Recezja: Audiobyte hydra vox i hydra zap

   Tak głoszą napisy na dwóch częściach dzielonego przetwornika rumuńskiego Audiobyte, którego podstawowy przetwornik cyfrowo analogowy Black Dragon recenzowałem jeszcze w 2014-tym. Już samo to oznajmia, że firma nie jest debiutantem, liczy już parę latek i na rynku się utrzymała. W dodatku są to dwie firmy, a tak dokładniej dwie marki tego samego producenta.

Stoi w tej sprzed lat recenzji, że Audiobyte, poza tym że rumuńskie, jest firmą z ambicjami i nie pozbawioną osiągnięć. Że rozlokowało się w Suczawie, dawnej stolicy Mołdawii, mieście historycznym i stutysięcznym, i że ma na koncie już kilka urządzeń, o których powiada, że nie są w stylu „me too”, czyli tak zwanym klonem, ale rozwiązaniami w pełni autorskimi. I że, odnośnie tego produkcyjnego podwojenia, właściciel oraz główny w jednej osobie konstruktor – Nucu Jitariu – jest nie tylko szefem Audiobyte, ale także specjalizującego się w droższych rozwiązaniach Rockna Audio, a obie firmy proponują łącznie szeroki asortyment, obejmujący przetworniki, interfejsy, przedwzmacniacze, końcówki mocy, a nawet kable cyfrowe ze specjalnymi modułami dla redukcji jittera.

Odnośnie teraz faktu, że to recenzja przetwornika. Można powiedzieć „znowu”, bo co i rusz się tu przewijają przetworniki, słuchawki oraz wzmacniacze do nich. Lecz tak dyktuje samo życie, słuchawki wiodą prym. Kiedyś tylko w Japonii, gdzie przepierzenia mają z bibuły i głośnik dla sąsiada byłby jako ten wściekły pies, a teraz wzdłuż i w poprzek świata, który chwilowo stał się mniej mobilny, ale za chwilę będzie znowu. A ta mobilność to miliony przemieszczających się w słuchawkach, z czego by wynikało, że dźwięki współczesności dla uszu są niemiłe, więc lepiej ją przemierzać z własną muzyką w uszach. Sam tego nie praktykuję, to mi przeszkadza w myśleniu i w patrzeniu, ale pochodzę ze starej bajki i w świetle tego nieużywania należałoby spytać, dlaczego uchodzę za znawcę słuchawek. Niezależnie jednak od tego, dobrze czasami za coś uchodzić, chociaż czasami wręcz przeciwnie. Akurat uchodzenie za słuchawkowego guru jeszcze najgorsze nie jest, więc korzystając z niego będę i tu ich używał strojąc się w piórka eksperta, ale zanim do tego dojdzie, trzeba o samym przetworniku. 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy