Recenzja: ifi Audio iUSB3.0 micro

Odsłuch

A regeneracja ta  następuje z pomocą wielu technologii. Bardzo wielu technologii...

A regeneracja ta następuje z pomocą wielu technologii. Bardzo wielu technologii…

   To w drogę po muzykę. Wszyscy obecni: iUSB3.0 wpięty w komputer swoim kablem z kompletu o osobliwym wtyku i doposażony podwójnym Gemini, na którego drugim końcu pręży się iDSD. Szable w dłoń, słuchawki na uszy i słuchamy.

Grado SR60

W niedawnej recenzji odtwarzacza przenośnego Astell & Kern AK380 wypadły te Grado znakomicie, a że bardzo niewiele kosztują, to i do maszyn od ifi pasować cenowo muszą.

Do rzeczy. Tym razem całe brzmienie wypadło jeszcze spektakularniej, ale styl okazał się całkiem inny. Te osiem ścieżek poprawy wytycza wiele faktycznych popraw, a wraz z nimi dźwięk zyskuje na potędze, wyrazistości, szczegółowości i sile ataku. Staje się bardziej bezpośredni, co umożliwiał zarówno bliższy dystans do wykonawców, jak i ich samych o wiele większa siła wyrazu. Coś jakby sięgnąć po słuchawki ze zdecydowanie wyższej półki, potrafiące muzyczny materiał bardziej dogłębnie analizować i staranniej obrazować, ale także po lepszy wzmacniacz, taki mający więcej mocy i szybkości działania. W sekundę stawało się jasne, że spektakl wskoczył na wyższy poziom – i to nie na zasadzie: „No, niech będzie, faktycznie jest lepiej…” tylko była to prawdziwa eksplozja lepszości, którą można scharakteryzować jednym utworem. Weźcie klasyczny Immigrant Song Led Zepplin z YouTube, o którym już parę razy pisałem, ale bardzo bywa przydatny, a więc warto po niego sięgać. Weźcie i posłuchajcie na swoim systemie słuchawkowym. Jeżeli macie aparaturę wybitną (co wcale nie znaczy, że drogą), to ta rockowa muzyka musi wam się skojarzyć z chmurą kipiącej energii. Pulsować będzie i miotać brzmieniowe impulsy (zwłaszcza basowej gitary i perkusji) całkowicie dosłownie, wywierając na słuchacza swoiste, całościowe ciśnienie; zupełnie nietożsame z gołymi decybelami hałasu. Jeżeli poczujecie tę moc, to jesteście na dobrym poziomie, a jeżeli słyszeć będziecie samo tylko głośne granie, nie mające niczego w rodzaju cielesnej nieprzenikliwości i mocy okładania muzyką, to raj audiofilski was mija. To granie Grado SR60 z AK380 (bez dedykowanego wzmacniacza) owej chmury i siły ataku nie miało, a z iUSB oraz iDSD była ona oczywistością. Poza tym cały przekaz był teraz jak najdalszy od czegoś, co nazwać by można relaksem. Był atakujący, super wyraźny i niezwykle energetyczny. Jak nie od tych zazwyczaj układnych i muzykalnych SR60, tylko prędzej jakichś drobiazgowo dokładnych Ultrasone Edition12. Bez tej ich niesamowitej holografii, ale w takim stylu.

ifi_iUSB3.0_017_HiFi Philosophy

Proces regeneracji zaczyna się od samego początku, czyli od specjalnego zasilacza, który już wstępnie odfiltrowywuje zakłócenia sieciowe.

AKG K712 (kabel Stefan Audio Art)

Pora na porównanie, jako że te AKG użyte zostały w teście samego iDSD, grającego za pośrednictwem pierwotnego iUSBPowera i też po kablu Gemini. Tak więc słuchanie i ewentualne różnice dotyczyć będą jedynie tego, co pomiędzy wzmacniaczo-przetwornikiem a komputerem się stało, albowiem teraz na miejscu iUSBPower wylądował iUSB3.0, czyli to samo w nowszej i lepszej postaci, chociaż pod całkowicie zmienioną nazwą. Od razu też się zastrzegę, że ów iUSB grzał się u mnie od stanu dziewiczej nowości tylko przez niecały tydzień, ale czas naglił, bo inne redakcje też go u siebie mieć chciały i ponaglały. Wszak wszyscy chcą tego iUSB wziąć na widelec, czemu się dziwić ani trochę nie myślę.

Profesjonalne AKG zachowały całościowy styl energetycznej ofensywy pokazany przez Grado, ale pierwszy plan odsunęły daleko i zaskoczył zdecydowanie większą sceną. Nie grały jaśniej ani ciemniej, za to na wielkiej, dalej zaczynającej się i dalej rozpierzchającej się scenie. Niby to żadne zaskoczenie, jako że znane są ze scen wielkich, ale to raczej ich nieprofesjonalne poprzedniczki AKG K701 a nie te K712 PRO epatowały wielkimi scenami. Poza tym przy AK380 to małe Grado scenę stawiały dalej, a wrażenie jej obszarowości miały bardzo zbliżone. Tu tymczasem AKG złapały wiatr w żagle i pożeglowały na dużo większe morze. A żeglowanie było akurat, jako że dużo też w dźwięku było powietrza, ale zarazem dobrą miał gęstość, niemniej energetyczny udar i chropawa głębia tekstur oraz super wyraźność obrazowania były aspektami zdecydowanie dominującymi. Zero łagodności, a więc znów – jak u Grado – słuchawki zwykle łagodne okazały się głęboko drążyć muzyczne tematy. Nie przeszarżowywały z tym wprawdzie, ale pozostawały tak na samej granicy i na pewno od muzyki w relaksującym wydaniu dzieliła to granie przepaść. Analogicznie jak u Grado bas też okazał się bardzo dobry bez żadnej potrzeby użycia akceleracji ze strony procesora X-Bass, a wielka scena również nie potrzebowała obróbki 3D, chociaż z nią faktycznie stawała się większa, a całe brzmienie jaśniejsze, lecz nie jakieś zbyt jasne.

Sony MDR-Z1000

Te Sony też w niedawnym teście odtwarzacza AK380 dawały wielki popis, a teraz potwierdziły, że niejedno umieją. Energii serwowały jeszcze więcej od poprzednio słuchanych, a bas miały jeszcze mocniejszy, jak również były szybsze. Do tego – a nawet przede wszystkim – bardziej okazały się muzykalne, co względem zwłaszcza niezwykle muzykalnych Grado wysoce było zaskakujące i świadczące o bardzo dobrym dopasowaniu. W dodatku głos niósł się hen, aczkolwiek poczucia tak wielkiej jak u AKG sceny nie było, niemniej także brak wrażenia zamknięcia czy zacierania się planów. Przestrzeń miała swój rozmiar i swoje uporządkowanie, a szalejąca na niej energia nie pozwalała się skupiać na niczym poza sobą.

Uściślijmy rzecz jeszcze – to nie był popis muzykalności i chropawa wyraźność znowu się narzucała, ale płynność i falowanie muzyki jednak od Grado i AKG okazywały się raz po raz lepsze. Bardziej szorstko to grało niż z AK380, ale o wiele mocniej i w popisowym natarciu. Skrzyła się wszędzie obecna energia, a siła wyrazu orkiestr dętych bezpośrednio nawiązywała do realności. Może nie do końca trójwymiarem sopranów, ale dynamiką i całościowym formatem na pewno. Jeżeli ten iUSB3.0 jeszcze się w dobrą stronę wygrzeje, to uczta powinna być całkowita.

Sygnał jest doprowadzany kablem USB standardu B...

Sygnał jest doprowadzany kablem USB standardu B…

AudioQuest NightHawk

Sporo droższe i zdecydowanie nowsze konstrukcyjnie NightHawk udowodniły niezbicie, że można jeszcze lepiej. Powietrza strzyknęły w przekaz jeszcze o wiele więcej, a sznyt muzykalności miały od wszystkich poprzednich lepszy. One wciąż jeszcze się wygrzewają i powoli po pogłosowym przeskoku wracają na muzykalniejszy teren, niemniej pogłosowy i wielkosceniczny charakter już im prawdopodobnie zostaną. Na pewno były najbardziej przejrzyste i dzięki muzykalności bardziej też brzmieniowo uniwersalne, doskonale pasując do każdego repertuaru, a także nie czuło się w nich, że jakieś w ogóle słuchawki mamy na głowie. Nie w sensie wygody, chociaż ta swoją drogą, tylko sposobu pracy, jako że grały najbardziej jakby słuchać bez sprzętowego pośrednictwa. Dobitnie za tym stała ich super transparencja, z powietrzem dosłownie widocznym podczas słuchania, uzupełniana największą spośród porównywanych płynnością fraz. To też nie był relaks tylko czysty realizm, chwilami wręcz dotykowy, niemniej muzyczne płynięcie i falowanie o wiele miały lepsze. Czuć też było, podobnie jak u wszystkich poprzednich, nieznaczne naprężanie się dźwięku, ale tylko właśnie nieznaczne, będące niejako zapleczem tej szalejącej energii. Duża towarzyszyła temu bliskość wykonawców oraz ich duża postura, a wibrujące powietrze miało posmak zgoła metafizyczny. Znów, jak zawsze gdy gra wyjątkowo dobrze, obecność bytu innego niż własny przejawiała postać nieprzepartą, a soprany towarzyszące temu były spokojniejsze i dynamika mniej się narzucająca; taka bardziej pracująca w odchodzących pogłosach.

Grado GS1000e

Podobnie jak AudioQuesty, jeszcze wygrzewające się Grado pokazały analogiczny do nich styl, z tym że znów wielkosceniczny jak AKG. Nie to, że te NightHawk scenę miały niewielką, bo teraz, po zaawansowanym wygrzaniu, jest ona duża, niemniej nie w sposób jawnie się z tą swoją wielkością narzucający, a taki właśnie prezentowały Grado. Zarazem z super bezpośredniością, przy której chwalone przed chwilą za wyraźność AKG zdawały się grać jak za woalem. A także znów z super energią i dynamiką, czyli przymiotami ewidentnie prokurowanymi przez samo iUSB. Podobnie jak u AudioQuestów zjawiskowa też była przejrzystość oraz ruchomość wszechobecnego powietrza, a spozieranie przez słuchacza w przepastną głębię sceny dawało ogromną radość. Dobitnie ożywiająca się przestrzeń zdawała się żyć własnym życiem, a soprany się podkreślały, dodatkowo wspierając przestrzenność i mocne drążenie tekstur. Chropawość natomiast bardziej była umiarkowana, czyli też podobna stylistycznie do tej z NightHawk, wszakże nie należy na tej podstawie insynuować braku transparentności czy wyraźności, bo te były najwyższej klasy.

i wyprowadzany po "odświeżeniu" złączem A, najlepiej z wydzieloną linią POWER

i wyprowadzany po „odświeżeniu” złączem A, najlepiej z wydzieloną linią POWER

Nie napiszę w tym miejscu, że słuchawki mniej przy tym duecie od ifi muzykalne, jak AKG i małe Grado, grały dźwiękiem technicznym, ponieważ energia i dynamika dawały nawet u nich zupełnie nietechnicznego rodzaju spektakl, niemniej wyższość pod tym względem dużych Grado i NightHawk była bezsporna. Nie ulegało też wątpliwości, że oba droższe modele lepiej separują źródła i lepiej ukazują muzyczne plany, a także złego słowa nie powiem o tych planów kooperacji. Równocześnie zaznaczała się ich przewaga pod względem uprzestrzenniania sopranów, w dużej mierze powodująca tę ich lepszą muzykalność. Najlepsza z tego wszystkiego była jednak transparencja i buchająca na każdym kroku energia. To nie był ani styl na małym obszarze skumulowanej mocy, ani wielki obszar łagodnego pejzażu. Obszar był wielki, ale stanowiąca go muzyka dynamiczna i energetyczna. Do tego masa powietrza w dźwiękach i super przejrzystość ożywionej przestrzeni – a więc zbiór cech wyjątkowo spektakularnie się łączących i bardzo rzadko występujących razem. A już wcale na takim poziomie cenowym.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

22 komentarzy w “Recenzja: ifi Audio iUSB3.0 micro

  1. Premiumsound napisał(a):

    Szanowni koledzy sprawdzali różnice przy zastosowaniu kabla podwójnego iFI i zwykłego USB? Bardzo nas to ciekawi, a brakuje czasu na rzetelne prównania. Pozdrawiamy.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Koledzy sprawdzali i o ile w przypadku iPowera z kablem podwójnym względem dobrego, markowego kabla USB nie było czuć przyrostu jakości albo tylko niewielki, względnie degradację (duży rozrzut w zależności od konkretnego przetwornika), to w przypadku iUSB3.0 ten kabel podwójny okazuje się lepszy niż takie za dwa, powiedzmy, tysiące stosowane samodzielnie. Można też napisać, że kable klasy Entreq Atlantis albo Synergistic Research Galileo (czyli absolutnie topowe za kilkanaście tysięcy) potrafią przydać dźwiękowi więcej finezji, natomiast dynamiki i energii iUSB3.0 z kablem Gemini dać nie potrafią. Przynajmniej nie tym przetwornikom, z którymi miałem do czynienia.

  2. fon napisał(a):

    Z opisu wynika, że Nighthawki dalej się w miarę wygrzewania zmieniają brzmieniowo ,ile godzin mają na liczniku i jak teraz grają w porównaniu do ich pierwszego testu?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Licznika wbudowanego nie mają, ale można policzyć według kalendarza, bo grają po jakieś osiem godzin dziennie średnio biorąc. (Czasami nie grają wcale, a czasem całą dobę – różnie to bywa.) Nieustannie się pomału zmieniają, już teraz bez żadnych przeskoków. Nie są tak jednoznacznie jak na początku analogowe i robią o wiele więcej teatru, to znaczy aranż, cieniowanie, pogłosy, wyraźną własną atmosferę. Bardzo mi się podobają i są świetnym uzupełnieniem Grado GS1000e, które są bardziej otwarte, wielkosceniczne i jak na razie ostrzej brzmiące. Jak jedne i drugie dorzucą sobie trochę grania, to powiedzmy za dwa miesiące, już po Audio Show, napiszę uzupełnienia ich recenzji. Na razie byłoby to przedwczesne.

      1. Maciej napisał(a):

        Największy problem NH AQ to to że nie ma ich gdzie posłuchać, przynajmniej w stolicy…

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Weź Macieju na AS swoją nową A-T, a ja zabiorę NH – ktoś nam przecież użyczy wzmacniacza i sobie posłuchasz.

          1. Maciej napisał(a):

            OK, załatwione 🙂 Wpisuję do przypominacza.

      2. Marecki napisał(a):

        Oby w uzupełnieniu nie zabrakło wieży Ifi 😉 A kable od Forzy też by pewnie coś ciekawego wniosły. 🙂 Pozdrowienia

        1. Marecki napisał(a):

          Wieża -itube, iusb3.0, idsd.
          Może później będzie dostępny idac2, czy nawet idsd2.

  3. fon napisał(a):

    Zaciekawiło mnie to, Otóż nasi amerykańscy koledzy zdążyli już ustalić, że iUSB 3.0 działa zdecydowanie lepiej, gdy jego zasilacz nagniazdkowy znajdzie się w listwie zasilającej na samym początku, to znaczy od strony wchodzącego w nią kabla.Sam przed chwilą zrobiłem podobnie z wzmacniaczem Precision2 i faktycznie. ..jest sporo lepiej, dobre listwy typu Furutech mają każde gniazdko w listwie podpięte niezależnie z jednego punktu ,warto się w to pobawić.

    1. Maciej napisał(a):

      A to reguła potwierdzana już z kilku źródeł że im, bardziej czuły sprzęt tym bliżej wejścia do listy.

  4. Marecki napisał(a):

    Itube jeszcze nie dojechał?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie. Na razie go nie ma.

  5. fon napisał(a):

    A kiedy można się spodziewać testu Bayerdynamic T1 v2

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie tak zaraz. Najpierw muszą się wygrzać, bo przyjechały nowiutkie, a po przygodach z NightHawk i AKG K812 nieskory jestem do pośpiechu. Co komu po takiej niedojrzałej, w błąd wprowadzającej recenzji?

    2. emero napisał(a):

      A ja już mam od tygodnia T1 v.2 i słucham, słucham i nadziwić się nie mogę;) w skrócie Ci napiszę, że słuchawki nie zawodzą w żadnym aspekcie.

  6. Marcin napisał(a):

    Ciekawe jak skalują Tesle z tym pudełeczkiem.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie wiem, bo pudełeczka myk i odjechały, ale T1 V2 są w porządku. Jutro zaczynam pisać ich recenzję.

  7. Marcin napisał(a):

    Panie Piotrze. Stałem się posiadaczem iUSB3.0 i muszę przyznać, że wraz z moimi T90 (schiit bifrost + Valhalla2) poprawa była wyraźna, głównie scena, separacja, czystość, rozdzielczość. Zauważyłem również, że kwiestia przewodów USB tak samo jak wcześniej przed zakupem iUSB3.0 nadal ma sporo do gadania . Rozważam zakup do niego dobrego przewodu USB i zastanawiam się nad Gemini bo sam jest do iUSB dedykowany, lecz w sieci można spotać różne opinie bardzo pozytywne jak i takie że za ich cenę można jednak lepiej. Być może dlatego, że Gemini z iUSB daje najlepsze efekty a bez niego nie? Mam pytanie. Czy sam przewód Gemini wpięty do iUSB3.0 da spory skok jakościowy względem zwykłego przewodu „drukarkowego” czy może jednak istnieją sonicznie lepsze alternatywy w połączeniu z iUSB. Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Do iUSB3.0 podwójny przewód od ifi jest optymalny. Nie ma sensu brnąć w inny.

  8. Artur napisał(a):

    Panie Piotrze, myślę o zakupie tego ustrojstwa;) docelowo grałby on z iDsd Black, iTube, ican se, Gemini i iDefenderem. Pytanie czy warto kupować właśnie wersje micro czy może o połowę tańszy iUsb nano też da radę, słychać różnice jeśli jest defender i purifier w torze dodatkowi? Cała reszta będzie micro oczywiście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy