Recenzja: Audion Silver Night Anniversary PX25

Audion_Silver_Night_Anniversary_PX25_006 HiFiPhilosophy   Urządzenia lampowe na powrót stały się popularne. Stały tak bardzo, że lampa we wzmacniaczu już nikogo nie dziwi. Ba, są nawet tacy, co za jej brak się obrażają i natychmiast odchodzą. A jeszcze w latach 90-tych postępujący powoli nawrót do lampowości zdawał się absurdem. Pisałem o tym między innymi w recenzji przetwornika Ayon Sigma i nie będę do szczegółów wracał, jednak powiedzieć należy, że powrót lamp miał zrazu posmak sekciarski i to sekciarstwo gdzieś od spodu ciągle jest żywe, pomimo widocznej na zewnątrz popularności. Jego przejawem są znawcy – mniej czy bardziej prawdziwi – mający się za osoby dysponujące szczególną wiedzą, wiedzą nawet tajemną.

Ludzie w różny sposób zwykli rekompensować sobie bezbronność wobec świata. Wobec jego niemożliwego do ogarnięcia skomplikowania, niepojętej genezy i nieodgadnionych przeznaczeń. Niektórzy machają na to ręką, rzucając się w wir życia, niektórzy są zbyt głupi, by się tym w ogóle przejmować, inni uciekają w religię, ekologię, sport, narkotyki, sekty i diabli wiedzą co jeszcze, a niektórzy w wiedzę tajemną. A wiedza tego rodzaju może posiadać dowolny charakter. Od sposobu parzenia kawy, po znajomość literatury. Często zatem na swej drodze napotykamy różnych znawców, co z uśmieszkiem wyższości kiwają litościwie głowami, dowiadując się o naszej ignorancji. Pan nie zna Dostojewskiego? Pan nigdy nie strzelał? Nie była pani w Hiszpanii? Nie znasz podstaw buddyzmu? Nie grałeś na wyścigach? Rakiety tenisowej nie miałeś w ręku? Nie wiesz, że w 2222 roku będzie koniec świata? No jakże – to trzeba przeczytać, wystrzelić, zagrać, pojechać, zakończyć… Bez tego jesteś kaleką, niedoróbką, pariasem – zdają się mówić te półdrwiące uśmieszki. Sam zwykłem wówczas pytać (o ile rozmówca staje się natrętny), jaka zachodzi różnica pomiędzy transcendentnym a transcendentalnym; a ponieważ nie jest to nigdzie dobrze wytłumaczone, nawet w podręcznikach filozofii i w Wikipedii, to z reguły zaraz mam spokój, bo obrażony znawca życia odchodzi i nie wraca, nawet przy kolejnym spotkaniu, kiedy to już spróbował się podszkolić.

Pośród tych znawców wszystkiego jest oczywiście grono speców od lampowości, dysponujących, ma się rozumieć, wiedzą ezoteryczną, tajemną. – Tylko taki sterownik ECC88, bo wszystkie inne są gorsze! KT-88 nie umywa się do KT-66, a ta do 350B! Jak 300B, to tylko od Takatsuki! A nie, bo od Erloga!

Oczywiście znawcy między sobą w znawstwie się różnią, potem kłócą, a z czasem zaczynają nienawidzić. Jedni pod drugimi dołki kopać – i ogólny z tego jest rejwach, choć jak chodzi o lampy, to bardzo umiarkowany. Co innego znawcy polityki i ekonomii. Ci dopiero się nienawidzą i jedni pod drugimi ryją. Ale o nich innym razem.

Wracając do lamp. W ramach sekty lampowej pojawiają się tacy sekciarze, co właśnie tytułowe PX25 mają za szczyt szczytów, że nic ponad nie nie wyszukasz. Bo wiecie, rozumiecie – trioda single-ended to sam wierzchołek, a z tych triod właśnie PX25 jest poza konkurencją. Kandydatów na najlepszą triodę mamy oczywiście tylu, ile pozostaje triod samych, przynajmniej takich w bieżącej produkcji; jako że zawsze znajdzie się znawca za którąś optujący. Jak nie z pozycji lidera jakościowego, to przynajmniej stosunku tej jakości do ceny. Przyznać trzeba wszelako, że pośród grona faworytów są faworyci faworyzowani najbardziej, zwłaszcza trioda 45ʼ oraz kilka najlepszych i najdroższych wcieleń 300B. Ale tym słodsza i bardziej tajemna okazuje się wiedza o supremacji lamp PX25, mało przez kogo kojarzonych i prawie nieobecnych na rynku. Pisują o nich (jak już w ogóle piszą), że są cieplejsze, gładsze i bardziej przywołujące obecność niż 2A3; a o 2A3 z kolei wywodzą, że są lepsze od 300B. Nie ma sensu tego kołowrotka lepszości rozkręcać, zwłaszcza że firma Emission Labs przywraca co czas jakiś kolejne zapomniane modele dużych triod, każdorazowo okrzykując je najlepszymi z najlepszych. Warto jednak na dwie rzeczy zwrócić uwagę. Po pierwsze na to, że o tych PX25 naprawdę piszą w superlatywach, a po drugie, że są to triody o stosunkowo dużej mocy. Sama nazwa PX25 indykuje właśnie moc 25 W, tyle że w odniesieniu do energii rozpraszanej a nie samej siły wzmocnienia. Niemniej i tak to sporo, a w efekcie wzmacniacz będzie mógł oddać jakieś 7-10 W, czyli znacznie więcej niż taki na lampach 45ʼ bądź 2A3. W ten sposób łączy się przyjemne z pożytecznym, czyli przyjemna jakość z pożyteczną energią. Podążając tym tropem wzmacniacz postanowiłem przetestować osobiście, a to jeszcze tym bardziej, że ugoszczone zostały te jego PX25 w konstrukcji rocznicowej, i to sławnego producenta, jakim jest Audion.

O Audion Audio już było z okazji jego gramofonowego przedwzmacniacza, tak więc tylko przypomnę, że jest to niespecjalnie u nas popularny, ale największy bodaj na świecie obok amerykańskiego Audio Research i chińskiego Cayina producent urządzeń lampowych; nominalnie pochodzący z Wysp Brytyjskich, ale mający zakłady we Francji. A że firma liczy swoje lata, od samego początku, czyli od 1987 roku, w nawrocie do lampowości uczestnicząc, to się jej na jubileusz zebrało i stąd owo Anniversary. Jubileusz przebrzmiał już dawno, lecz wzmacniacze nim sygnowane zostały, w tym ten na lampach PX25. Jak przystało na jubileuszowy jest zatem podrasowany; nie używający „gdzie to tylko możliwe” chińskich podzespołów, montowany point-to-point i z ręcznie nawijanymi transformatorami. Cały w aluminiowym siedzisku i ważący bite 14 kilogramów. Rzecz jasna z lampami PX25, a także sterownikami ECC88, tutaj w postaci pozostających – a jakże – tajną bronią 6H1N ze starych rosyjskich zapasów wojskowych. Te 6H1N mają swoją urodę, w postaci super szczegółowości, bardzo dobrej dynamiki i nie gorszej przejrzystości, ale i tak zaraz je wywaliłem, bo są za zimne i nie dosyć lampowe. Głosy ludzkie w nich niepoprawnie się odbijają, toteż przejście na Philips SQ od razu dało poprawę, chociaż to też nie żaden szczyt lampowego wykwintu. Sam mam dużo lepsze Simens & Halske, ale ich nie użyłem, ponieważ zbyt są cenne. Natomiast odnośnie chrzczących wzmacniacz PX25, sprawa jest najprostsza z możliwych, to znaczy produkuje je teraz wyłącznie czeskie KR Audio. Sam rodowód tych lamp zdaje się poszedł w zapomnienie, ale chyba pierwszy wypuścił je brytyjski Marconi; i było to w okolicach 1937 roku, bo wówczas znalazły się w wielgachnym, high-endowym jak na tamte czasy, radioodbiorniku z gramofonem – Marconi 801 A.C. Autoradiogram. Lampy w nim tkwiące brandowane były Marconi, ale możliwe, że wykonywał je GEC, będący jeszcze wówczas niezależną od Marconiego firmą.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

2 komentarzy w “Recenzja: Audion Silver Night Anniversary PX25

  1. Tadeusz napisał(a):

    Zastanawia mnie skąd biorą się opinie o barwnym ,magicznym brzmieniu wzmacniaczy na 300B ?
    Sam miałem doczynienia z dwoma konstrukcjami ,jedna o brzmieniu podobnym jakie opisuje Piotr ,druga prawie jak tranzystor ,średni tranzystor .
    Ale Mirek o swoim „Carym” ma pewnie inne zdanie 🙂

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Wzmacniacze na 300B grają bardzo różnie. Grand Silver Mono od Ancient Audio, czy używany z z Vox Olympian Audio Note Gakuoh, to szczyty perfekcji i realizmu, a poniżej mamy całą galerię brzmień najróżniejszych, z tym że ciepło i słodycz na pewno nie są tam dominantą. Dużo zależy od lamp sterujących, dużo od samych 300B, a nie mało oczywiście również od samego wzmacniacza. Ale Mirek ma sporo racji – Integra Cary 300B jest lepsza od każdego niemal zintegrowanego wzmacniacza tranzystorowego. Wystarczy dać jej dobre lampy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy