Recenzja: SMSL VMV A2

   Wzmacniacz zintegrowany raz jeszcze – tym razem tani. No, może raczej niedrogi, bowiem nie aż groszowy. Ale pięć tysięcy z kawałkiem za wyrzucający z siebie aż 2 x 200 W, a jeszcze gdy producent się puszy, że jest to wyrób high-endowy, to drogi faktycznie nie.

Producenta już znamy, to VMV Technology S.M.S.L, czyli poczynając od 2013 roku wydzielony jako osobne przedsiębiorstwo oddział ulokowanej w Shenzhen, założonej w 2009 roku Foshan ShuangMuSanLin Technology Co., Ltd. – oddział odpowiedzialny za produkcję i dystrybucję przetworników oraz wzmacniaczy. Mający 33 przedstawicielstwa w samych Chinach oraz wiele rozsianych po świecie – od Japonii, przez Polskę i Niemicy, po Portugalię i powrotnie Singapur. Oddział zatrudniający dziesięciu inżynierów (a takie iFi jednego) i mający stertę certyfikatów, na które uczciwie zapracował.

Zrazu zdawało się, że S.M.S.L to twórca technologii dla słuchawek obsługujących pliki, jako że pierwsze ich urządzenia to przetworniki cyfrowo-analogowe i słuchawkowe wzmacniacze. Ale na tym nie poprzestali, powstał też wzmacniacz kolumnowy. Którego nie tylko cena, ale i wygląd są mylące, ponieważ urządzenie jest małe – a nie tylko że małe, to jeszcze na dodatek z ekranem, na którym mogą się wyświetlać nietypowe różności. Bo chociaż przyzwyczaiły nas zintegrowane wzmacniacze nierzadko mieć ekrany, na których wyświetla się to i owo, albo chociaż siła wzmocnienia, ale bardzo nieczęsto się zdarza, żeby to był taki ekran, do którego przyzwyczaiły nas współczesne przetworniki. A właśnie taki tutaj jest, towarzysząc małemu urządzeniu, które okazuje się mocnym wzmacniaczem.

Technologia i wygląd

Mały wzmacniacz, a mocny.

   Urządzenie posiada rozmiar 280 x 43 x 255 mm, czyli jest rzeczywiście niewielkie. Kiedy dorzucić wagę zaledwie 2,6 kg, ktokolwiek znający się cokolwiek na technologiach wzmacniania sygnału wyczuje pismo nosem i powie, że to wzmocnienie w klasie D. I nie popełni błędu, lecz pozostanie kwestia – co te wzmacniacze są warte? Sam tego nie wiedziałem, dopóki nie posłuchałem takich od TR-Studio, i teraz wiem, że mogą być nie tylko dobre, ale wręcz stricte high-endowe. Tamte to jednak inny przedział cenowy i inny przedział mocy (monofoniczne końcówki po 1000 W każda), a tu będziemy próbowali tego, co taki wzmacniacz zintegrowany może zdziałać „dla ludzi”.  

Skoro zaczęliśmy od wyglądu, dokończmy jego sprawy. Pudełko o wskazanych wymiarach jest całe czarne i z aluminium. Aluminiowość gwarantuje mu zwiększoną sztywność, zmniejszoną masę i podwyższone parametry nieprzenikalności pól magnetycznych, a więc same korzystne rzeczy. Na rzecz kolejną – redukcję wibracji – pracują umieszczone pod spodem wkręcane kolce z dołączonymi podkładkami. Na rzecz wygody obsługowej pracuje zaś niewielki, płaski, aluminiowy pilot z regulacją wejść oraz głośności. A na przyjemność obcowania oraz tytułem obsługi z poziomu panelu przedniego umieszczono wspomniany ekranik LCD oraz wielofunkcyjne pokrętło. Ekranik jest przesunięty na prawo, zaraz za osią pionową, a pokrętło całkiem po prawej. Wyposażone w przycisk centralny i obrotową obwiednię umożliwia wszystkie czynności, które łączymy z takim pokrętłem. Przez naciśnięcie wchodzimy w pole zakładek, których menu ma aż dziewięć, a pozwalają one oprócz wyboru wejścia wybrać min. predefiniowany equalizer oraz niezależnie o niego podbijać skraje pasma. Pozwalają też ściemniać lub całkiem wygasić ekran, a spoza menu można wybrać wejście także przyciskami obok ekranu.

Zaskakująco lekki i zaskakująco tani.

Najlepsze z tego wszystkiego, oprócz ewentualnej jakości wzmocnienia, jest wbudowanie przetwornika, dzięki któremu poza tradycyjnym wejściem liniowym na bazie łączy RCA mamy też komplet wejść cyfrowych – USB, optyczne i nawet AES/EBU. Urządzenie jest zatem samowystarczalne w sensie obsługi komputera – jedyne, czego może brakować, to wbudowanego wzmacniacza słuchawkowego. Tego nie ma, są same dobrze obsłużone zaciskami od WBT cztery przyłącza głośnikowe. Oprócz nich oraz gniazd cyfrowych plus jeden komplet RCA, z tyłu tradycyjne gniazdo prądowe z zapadkowym włącznikiem. Czynność włącz/wyłącz można także obsłużyć długim naciśnięciem na środek pokrętła z przodu, i dwie jeszcze inne rzeczy się dzieją – z tyłu mamy antenkę Bluetooth, a na spodzie malutki, bezgłośny wiatraczek. Bluetooth można aktywować w menu lub z pilota, a sam producent zachwala swe urządzenie w następujących punktach:

  • Najnowszy układ DSP oraz układ wzmacniacza ST o wysokiej mocy, zapewniające zniekształcenia poniżej 0,0008%.
  • USB wykorzystujące 16-rdzeniowy procesor XMOS, obsługujące natywne DSD512 i 32-bit 768 kHz.
  • Wyjście przedwzmacniacza superbasowego do podłączenia aktywnych subwooferów w system audio 2.1.
  • Wbudowanych wiele trybów EQ i regulacja tonów wysokich / niskich dla łatwego dopasowania różnych głośników i muzyki.
  • Najnowszy Bluetooth obsługujący LDAC, APTX/HD, SBC, AAC oraz najwyższy w branży audio format UAT 24bit/192kHz.
  • Obudowa ze stopu aluminium obrabiana CNC, technologią anodowania i fazowania.
  • Kolorowy ekran LCD wraz z nowo opracowanym interfejsem użytkownika, w pełni funkcjonalny pilot w zestawie.
  • Komponenty klasy audiofilskiej.
  • Wysokiej jakości pozłacane terminale wejściowe i wyjściowe.
  • Idealny obwód zabezpieczający przed przegrzaniem, przeciążeniem itp.
  • Wysokiej klasy układ zasilania.

Na spodzie chłodzący wiatraczek.

Dane techniczne oprócz zniekształceń harmonicznych oszacowanych na zaledwie 0,0008% mówią o odstępie szum/sygnał 115 dB, separacji kanałów 108 dB i wzmiankowanej już mocy 2 x 200W. Wbudowany przetwornik ma głębię 32-bitową (na gnieździe USB), a maksymalną częstotliwość próbkowania PCM 768 kHz i DSD 22.5792 MHz.

Oprócz niskoszumnego układu zasilania i bardzo nowoczesnego przetwornika na bazie układu XMOS,  producent podkreśla realizację sprzężenia zwrotnego w domenie czysto cyfrowej, co ma znacząco wpływać na poprawę jakości sygnału. Podkreśla także audiofilskość układów ADC PCM1804 TI  i niskoszumnych wzmacniaczy operacyjnych OPA1678, gwarantujących wysoką analogowość.

Całość to, podkreślmy raz jeszcze, bardzo niewielkie i płaskie z niewielkim ekranikiem pudełko, który to ekranik da się wygasić, by pozostała sama muzyka.

Brzmienie: Trochę rozpędu

Oraz wkręcane kolce.

   Producent szczyci się jeszcze jednym – możliwością obsługi dużych kolumn. Pójdźmy mu zatem na rękę, podłączmy duże kolumny.

Powyższe zdanie ma w sobie szczyptę uszczypliwości (tyle szczypania w dwóch słowach), kontrastując małość wzmacniacza na tle czterodrożnych kolumn. Ale przyszło posłuchać, wraz ze słuchaniem uszczypliwość zwiędła. I teraz przyszła pora, żeby recenzent sam się uszczypnął i ze swej uszczypliwej nuty przeniósł się do rzeczywistości, a po drodze się kajał.

Recenzenci, mówiąc nawiasem, często się do czegoś przyznają i chętnie wspominają, że zostali do tego zmuszeni. Przeważnie to kokieteria i prosty zabieg tłumaczący, dlaczego sprzęt pozornie nie zasługujący na uwagę okazał się uwagi godny. Taki zmuszony i skruszony recenzent zawsze gotów jest przyznać, „że takiego brzmienia nie oczekiwał”, a tu tymczasem „takie brzmienie!”

Przejaskrawiam? – Jasne, że przejaskrawiam, ale w tym stylu ujmowanie tematu, choć zwykle w łagodniejszym tonie, to częsty zabieg recenzencki, wyświechtany, ale skuteczny. Sztuczka z udawaną pokorą w obliczu przytłaczających faktów przeważnie nie jest w dzisiejszych czasach zupełnym nadużyciem.

Kiedyś mniej było urządzeń tak w ogóle i mniej wśród nich udanych, za to o wiele częściej spotykało się recenzenckie zabiegi odnośnie promowania złych. Ale postarał się rynek nie być już bublami nadziany – praktycznie biorąc bubli prawie nie ma, ostały się przerosty cenowe. Że nie ma jednocześnie produktów posuwających sprawę brzmienia naprzód – rewolucyjne wyroby niemalże się nie zdarzają – to jeszcze inna sprawa, ale średnio rzecz biorąc jest lepiej, poziom się podniósł i przyrasta.

Zgrabny, aluminiowy pilot.

Tytułem pointy przydługawego wstępu napiszę, że mimo tego nieczęsto się notuje, aby coś tak taniego i małego było zarazem tak dobre. Dlatego sam się nie kryguję i nie próbuję wciskać kitu:

– Rewelacyjnie dobry wzmacniacz zintegrowany za mniej niż sześć tysięcy?
– Proszę bardzo, to ten.

I jeszcze dygresja końcowa, której darować sobie nie mogę. Oto nastała wojna – otwarta i gorąca. Mierzy się w niej Zachód ze Wschodem, a pomijając wszelkie uściślenia zostawmy samą technologię. Dla naszej strony to niedobrze, że Chińczycy mogą takie wzmacniacze. Jedyna w tym pociecha, że duża część elektroniki odpowiedzialnej za jego jakość to technologia zachodnia.

Odsłuch właściwy

Wejścia cyfrowe i wejście analogowe, plus analogowe wyjście głośnikowe i dodatkowe na subwoofer.

  Powiedzmy sobie szczerze – odsłuch bez dania szacunku się zaczął. Mały, niedrogi i chiński wzmacniacz w klasie D, to jednak nie to samo co drogi, wielki, lampowy i z kraju uważanego za jedną z twierdz audiofilizmu szczytowego. Nie żeby źle kolumny stały, albo ja żebym w złym miejscu siedział, także okablowanie to co zawsze – ale nie zorganizowałem się duchowo, tylko tak sobie usiadłem – z marszu, żeby odbębnić. I na nic to wcześniejsze gadanie dystrybutora i producenta o tym że wzmacniacz wyjątkowy, i na nic także to, że przez kilka poprzedzających dni cichutko sobie przygrywał, przygrywał dla rozgrzewki. A ja go nie słuchałem, ponieważ ważniejsze rzeczy dziać się zaczęły i audiofilizm na dalekim planie. Ale jak już usiadłem, jak ustawiłem głośność na odsłuchowy poziom, to w parę sekund już wiedziałem, że jest faktycznie niezwykły. Nie lepszy od tych drogich, co to zbierają nagrody i są przedmiotem westchnień, ale tak mało od nich się różniący, że w sumie trochę strach… 

Zostawmy strachy na podsumowanie, skupmy się na brzmieniowych konkretach.

Spłynęło na mnie brzmienie…  – Albo nie, rzecz ujmijmy inaczej. Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego to brzmienie było aż tak podobne do tych od udanych wzmacniaczy zintegrowanych kosztujących cztery lub więcej razy drożej? Na takie coś musiało się składać szereg a nie kilka czynników, lecz pośród nich tych parę najważniejszych, a tymi były muzykalność, dźwięczność, brzmieniowa głębia i wszechobecna trójwymiarowość. Może ta trójwymiarowość najbardziej, bo tamte cechy osiągać łatwiej. Formowanie sferyczne brzmień pokazał SMSL VMV A2 takie, że trudno to nazwać inaczej niż wzorcowym. Co dało się znakomicie słyszeć zarówno w sferycznym obrazowaniu bębnów, jak i na przykład w stepowaniu. Stale do tego stepowania w swoich recenzjach wracam, ale jest bardzo charakterystyczne i bardzo dużo mówi.

 

 

 

 

Opowiada o wyważeniu na osi basy-soprany, o energii zawartej w dźwięku i właśnie o tej sferyczności oraz o formowaniu się sceny. Jakiego dźwięki są kształtu, jakiego rodzaju stylizację proponują, ile niosą energii i jak się plasują na scenie odnośnie zarówno miejsc powstania, jak i efektu rozproszenia i efektu odejścia. Otóż to wszystko poprzez niewielki, śmiesznie wręcz mały czarny wzmacniacz oznakowany „Made in China”, okazało się rewelacją. Trójwymiarowa forma brzmieniowa, trójwymiarowa scena, super bogata treść i potężna energia. Nie tylko, że zero krytycznych uwag, ale można zawołać: bis! Zupełnie nie pojawiła się ochota wracać natychmiast do własnego wzmocnienia, a ono właśnie wróciło z renowacji i gra, że palce lizać.

Wielofunkcyjne pokrętło do obsługi wielofunkcyjnego ekranu.

Odnośnie muzykalności, temperatury i kolorytu światła. Wzmacniacz gra jakby był lampowy, chociaż lampowy umiarkowanie. Ale raczej w stylu triodowym niż pentodowym, to znaczy bez akcentu na szczegóły, agresji i maksymalizacji tempa, tylko spokojnie, z wysmakowaniem, z naciskiem na formowanie pięknych dźwięków. Światło jest przy tym przyciemnione, aura z lekka wieczorna. Dźwięki w tej aurze gęste, głębokie i nieprzegrzane, tylko w temperaturze ludzkiej skóry – nie ma zatem efektu podgrzania, a przyciemnienie się nie narzuca. Wszystko dokładnie widać i żaden gęsty mrok za pierwszym planem nie skrywa planów dalszych. Tym niemniej bliższe są obecne bardziej  – nie mamy do czynienia ze sposobem grania przez wszędobylską holografię, że tyły obecne tak samo.

Ale zaraz, muszą wtrącić w ten opis coś niezwykle ważnego. Jako że kilka poprzednich zdań mogło wywołać wrażenie brzmienia o stylistyce majestatycznego spokoju – dźwięku ładnego, lecz wycofanego. Nie, nie – nic z tych rzeczy. To granie z werwą, zaangażowane, często nawet drążące. W przeciwnym razie by mi się nie podobało, a podobało mi się bardzo. A podobało także dlatego, że świetnie łączyło przeciwieństwa: szczegółowość i drajw z muzykalnością, wycieniowanie z dobrą widocznością, zaangażowanie z brakiem agresji. Jedynie trójwymiarowość była narzucającym się, nie widywanym na tym poziomie cenowym samotnym pozytywem. Pozytywem bezcennym, solo wynoszącym na wyższy poziom. W połączeniu ze świetną dźwięcznością oraz tak samo dobrą separacją (łączącą się ze swym z kolei przeciwieństwem – koherencją), dawała ta trójwymiarowość owo niepokojące zbliżenie do wzmacniaczy wielokroć droższych. (Niepokojące dla nich.)

Który jest LCD i który można przygaszać.

Zapytajmy więc w takim razie – co  mimo wszystko od nich różniło? – Różniło minimalnie mniejsze zaangażowanie, także o szczyptę mniejsza indywidualizacja dźwięków, jak również w porównaniu do większości z nich styl nie tak ofensywny; nie w takim stopniu zalewający całe pomieszczenie akustycznym ciśnieniem. Ciśnienia tylko umiarkowane, chociaż w przypadku siły oddziaływania bębnów nic nie pozostawiające do życzenia. Grzmot perkusyjnych ataków w połączeniu z trójwymiarowym obrazem bębnów – ich wyczuwalną kubaturą – to była jedna z najlepszych rzeczy podczas tego odsłuchu. Inna różność, też w odniesieniu tylko do niektórych konkurentów, to niechęć do wyciągania brudów. Odnośnie tego wyciągania u wzmacniaczy najwyższych lotów dwa występują podejścia: albo śladowe złagodzenie, ale wystarczające do umilania życia i łagodzenia brutalizmów, albo brutalny realizm, ale realizowany na takim poziomie, że mimo uwidoczniających się słabości słucha się z fascynacją. SMSL VMV A2 aż taki dobry nie jest, zaciera brudy trochę mocniej. Niemniej to samo osiąga od drugiej strony, to znaczy łagodzi mocniej, lecz nie tak mocno, by pozostało coś zgrubnego, okrojonego z przymiotów. Stare nagrania nie częstowały szarpliwością ani ostrościami, lecz mimo to zachowywały szeroką paletę jakości, brak było efektu brzmieniowego zwężenia. Można nawet powiedzieć, że były upiększane, lecz realizowało się to w świetny sposób. Oczywiście i tutaj za sprawą trójwymiarowości z idącym w sukurs złagodzeniem sopranów. Ale złagodzeniem przez moderację łagodną, nieomal trudną do wypatrzenia, a bardzo miłą w odbiorze.

Ta mała bestia potrafi ukąsić niepospolitej jakości brzmieniem.

O mikrym stopniu tej łagodności zaświadczył fortepian. Dość już długo słuchałem, nim sięgnąłem po krążek z muzyką fortepianową solo, a mimo nabytych już pozytywnych wrażeń nie byłem przygotowany na to, że ten fortepian zabrzmi tak dobrze. Zdawało mi się niemożliwe, żaby tak mały i tani wzmacniacz mógł dać fortepianowi tak imponujące dźwięki. Tej miary odsłonięcie struktury harmonicznej, tak zaawansowany indywidualizm poszczególnych dźwięków i taką umiejętność łączenia tych indywidualizmów w całość. A przy tym taką energię, tak imponującą potęgę. Poruszająca sprawa, mocno byłem zdumiony.

Długi labirynt instrumentów i muzycznych stylów tradycyjnie opuszczałem via ciężki rock. Niczego już się nie obawiając, pewien, że wszystko będzie dobrze. Niemniej istniała możliwość, że on z kolei brudny nie dość, a powinien być brudny. I brudny był wystarczająco, wystarczająco także potężny i głośny, by z satysfakcją podsumowywać.

Podsumowanie

   Drogi na skróty to do siebie mają, że zwykle wchodzi się tylnym wejściem i najczęściej do salonu nie wpuszczą. Węższym traktem docieramy do kuchni i czymś tam poczęstują, ale nie daniem głównym. W przypadku wzmacniacza SMSL VMV A2, który względem najlepszych zintegrowanych śmiesznie jest tani, docieramy jednak do audiofilskiego salonu, a serwowane danie główne okazuje się zubożone zaledwie o kilka przystawek. A mówię tu o szczytach, a nie pierwszym lepszym high-endzie z czasów pospolitacji tej dumnej w zamierzeniu tytulacji. Powiedzmy to językiem prostszym: to jest cholernie dobry wzmacniacz za cholernie małe pieniądze. Jak kogoś nie stać na Circle Labs A200, Heeda Lagrange czy EAR V12, to mała krzywda mu się stanie, gdy zamiast nich zostanie właścicielem SMSL VMV A2. To nie będzie aż dokładnie to samo, niemniej słuchanie samą przyjemnością, i mało tego – pozwoli zakosztować smaków dla sfer high-endowych zastrzeżonych. Czy można więcej oczekiwać od wzmacniacza za pięć tysięcy?

 

W punktach

Zalety

  • Wyjątkowa jakość za wyjątkową taniość.
  • To nie przesada – ten mały wzmacniacz napędził duże kolumny niemal tak dobrze jak wielokrotnie drożsi kuzyni.
  • Głębokie brzmienie.
  • Trójwymiarowość dźwięków na miarę wzorca.
  • Świetnie oddane tekstury.
  • Atmosfera lekkiego ściemnienia dla podkręcenia klimatu.
  • Brzmieniowa żywość i obfitość szczegółów.
  • Separacja znakomicie łącząca się z koherencją.
  • Dobitne skraje pasma, ale bez podbarwiania i przesady.
  • Zarazem poskromione trójwymiarowym obrazowaniem, nieagresywne soprany.
  • Dźwięczność.
  • Przekonująca personalizacja postaci.
  • Prawidłowy wiek wokalistów.
  • Głębokie przenikanie w harmonię.
  • Piękne wybrzmienia i podtrzymania.
  • Uczuciowość.
  • Romantyzm.
  • Ogólnie lampowy (w sensie triodowym) styl, ale bez spowalniania.
  • Można podbijać głośność do poziomu powalającej mocy.
  • Stare nagrania brzmią świetnie.
  • Kompaktowe rozmiary.
  • Aluminiowa obudowa.
  • Niewielka waga.
  • Zgrabny pilot.
  • Wbudowany przetwornik.
  • Wiele regulacyjnych opcji z poziomu ledowego ekranu.
  • Który można ściemnić lub zgasić.
  • Wszystkie klasyczne cyfrowe wejścia.
  • Niskie zużycie energii.
  • 2 x 200 W.
  • Porządne głośnikowe przyłącza.
  • Praca w trybie bezprzewodowym.
  • Rewelacyjny stosunek jakości do ceny.
  • Znany producent.
  • Ryka approved.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Słuchawkowy wzmacniacz trzeba nabyć oddzielnie.
  • Brak symetryczności. (Co nie przeszkadza jakości, ale niektórzy ją cenią.)
  • Polityka wkroczyła w świat audio – Chiny przestały być przyjaznym cywilizacji zachodniej krajem.

 

Dane techniczne SMSL VMV A2:

  • Interfejs wejściowy: USB/optyczne/Bluetooth/koaksjalne/zbalansowane cyfrowe/liniowe
  • THD+D: 0,0008%
  • SNR: 115 dB
  • Separacja kanałów: 108dB
  • Moc wyjściowa: 200W x2 (4 Ohm) / 100W x2 (8 Ohm)
  • Kompatybilność USB: Windows 7/8/8.1/10, Mac OSX, Linux
  • Głębia bitowa: USB/i2S (1bit, 16-32bit), Optyczne/Koaksjalne (1bit, 16-24bit)
  • Częstotliwość próbkowania:
  •    USB/i2S PCM 44.1-768kHz, DSD 2.8224-22.5792MHz
  •    Optyczne/Koaksjalne PCM 44.1-192kHz
  • Wymiary: 280 x 43 x 255mm
  • Waga: 2,6kg

Cena: 5490 PLN

 

System

  • Źródła: PC, Cayin Soft Fog V2.
  • Wzmacniacz zintegrowany: SMSL VMV A2.
  • Przedwzmacniacz: ASL Twin-Head Mark III.
  • Końcówka mocy: Croft Polestar1.
  • Kolumny: Audioform 304.
  • Interkonekty: Sulek Edia & Sulek 6×9,
  • Kabel głośnikowy: Sulek 6×9
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One,
  • Sulek 9×9 Power.
  • Listwa: Sulek Edia.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Kondycjoner masy: QAR-S15.
  • Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H, Rogoz Audio 3T1/BBS.
  • Podkładki pod sprzęt: Avatar Audio Nr1, Divine Acoustics KEPLER, Solid Tech „Disc of Silence”.
  • Ustroje akustyczne: Audioform.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

4 komentarzy w “Recenzja: SMSL VMV A2

  1. Marek pisze:

    Czy przypomina Pan sobie jak bardzo slyszalny jest wentylator w tym wzmacniaczu? Czesto slucham wieczorami, po cichu, i halas wentylatora moze czasem przeszkadac. Pozdrawiam

    1. Piotr+Ryka pisze:

      W moim egzemplarzu wentylatora w ogóle nie było słychać.

  2. Marek pisze:

    Widze, ze moje podziekowanie zniknelo, lub nie poszlo. Dziekuje wiec jeszcze raz 🙂

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Ale za co podziękowanie?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy