Wydarzenie: Nagrody Golden Analog za rok 2021

   Z dwóch przynajmniej powodów nie jestem zadowolony zabierając się do przyznawania tegorocznych nagród. Powód pierwszy, dużo ważniejszy, to sytuacja ogólna. Takie rozdanie z natury rzeczy wiąże się z podsumowaniem roku, a to wypada źle. Bardzo źle. Pandemia wlecze się i wlecze, jeszcze przybiera na sile – tyle osób umarło, że kiedy o tym myśleć inaczej niż statystycznie, to naprawdę, naprawdę…   

Z perspektywy audiofilizmu to dwa stracone AVS, a widok na następne też rysuje się marnie. Ale cóż znaczą audiofilskie kłopoty gdy sroży się pandemia, kiedy za miedzą skrada wojna, kiedy inflacja zżera świat, a sprawiający ją wariaci podpuszczani przez globalnych szalbierców szykują Europie powszechny niedostatek skutkiem szalonych cen energii. Nietrudno się domyślić, że finałowym rezultatem będzie zapaść przemysłu oraz powszechne zubożenie.   

Gdy jejmościankę von der Leyen Ursulę sadzano na fotelu szefowej Komisji Europejskiej, mimo wszystko nie chciało mi się wierzyć, że także na tym stanowisku okaże się dewastatorką. A przecież powinienem, skoro to ona, nie kto inny, zdemolowała niemiecką armię, a i na innych stanowiskach podobno źle się sprawdzała. Niemiecka armia nie jest tym, na czego dobru mi zależy, ale dobrobyt Europy to całkiem inna sprawa. Jeżeli piramidalna bzdura pod szyldem „FIT for 55” zostanie dzięki napuszczonym przez cwaniaków wariatom straszącym głupich faktycznie urzeczywistniona, biada ci Europo na ringu konkurencji światowej. Tym bardziej biada tobie w nieuchronnej czarnej godzinie, gdy atmosferę planety zasnuje dym erupcji wulkanicznej potęgi VEI 6. Taka erupcja musi nadejść w ciągu najdalej wieku, dwóch – wówczas nie będzie w Europie (w sensie ogólnej dostępności) prądu przynajmniej kilka lat. Jedyną nadzieją opamiętanie – budowa elektrowni atomowych i w dłuższej perspektywie opanowanie fuzji jądrowej.        

Geopolityczna awantura z wmieszaną energetyczną intrygą na całościowym tle pandemii, odnośnie której koniec końców jasne, że nie ma pochodzenia naturalnego (nieobecny w przyrodzie wirus do tego stopnia spowinowacony z ludzką tkaną nie mógł samoistnie wyewoluować w warunkach naturalnych) – taka mieszanka musi oznaczać przesilenie globalne, swego rodzaju półotwartą wojnę o nieodgadnionym na razie przebiegu. Skrajny stopień wewnętrznego skłócenia Polaków też oczywiście jej fragmentem – zewnętrznie zorganizowanym, mającym na celu osłabiać, a gdyby dobrze poszło, zniszczyć.  

Nieporównanie mniej istotny, ale też powód braku satysfakcji, to tytułowa konieczność wyboru. Wyboru niesatysfakcjonującego, ponieważ z nielicznymi wyjątkami wszyscy na wyróżnienie zasłużyli. Ale cóż – trudno mając na względzie jednorazową satysfakcję z okazji dorocznego przyznania nagród specjalnie dobierać do recenzowanych urządzenia słabsze, męczyć siebie i czytelników opisem, by na koniec wyłonić spomiędzy dobre i z ukontentowaniem stwierdzić: oto najlepsze, te wygrały. Ale i w drugą stronę źle to działa, bo cóż warte nagrody, gdy niemal wszyscy zasłużyli? Tak źle i tak niedobrze, ale w sumie na pewno lepiej, że prawie wszyscy godni, niegodnych na lekarstwo.  

Lecz jeszcze z innej strony przykre, że wielu godnych nie dostało, ale postanowiłem być surowy, bo cóż innego mogłem zrobić? Dlatego muszę zaznaczyć, że dystans dzielący wyróżnionych od niewyróżnionych często był bardzo mały, czasem właściwie żaden. O wiele krótsza byłaby lista na wyróżnienie nie zasługujących, ale anty-nagrody odpuszczę, wystarczy jedna wojna.

Kategoria absolutna

EAR Yoshino V12

Gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że najbardziej spodoba mi się wzmacniacz zintegrowany, byłbym uważnie mu się przyjrzał i nie dał słowom wiary. A jednak! Wzmacniacz Tima de Paravicini to arcydzieło wzmocnień lampowych, nic a nic nie ustępujące droższym rozwiązaniom dzielonym. Tym większe osiągnięcie, że w trudniejszym układzie push-pull i nie korzystające z drogich lamp. A na pokładzie dziesięć sterujących i aż dwanaście mocy. W zależności od reszty toru może zaistnieć brzmienie w typie czarowności lampowej, albo może brutalny realizm z gatunku najbardziej realnych. Wspaniały wygląd i stosunkowo niewygórowana cena plus jak na lampy duża moc, dają paletę zalet godnych najwyższych wyróżnień. Zarazem to jest klasyk – jedno z najsławniejszych urządzeń w całej historii hi-fi.

Dan Clark Audio STEALTH

W tym roku ocenionych zostało wiele słuchawek, wiele pośród znakomitości. Nowy flagowiec Dana Clarka nie pozostawił innych w tyle, ale też nie dał się wyprzedzić. Przy cenie dwudziestu tysięcy (kto by niedawno pomyślał, że ta od innych będzie niższa?) daje szczytową precyzję muzycznego obrazu, a już szczególnie precyzję basów. Słuchawki arcy szczegółowe, arcy rozdzielcze i arcy wyraziste, wyjątkowo także głęboko przenikające w strukturę harmonii i indywidualnych cech brzmieniowych. Przy fantastycznej wygodzie oraz zamkniętości, oznaczającej dobrą izolację przy całkowitym braku ograniczeń, zasługują na medal jak mało które. 

T+A Solitaire P

Dla mnie bomba! – jak mawiał Jerzy Dobrowolski. Niemieckie T+A nie produkowało dotąd słuchawek, aż naraz taki debiut! Cóż, one nie są tanie, trzeba dać więcej niż za poprzednie, dobrze ponad dwadzieścia tysięcy. Dla maksymalnych osiągów trzeba dać także więcej mocy, chociaż i STEALTH dużo potrzebują. W zamian otrzymujemy brzmienie rewelacyjne pod każdym względem i bardzo wyważone. Nie ma żadnego słabego punktu, każdy parametr znakomity. Największy atut poza realizmem, to jeszcze go podkręcająca dawka energii. Napędzane odpowiednio mocnym, dziesięcio lub więcej watowym wzmacniaczem (dedykowany jest za słaby), dadzą niemieckie planary muzykę nie tylko pod postacią formy brzmienia, ale także energetycznej treści. A ta jest równie ważna. Niesiona przez muzykę energia nie jest tożsama z głośnością, tak samo jak energia wiatru nie jest tożsama z jego wyciem. Dlatego przyjmowanie muzyki pod postacią powalającej energii jest czymś o wiele więcej niż podkręceniem potencjometru do progu wytrzymałości słuchu. T+A to nie chude wycie, tylko jedne z bardzo niewielu słuchawek realistycznych energetycznie. Ich bas to prawdziwy pomruk, a nie krzyk niskich częstotliwości.

HiFiMAN Susvara

Dla niejednego te słuchawki są najlepsze na świecie. A już na pewno najlepsze z całej rodziny planarnych. Sam tej opinii nie podzielam, ale uznaję klasę. Susvary potrzebują jeszcze większej mocy niż T+A i są o wiele jeszcze droższe. Za przeszło trzydzieści tysięcy przy jakichś dwudziestu watach otrzymujemy brzemiennie ze szczytów wyrafinowania. Mniej nieco energetyczne, ale na wielkiej scenie, o wielkiej subtelności. Gładkość zmieszana z chropawością, melodyjność z zalewem szczegółów, czystość, otwartość i swoboda płynięcia na najwyższych poziomach. Oryginalny kabel jest do wymiany, co jeszcze podnosi cenę, ale za to od razu świetna wygoda i ekskluzywny wygląd. Niepodobna ich nie nagrodzić, ponieważ są elitarne w rozumieniu najwyższej, do szczytowej dziesiątki ograniczonej elity.

Abyss AB-1266 PHI TC

To samo odnosi się do z grubsza tyle samo kosztujących przy wyposażeniu podstawowym słuchawek Joe Skubinskiego. Do całkiem innej szkoły estetycznej się odwołujących, gdy chodzi o sferę wyglądu – o wiele cięższych i pozornie topornych, ale także bardzo wygodnych i ekskluzywnych brzmieniowo. To już czwarte słuchawki planarne w tegorocznym rozdaniu, a wcale nie ostatnie. Wielka scena i melodyjność szczytowa z okrasą dużej energii, czynią z nich jakby mieszankę cech T+A i Susvar. Mieszankę realizmu i czarowania, delikatności i potęgi, z wyglądem bardziej jak autobus niż osobowe auto. To wszystko traci znaczenie, kiedy zaczyna się słuchać, zostaje sama muzyka. Tak jak u tamtych elitarna.

Meze ELITE

Piąte i ostatnie planary wcale nie są ostatnie, gdy idzie o ich jakość. Gdyby tak było, nie byłoby ich tutaj, tu miejsca dla słabszych nie ma. Twórcy – Antonio Meze i Pawlo Szymanowicz – nie nazywają ich planarnymi, tylko izodynamicznymi, co dla słuchacza nic nie znaczy. Ważne jedynie, że brzmienie skupia się na muzyce, całe tkwi w linii melodycznej. Nie ma analiz, nie ma rozpadu na cechy i jakości – wszystko jest samą muzyką. Muzyką świetną, znakomitą, słuchaną w uniesieniu. Przy cenie osiemnastu tysięcy są to słuchawki z nagrodzonych najtańsze, mimo to super wygodne i świetnie wyglądające; zapakowane w aluminiową walizkę, z porządnymi kablami i alternatywnym zestawem padów. Od poprzednich Meze Empyrean różnią się samą membraną, lecz dla słuchawek to różnica, jak dla piechura lepszy karabin. Inna membrana, inne brzmienie – bezdyskusyjnie lepsze, bezspornie bardziej realistyczne.

Ancient Audio „Silver”

 Jeszcze nigdy w historii przyznawania nagród nie został nagrodzony cały system. Tradycję przełamuje Ancient Audio „Silver”, zestaw złożony z:

– Lektora Air – odtwarzacza CD pracującego jako transport,

– Silver Control – przetwornika (DAC), procesora cyfrowej obróbki dźwięku i przedwzmacniacza lampowego w jednej obudowie

– Silver Single Mono – czteroczęściowego wzmacniacza lampowego na triodach 300B

– kolumn Ancient Audio Vintage Ribbon

Nie ma się co rozwodzić – jeżeli audiofil ma życzenie zamieniać swoje nagrania z płyt i plików (dowolny odtwarzacz plików także można podłączyć) w żywe koncerty, to to jest najłatwiejsza i najskuteczniejsza droga. Elementy zestawu nie są tanie (choć też nie droższe od średnio wycenionych komponentów high-endowych), ale w podobnym budżecie nie zbliżycie się nawet do tej jakości brzmienia, jeżeli wyznacznikiem ma być koncertowy lub studyjny realizm. Dodatkową wartością brak konieczności użycia z wysokich półek okablowania. Takowe nie zaszkodzi, ale również bez niego będzie brzmieniowy szał. (Procesor w przetworniku nie tylko potrafi urealniać brzmienie, ale też kompensować niedostatki okablowania.)

Studio 16 Hz ETHOS ULTIMO

Polska to prawdziwe zagłębie produkcji świetnych kolumn. Za długo by wymieniać, teraz wymienię jedne. Najwyższe wyróżnienie dostają pochodzące z Tychów Studio 16 Hz ETHOS ULTIMO – trójdrożne, pięknie się prezentujące i jeszcze piękniej brzmiące kolumny podłogowe. Audiofilska aparatura ma tylko jedno zadanie: rzucić czar na użytkownika. Z tego zadania te kolumny zadbane odpowiednim torem potrafią się wywiązać perfekcyjnie. Ten moment, kiedy wiesz, że wszedłeś do królestwa magii dźwięku, przyjdzie do ciebie za ich sprawą.

Circle Labs A200

Zadbanie odpowiednim torem oznacza przede wszystkim źródło dźwięku i wzmacniacz. Moda na źródła inne niż gramofony mija – odtwarzacze plików nie budzą dawnych emocji; rozrzut jakości między drogimi a tanimi mały. Z kolei odtwarzacze płyt CD straciły rolę wiodącą, uwaga nie skupia się już na nich. Co innego wzmacniacze. Te ciągle w centrum uwagi, a wojna między tranzystorowymi a lampowymi toczy się dalej w najlepsze. Nie bez racji są zatem godzący wrogie obozy konstrukcją hybrydową; krakowskie Circle Labs tak właśnie postąpiło, rzucając na audiofilską arenę piękny wzmacniacz zintegrowany, posiadający wszystkie atuty high-endowego brzmienia wspierane dużą mocą.

Entreq Olympus USB

Kable o przeznaczeniu USB z kopciuszków przerodziły się w kopciuchy; aż dymi od awantur o to, czy mogą na brzmienie wpływać. Po szczegółowe argumenty odsyłam do traktującego sprawę kabli całościowo artykułu Krytyka audiofilizmu pod hasłem „Audiovoodoo” – tu lakonicznie się opowiem po stronie zwolenników, przyznając takiemu nagrodę. Wraz z Synergistic Research Galileo, ale we własnym stylu, jest Entreq Olympus USB najlepszym takim kablem na świecie. Nagrodę powinien otrzymać także któryś z modułów uziemiających Entreqa, albowiem się przyczyniał do tej doskonałości.   

 

Kategoria jakość/cena

Shelter 201 MM

Cóż może być ważniejszego dla kategorii jakość/cena niż niska cena i wysoka jakość? To właśnie oferuje wkładka Sheltera, za którą kilkaset złotych, a nie grube tysiące. Różnica w cenie gigantyczna, w jakości bardzo mała.

Astell & Kern A&futura SE180

Przenośny odtwarzacz Astella z najnowszej generacji nie kosztuje kilkuset złotych, tylko kilka tysięcy. Ale i to niewiele w porównaniu do kilkunastu czy kilkudziesięciu, a dystans jakościowy znowu będzie niewielki. Na okrasę aż trzy magazynki wymiennych przetworników (jeden w cenie), duża moc wbudowanego wzmacniacza, symetryczność i gęste, zaskakująco analogowe brzmienie.

Pylon Audio Sapphire 23

Już zdążyłem napisać, że Polska to zagłębie znakomitych kolumn i dwie już wzięły nagrodę (Studio 16 Hz ETHOS ULTIMO i Ancient Audio Vintage Ribbon). Podłogowe kolumny Pylona za niewiarygodnie małe pieniądze przeniosą do każdego domu nie tylko efektowny wygląd, ale też brzmienia znakomite, o których trzeba uznać, że jest to mniejszy, ale high-end. W dodatku high-end łatwy – łatwo napędzać, łatwo słuchać. Głębokie, wyrafinowane brzmienie z zaskakująco mocnym basem może równie dobrze stanowić finał zestawu hi-fi co kina domowego.

AUDIOENGINE A2+ BT

Kolumny nabiurkowe o wiele więcej znaczą niż mogłoby się zdawać, ich sprzedaż idzie w miliony. O wiele więcej także znaczy, niż sądziłby postronny, amerykańska firma Audiogenie. Od założenia i z założenia ukierunkowana na osiąganie maksimów w relacji jakość/cena, nabiurkowym zestawem A2+ BT dowodzi, że świetne granie przy komputerze zapewniają nie tylko słuchawki. Co tym ważniejsze, że są – i niemało – osoby nie tolerujące słuchawek.

iFi Audio iDSD Diablo

Raz, a dobrze! – to hasło gloryfikujące skuteczność. Dla kategorii jakość/cena musi także uwzględniać nie za duże pieniądze, a dla czasów współczesnych, przychylnych miniaturyzacji, też małe gabaryty.

– Raz, a dobrze, załatwić sprawę grania słuchawek przy komputerze, laptopie, tablecie i smartfonie? Brytyjskie iFi umożliwia i przyobleka w purpurę, kuszący grzechem diabeł o wdzięcznym imieniu Diablo dodatkowo przyciąga uwagę. Sam dorzucę, że jest to pierwszorzędny grajek, nadający się znakomicie do małych, średnich i dużych – prądożernych słuchawek. W tym też najwyższych jakościowo, jak te nagrodzone powyżej.   

Rogue Audio HA-5

Nie samą małością żyje człowiek, nie samym chlebem oszczędności. Niektórzy są gotowi wydać więcej niż kilka tysięcy, żeby mieć wzmacniacz słuchawkowy spełniający najwyższe kryteria. Taki wzmacniacz od amerykańskiego Rogue Audio nie kosztuje fortuny, a jest „fortunatem” – choć nie z tych, o których w Fortunate Son śpiewał John Fogerty z Creedence Clearwater Revival. Jest szczęściarzem od rozdawania, a nie od brania szczęścia – pięknie z nim grają słuchawki. Za takiej jakości granie zwykle trzeba zapłacić więcej, tak duża moc słuchawkowego wyjścia też zwykle więcej kosztuje.

Struss® – kabel głośnikowy i interkonekt

Podstawowe okablowanie Strussa kosztuje w porównaniu do przewodów sławnych marek grosze. Słuchając zapewnień producenta, że się nie rozczaruję, że to opinia wielu, nie bardzo chciałem wierzyć. Testy przyznały rację Strussowi. Tymi kablami nie da się równorzędnie zastąpić najlepszych takich na świecie, ale słuchać muzyki z wielkim zadowoleniem, nawet przyjmując wysokie kryteria jakościowe, da się z całą pewnością.

Luna Cables Gris – przewody słuchawkowe

Jeszcze wyższe kryteria można narzucić słuchaniu słuchawek okablowanych przewodami Luna Cables Gris – nic a nic nie folgujących sobie odnośnie jakości. Jak wiele najwyższej klasy kabli mają też sygnaturę, nie usiłując całkiem znikać. Lekkie ściemnienie, ślad dodanego echa, powiększanie dzięki temu przestrzeni – to sygnatury na rzecz magiczności, tajemniczości, głębszych oddechów i szerszego spojrzenia. Na tym nie kończą się zalety: kabel jest świetnie wykonany i świetnie się prezentuje. Samym wyglądem poprawia wrażenie odnośnie okablowanych nim słuchawek, a cena jest normalna, nie wzięta z domu kablujących wariatów.

music hall MMF-3.3

Zaczęliśmy od wkładki, kończymy na gramofonie. Gramofonie tak samo skutecznym, jak wkładka, i podobnie tanim. Tego samego producenta, co nagrodzony w zeszłym roku Classic, na dodatek w zbliżonej cenie. Jeden i drugi music hall świetnie grają już z dostarczanymi wkładkami i są samowystarczalne obsługowo. Jedyna ważna uwaga odnośnie całej obsługi odnosi się do nietanich niestety podstawek Synergistic Research MiG SX, na których wszystkie dające się normalnie stawiać gramofony, w tym także nagradzany, grają wyraźnie lepiej. Ale te podstawki to sprawa sprzed dwóch lat, wtedy wzięły nagrodę.

30 komentarzy w “Wydarzenie: Nagrody Golden Analog za rok 2021

  1. Piotr+Ryka pisze:

    Uprzedzając ewentualne pytania powiem, że oba modele recenzowanych słuchawek Grado tylko dlatego nie zostały nagrodzone, że nie stanowią już aktualnej oferty rynkowej.

  2. Michal Pastuszak pisze:

    Bardzo tresciwie wylozone porownanie energii odnawialnych w kontekscie energii jadrowej, wraz z przykladem jej (energii) ceny w Niemczech (przeszli na wiatraki i PV) i Francji (glownie jadrowa): https://youtu.be/N-yALPEpV4w (mozna sobie wlaczyc napisy, w tym auto-tlumaczenie na polski jak ktos woli). Co ciekawe i malo intuicyjne, energie odnawialne, te glownie teraz promowane (wiatr i fotowoltaika) sa akurat dla srodowiska mniej przyjazne, a wrecz nie sa, zwlaszcza na tle atomu.

    Ze sluchawek, tak jak graly z fabrycznego Woo Audio Wa33, mnie mocniej do gustu przypadly Stealth Dana Clarka, wybralbym je ponad Abyss 1266 TC i to raczej bez wiekszych rozterek. Stealth lepiej przekazywaly gradacje barw (wiecej odcieni i wiecej swiatla), finezyjniej wykanczaly dzwieki co sprawialo odczucie wiekszego ich bogactwa, a ich bas nigdy nie nachodzil na srednice a jednoczesnie byl bardziej rozdzielczy i tym samym roznorodny, choc bez takiej masy jak w 1266. Abyss (zwlaszcza na kablu JPS) byly bowiem ciut zbyt jednostajne, troche za ciemne i za tluste jak na moj gust, choc ladniej wychodzily z przestrzenia na zewnatrz i dawaly wiekszy jej obszar jak i separacje dzwiekow. Duzo bardziej mi sie one podobaly z Tonalium i kabelkiem od Luny (wnoszacych wiecej swiatla i dzwiecznosci w gorze pasma), mimo ze te sa sporo tansze od JPS.

    Choc i tak o klase lepiej od wszystkich tutaj wymienionych (nie sluchalem jedynie T+A) graly AKG K-1000 na kablu Entreq Olympus, dzwiek najlepiej zawieszony poza glowa, przed oczami, pienisty, naturalny (wierny barwowo i z wlasciwie utrafiona tonacja) mimo ze nieco cieplejszy niz z Atlantisem (tak mi podpowiada pamiec) a jednoczesnie bardziej dociazony i gesty, to taki mi sie wlasnie podobal, bylo to bardzo muzykalne granie o wystarczajacym wgladzie w nagranie, a tak czesto pozadany przez wielu bas byl rowniez nienaganny, bardziej prawdziwy i rozdzielczy niz inni wymienieni bez najmniejszych nawet uwag odnosnie jego potegi/sily. Kompletny dzwiek, a przynajmniej tak go odebralem w tym bardzo krociutkim z nimi obcowaniu.

    1. miroslaw frackowiak pisze:

      AKG K-1000 zawsze beda lepsze od innych najlepszych sluchawek,sa wyjatkowe i calkowicie inaczej graja o tak zwanych sluchawek,bo graja podobnie czyli jak kolumny glosnikowe a przy tym jeszcze wiecej uslyszysz szczegolow,planktonu i tego co nie moga wiecej pokazac kolumny ,bo tego w kolumnach nie uslyszymy, K-1000 sa wyjatkowe i jak ktos nie moze miec kolumn w domu, bo pokoj za maly, to tylko tor odsluchowy sluchawkowy z K-1000 (wzmacniacz lapmpowy i kable w K-1000 podlaczone pod zaciski wzmacniacza)to bajka na cale zycie,mam to wiem co mowie…

      1. Michal Pastuszak pisze:

        Dla jasnosci. Ja odnosze sie do bardzo konkretnego egzemplarza, w dodatku rekablowanego przewodami Entreqa i ze zdjetymi oslonami wewnetrznymi. Fabryczne K-1000 nie zrobily na mnie nawet w polowie tak dobrego wrazenia i od takowych, wolalbym jednak wymienione tutaj powyzej sluchawki, a przynajmniej niektore z nich.

        1. miroslaw frackowiak pisze:

          To moje K-1000 tuningowane z kablami StefanAudio Art
          http://www.6moons.com/audioreviews/stefanaudioart2/k1000.html

    2. Piotr+Ryka pisze:

      Abyss to jedna szkoła brzmieniowa z tym Woo przy takich w nim lampach, dlatego grają z nim jednostajnie, na jedno kopyto. Z Phasemation i moim wzmacniaczem grały bardziej wielowątkowo, o czym napisałem w recenzji. Znakomite słuchawki, ale jak każdym trzeba dopasować wzmacniacz. AKG znacznie się jeszcze poprawiły, ale kabel Olympus wciąż daleki od całkowitego wygrzania.

  3. adam pisze:

    A czy jest szansa na recenzje Abyss 1266 z elektronika od XiAudio do tego modelu ?
    Podobno to petarda.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Obawiam się że nie, bo w ofercie mp3store widnieje ten wzmacniacz tylko jako możliwy do zamówienia, i to po potwierdzeniu. Ale zapytam, może akurat sztukę mają.

  4. Piotr+Ryka pisze:

    Tak dorzucę na tło ogólne: pamięta może ktoś jeszcze wielką aferę z dziurą ozonową? Już mieliśmy zdaje się nie żyć od tego promieniowania? A tu żyjemy, ale zaraz ocieplenie globalne, zostaniemy ugotowani.

    Zawsze rządzi się strachem: gniewem bogów lub innym końcem świata. I zawsze chodzi o pieniądze, o to by ukraść cudzą pracę.

    1. KAzio pisze:

      zdaje się że ludzkość zapobiegła degradacji dziury ozonowej przez zakaz produkcji freonów, a natura, po zaprzestaniu szybkiego nieszczenia ozonu odbudowała warstwę… no następnego genialnego „nieszkodliwego” środka chemicznego

      co do ocieplenia, to faktem jest że następuje… naukowcy gremialnie to potwierdzają… i się rozpędza… ale perspektywa takich ludzi 50+ z reguły nie obejmuje poważnych skutków za ich życia (prócz większych migracji z krajów bardziej dotkniętych i mniej śniegu zimą), a potem… cóż, po nas choćby potop

      1. Piotr+Ryka pisze:

        Uświadamiam „KAzia 50 minus”, że najpierw powstała dziura ozonowa, a dopiero następnie zawarto konwencję przyjętą przez wiele, ale bynajmniej nie wszystkie kraje, w ramach której zadeklarowano nieprzekraczanie emisji freonów z 1986 roku, czyli już dawno po powstaniu „dziury”. Nikt oczywiście tej konwencji nie przestrzega, nie obejmuje też ona technologii produkcji leków, ale za to stanowiła i nadal stanowi doskonały pretekst do podnoszenia cen dezodorantów i wszelkich innych fukaczy.

        Odnośnie ocieplenia klimatu, to on zawsze ewoluował i zawsze będzie. Raz jest cieplejszy, raz chłodniejszy – i nic to nie ma, albo prawie, z emisją przemysłową, ponieważ jedna większa erupcja wulkaniczna produkuje tych gazów więcej, nie mówiąc o gigantycznym torfowisku odkrytym niedawno w Afryce: https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-w-afryce-odkryto-gigantyczne-torfowisko,nId,2337503

        Ale naiwni zawsze dają sobie nawijać makaron na uszy, na tym naiwność polega. (Na przykład atom i węgiel szkodliwe, gaz ziemny – nie.) Szkoda tylko tych ptaków i owadów zabijanych na makabryczną skalę przez wiatraki, nie mówiąc o tym, że to akurat faktycznie może się kiedyś źle skończyć.

        1. Michal Pastuszak pisze:

          Kilka rzeczy odnosnie ocieplenia globalnego klimatu warto przedyskutowac. Wulkany i owszem wyrzucaja mase roznych gazow, ale jesli chodzi o kluczowy tutaj dla ocieplenia CO2 to rocznie wulkany wydzielaja do atmosfery srednio 0.25GT CO2, w porownaniu do 30GT CO2 generowanych prz ludzi i 780GT CO2 wydzielanego naturalnie. Zdaje sie ze chodzi tutaj glownie o zachowanie balansu tej emisji CO2 i jego pochlaniania, do tej pory z grubsza sie one zrownywaly, a obecnie jest to wlasnie owe 30GT in plus.

          W dalekiej przeszlosci, za wielorotne ocieplanie sie klimatu obarcza sie tak zwany cykl Milankowicza (mimosrod, nachylenie i precesja Ziemi). Same wulkany akurat wyrzucanym pylem moga spowodowac bardzo duze ochlodzenie klimatu redukujac ilosc docieranego do Ziemi slonca.

          Mnie bardzo sie podobal opis samego procesu ocieplania sie Ziemi ktorego dokonal Carl Sagan, bardzo prosto, rzeczowo i w sumie z dosc malo optymistycznym podsumowaniem, jesli idzie o wiare w rozumnosc ludzi wladzy: https://www.youtube.com/watch?v=Wp-WiNXH6hI&ab_channel=carlsagandotcom

          1. Piotr+Ryka pisze:

            1. Geologicznie biorąc (w sensie epok) jesteśmy w trochę przeciągającym się interglacjale. Bardziej zatem od ocieplenia prawdopodobne jest globalne ochłodzenie, i to bardzo drastyczne.
            2. Dwutlenek węgla nie jest kluczowy dla cieplno-absorpcyjnych zdolności atmosfery ziemskiej (pochłaniania i magazynowania energii słonecznej); tym czynnikiem, z parametrem udziału około 70%, jest para wodna.
            3. Dwutlenek węgla zajmuje drugie miejsce, ex aequo z metanem.
            4. Wg różnych obliczeń naturalna emisja dwutlenku węgla (roślinna, wulkaniczna, oceaniczna i inna) jest od pięcio do dwudziestokrotnie większa od antropogenicznej(cywilizacyjnej).
            5. Powyższy rozrzut (może 5x, a może 20x) najlepiej świadczy o tym, jak mgliste są domniemania odnośnie ocieplania klimatu.
            6. Co jednak nie znaczy, że procentowo niewielki wzrost ilości gazów cieplarnianych za sprawą ludzkiej działalności nie może przynieść katastrofalnych następstw, ponieważ nie wszystkie procesy mają przebieg liniowy. (Czasami mała przyczyna odpowiada za wielki skutek.)
            7. Niemniej produkcja gazów cieplarnianych w UE jest śmiesznie mała w porównaniu do pozostałej.
            8. Dlatego zarzynanie własnego przemysłu i zubożanie obywateli wydaje się całkowicie irracjonalne i wedle wszelkiego prawdopodobieństwa ma inną genezę od oficjalnie podawanej.
            9. https://www.bankier.pl/wiadomosc/Chiny-wegiel-rekordowe-wydobycie-8260531.html

        2. Leonidas pisze:

          Oj, pan recenzent zamiast skupić się na recenzjach sprzętu audio, które mu ciekawie wychodzą (choć jak to u netowych recenzentów bywa, nie znamy poziomów motywacji jakimi dystrybutorzy wpływaja na recenzentow, ale cóż – teorie spiskowe), choc czasem nazbyt poetycko (można iść w innym kierunku i demonstrować wykresy) – rozbudowuje swoje recenzje o prywatne poglądy na inne tematy. Mieliśmy więc raz mizogeniczne wtrącenia o wyższości samcow nad samicami, które wiadomo, są wg recenzenta lekko upośledzone na tle samców. Teraz mamy wywody o spisku ekologów, negacjonizm klimatyczny (choć chyba nie motywowany motywacją przez dystrybutorów paliw kopalnych). Do pakietu brakuje antyszczepionkowych teorii, ale może się mylę. Albo jakiś religijnych-konserwatywnych, bo to zwykle w parze chodzi.

          Klimat się zmieniał naturalne, fakt. Ale skutki bywały dramatyczne dla wielu gatunków. Raz z powodu wulkanów, innym razem z powodów astronomicznych (a to meteor, a to może aktywność słoneczna), jeszcze innnym razem z powodu ekspansji jakiś gatunków które swoimi produktami wytruwały inne (np. tzw. katastrofa tlenowa).

          Dziś na tej planecie dominuje jeden gatunek, który ma bardzo znaczący wpływ. Już wiemy że ma, juz mówimy o antropocenie, mamy modele które próbują to (na bazie obecnej wiedzy) przewidzieć, choć zmiennych jest dużo i nie o wszystkich może zdajemy sobie sprawę. Ale wpływ ma gigantyczny. Spowodował największe wymieranie od dziesiątek milionów lat, jak nie dłużej. Ma globalny wpływ, więc nawet zlodowacenia miały mniejszy, bo gatunki miały czas na migrację, a człowiek uderza od razu na całym globie. Dziś masa ludzi i zwierząt które hodują by je pożreć przekracza wielokrotnie masę reszty masę dzikich zwierząt. Zmienia planetę szybko, wpływając na klimat. Owszem, naturalne czynniki też działają, ale my wprowadziliśmy swój, i to działający w geologicznej skali błyskawicznie. Wytłukliśmy już wiele gatunków i szybko wybijamy kolejne. Jak się to skończy? Ociepleniem o 2 stopnie? O 4 stopnie? O 8 stopni? Kto wie, jakie naturalne procesy do tego uruchomimy? Destabilizacja złóż metanu na Syberii? Destabilizacja złóż hydratów na dnie oceanów. A może, przy tym tempie zmian, na koncu jest scenariusz Wenus, gdy wpakujemy do atomosfery większość zgromadzonego przez setki milionów lat CO2 oraz większość metanu z dna ocenaów?

          OK, za naszego życia scenariusz Wenus niemożliwy. Nasze pra-pra-pra… wnuki niech sie martwią. Za naszeog życia to może kryzys żywnościowy, wojny i miliony imigrantów u granic. Oraz jakieś podkopywanie wybrzeża na Bałtyku (nawiasem mówiąc, w tym tygodniu pakiet: nieco wyższy poziom morza + cofka + sztorm zniknął plażę w Gdyni Orłowo. Można sobie sprawidzć w necie wiadomości sprzed paru dni. Potem może Dolny Sopot, gdańska starówka, może gazoport podgryzie, jakieś powodzie na Żuławach. Drobiazgi…

          Co by nie mówić, i co by nie wyznawać, faktem jest że człowiek ma gigantyczny wpływ na tą planetę. Jest w stanie wyrżnąć wszyskie lasy, eksterminować dowolnie liczne gatunki (np. jeszcze niedawno był taki – gołąb wędrowny – zalatwiony prymitywną, na dziś, technologią). Jakieś analogie historyczne katastrof ekologicznych mamy, w małej skali, choćby na takiej Wyspie Wielkanocnej.

          Może warto próbować zapobiegać takim scenariuszom, nawet jak ktoś na tym straci, a inny zarobi.

          Ale zdaje się to nie jest blog o ekologii, energii, światopoglądach, tylko o sprzęcie audio, muzyce i audiofilach. Może wróćmy do tego, a prywatne poglądy, jak by dziwne nie były, zachowajmy dla siebie. Wolałbym przeczytać np. o synergicznych zestawieniach (nawet jak, wg pewnych teorii spiskowych – są to zestawienia sponsorowane) niż o niższości kobiet albo wyższości węgla nad wiatrakiem (chyba że na węglu lepiej wzmacniacz gra).

          1. Piotr+Ryka pisze:

            Odnośnie mojej przekupności może Pan myśleć co chce.
            Odnośnie kobiet i mężczyzn dodam (choć już te głupie domysły prostowałem), że gdyby kobiety faktycznie były mniej wartościową płcią od mężczyzn, należałoby przyjąć, że ich maskulinizacja dałaby naszemu gatunkowi różne, w tym intelektualne korzyści. Zupełnie tak nie sądzę i mam na poparcie tego mnogie widome dowody w postaci feministek, co zdaje się kończyć sprawę.
            Odnośnie kwestii klimatycznych już się wypowiedziałem, dorzucę może to: https://pl.wikipedia.org/wiki/Cykle_Milankovicia
            Odnośnie kwestii szczepionkowych, to zaszczepiłem się trzy razy, co mi nie przeszkodziło dwa razy przejść przez covid. Proszę się więc nie wysilać i przed artykulacją podejrzeń zapoznać się dokładniej z tym, co kiedyś pisałem.
            Odnośnie kwestii biomasy, to pragnę uświadomić, że masa żyjących w glebie dżdżownic wielokrotnie przewyższa biomasę gatunku homo i jego zwierząt hodowlanych. Raz jeszcze wychodzi więc na to, że warto się dokształcać.
            Odnośnie wymierania dzikich gatunków, to jest to bardzo smutne. Ale za problem przeludnienia nie odpowiada teraz rasa biała, a przynajmniej nie głównie. A niezależnie od tego wulkanizm i naturalne zmiany klimatyczne także gatunki trzebią, w ich miejsce powołują nowe.
            Odnośnie zaś tego o czym piszę, zasięgu poruszanych tematów, to Pan wybaczy, ale to jest wyłącznie i tylko moja sprawa.

        1. Michal Pastuszak pisze:

          Dziwna sprawa, chcialem odpowiedziec do wlasciwego wpisu, ale nie ma on 'odpowiedz’ na ktory moglbym kliknac.

          1. Zgadza sie, jestesmy technicznie wciaz w epoce lodowcowej i pozostaniemy w niej az do momentu roztopienia sie calkowitego lodu na obu biegunach, co w sumie zdarzalo sie juz wielokrotnie w przeszlosci. Maly procent naukowcow (lata 70-te glownie) przewidywal ze nastapi dalsze ochlodzenie, choc przewazajaca ilosc uwaza jednak ze bedzie nastepowal okres ocieplania sie.

          2. Dokladnie, to woda jest dominujacym gazem cieplarnianym. Natomiast sam CO2 jest tylko posrednio odpowiedzialny, mozna go traktowac jako element 'inicjujacy’ ow proces w obecnych czasach.Sam dwutlenek w takich ilosciach jak jest obecnie dodawany moze spowodowac wzrost temperatury sredniej na Ziemi moze o 1C, to wlasnie jednak wplywa na parowanie wody do atmosfery i w efekcie to przyrost wody bedzie definiowal dalszy przyrost temperatury.
          4. Tak jak napisalem juz w pierwszym poscie, naturalna emisja CO2 do atmosfery(780GT) jest 25krotnie wyzsza od jego emisji powiazanej z dzialalnoscia czlowieka (30GT).
          7. Owszem, najwiecej generuja Chiny i USA, a reszta jest na bardzo dalekich miejscach.
          8. Mnie sie zupelnie nie podoba wybieranie wariantow energetycznych opartych na energiach odnawialnych typu wiatr i ogniwa fotowoltaiczne, jako trzonu na ktorym ma stac przemysl co obecnie jest popularne i nagminnie promowane w mediach. Kompletna glupota, co tez dobitnie pokazuje Francja (korzystajaca z energii jadrowej) oraz Niemcy (prawie calkiem przeszly na energie odnawialne) i ceny za energie u nich poszly 2 krotnie w gore, a do tego jest to zrodlo nie dajace sie kontrolowac, stad rozbudowana infrastruktura i w efekcie rosnaca ilosc odpadow (PV) ktore zanieczyszczaja juz Ziemie a beda jeszcze bardziej w przyszlosci.

  5. Marcin pisze:

    Panie Piotrze,

    W recenzji V12 napisał Pan coś w stylu, że nie płakałby Pan, gdyby musiał zamienić swojego Crofra i Twinheada na wzmacniacz EAR Yoshino V12. Czy podobne odczucia byłyby w kierunku Circle A200? Czy jednak A200 to poziom niżej?

    Albo inaczej: czy stawiając sobie system od zera, wybrałby Pan V12 lub A200 do tego systemu?

    Pozdrowienia

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Dla AKG K1000 wybrałbym V12.

      1. Marcin pisze:

        Dziękuję. A pierwsze pytanie? Mógłby Pan żyć spełnionym audiofilskim życiem z A200?

        1. Piotr+Ryka pisze:

          Raczej nie.

  6. Arek pisze:

    Panie Piotrze, polecam przeznaczyć 50 min i obejrzeć https://www.youtube.com/watch?v=osm5vyJjNY4. W filmie pada zdanie: „Ludzie nie mają wiedzy tylko poglądy”. Myślę, że to jest podsumowanie wywodu o zmianach klimatu. Przecież nauka o klimacie to czysta fizyka, więc jak się cos nie zgadza to się to wyrzuca do kosza, jakoś sprawy ocieplania nie wyrzucono. Jasne, jest promil naukowców, którzy to negują, dla zaistnienia są w stanie zpowiedzieć wszystko i powtarzać: to nie człowiek…

    Zajmijmy sie tutaj światem audio a nie rozpowszechnianiem teorii spiskowych o różnych rzeczach np. zmianach klimatycznych. Nie wiem skąd w wielu ludziach to przekonanie „Niech sobie naukowcy opowiadaja bajki dla ciemnego luda my przecież wiemy swoje, to wszystko ściema rządów chodzących na pasku koncernów”.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Obejrzałem film i z żalem muszę stwierdzić, że zmarnowałem ponad pięćdziesiąt cztery minuty życia. Najczystsza propaganda nie poparta żadnym szerszym spojrzeniem, refleksją, wizją działania. Wyłącznie biadolenie w żałosnym stylu „zróbmy coś”, „zastanówmy się”, „jest źle, a będzie gorzej”. Radomska szkoła myślenia, powiedziałbym, gdybym chciał być złośliwy.

      Kilka uwag odnośnie, bo nie mam czasu na elaborat:
      1. Koniec „naszego świata” tak czy tak jest przesądzony niezależnie od podejmowanych działań. Najdalej za kilkadziesiąt tysięcy lat wybuchnie któryś z superwulkanów (najbliższe w Niemczech i we Włoszech, najprawdopodobniejsza eksplozja w Yellowstone) – wybuch klasy VEI-8 zmiecie co najmniej 90% ludzkości, problemy z przeludnieniem znikną w ciągu miesiąca.
      2. W związku z tą nieuchronną eksplozją (wcześniej też będą wielkie, ale mniejsze) najgroźniejsza jest polityka rolna, ponieważ obecnie wysiewane zboża nie nadają się na ziarno siewne. Zmodyfikowane genetycznie gatunki w razie obsiania nie wykiełkują, ziarno siewne rokrocznie trzeba kupować od Monsanto Company Inc. Co to będzie znaczyło w obliczu braku zapasów żywności i całkowitego zerwania szlaków komunikacyjnych? Znaczyło będzie pożądany przez hard-ekologów dalszy dramatyczny spadek populacyjny; taki do paru milionów osobników, a może nawet dużo mniej.
      3. Wg psora zabraknie wody. Zabraknie jej globalnie. Psor wygłasza ten pogląd stojąc nad brzegiem morza rozpościerającego się na planecie w siedemdziesięciu procentach zalanej wodą o średniej głębokości 4267 metrów. Ale w Koluszkach i Skierniewicach faktycznie są z H2O problemy, ponieważ nie zadbano o rozwój sieci wodociągowej. Okolice Łodzi pustynnieją? Być może, chociaż zeszły rok zdecydowanie odwrócił tę tendencję. Za to Pustynia Błędowska zniknęła już na pewno, a jeszcze ją na własne oczy widziałem.
      4. Ogólnie mowa o problemach z wodą to całkowita aberracja; z rozmiarów tego biadolenia można dochodzić do wniosku, że zużywana woda znika. Wylałeś wodę myjąc zęby? – Koniec! Ona przepadła! Jest nie do odzyskania! (Obłęd.)
      5. Psor jest dumny z tatusia, który zbudował elektrownię szczytowo-pompową, gdyż ta nie zanieczyszcza środowiska. Tylko ciekawe co by było, gdybyśmy mieli same takie?…
      6. Ogólnie biorąc zasięg intelektualny kreślony myślą psora jest taki, iż nie byłem świadom, że ludzie o tak wąskich horyzontach mogą zajmować tak wysokie stanowiska.
      7. Psor dumny jest też z tego, że nie miał nigdy kłopotów z matematyką i fizyką. To może w takim razie psor by nam udowodnił hipotezę Riemanna i rozwiązał problem trzech ciał?
      8. Chciałbym poinformować psora, że w rachunku chemicznym 2+2=4 mało kiedy oraz z dużą trudnością. Na przykład O2 + O2 = O4 dopiero pod ciśnieniem 20 GPa. (Dlatego czerwonego tlenu nie mamy ani grama, a bardzo by się przydał.)
      9. W programie nie pada żadna sugestia odnośnie tego, co należy robić. Nie ma też najmniejszego odniesienia do faktu zniszczenia przez Niemcy i Szwecję najbardziej proekologicznych elektrowni jądrowych. Biadoli się za to nieustannie nad polską energetyką węglową, przy jednoczesnym braku wzmianki o zużywających drastycznie więcej węgla niemieckiej i przeraźliwie więcej chińskiej. (W minionym roku Polska wydobyła 55 mln ton węgla, podczas gdy Chiny 4 miliardy, czyli 72,7 razy więcej.)
      10. Wracając do klimatu. Nikt nie ma pojęcia jak doszło do zaistnienia epok lodowcowych, ale zostało ustalone, że dochodziło do nich błyskawicznie – na przestrzeni 10-50 lat.
      11. Sam powyższy przykład dowodzi, że naukowe przewidywanie klimatu jest naukowe tylko z nazwy i przynajmniej na razie znajduje się w powijakach.
      12. Czysta matematyka, z którą psor ponoć nie ma problemów, dowodzi tego dużo dobitniej i rozwiewa nadzieje na przyszłość. (Zapoczątkowane przez Henriego Poincare badania nad chaosem.)

    2. Piotr+Ryka pisze:

      Słów kilka może skreślę tytułem uzupełniającego wyjaśnienia, żeby znowu nie było tak jak w przypadku kobiet, żebym nie został posądzony o wrogość pod adresem.

      Postawa proekologiczna i idące za nią rozsądne dążenia są jak najbardziej słuszne. Cały ambaras ze smrodzącymi silnikami i kopcącymi piecami nie jest jednakże winą społeczeństwa ani nie ponoszą zań głównej odpowiedzialności obecnie sprawujący władzę. Główna wina spada na tych, którzy dziesięciolecia temu wstrzymali postęp. Przekupieni przez koncerny naftowe i pod naciskiem zawodowych związków oraz resortów górniczych zgodzili się na sprowadzające się de facto do zaniechania spowolnienie badań nad kontrolowaną fuzją jądrową. Warto prześledzić prace nad nią, stanowią modelowy przykład tego „jak badać, żeby nie zbadać”. Gdyby w ośrodku Los Alamos takim stylem pracowano nad bombą jądrową, nie byłoby jej do dzisiaj. (Tymczasem powstała w dwa lata!) Identycznego stylu używano w pracach nad rozwojem silników innych niż spalające ropę. Albowiem po co one koncernom motoryzacyjnym i naftowym?

      Rozwiązania proponowane obecnie niestety są nieraz lekiem gorszym od choroby. Proponuje się auta elektryczne, a ja się pytam wraz z innymi: – Co będzie z recyklingiem baterii, a wcześniej skąd surowce na nie? W silnikach trzeba spalać coś innego niż benzynę, to jest jedyna droga.
      Z kolei w miejsce elektrowni węglowych (zamiast spaliny oczyszczać lepiej) proponuje się i realizuje ogromne połacie gęsto pozastawiane wiatrakami o łopatach rozpiętych na przeszło pięćdziesiąt metrów. A ja się pytam wraz z innymi: – Jak w takim środowisku mają przetrwać owady i ptaki?
      W Wikipedii jest długi passus poświęcony szkodliwości energetyki wiatrowej, warto go przestudiować. Ale o wiele jeszcze bardziej szalone jest proponowane przez Niemców i Skandynawów zastępowanie elektrowniami wiatrowymi i gazowymi jądrowych. De facto to się stało, a nie widziałem tłumu głupawo chichrających się młodzieniaszków, jak ci na filmie psora, „protestujących” przeciw temu. Widać to dla nich już za mądre, nikt im protestu nie podpowiedział. A przecież gdy analizować sprawę serio i dbać o ekologię faktycznie… Lecz nie podpowiedziano, ponieważ w ostatniej instancji (by użyć zwrotu Lenina), nie chodzi o żadną ekologię, tylko o napełnianie kabzy tym, co ekologiczną propagandą sterują. Przeciwko nim jestem na ostro, natomiast za samą ekologią – jak najbardziej.

  7. Leonidas pisze:

    „Jak w takim środowisku mają przetrwać owady i ptaki?”

    Ptaki skutecznie wybijamy bez wiatraków, zniknętych gatunków jest multum. A wymieranie owadów już fundujemy:
    https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C80688%2Cowady-wymieraja-ostrzegaja-naukowcy.html
    Przez chemię, pestycydy, rośliny zaprawiane od nasion nikotynidami, likwidację siedlisk, przerywanie szlaków wędrówek, generowaniem ocieplenia klimatu, albo ogólnie – mnożeniem się czlowieka i wprowadzanymi przez niego zmianami. Kolejne miliardy ludzi mogą nie zmieścić się na tej planecie, jeśli chcą zachodniego komfortu życia. Jak Chiny zaczęły się gwałtownie rozwijać, gwałtownie wzrosło tempo degradacji ekostytemów.

    Cóż, ostanio modny film „Nie patrz w górę” jest ciekawą, choć prostą próbą, pokazania problemu.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Aha, czyli dajemy logikę taką: skoro owady i ptaki i tak wybijamy na różne sposoby, to jak im generalnie dowalimy przy pomocy wiatraków, to będzie bez różnicy. Parafrazując: skoro już odmroziłem nos, to będzie bez różnicy jak sobie jeszcze odmrożę ręce.

  8. Mateusz pisze:

    Dla mnie Stealth to rozczarowanie roku, spodziewałem się petardy za 20k a dostałem mocno przecenione słuchawki grające po prostu nudno. Kolejny raz Dan Clark nie potrafi zrobić słuchawek bez dodawania czegokolwiek przed przetwornik. Zdecydowanie wolę Aeon 2 Noir tego samego producenta, dużo lepsza relacja cena/jakość.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Coś jakbyśmy rozmawiali o różnych słuchawkach. Faktem jest, że słuchałem Stealth głównie z Tonalium, a ich oryginalny ViVo jest spokojniejszy, ale słowo „nudny” w kontekście tych słuchawek by mi nie przyszło do głowy. Prędzej „dożarty” albo „ofensywny”. Do czego były podłączane?

  9. Piotr+Ryka pisze:

    No proszę! Rosja zaatakowała samą siebie i musiała na to odpowiedzieć z całą stanowczością. Widzicie? – tak też można. Patrzcie i uczcie się!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy