Recenzja: Stax SR-009S

Technologiczny awantaż

Pudełko się nie zmieniło, wzmacniacz dedykowany też.

   Ograniczony zasięg oczekiwań ma mocną podbudowę, ponieważ model „S” nie stanowi samoistnego osiągnięcia, pozostając jedynie tuningiem wprowadzonego na rynek w 2013-tym poprzedniego flagowca bez „S” w sygnaturze (Stax SR-009); który na dodatek wciąż jest produkowany i o którym sam producent powiada, że nie należy go uważać za gorszy, a tylko za z inną sygnaturą brzmienia. No, może jednak troszeczkę, ale się tego wprost nie mówi; niemniej ilość naniesionych poprawek i pochwał z nimi związanych, jak równie nieco wyższa cena, każą przyglądającym się sprawie przypuszczać, iż poprawione muszą być lepsze.

O co w poprawkach tych szło? Jedna wydaje się oczywista i trochę dziwne, że teraz dopiero wdrożona. Otóż pierwotna SR-Ω, którą śmiało możemy uznać za pierwowzór obu flagowców współczesnych – i to technicznie naprawdę bliski – miała elektrody napędzające diafragmę (tak się dzieje w słuchawkach elektrostatycznych – obywa bez cewek i magnesów) pokryte wysokiej próby złotem. To złoto było nawet widoczne, prześwitywało przez boczne osłony. I teraz możemy w materiałach technicznych odnoszonych do nowych „S” przeczytać, że złoto pozwala minimalizować rezonanse na powleczonych nim supercienkich elektrodach, co na dźwięk zbawczo wpływa. No ba – jasna sprawa, to się przecież dało usłyszeć! Elegancja płynięcia dźwięku w SR-Ω i obszar generowanej przez nie sceny były lepsze i większe. Nie detaliczność i nie dynamika, ale muzykalność i holografia z pewnością. Z tego też względu pozwoliłem sobie, pisząc w 2013 tych powtórzeniowych SR-009 recenzję, wyrazić lekkie zdumienie brakiem złoceń na elektrodach, artykułując wewnętrzne przekonanie o nie bez racji ich użyciu w technicznym pierwowzorze. Wobec wspomnianych słabszych osiągów odnośnie kultury brzmienia i sceny wydawało się to nie czym innym jak ustępstwem na rzecz oszczędności, i wedle wszelkiego prawdopodobieństwa nim było. Pięć lat musiało upłynąć (debiut tytułowych Stax SR-009S to drugi kwartał zeszłego roku), by oszczędności tych zaniechano w modelu udoskonalonym.

Druga poprawka tyczy samego kształtu wielowarstwowych elektrod, określanych techniczną nazwą MLER (Multi-Layer-Elect-Rords). Ściśle biorąc chodzi o dokładność obróbki oczek siatki (zarówno tych malutkich na obszarze zasadniczym, jak i większych okalających), co osiągnięte zostało drogą udoskonalenia procesu wytrawiania i szlifowania końcowego, znajdując odzwierciedlenie zarówno w nazewnictwie (jako obecnie MLER 2), jak i przede wszystkim w charakterystyce dźwięku, napotykającego teraz na mniejszy opór podczas przepływu. Efektem przyrost szybkości propagacji i jednocześnie klarowności, przy równoczesnej poprawie detaliczności, jakości teksturowania i całościowej gładkości, a na dodatek – co nie mniej ważne – większa biegłość w prawidłowym modelowaniu transjentów, czyli chaotycznych wzbudzeń inicjujących oraz tracących już postać ustaloną drgań końcowych, decydujących w obu przypadkach o całościowym odbiorze dźwięku, zwłaszcza o stopniu swoistości.

Pianki więc takie same.

Prócz wygładzenia krawędzi otworów zmodyfikowano też elektrodom nieznacznie kształt całościowy (znów mając na uwadze redukcję rezonansów i poprawę spójności dźwięku); zmiany dotknęły także membran, które stały się lżejsze i cieńsze, a przy okazji uszlachetniono okablowanie, mające teraz przewody ze srebrzonej miedzi jeszcze wyższej jakości. (Nie wiem tego na pewno, ale padły takie sugestie.)

Suma popraw więc spora, aczkolwiek z zewnątrz jedynym ich przejawem pozostaje znów prześwitujące przez boczne siatki miłe oczom i ponoć także uszom złocenie elektrod. W odróżnieniu od wcześniejszego modelu flagowego Stax SR-007 (tzw. Omega II z 1998) widać też zastosowane po raz pierwszy u SR-Ω rusztowanie wzmacniające o sześciu promienistych szprosach, co natomiast się nie zmieniło i wciąż różni dawną SR-Omegę od SR-009 i SR-009S, to surowiec korpusu; u dawnej w całości z magnezowego stopu, u obu następców z aluminium. I nie bójmy się tego głośno powiedzieć: magnez potrafi lepiej eliminować rezonans. Trudniejszy w obróbce i droższy, spotykany w konsekwencji jako tworzywo dużych elementów rzadko; a przypomnijmy, że szarpnięcie się na szczytowe SR-Ω przypłacił Stax krótkotrwałym bankructwem. Zbyt sławny był aby upaść, toteż dzięki zewnętrznemu wsparciu się błyskawicznie pozbierał, ale do produkcji najdroższych w ofercie SR-Omegi i dedykowanego im dzielonego wzmacniacza T2 już nie wrócono.

Ponieważ od recenzji wyjściowych Stax SR-009 minęło blisko sześć lat, trzeba choć krótko powtórzyć całościowy opis.

Słuchawki są duże i pojemne – z dużymi muszlami i obszernymi padami o sporej głębokości. Mimo to – dzięki otwartej konstrukcji, lekkim aluminiowym muszlom i jeszcze lżejszemu pałąkowi z tworzywa, ważą nie dużo a średnio – dokładnie 450 gramów. Średnica tych dużych muszli, które są dokładnie okrągłe, mierzy 10,5 cm, a więc tyle co u największych. W połączeniu z niezbyt szerokim wewnętrznym rantem mięciutkich i mięsistych padów obszytych na obszarze kontaktu z głową naturalną skórką jagnięcą, daje to wybitną, wręcz rozkoszną wygodę, co u Staksa w modelach szczytowych jest normą. Pady są przy tym profilowane i jak zawsze w takich razach wypiętrzające się z tyłu, dzięki czemu zbędne okazują się obszerne wywody producenta tyczące rozpoznawania stron. (Odnośne oznakowania znajdują się też na wtykach kabla.)

Ale słuchawki już nie.

Aluminiowe pierścienie nausznic i aluminiowe chwytaki pałąka zostały mistrzowsko obrobione, częstując patrzącego matowym srebrem na bokach i połyskiem zewnętrznej obwiedni. Sam pałąk to wysokogatunkowe tworzywo z podwieszoną skórzaną opaską – rozwiązanie chyba ze wszystkich najwygodniejsze, chociaż zwiększające widoczność słuchawek. Muszle są ruchome we wszystkich płaszczyznach, a skokową regulację pionową umieszczono nietypowo po stronie wewnętrznej, co znakomicie sprawdziło się już u poprzednich bez „S”. (Żadnych problemów z przekalibrowaniem i samoczynnego opadania.) Kabel to tradycyjnie płaska taśma – czarna, giętka, mocna i lekka – we wnętrzu oparta o sześć żył ze srebrzonej miedzi czystości 6N. Maskownice zewnętrzne to cieniutka czarna siateczka, przez której mgiełkę dumnie prześwitują złocone elektrody wzmacniane złoconymi szprosami.

Słuchawki dostajemy w dużej drewnianej kasecie w odcieniu lśniąca wiśnia – bardzo starannie wykonanej, ale raz jeszcze przychodzi napisać, że mniejsza i równie elegancka metalowa, w jakiej dostarczano Stax SR-007 (SR-Omega II), była znacznie bardziej praktyczna i przyjemniejsza w użyciu.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

25 komentarzy w “Recenzja: Stax SR-009S

  1. Patryk pisze:

    Dziekuje za recenzje. Wlsanie przeczytalem! Znam tylko starsze SR009. Dlugo rozmyslalem nad zakupem i decyzja zakupu wymarzonych sluchawek pomiedzy „SR009 & Final Sonorous X” Wybralem Final X, ale to pan juz wie.

    Jak porownalby pan Sonorousy X do tych nowych 009S?

    1. Piotr Ryka pisze:

      To pytanie skomplikowane, bo uzależnione od subiektywnych preferencji, toru i przeznaczenia. SR-009S nie nadają się do zastosowań przenośnych, a w torze przy komputerze mogą się okazać zbyt szeleszczące, zarówno z uwagi na jakość internetowych plików, jak i ewentualne niedostatki przetwornika plus dedykowany im wzmacniacz samego Staksa. Ogólnie biorąc są trudne – trudniejsze od Sonorous X. W zamian dają większą przejrzystość i jeszcze więcej szczegółów, których obecność w pełni wykazuje swe zalety dopiero przy ekstremalnym, straszliwie drogim torze. I jeszcze taka różnica, że w ich przypadku muzyka sprawia wrażenie do pewnego stopnia całej przeźroczystej, pozbawionej nieprzeziernych powierzchni. (Nie do końca to prawda, ale można odnieść takie wrażenie.) To może się podobać albo nie – zależy co się lubi. Planary i dynamiki są konkretniejsze, elektrostaty bardziej ezoteryczne. W sumie to banał, wszyscy to wiedzą. Ale kiedy przychodzi co do czego, to różnice mogą zaskakiwać – okazują się duże. I może jeszcze to, że za Sonorous przemawia z kolei większa różnorodność brzmieniowa. Tak jakby w ich muzyce było więcej kształtów i materiałów tworzących, a u SR-009S wszystkie dźwięki są bardziej podobne, bardziej tej samej natury. I jeszcze może, że Staksy robią większe wrażenie w pierwszej chwili, a potem ich niedociągnięcia bez takiego potwornie drogiego toru zaczynają się dawać we znaki i zaczyna narastać chęć odejścia do dynamików albo planarów. W sumie więc – jak mówiłem – sytuacja skomplikowana, niejednoznaczna, do subiektywnej oceny.

  2. Patryk pisze:

    Dziekuje bardzo za odpowiedz. Trudno to wszystko opisac,a ekstremalnie drogi tor to juz calkiem inna sprawa i tylko dla bogaczy.

    Wedlug mnie Sonorousy X wymagaja koncentracji i jednocześnie bardzo odprężaja.
    Wydaja z siebie ogromne, niesamowite szczegóły, a wedlug pana nowe Staxy nawet jeszcze wiecej! To mogloby byc nawet za duzo , kiedy nie beda podlaczone do bardzo drogiego toru.

    Bardzo głębokie zanurzenie w muzyce to rzecz, ktora Sonorousy potrafia bardzo dobrze. Rzecz, ktorej szukalem dlugo.
    Ich niesamowita dynamika to takze ich sila i przewaga nad innymi.

    Staxy wymagaja wiec ekstremalnych waronkow, co jest dla wielu osob nie realne.

    Pozdrawiam bardzo.

    Patryk.

  3. Dziadek pisze:

    Nie jestem sluchawkowcem,na AVS założyłem je na 5 min. i o mało nie spadłem z krzesła. Trzeba przyznać rewelacja.

    1. Andrzej pisze:

      Trzeba wziąć też pod uwage, że zregóły (nie wiem jak w tym roku) na AVS Staxy grają z wybitnym DACiem Jadis, co pewnie ma wpływ na całościową prezentację. Nie zmienia to faktu, że Staxy sa bardzo dobre 😉

  4. miroslaw frackowiak pisze:

    Jestem na biezaco z wszystkimi nowosciami sluchawkowymi,bo w Londynie nie ma problemu z odsluchami,akurat tych sluchawek nie sluchalem ,ale lada chwila bedzie okazja.Jak do tej pory nic lepiej nie gralo u mie od K-1000 ale moj tor odsluchowy calkowicie przeszedl na analog,tak ze gramofon,wzm lampowy,wysokoskuteczne kolumny i teraz doszedl jeden z bylych najlepszych magnetofonow szpulowych na swiecie czyli Pioneer RT-707 to wszystko ma tez duzy wplyw na piekne i barwne granie.
    Posiadam tez DAC tak ze cyfra nie jest mi obca,ale od kiedy anagowe jest granie to juz absolutnie nie chce sie sluchac cyfry…

  5. miroslaw frackowiak pisze:

    Dodam tylko ze jedyne sluchawki ktore mnie jeszcze interesuja to Sony MDR-R10 i moze kiedys uda sie ich posluchac i jak bedzie dobra okazja kupic…

  6. Tadeusz pisze:

    Mirek ale co ta cyfra ma do słuchawek ? Słuchawki to przecież takie mini głośniki .. . …. … analogowe

    1. miroslaw frackowiak pisze:

      Ma bardzo duzo,wspomnial o tym sam Piotr.R otwarzacze cyfrowe czy z plyty(CD) czy plikow(DAC) to calkiem inne granie niz z nosnikow analogowych,nie mowimy o glosnikach ani sluchawkach.

      1. Tadeusz pisze:

        Czyli chodziło Tobie o żródło analogowe ? Ale nie nosisz chyba ze sobą gramofonu ani magnetofonu na te pokazy/wystawy słuchawkowe ?

  7. Patryk pisze:

    A zna pan Piotr moze tego malego STAXa SRM-D50? Kolega sluchal (posiada sam Utopie) razem z SR009S i byl pod wrazeniem.
    To bylaby duzo tansza opcja dla ludzi, ktorzy mysla nad zakupem SR009S.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie, nie znam. Wrócił natomiast na chwilę wzmacniacz Trilogy H1 i z nim jest o wiele łatwiej. Postaram się coś więcej napisać, taką minirecenzję.

  8. Alucard pisze:

    Znaczy wciąż niedomagają na basie? Jakieś elektrostaty są w ogóle ogarnąć dół pasma jak nalezy? Mamy 2019 rok i naprawdę nie można zrobić dobrych słuchawek o takiej przejrzystości i rozdzielczości jak SR009 czy Utopia ale z realnym dołem pasma jak D8000. Ten problem w ogóle kiedyś zostanie rozwiązany?

    1. Piotr Ryka pisze:

      1.) Ogarniają, tylko potrzeba do tego bardzo drogiego wzmacniacza. Nie wiem czy starcza dzielony Woo Audio, ale mój zestaw z dopasowującym iESL wystarcza z pewnością. Przy komputerze dobrze radzi sobie też wzmacniacz Trilogy H1, zwłaszcza gdy położyć na nim czarny kryształ kwarcu od Acoustic Revive. (Voodoo, ale działa.) Wzmacniacz T8000 też sobie radzi, tyle że potrzebuje odpowiedniego super przetwornika.

      2.) Nie ma, nie było i pewnie nigdy nie będzie słuchawek potrafiących w całości oddać wrażenia obecne przy słuchaniu prawdziwej perkusji czy orkiestrowych kotłów albo organów.

      3.) We własnym, dedykowanym torze znakomicie operuje basem Sennheiser Orpheus.

  9. n pisze:

    Nie, fizyki nie oszukasz. Tutaj musiałaby podziałać jakaś magia DSP. Z elektrostatów nie będziesz miał potężnego basu, ale dobry może być. U Staxa „problemem” jest to jak oni naprężają membrany, ale oni raczej tego nie uważają za problem, bo taka jest ich wizja i raczej oczywiste jest, że o tym wiedzą. Sennheiser robił to inaczej, do tego strojenie było inne i efekt już mamy różny. Do tego jeszcze kluczowy jest tor.

  10. n pisze:

    Dodam jeszcze jedną rzecz. Japonia jest znana z tego, że dąży do perfekcji. Bardzo często w ich projektach można zauważyć, że poświęcają oni słabą stronę czegoś, aby pozostałe mocne strony były wyciśnięte jak się da. Stax dalej twierdzi, że 009 są ideałem i moim zdaniem ciężko z tym się kłócić, bo może i mają rację, ale nie każdego stać na tor typu SRM-T2 + Accuphase, aby przyjemnie ich się słuchało. Sennheiser raczej celował w coś uniwersalnego, ale być może to Staxy są z technicznego względu bardziej doskonałe?

    Podobną sytuację mamy ze starymi planarami Yamahy i nowymi od Finala. Te pierwsze dla niektórych były zamulone i grały odmiennym stylem w swoim świecie z małą sceną, ale za to oferowały nasycenie i masę, którą ciężko było znaleźć gdzie indziej. Finale mają podobny przetwornik, ale kilka rzeczy odchodzi już od pierwotnej wizji. Inaczej zaprojektowane pady, tłumienie i budowanie sceny dźwiękowej. Final specjalizował się w budowaniu kolumn tubowych więc pewnie jest coś na rzeczy. Tłumienie w prawdzie Yamahom by pomogło, ale co do reszty to nie jestem pewien. Jak się nie cofnie średnicy w paśmie planarom to one nie błyszczą scenicznie, może nie powinno się ich zmuszać do tego na siłę. Biorąc pod uwagę pomiary D8000, gdzie się wyciąga górę maksymalnie ile się da to tutaj już totalnie odchodzimy od starej szkoły myślenia. Pewnie ze względu, że klienci narzekają na detal względem konkurencji, a cena wysoka. Może lepiej, żeby zaprojektowali jakiś wzmacniacz, a nie wystawiali się z Cayinem na 300B.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Sennheiser Orpheus sprawia lepsze wrażenie od najlepszego systemu Staksa (SR-Omega+T2) w sensie całościowym. Jednak staksowski system buduje bardziej baśniową scenę i operuje delikatniejszymi, niemniej realistycznymi brzmieniami. Co do tego można dodać, to to, że Japończycy nie przepadają za mocnym basem. Słyszą inaczej od nas i basu im nie brakuje. Stąd awanturowanie się białych ludzi o bas w R10 i u Staksa.

      1. n pisze:

        Nie mogę się do końca z tobą zgodzić Piotrze. Wprawdzie Japonia też kojarzy mi się z takim graniem, ale w sumie ktoś mógłby nas posądzić o gadanie bzdur, bo takie marki jak Accuphase, Reimyo, Yamaha, Fostex, JVC, Sansui temu przeczą. Stax nie zmienił swojego stylu od 80 lat więc to po prostu jeden ze smaków do wyboru. Sądząc po wyborze strojenia nowego flagowca Sony to jednak muszą lubić tam bas, a R10 to były inne czasy, gdzie w Europie też produkowano lekkie na basie dynamiki. Wtedy w modzie był „diffuse field” tuning. W średniej klasie dopiero HD580 to odwróciły, które obudowę odziedziczyły od Orfeusza.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Myślę, że spór jest nierozstrzygalny – każda strona ma argumenty. Na przykład orto Yamahy z końca lat 70-tych to mega bas, albo sławne z basu Auio-Technica L3000. Ale spokojnie możemy przyjąć, że rynek japoński dużo łatwiej wchłania słuchawki mało basowe od amerykańskiego czy europejskiego. Opinię o gustach Japończyków znam od nich samych.

  11. Patryk pisze:

    „Słyszą inaczej od nas i basu im nie brakuje”

    Przy Final Sonorousach X niektorzy mowia, ze ma za duzo basu, a ja tego tak nie widze. Bas jest dobrany fantastycznie. Kontrabas ma bardzo dobre zejscie i jest sluchy, potezny i prawdziwy. Czyzby zrobili wspanialy bas dla nas z „europy” – w to nie uwierze.
    Ciekawy jak Pan Piotr na ten temat mysli porownujac 009S i Sonorousy X.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Moc basu od mniejszej do większej idzie przykładowo linią: Stax SR-009S, Sonorous X, Final D8000, Ultrasone Tribute 7. Co do gustu Japończyków, to wyraziłem zdanie w poprzednim poście. Przykład Sony R10 jest tutaj charakterystyczny: te z początku produkcji miały słabszy bas i Ameryka z Europą protestowały o wiele głośniej niż Japonia. A po jego wzmocnieniu to im go wciąż brakowało. Producenci, tak nawiasem , wiedzą o tym i czasem to uwzględniają. Wspominał o tym szef marketingu iFi, który jest pół Japończykiem. Ale gusta oczywiście różne są wszędzie, a firm robiących słuchawki i lekkie basowo, i ciężkie nie brak. Choćby HiFiMAN czy Audio-Technica.

  12. Ductus pisze:

    Znakomicie trafiająca w punkt recenzja, Piotrze. Wiele spostrzeżeń, które pokrywają się z moimi. Wypowiem się jedynie co do dwu kwestii: 1) Jasne, że każdy odsłuch jest limitowany użytym sprzętem, ale też materiałem dźwiękowym. Dobrze mieć nośnik/-niki z tym samym materiałem i wierzę, że takie same identyczne kryteria stosujesz przy porównaniach. Co do ifi pro iesl i ich zastosowania z Twoimi wzmacniaczami, to jestem przekonany, że nie gorzej byłoby z podmianą tamtego energisera na LST TS. Naturalnie, przy spełnionych identycznych warunkach odsłuchu. 2) Ale, jeżeli chcemy sprawdzić czy można jeszcze wyżej ustawić poprzeczkę, to może należy wziąć pod uwagę Twoją bardzo interesującą propozycję wynajęcia pomieszczenia na AVS, gdzie możnaby na jednym miejscu zaprezentować ze trzy wzmocnienia (integrę, dzielonki w różnych przedziałach cenowych)do ifi i do LST (można też wziąć WOO WEE). Oraz ze dwa, trzy wzmacniacze oryginalne Staxa (np.T8000, T1S, 727). Plus 009, 009S, 007, stary Orfeusz (poświęcę swojego, zagra z LST). Nic też przeciwko porównaniom z najlepszymi magneplanarami. Niespecjalnie wielkim nakładem musi to się odbyć, a klub zainteresowanych mógłby zrzucić się na przynajmniej częściowe pokrycie kosztów. Obecnie kupiłem fenomenalną końcówkę zgrywającą się chyba idealnie z pre Accuphase. O tym wkrótce na wątku w AH. Pozdrawiam – Stefan.

    1. Piotr Ryka pisze:

      LST z pewnością nie byłby słabszy. Jego granie z SR-009 i końcówkami mocy Resteka było prawdziwym popisem. Natomiast zorganizowanie wzmiankowanego porównania na AVS już nie do mnie należy. Ewentualnie mogę dostarczyć AKG i wzmacniacze, reszta w cudzych rękach.

  13. Ductus pisze:

    Za pomysł i propozycję bardzo dziękuję. Wydaje mi się, że tego typu porównaniami jest parę osób na tyle zainteresowanych, że zgłoszą się do pomocy. Sam mogę parę rzeczy załatwić, też organizacyjnie. Jednak może o tym dalej na AH.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy