Recenzja: Ultrasone Signature PURE

       Pośród zalewu słuchawek ekstremalnie drogich gubią się te najtańsze, ale nie tak w ogóle, tylko mniej o nich słychać w mediach. Ale przeciętny zakupowicz nie poszukuje takich za dziesiątki tysięcy, tylko za parę, paręnaście stówek; i ma w tej mierze wielki wybór, i przypuszczać należy, że zgodnie z supozycją Marksa ilość powinna przechodzić w jakość. Nie w odniesieniu do wszystkich, ale w palecie tylu powinny znaleźć się też jakieś przodujące jakością. Całego rynku nie badałem, to zupełnie niewykonalne, ale handlarze wiedzą swoje, wiedzą co sugerować. Wszystko przechodzi przez ich łapy i wiedzą co się sprzedaje, a ku mnie z tymi Ultrasone Signature PURE zwrócili się nie po to, żebym je wypromował, bo z ich sprzedażą nie ma problemu, tylko żebym fachowym uchem ocenił i opisał, co tak naprawdę przedstawiają. Ale jedynie pod warunkiem, że warto przy tym się zatrzymać, bo jeśli już na pierwszy strzał to nieco lepsza, lecz wciąż tandeta, to nie ma o czym pisać.

      No dobrze, przyniósł kurier niewielką paczkę z przedmiotem, o którym zaznaczono, że nigdy ani pisnął. Podpiąłem więc do dalekiego zaplecza, żeby sobie pograły, a kiedy już pograły, przyszła pora na uszy. Nie, odsyłania nie będzie, nie takiego bez sprawozdania. To rzeczywiście słuchawki warte wzmianki, bodaj paru linijek. Kosztujące bardzo przystępnie, zaledwie 800 złotych z tradycyjnie uciętym ogonkiem, w zależności od aktualnej promocji może nawet całym ogonem. Wówczas to będzie siedem stówek, ale zwykle jest osiem. Tak czy tak bardzo tanio na tle wariującej czołówki, a nawet spokojniejszego środka.

      Zacznijmy tradycyjnie, od przypomnienia o producencie. Przypomnienia, bo wiele słuchawek tej firmy było już branych pod lupę i jestem też stałym użytkownikiem limitowanych, rocznicowych Ultrasone Tribute 7. Ale to nieodmiennie były modele w najlepszym razie kosztujące średnio, najczęściej bardzo dużo. A te są po taniości.

     Wcześniej pisali o sobie, że Ultrasone powstało w 1991, a teraz, że w 1985. Tak czy tak twórcą Michael Koenig et consortes, siedzibą najpierw bawarskie Tudzing, obecnie leżące opodal Wielenbach. Zrazu produkcja niepozorna, taka na przeciętny użytek, dopiero w 2004 błysk supernowej w postaci modelu Edition7. Ta supernowa kosztowała słono, zwłaszcza jak na ówczesne czasy, lecz mimo to zrobiła światową karierę; bardzo na tematycznych forach było głośno i skakano sobie do oczu, czy są najlepsze na świecie. Wersja późniejsza, Edition9, była w zasadzie identyczna, ale już nielimitowana – różniąca się nieograniczoną dostępnością, inną kolorystyką, niższą ceną i mniej jakościowym okablowaniem. Limitowanie, tak nawiasem, to ulubiony sport Ultrasone; co rusz wyskakują z jakąś ofertą w limitowanej ilości. Lecz dużo ważniejsza od tego jest ich unikalna technologia S-Logic®, polegająca na niecentralnym ustawieniu przetwornika i zaawansowanej filtracji akustycznej dzięki metalowej nad nim przegrodzie z wieloma rozsianymi na niej w nieoczywisty sposób różnego kształtu otworami, z zadaniem formowania sceny na podobieństwo stereofonii głośnikowej, ale bez mieszania kanałów takiego jak u Crosszone, jedynie poprzez opóźnianie odbić od małżowiny usznej. Inną zaletą ochrona słuchu; wg zapewnień producenta bardzo głośne słuchanie w przypadku słuchawek z S-Logic® o 70% zmniejsza obciążenie bębenków słuchowych, redukuje też bardzo znacznie przenikanie pola magnetycznego do wnętrza głowy. No i bas. Sama firma o tym nie pisze, ale to jej S-Logic® sprawia, że słuchawki od Ultrasone mają niespotykane kwantum basu i wraz z nim całej tak zwanej potęgi brzmieniowej – orkiestra symfoniczna czy koncert rockowy w wydaniu słuchawek z S-Logic® to niezrównane przeżycia pod względem dawki energii.
      S-Logic® powstało na użytek słuchawek bardzo drogich, w momencie wchodzenia na rynek jednych z najdroższych na świecie. Ale teraz, po równo dwudziestu latach, znajdujemy jego trzecią już generację także u obecnie opisywanych, czyli jednych z najtańszych, kiedy brać pod uwagę słuchawki wokółuszne nie będące zupełną tandetą albo kolorową zabawką.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

18 komentarzy w “Recenzja: Ultrasone Signature PURE

  1. Alucard pisze:

    Rak czytam i mysle ze chyba teraz jestes bardzidj skory do przestestowania Ultrasone Master i pewnie teraz juz mozesz uwierzyc ze moga byc lepsze niz T7. w koncu sami tak powiedzieli. Jesli by tak bylo, tym bardziej dla nich brawo. Ja po przygodzie z PRO 900i jestem sceptyczny wobec tej marki ale moze dam im jeszcze jedna szanse. Poki co zdaje sie na Twoje recenzje, chociaz byc moze uda mi sie czegos posluchac we Wroclawiu.

  2. Duke of Straconka pisze:

    Dzień dobry, czy któreś z recenzowanych tu słuchawek nadają się podróż i do np. samolotu ? Idea stacjonarnego, wybitnego brzmienia jest dla mnie zrozumiała, ale czy jest jakiś złoty środek pomiędzy słuchawkami …. Hmmm… nazwijmy się “popularnymi “ jak JBL, Bang&Olufsen, Focal Bathys , a takimi które oferują spektakularne brzmienie , ale się nie składają , mają sztywny kabel itp? Dziękuję

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Jak chodzi o latanie samolotem, to idea słuchawek marki Crosszone powzięta została przez ich twórcę właśnie podczas lotniczych wojaży. Zapewne więc to one powinny się nadawać, modele firmy obejmują trzy przedziały cenowe. Ale najdroższe są skierowane wyłącznie do bardzo mocnych wzmacniaczy, pozostają dwa niższe.

  3. Alucard pisze:

    Słuchawki Ultrasone Signature Pure staly sie moja wlasnoscia.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Mojego syna też.

  4. Alucard pisze:

    W takim razie gratuluję sobie i jemu. Teraz przed nami wygrzewanie. Ultrasone rekomenduje 72 godziny 🙂 Cóż, trudno. Odzwyczaiłem się od takiego klasycznego wygrzewania użytkując planary. Ale z tego co słyszę to mogę słuchać ich z pudełka. Super grają za te pieniądze. Wyrwałem nówkę zapakowaną fabrycznie za 679zł 😀

    1. Piotr+Ryka pisze:

      No to pogratulować biegłości zakupowej.

  5. Alucard pisze:

    Wygrzewam te słuchawki od paru dni i już stały się moimi ulubionymi ze wszystkich które mam, ze względu na to jak grają elektronikę. A mam przecież Finale D8000, Pioneery Master i Fiio FT5 oprócz tych Pure. Są niezastąpione w basowych szarżach. Szkoda że PRO900i ostatecznie popsuły brzmienie w miarę jak nabierały godzin, ale wygląda na to że tym to nie grozi. Świetnie dostrojona góra pasma względem niskich składowych, pozwala grać każdą agresywną łupaninę na dużym poziomie głośności. Żeby za 7 stów udało się zaproponować takie słuchawki to aż dziw bierze. Nie sposób ich nie kochać. Jeśli trafią w odpowiednią muzykę i w pewne gusta to po prostu miazga. Zastanawiam się jak będą brzmiały Signature Master mk2.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      To siedem stów prawdopodobnie oznacza, że prędko znikną z rynku, dzieląc los NightHawk i NigntOwl.

      1. Alucard pisze:

        Nie pomyślałem o tym ale tak, dosłownie na pewno tak będzie. Ogólnie jest tak że słuchawki od nich dość szybko ostatnio znikają. Wyrzucili wszystkie swoje niższe serie, choćby te PRO 900 które były ponad 10 lat w dwóch odsłonach. Dobrze że przynajmniej mamy wciąż np takie Audeze LCD2 które dobrze napędzone praktycznie niczym nie ustępują tym wszystkim hi endom, no ale to już nie 7 stów. Spieszmy się kochać świetne słuchawki w niskich cenach, tak szybko odchodzą…

        1. Piotr+Ryka pisze:

          Z moich doświadczeń wynika, że nawet najlepiej zaopiekowane Audeze LCD-2 nie dorównują LCD-3 i LCD-4, choć grać potrafią z rozmachem, muzykalnie i wciągająco.

          1. Alucard pisze:

            No dla mnie to najwazniejsze czynniki wiec te Audeze z TT2 czy z DAVEa graly mi super 😀 po prostu duzy nasycony dzwiek o ogolnie ogromnej skali, ze swietna barwa i dajace taka radosc z sluchania. Nic w tym dziweku nie skrzypialo, nie bylo nachalne. solitaire P byly lepsze na tym sluchaniu i generalnie mialy podobny styl jesli chodzi o prezentacje calosciowo, ale LCD2 to moze z 4500zl po jakichs tam targach a Solitaire P ciezko powiedziec. Ponizej 20 000zl raczej bez szans.

          2. Piotr+Ryka pisze:

            Tak, to ważne czynniki, ale całkiem niedawno znajomy porównywał u mnie swoje LCD-2 z przymierzanymi do nabycia LCD-3 i przewaga tych ostatnich w mierze całościowego obrazowania muzyki była zupełnie oczywista.

  6. Alucard pisze:

    Ja też tak to dobieram, LCD3 generalnie w takich bezwzględnych audiofilskich kategoriach są lepsze, aczkolwiek ja słyszałem je ostatnio z Lucarto HPA Songolo 300B w siedzibie firmy na odsłuchu. W sensie u Łukasza w domu. Bardzo dobry dźwięk ale równie dobrze mógłbym słuchać na zestawie na którym słuchałem w MP3Store Wrocław – na Chordzie Hugo TT2 bądź DAVE. Z czym że to właśnie były LCD2 we Wrocławiu z Chordami. Dwójki grały trochę mniej trójwymiarowo niż trójki ale kreowały z Chordów świetną ścianę dźwięku. TT2 świetnie obciążał i wyrównywał przekaz, za to DAVE ma niespotykaną dopaloną barwę i intensyfikację brzmienia. Tak szczerze mówiąc to wzmacniacze pokładowe TT2 i DAVE, w szczególności tego drugiego flagowego, podobały mi się bardziej niż Woo Audio WA23 Luna który grał trójwymiarowo i w skupiony sposób, jednak miał małą energię brzmienia i był taki trochę jakby bez życia, bez właściwego wypełnienia, obciążenia. Wolę też mojego Anni za 4500zł ponad tego Woo Audio za 55 000zł.

    Z Audeze to myślę byłoby tak, że wybór zależałby ostatecznie z czym by to było parowane. Ogólnie LCD2 chyba pokazały po prostu większy dźwięk, bardziej na mnie. Przynajmniej te nowe wypusty, bo była to wersja co najmniej 2021 rok. Ale powiem tylko że jakbym miał teraz luźną kasę i nie odkładał sobie na nowe mieszkanie, to kupiłbym od razu tego DAVEa. Dostaje się gratis jeden z najlepszych wzmacniaczy do słuchawek jakie są dostępne. Jego jedyny mankament to relatywnie mała moc i nie pociągnie czy Susvar lub czegoś w tym stylu, ale poradzi sobie z każdymi normalnymi słuchawkami nasycając je ekstremalnie rzadko spotykaną barwą i energią. Być może pociągnąłby by nawet nowe Abyssy, te z większą skutecznością. Poradził sobie z nowymi HEDDphone 2, aczkolwiek akurat te wolałbym zdecydowanie z Hugo TT2. Apropo nowych HEDDphone2, to są praktycznie zupełnie przezroczyste, podobnie zresztą jak te pierwsze.

  7. Sławek pisze:

    Jak tak chwalicie, to właśnie sobie zamówiłem w MediaExpert za 649 zł, za 2 dni mają być.
    Popróbuję, dodam tylko że słuchaweczki maciupeńkie Marshall Major IV 499 zł też ładnie grają przez blutusia z telewizorkiem, Netflixa da się fajnie oglądać a i kabelkiem do lapka można pod YouTube.
    Co do Ultrasone, to zawsze można można potraktować jako lokatę kapitału, albo oddać córce lub synowi.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      I to jest konkret. Ciekawe czy wyniknie z niego aplauz czy rozczarowanie.

  8. Alucard pisze:

    z ewentualnym stwierdzeniem czy bedzie aplauz czy rozczarowanie kazdemu nowemu wlascicielowi radzilbym poczekac az troche pograja. Te sluchawki po staroswiecku po prostu sie wygrzewaja, zmieniaja sie dosc mocno. ultrasone zaleca okolo 3 doby.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy