchodzącego w nią kabla.Sam przed chwilą zrobiłem podobnie z wzmacniaczem Precision2 i faktycznie. ..jest sporo lepiej, dobre listwy typu Furutech mają każde gniazdko w listwie podpięte niezależnie z jednego punktu ,warto się w to pobawić.

    1. Maciej pisze:

      A to reguła potwierdzana już z kilku źródeł że im, bardziej czuły sprzęt tym bliżej wejścia do listy.

  4. Marecki pisze:

    Itube jeszcze nie dojechał?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie. Na razie go nie ma.

  5. fon pisze:

    A kiedy można się spodziewać testu Bayerdynamic T1 v2

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie tak zaraz. Najpierw muszą się wygrzać, bo przyjechały nowiutkie, a po przygodach z NightHawk i AKG K812 nieskory jestem do pośpiechu. Co komu po takiej niedojrzałej, w błąd wprowadzającej recenzji?

    2. emero pisze:

      A ja już mam od tygodnia T1 v.2 i słucham, słucham i nadziwić się nie mogę;) w skrócie Ci napiszę, że słuchawki nie zawodzą w żadnym aspekcie.

  6. Marcin pisze:

    Ciekawe jak skalują Tesle z tym pudełeczkiem.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie wiem, bo pudełeczka myk i odjechały, ale T1 V2 są w porządku. Jutro zaczynam pisać ich recenzję.

  7. Marcin pisze:

    Panie Piotrze. Stałem się posiadaczem iUSB3.0 i muszę przyznać, że wraz z moimi T90 (schiit bifrost + Valhalla2) poprawa była wyraźna, głównie scena, separacja, czystość, rozdzielczość. Zauważyłem również, że kwiestia przewodów USB tak samo jak wcześniej przed zakupem iUSB3.0 nadal ma sporo do gadania . Rozważam zakup do niego dobrego przewodu USB i zastanawiam się nad Gemini bo sam jest do iUSB dedykowany, lecz w sieci można spotać różne opinie bardzo pozytywne jak i takie że za ich cenę można jednak lepiej. Być może dlatego, że Gemini z iUSB daje najlepsze efekty a bez niego nie? Mam pytanie. Czy sam przewód Gemini wpięty do iUSB3.0 da spory skok jakościowy względem zwykłego przewodu „drukarkowego” czy może jednak istnieją sonicznie lepsze alternatywy w połączeniu z iUSB. Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka pisze:

      Do iUSB3.0 podwójny przewód od ifi jest optymalny. Nie ma sensu brnąć w inny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy