Recenzja: iFi Audio xDSD

Odsłuch cd.

A z przodu kolorowe oko.

   Pewne ustępstwo w ohmażu to równie klasyczne Sennheiser HD 800 – i wraz z tym od razu poprawa. Bo wciąż plan pierwszy dalej, ale dudnienia już ani śladu, a czujność znowu większa. I nieodmienna wciąż muzykalność, którą kość 1793 ma najwyraźniej w genach. Do tego scena szeroka, a brzmienie od Fosteksów jaśniejsze, słabiej nieznacznie wypełnione (zaskakujące) i mniej jednak muzyczne (też). Tak więc słuchawki niskoohmowe – bardziej skuteczne – do tego xDSD pasują na pewno lepiej. Z wysokoopornymi wciąż gra dobrze, ale już nie tak rewelacyjnie.

Na koniec porównań sięgnąłem po planarne MrSpeakers Ether Flow C (czyli takie o niewysokiej oporności, lecz mimo to, z uwagi na konstrukcję planarną, niskiej dość skuteczności. Zjawiło się brzmienie znów piękne na pełny wymiar. Też wprawdzie niż u Fosteksów jaśniejsze, ale podobnie jak u nich dobrze wypełnione i dogłębnie muzyczne, przy jednej istotnej różnicy: z większą ilością sopranów w zakresie średnim, a mniejszą basu. Basu uderzającego bardziej punktowo, nie tak przestrzennego, lecz też wyczuwalnego jako wyraźny akcent. Sumarycznie biorąc nie było to brzmienie aż tak spektakularne – nie tak dobrze w całość stylistyczną zebrane i tak inspirujące wyobraźnię – ale na pewno pierwszorzędne.

Na wszelki wypadek, już tak bardziej dla hecy, bo nie sądzę by ktoś takiego zestawu użył, sprawdziłem jeszcze Crosszone i Abyss. Heca wcale nie okazała się hecna w sensie pejoratywnym, tylko hecna in plus. Podpięte najpierw Crosszone zagrały wcale przejrzyście, o co u nich przy słabszym sprzęcie szalenie trudno, czy wręcz nie sposób. Nie tak przejrzyście jak Fosteksy, ale bez ujmy w tym zakresie, i oczywiście bardziej stereofonicznie; z krzyżowym ogniem kanałów, przekładającym się na prawdziwszy obraz sceniczny.

 

 

 

 

To jednak mniej mnie zaskoczyło niż chwilę później słuchane Abyss, które przy dalekim odkręceniu potencjometru (czerwony kolor) udało się wysterować do naprawdę dużej głośności, a kiedy one tak grają, to z reguły brzmią najlepiej, bo K1000 z takim sprzętem się nie da, a Sony MDR-R10 nikt nie ma. Można by oczywiście próbować walki za pomocą którychś szczytowych Final Audio albo Sony MDR-Z1R, no ale trzeba by je najpierw mieć, a nie mam. Na czym polega to, że Abyss przeważnie najlepiej grają, o tym już parę razy pisałem, ale powtórzę dla przypomnienia, iż jest to granie z reguły odbierane subiektywnie jako najbardziej prawdziwe i bogate. Przesiąknięte muzyczną prawdziwością, zarówno pod względem nasycenia, jak i wyrafinowanej odtwórczości i wrażliwości na niuanse. To samo nie okazuje się tym samym, co każdy porównujący słuchawki wie; i swoje to samo Abyss mają szczególnie piękne. A że z nimi na ulicę się nie da i w ogóle nie są wygodne, to już kwestie odrębne, nie dotyczące muzyki.

Bezprzewodowo

Na finał zostawiłem sesję bezprzewodową ze smartfonami, pracującymi na Androidzie i Appleʼu. Ten drugi protokół okazał się wprawdzie cieplejszy, ale ogólnie słabszy. Zwłaszcza wokale wypadły na tle konkurenta słabiej, bardziej dudniąc i mniej przywołując żywych ludzi. Także sceny w kreacji jabłka okazały się mniejsze i tylko skomasowany rock nie wydawał się jakością odbiegać.

I cały jest ładniutki.

Natomiast były flagowy smartfon Sony z Androidem zagrał nieznacznie tylko słabiej od przewodowego łącza USB, oferując ten sam styl lekkiej zadumy, ciepło wyraźnie zróżnicowane w zależności od nagrania (od gorąca po umiarkowanie), bardzo wciąż dobrą muzykalność i większe, choć nie tak duże jak w transmisji przewodowej sceny. Całościowo grało to bardzo poprawnie, a pod względem muzykalności i emocjonalnego zaangażowania wybitnie. Bez niedociągnięć basowych, sopranowych przykrości i jakiegokolwiek dystansu do muzyki, mającej styl tej swojej lekkiej zadumy, ale całkowicie przy tym bezpośredniej.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

26 komentarzy w “Recenzja: iFi Audio xDSD

  1. calluna napisał(a):

    Delikatnie w temacie – czy recenzja iFi iDSD pro jest także planowana w najblizszym czasie?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Przetwornik był u mnie i się wygrzewał. Poproszono jednak o nie pisanie recenzji, ponieważ to wersja przedprodukcyjna, prezentowana tylko po to, by podczas konfrontacji wystawowych usłyszeć opinie słuchających i wnieść pod ich dyktando poprawki. Tak więc tylko słuchałem – i raczej bez entuzjazmu – ale traktując rzecz powierzchownie i bardzo wyrywkowo, więc w sumie nie mam zdania. Po czym urządzenie zostało na gwałtu rety zabrane, z mętnym tłumaczeniem, że coś tam, coś tam, a jak się potem okazało, wylądowało u innego recenzenta i wszyscy mogą się teraz zapoznać z jego recenzją. Wniosek płynie stąd taki, że inni recenzenci godniejsi są zaufania i w tej sytuacji mojej recenzji tego urządzenia nie będzie. No chyba, że ktoś inny niż dystrybutor dostarczy.

      1. Calluna napisał(a):

        Domyślam się o którą recenzje chodzi.Ciekaw jestem czy faktycznie to „przedprodukcja” i wersja finalna będzie się dźwiękowo różnić. W każdym bądź razie mam nadzieję, że przetrwalniki jednak tutaj trafi bo co dwie głowy to nie jedna 🙂

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Z samym ifi na temat przedprodukcyjna/produkcyjna nie rozmawiałem, więc definitywnie nie umiem rozstrzygnąć. Była też mowa o konieczności dołożenia gniazda słuchawkowego Pentaconn, które się staje standardem, a którego obecny u mnie egzemplarz jeszcze nie miał.

  2. Calluna napisał(a):

    przetwornik* rzecz jasna

  3. Paweł napisał(a):

    Jak wypada nowe dziecko Ifi z wcześniej recenzowanym nano BL ?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Wygląda na to, że jest nieco bardziej muzykalne i powierzchowność oczywiście ma inną.

  4. Sławomir S. napisał(a):

    Zakładam, ze celem tych wszystkich zabawek jest odtwarzanie muzyki. Jeśli umówimy się, ze słuchawki to naturalnie odrębny element toru i zawsze potrzebny w związku z brakiem alternatywy dla ucha, to zadajmy sobie pytanie – czy taki xDSD jest źródłem muzyki? Otóż nie jest, jest co najwyżej pół-źródłem, musi zostać nakarmiony materią muzyczną w postaci sygnału cyfrowego i to z innego urządzenia. No i teraz dokonajmy na szybko podziału na urządzenia stacjonarne i przenośne. Zakładając, że mamy trochę wolnego blatu, w stacjonarce kombinacje połączeniowe są dość dowolne, możemy budować przeróżne topologie układów. Ale w sprzęcie przenośnym, kompaktowym, po co nam pół-żródło, jeśli za tę sama cenę możemy mieć podobnej jakości pełne źródło przenośne w postaci dobrego DAPa ? Ja nie dostrzegam wiele wartości w idei przenośnego daco-wzmacniacza, ale obiektywnie rynek oferuje ich coraz więcej. Bez cienia pobłażania dla swoich przyzwyczajeń, zadaję sobie pytanie – skąd ten trend, to takie wygodne mieć jeszcze smartfona i kabelek?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Trend ma podłoże ekonomiczne. Dobry DAP to cztery tysiące, a to ifi dwa. Smartfona jako potencjalne źródło ma każdy i DAP mu niepotrzebny, a policzenie oszczędności jest dosyć proste.

      1. Mario napisał(a):

        Pozostaje kwestia wygody.Smartfon plus DAC/Wzm, plus kable ,kwestia dyskusyjna,nie wspominając o ,,polepszaczach”.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          DAP solo na pewno jest wygodniejszy, ale dwa tysiące w kieszeni na inne przyjemności też nie są do pogardzenia. Polepszacze można wyłączyć, a kabel nie musi być drogi. Może go nawet nie być, dzięki łączności bezprzewodowej.

          1. Sławomir S. napisał(a):

            Znajdą się inne przyjemności. Mając dwa tysiaki w kieszeni można zacząć oszczędzanie na jakiś porządniejszy kabel zasilający za 10 kpln. Czy cena jest tu rzeczywiście decydująca?
            Są już DAPy i za tysiaka z wyjściem zbalansowanym i na porządnej kości Sabre (xDuoo X20). Ciekawe byłoby porównanie jakości sonicznej dwóch idei funkcjonalnych -DAP vs DAC/AMP w podobnej cenie i czy DAP stoi tu rzeczywiście na przegranej pozycji.

  5. Marcin napisał(a):

    Panie Piotrze,

    A czy można zapytać, dlaczego od jakiegoś już czasu w recenzjach nie pojawiają się AKG K812? Z tego co pamiętam, zazwyczaj Pan je chwalił, a teraz coś ich nie widać na HiFi Philosophy. Chyba że ja coś przegapiłem i powód takiego stanu rzeczy był już podany?

    Pozdrawiam,
    Marcin

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Chyba był, ale przypomnę w takim razie, że słuchawki ode mnie wybyły. Natomiast nie zmieniła się ich ocena – nadal uważam, że są świetne.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      I w związku z tym bzdurnym artykułem co?

  6. Tadeusz napisał(a):

    Pojechał po bandzie 🙂

  7. Krzysztof napisał(a):

    Dzień dobry,
    dziękuję za ciekawą recenzję. Przy okazji – „niepisanie” jak „niepalenie” piszemy łącznie.
    Pozdrawiam,
    Krzysztof

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Niekoniecznie. Zależy od treści zdania.

  8. Patryk napisał(a):

    STAX wprowadza nowy model SR009″S”!!

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Tak, rozmawiałem z dystrybutorem, pierwszy egzemplarz ma mieć w lipcu.

  9. Krzysztof napisał(a):

    „Śpiewać każdy może (…)”.

  10. Patryk napisał(a):

    Wedlug mnie „STAX SR009” oraz „Final Audio X” to najlepsze sluchawki jakich w zyciu sluchalem.

    P.S: Oczywiscie pomijam HE1 (to pozostawie bez slow)

    1. Marcin napisał(a):

      A według mnie moja mama robi najlepsze gołąbki jakie w życiu jadłem.

    2. Marcin napisał(a):

      Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać :). Nikt Ci nie udowodni, że te czy tamte słuchawki nie są najlepsze, których Ty w życiu słuchałeś. To samo tyczy się gołąbków mojej mamy 🙂

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        No tak, ale idąc dalej tą drogą wszystkie recenzje też są bez sensu. Nikt nie jest obiektywny, ani nikt wszystkiego nie słyszał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy