Recenzja: NuForce DDA-100

NuForce_DDA_100_18   Wzmacniacze cyfrowe w natarciu. Odkąd w 2005 roku kalifornijska NuForce je opatentowała, faktycznie stają się nową siłą, choć proces narastania ich udziału w rynku nie przebiega piorunująco tylko nieśpiesznie człapie. Mamy już jednak rok 2013 i od roku obecny na rynku nowy wzmacniacz nowej siły – NuForce DDA-100.

Bądźmy przez chwilę purystyczni i zauważmy, iż mimo że w nomenklaturze anglojęzycznej wzmacniacze te określa się mianem klasy D (D-class), tak naprawdę nie są one cyfrowe w sensie klasycznej konwersji cyfrowo analogowej, ponieważ w ich ścieżce sygnału nie pojawia się własnego autorstwa cyfrowy odpowiednik sygnału analogowego. Ściśle biorąc są to wzmacniacze określane fachowo jako impulsowe, choć prawdę mówiąc tego rodzaju puryzm językowy niespecjalnie do mnie przemawia. Niezależnie bowiem od faktu, że nie mamy tu do czynienia z samoistnym przetworzeniem sygnału analogowego pochodzącego z analogowego źródła na własny cyfrowy, a sam wzmacniacz nawet nie posiada wejść analogowych, to i tak obrabia się tu ciągi dyskretne z cyfrowych źródeł, powstałe  jeszcze na etapie nagrania. Ciągi te wzmacniacz pobiera bezpośrednio, wzmacnia i kieruje na analogowe – było, nie było – głośniki. A wszystko to odbywa się bez udziału konwertera analogowo cyfrowego na wejściu i cyfrowo analogowego na wyjściu, niemniej niewątpliwie dotyczy sygnału cyfrowego, tak więc nazwa „cyfrowy” jest jak najbardziej trafna.

Samo działanie wzmacniaczy klasy D opiera się na idei filtra dolnoprzepustowego w oparciu o twierdzenie Shannona o próbkowaniu, jednak bez uwzględnienia klasycznych wzorców konwersji D/A stosowanych w kościach logicznych. Jest to więc, mówiąc najzwięźlej, wzmacniacz cyfrowy w tym sensie, że przyjmuje sygnał prosto od cyfrowego źródła i kieruje go prosto na analogowe głośniki, radząc sobie po drodze bez typowej konwersji, a ściślej, zastępując ją procedurą w oparciu o inny zabieg techniczny. A ponieważ procedura ta wdrożona zostaje dopiero na samym wyjściu, w ścieżce sygnału nigdzie nie pojawia się sygnał analogowy. Stąd nazwa.

Najważniejszy dla całej tej cyfrowo analogowej historii końcowy efekt przełożenia  wejściowego sygnału digital na wyjściowy analog uzyskuje się we wzmacniaczach klasy D poprzez dekwantyzację czasu, w cyfrowym sygnale mającego postać schodkowych próbek, za pomocą nakładających się ciągów impulsowych, których wypadkowa ma już gładką postać analogową, a ściślej postać tę symuluje na tyle udanie, że można tego słuchać bez usłyszenia schodkowych zniekształceń. Fachowo nazywa się to wyjściem PWM (Pulse-Width Modulation) i przypomina to dźwiękowy antyaliasing.

Dorzućmy uwagę teoretyczną. Mimo iż teoria informacji dopuszcza bezstratną zamianę sygnału analogowego na ciąg liczb, czyli teoretycznie przy zachowaniu pewnych warunków brzegowych powinno dać się sygnał analogowy w całości z cyfrowego odzyskać, w praktyce nie jest to możliwe. Konwersja zawsze jest stratna i można tylko próbować tę stratę zmniejszyć. Każdy audiofil zetknął się z pojęciem jittera i hasłami głoszącymi jego redukcję, a nawet całkowite usunięcie. Należy zaznaczyć, że całkowite usunięcie jittera nie jest możliwe, toteż hasła sugerujące jego zupełne zniknięcie zwyczajnie kłamią. Lekki spadek czystości artykulacji powstający przy dekwantyzacji, niezależnie od tego jak będzie niewielki, jest nieunikniony, podobnie jak nieuniknione są zniekształcenia powstające podczas wzmacniania sygnału. Pozostaje jedynie kwestia, która metoda wzmacniania i dekwantyzacji jest najlepsza. W tym miejscu lądujemy w objęciach patentu firmy NuForce, według której jej metoda impulsowa jest wyjątkowo skuteczna. Czy faktycznie jest taka, będziemy badali słuchając dźwięku, a na razie trzeba odnotować, że na pewno jest to metoda wyjątkowo tania i oszczędna.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

2 komentarzy w “Recenzja: NuForce DDA-100

  1. swnw napisał(a):

    Witam,

    Przeczytałem z zainteresowaniem recenzję DDA 100 i znalazłem:
    „Wpiąłem w jego wyjścia głośnikowe inne kable Entreqa, te od słuchawek AKG K1000.”
    Tak bezpośrednio słuchawki do wyjścia głośnikowego?

    swnw

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Tak, bezpośrednio. Tylko że AKG K1000 to nie są zwykłe słuchawki, tylko monitory na głowę, mogące przyjąć kilkanaście Watów mocy. Podobnie wytrzymałe są HiFiMAN HE-6 i ich też zapewne dałoby się tak słuchać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy