Recenzja: ifi Audio iUSB3.0 micro

Odsłuch cd.

I w teorii powinno zaowocować skuteczniejszą podłączonego DAC. A jak praktyka?

I w teorii powinno zaowocować skuteczniejszą pracą podłączonego DAC. A jak praktyka?

Fostex TH-900

   Flagowe Fostexy na test iDSD na szczęście też się załapały, dzięki czemu mogłem je w pamięci przywołać. A pamięć ta podpowiadała, że jeśli ktokolwiek ma wątpliwość, co do pożytków z zastosowania iUSB3.0, to powinien sięgnąć po te właśnie słuchawki. Bomba! – to nie będzie za duże słowo. Ja wiem – iDSD kosztuje dwa tysiące, iUSB takoż, a łączący je kabel prawie tysiąc, ale z drugiej strony jest to kompletny zestaw obejmujący okablowanie i przetwornik wraz z lepszym zegarem, a zatem nie sam wzmacniacz. A grało to, że mnie z lekka cały czas przytykało. A już zwłaszcza z tymi Fostexami. Być może kiedy NightHawk i Grado będą miały tyle na liczniku co one, o nich również można będzie powiedzieć, że aż tak dobrze grają, ale na razie zamknięte przetworniki w malinowych oprawach lakieru urushi z Japonii okazały się być górą. Pierwszy raz zestaw ifi wybił się dzięki nim na pełną muzykalność, a głębia brzmienia, wielkość sceny i moc całego dźwięku bez przesady mnie sparaliżowały. Już powinienem się przyzwyczaić, że małe urządzonka dużo potrafią, ale takiego potrafienia od mikrusów chyba jeszcze nie słyszałem. Może nie do końca, bo cała wieża ifi też zabijała jakością, a przecież ją także można wesprzeć iUSB3.0 w miejsce iUSBPowera, co jak najlepiej jej wróży. Prawdę mówiąc nie mam ochoty rozbierania tego brzmienia na detale, a słowo „fantastycznie” powinno wszystkim wystarczyć. To była prezentacja jak za naprawdę ciężką forsę, że gdyby mi ktoś te słuchawki w ciemnościach założył i kazał zgadywać, to bym powiedział, iż to jakiś nowy wzmacniacz tranzystorowy za kilkanaście tysięcy. Buchało z tej muzyki, tryskało, sypało iskrami – a wszystko w trójwymiarze, z całościowym przepychem i energią parowego młota. Dwa małe sukinsyny, a granie w formacie XXL…

Nie znalazłem żadnego powodu, by się do tej muzyki przyczepić. Nie miała wprawdzie lampowej słodyczy i takiego jak u lamp uwodzicielstwa, ale brzmieniową głębią, nieustannym nabieraniem oddechu i przede wszystkim magią realności wspieraną zalewem napływającej zewsząd energii zniewalała. Super to grało, naprawdę super. Z ciekawostek mogę dorzucić, że w Immigrant Song to nie gitara basowa (jak u Grado GS1000) pulsowała najbardziej, tylko z siłą miecha pracująca perkusja. W zamkniętych przetwornikach jej dźwięk jeszcze potężniał i grzmocił niczym bokser.

Audeze LCD-3 (kabel FAW Noir Hybrid)

Flagowe Audeze, te co ostatnio tak nieprzyjemnie zdrożały, wzbudzając głośne protesty audiofilskiej braci, także dały dowód odmienności stylu pracy iDSD w towarzystwie iUSB zamiast iUSBPowera. Nie tylko w sensie większej energetyczności, która u wszystkich poprzednich się przejawiła, ale również dalece odmiennego sposobu prezentacji. Nie grały już spokojnie i z pewnym dystansem, tylko bezpośrednio, mocno i wyraziście. Nie tak wprawdzie całościowo świetnie jak Fostexy, ale także analogowo i muzykalnie, choć skromniej pod względem dynamiki i potęgi basu. Klasyczne słuchawki planarne, te sprzed rewolucji zapoczątkowanej przez OPPO, mają swoje niezbywalne wymogi odnośnie zasilania i moc jakichś 2 Watów jest im potrzebna jak lwom mięso. To lepsze zasilanie za sprawą iDSD spowodowało wprawdzie całościowe ożywienie i zdecydowanie obfitszą ekspozycję sopranów, a także lepszą szybkość, ale czadowej energii i potężnego basu, z którego te Audeze wszak słyną, zaszczepić im nie było w stanie. Grały lepiej w sensie samej prawdziwości, ale w niezbyt korzystnym rozkroku pomiędzy brzmieniem będącym czystym relaksem, a takim jednoznacznie energetycznym i realistycznym. To było dobre granie, ale nie porywające pod żadnym względem. Zwłaszcza na tle słuchanych przed chwilą Fostexów.

Final Sonorous X

ifi_iUSB3.0_003_HiFi Philosophy ifi_iUSB3.0_004_HiFi Philosophy ifi_iUSB3.0_006_HiFi Philosophy ifi_iUSB3.0_002_HiFi Philosophy

 

 

 

 

Na eksplozyjne wyżyny powrót z flagowymi Final Audio okazał się natychmiastowy. One z kolei energii wyjątkowo niewiele potrzebują, by się na całość rozkręcić, i od razu było to słychać. A że konstrukcję zamkniętą podobnie jak Fostexy mają, to i bas wybuchł bombastycznie, i pulsowanie potężne wróciło, i chmura wibrującej energii się pojawiła.

Po tylu z nimi spotkaniach nie muszę chyba dodawać, że szczegółowość miały najlepszą, a prócz niej także sobie tylko właściwą pianę na dźwiękach, tak jakby ta szczegółowość odrywała od linii melodycznych jakieś drobiny i niosła je niczym morską bryzę. To dawało efekt szczególnie finezyjnych sopranów, ale także naruszało spójność przekazu, do jakiej użytkownicy zwyklejszych słuchawek są przyzwyczajeni. – Pewien element rozpraszania dźwięku i srebrnej mgiełki drobin, kłębiącej się pośród wspaniałej przejrzystości, co mocno wpływało na odbiór, czyniąc go bardzo niepospolitym. Są te słuchawki niesamowite i od innych odmienne, a można tę ich niepospolitość uwielbiać, a można też mieć za udziwnienie. Tak czy inaczej samą głębię dźwięku miały zniewalającą, a własny wymiar przebywania w muzyce tylko sobie właściwy, co wysoka klasa toru od małych ifi bardzo dobrze ukazywała.

W praktyce wyszło to nadspodziewanie dobrze. I nie tylko DAC marki ifi potrafi wykorzystać zalety płynące z iUSB3.0.

W praktyce wyszło to nadspodziewanie dobrze. I nie tylko DAC marki ifi potrafi wykorzystać zalety płynące z iUSB3.0.

Final Audio Piano Forte IX

Skłamałbym, gdybym napisał, że te słuchawki douszne nie grały znakomicie. Nie aż tak niezwykle jak pełnogabarytowe Sonorous X i nie z taką jak one energią, a także tym razem w zdecydowanie pogłosowym stylu, ale czystość i całościowy sposób przedstawiania muzyki miały high-endowej miary. Znów ta przejrzystość dominowała, a choć nie widać było ruszającego się powietrza i nie było ono dopompowywane do każdego dźwięku, to przestrzeń była wielka, echo na niej rozległe, a wszystko transparentne i widoczne na przestrzał. Bez cienia ocieplania czy dosładzania, ale także bez śladu oziębłości czy technicznego nalotu. Po całej serii słuchawek odznaczających się wybitną muzykalnością nawet nie zwróciłem początkowo uwagi, że i one taką muzykalność przejawiają, a wręcz można powiedzieć, że jako jedyne grały bardziej gładko niźli chropawo. Ze sporym odsunięciem pierwszego planu, ale realistycznie i czysto – a nawet przede wszystkim czysto. Ani śladu przymglenia czy skrywania czegokolwiek w cieniu. Samo cieniowanie, poprawiające plastyczność – to owszem, miały – ale nic z ukrywania, czy choćby tylko niedopowiadania. Płynność ozdobiona pogłosem i czysto, wyraźnie brzmiąca każda nuta. Wielka przestrzeń i rozmach, a tylko bas i wibrowanie zdecydowanie słabsze niż u wokółusznych. Ale i tak świetne słuchanie.

 

Z Accuphase DC-37 i Transrotorem

Nigdzie nie jest powiedziane, że iUSB3.0 musi grać tylko z klockami ifi. Wręcz przeciwnie, tak jak poprzednio używałem ze wszystkimi iUSBPowera i jego podwójnego kabla Gemini, tak teraz mogłem go zastąpić iUSB3.0 z tym samym kablem, a wic polegał na tym, co to zastępstwo przyniesie. I przyznać muszę, że nowy szpej do poprawiania komputerowego audio spisał się na miarę tych swoich ośmiu w miejsce trzech (bo jeszcze uziemianie) ścieżek poprawy. Muzyka w tym drogim torze zabrzmiała z nim zdecydowanie bardziej analogowo, głębiej i misterniej. Także bardziej energetycznie i z wyraźnie mocniejszym basem. Wszelki dźwięk nabrał wypełnienia i ładnie się uwypuklił, a nieznaczne prężenie przydawało mu siły. Znów najbardziej zyskały słuchawki Fostexa, które przestały być chłodne i pogłosowe (co jest ich częstą manierą), jak również analogowość u nich doznała największego wzmożenia. Ale to samo w różnym stopniu tyczyło wszystkich, których nie będę tu opisowo wyliczał, lecz wspomnę, że także NightHawk i Grado GS1000 bardzo poprawiły analogowość względem tego toru bez iUSB, a jej nadzwyczaj wymagającym probierzem był interkonekt pomiędzy przetwornikiem a wzmacniaczem, w które to miejsce wpiąłem szalenie wymagający, skutkiem kosmicznej wręcz transparencji, Crystal Cable Absolute Dream.

Niektórzy nie wierzą w takie rzeczy, ale dla nas to nie jest kwestia wiary, tylko empirycznych odczuć, które każą nam gorąco polecać to kapitalne urządzenie!

Niektórzy nie wierzą w takie rzeczy, ale dla nas to nie jest kwestia wiary, tylko empirycznych odczuć, które każą nam gorąco polecać to kapitalne urządzenie!

Nie jest on tak analogowo spolegliwy jak Sulek, doskonale ukazując wszelkie dudnienia, ostrości i inne niedociągnięcia scalanych sobą urządzeń, a w efekcie słuchanie za jego pośrednictwem zwykłych plików komputerowych może się okazać ciężką próbą. A jednak iUSB3.0 zdołał temu zaradzić i wszystkie bez wyjątku słuchawki zagrały tym razem analogowo, mimo iż wzmacniacz Transrotora też nie należy do umilających tylko transparentnych, a przetwornik od Accuphase, gdy tylko coś jest nie tak, od razu produkuje zawyżoną pogłosowość i w jej następstwie obcość, czego Transrotor z tym Crystal Cable ani myślą skrywać. Tymczasem z iUSB wcale tego nie było, chociaż z iUSBPowerem i owszem. Z nim tylko dobre pliki potrafiły zaliczać egzamin analogowości, a i to nie z każdymi słuchawkami. Tak więc, cóż – nic innego nie pozostaje napisać, jak to, że iUSBPower będzie musiał oddalić się w przeszłość, a zastąpienie go przez iUSB3.0 jest oczywistą oczywistością. Na razie musi wprawdzie odjechać to nowe cacko do innych recenzentów, ale jego odzyskanie jest sprawą priorytetową i mowy nawet nie ma, żeby nie wróciło.

Wypada jeszcze dorzucić, że duet Accuphase-Transrotor grał oczywiście szlachetniej i pod każdym względem lepiej od samotnego iDSD, co za jego dwadzieścia razy większe pieniądze (nie licząc już nawet tego piekielnego interkonektu za dziesięć tysięcy euro) też jest oczywistą oczywistością, ale jeżeli ktoś się domyśla, że iDSD nie miał przy tej drożyźnie czego szukać, to źle się domyśla.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

22 komentarzy w “Recenzja: ifi Audio iUSB3.0 micro

  1. Premiumsound napisał(a):

    Szanowni koledzy sprawdzali różnice przy zastosowaniu kabla podwójnego iFI i zwykłego USB? Bardzo nas to ciekawi, a brakuje czasu na rzetelne prównania. Pozdrawiamy.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Koledzy sprawdzali i o ile w przypadku iPowera z kablem podwójnym względem dobrego, markowego kabla USB nie było czuć przyrostu jakości albo tylko niewielki, względnie degradację (duży rozrzut w zależności od konkretnego przetwornika), to w przypadku iUSB3.0 ten kabel podwójny okazuje się lepszy niż takie za dwa, powiedzmy, tysiące stosowane samodzielnie. Można też napisać, że kable klasy Entreq Atlantis albo Synergistic Research Galileo (czyli absolutnie topowe za kilkanaście tysięcy) potrafią przydać dźwiękowi więcej finezji, natomiast dynamiki i energii iUSB3.0 z kablem Gemini dać nie potrafią. Przynajmniej nie tym przetwornikom, z którymi miałem do czynienia.

  2. fon napisał(a):

    Z opisu wynika, że Nighthawki dalej się w miarę wygrzewania zmieniają brzmieniowo ,ile godzin mają na liczniku i jak teraz grają w porównaniu do ich pierwszego testu?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Licznika wbudowanego nie mają, ale można policzyć według kalendarza, bo grają po jakieś osiem godzin dziennie średnio biorąc. (Czasami nie grają wcale, a czasem całą dobę – różnie to bywa.) Nieustannie się pomału zmieniają, już teraz bez żadnych przeskoków. Nie są tak jednoznacznie jak na początku analogowe i robią o wiele więcej teatru, to znaczy aranż, cieniowanie, pogłosy, wyraźną własną atmosferę. Bardzo mi się podobają i są świetnym uzupełnieniem Grado GS1000e, które są bardziej otwarte, wielkosceniczne i jak na razie ostrzej brzmiące. Jak jedne i drugie dorzucą sobie trochę grania, to powiedzmy za dwa miesiące, już po Audio Show, napiszę uzupełnienia ich recenzji. Na razie byłoby to przedwczesne.

      1. Maciej napisał(a):

        Największy problem NH AQ to to że nie ma ich gdzie posłuchać, przynajmniej w stolicy…

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Weź Macieju na AS swoją nową A-T, a ja zabiorę NH – ktoś nam przecież użyczy wzmacniacza i sobie posłuchasz.

          1. Maciej napisał(a):

            OK, załatwione 🙂 Wpisuję do przypominacza.

      2. Marecki napisał(a):

        Oby w uzupełnieniu nie zabrakło wieży Ifi 😉 A kable od Forzy też by pewnie coś ciekawego wniosły. 🙂 Pozdrowienia

        1. Marecki napisał(a):

          Wieża -itube, iusb3.0, idsd.
          Może później będzie dostępny idac2, czy nawet idsd2.

  3. fon napisał(a):

    Zaciekawiło mnie to, Otóż nasi amerykańscy koledzy zdążyli już ustalić, że iUSB 3.0 działa zdecydowanie lepiej, gdy jego zasilacz nagniazdkowy znajdzie się w listwie zasilającej na samym początku, to znaczy od strony wchodzącego w nią kabla.Sam przed chwilą zrobiłem podobnie z wzmacniaczem Precision2 i faktycznie. ..jest sporo lepiej, dobre listwy typu Furutech mają każde gniazdko w listwie podpięte niezależnie z jednego punktu ,warto się w to pobawić.

    1. Maciej napisał(a):

      A to reguła potwierdzana już z kilku źródeł że im, bardziej czuły sprzęt tym bliżej wejścia do listy.

  4. Marecki napisał(a):

    Itube jeszcze nie dojechał?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie. Na razie go nie ma.

  5. fon napisał(a):

    A kiedy można się spodziewać testu Bayerdynamic T1 v2

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie tak zaraz. Najpierw muszą się wygrzać, bo przyjechały nowiutkie, a po przygodach z NightHawk i AKG K812 nieskory jestem do pośpiechu. Co komu po takiej niedojrzałej, w błąd wprowadzającej recenzji?

    2. emero napisał(a):

      A ja już mam od tygodnia T1 v.2 i słucham, słucham i nadziwić się nie mogę;) w skrócie Ci napiszę, że słuchawki nie zawodzą w żadnym aspekcie.

  6. Marcin napisał(a):

    Ciekawe jak skalują Tesle z tym pudełeczkiem.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie wiem, bo pudełeczka myk i odjechały, ale T1 V2 są w porządku. Jutro zaczynam pisać ich recenzję.

  7. Marcin napisał(a):

    Panie Piotrze. Stałem się posiadaczem iUSB3.0 i muszę przyznać, że wraz z moimi T90 (schiit bifrost + Valhalla2) poprawa była wyraźna, głównie scena, separacja, czystość, rozdzielczość. Zauważyłem również, że kwiestia przewodów USB tak samo jak wcześniej przed zakupem iUSB3.0 nadal ma sporo do gadania . Rozważam zakup do niego dobrego przewodu USB i zastanawiam się nad Gemini bo sam jest do iUSB dedykowany, lecz w sieci można spotać różne opinie bardzo pozytywne jak i takie że za ich cenę można jednak lepiej. Być może dlatego, że Gemini z iUSB daje najlepsze efekty a bez niego nie? Mam pytanie. Czy sam przewód Gemini wpięty do iUSB3.0 da spory skok jakościowy względem zwykłego przewodu „drukarkowego” czy może jednak istnieją sonicznie lepsze alternatywy w połączeniu z iUSB. Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Do iUSB3.0 podwójny przewód od ifi jest optymalny. Nie ma sensu brnąć w inny.

  8. Artur napisał(a):

    Panie Piotrze, myślę o zakupie tego ustrojstwa;) docelowo grałby on z iDsd Black, iTube, ican se, Gemini i iDefenderem. Pytanie czy warto kupować właśnie wersje micro czy może o połowę tańszy iUsb nano też da radę, słychać różnice jeśli jest defender i purifier w torze dodatkowi? Cała reszta będzie micro oczywiście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy