Recenzja: Sendy Audio Peacock

      Przekroczmy poziom dziesięciu tysięcy. Ale nie wchodząc, tylko schodząc. I zatrzymajmy na sześciu, bo tyle życzy sobie polski dystrybutor – firma AudioHeaven z Olsztyna – za przypadłe jej w dystrybucyjnym udziale tytułowe słuchawki.

      Słuchawki pochodzą od Sendy Audio, marki należącej do SIVGA – a w rozwinięciu Dongguan Sivga Electronic Technology Co., Ltd., założonej w 2016 firmy skoncentrowanej badawczo i produkcyjnie na branży słuchawkowej z dziesięciomilionowego Dongguan nad Rzeką Perłową u samego jej ujścia do Morza Południowochińskiego, opodal Hong Kongu i Macau. Dokładne położenie to park technologiczny Juhui E-Valley High-Tech, celem zostanie wiodącym producentem słuchawek w Chinach, z czasem na całym świecie.

      Z oznakowaniem SIVIGA oferowane są słuchawki dokanałowe i wokółuszne (przewodowe i bezprzewodowe) z działu produkcji masowej, brand Sendy z żurawiem w herbie to bardziej wyrafinowane, rękodzielnicze słuchawki wokółuszne. Pośród nich model Peacock zajmuje pozycję szczytową, toteż jak na taki wyrób jest stosunkowo tani.    

    Chwilkę poświęćmy sprawie, że jest to produkt chiński. Właściwie nie ma już do czego wracać z tym chińskim pochodzeniem – jeszcze dekadę temu można było przyjmować, że to czasem drugi gatunek, obecnie Zachód, czyli my, rozpaczliwie usiłuje dotrzymać kroku pędzącej chińskiej gospodarce. Zdaje się, że jak już, to prędzej zrobią to Hindusi, być może USA utrzymają pozycję lidera (chociaż na długą metę wątpię), a UE wraz z nami to już lepiej nie mówić. Do Chin poszły i tam zniknęły słuchawki AKG, niedaleki zdaje się od podzielenia losu równie sławny Sennheiser, ale na razie spadkobiercy założyciela sprzedali dział konsumencki szwajcarskiemu Sonova Holding AG, jednemu z trzech największych na świecie dostawców aparatów słuchowych. Ku ogromnemu zaskoczeniu na chińską stronę biznesową przeszedł jakiś czas temu japoński Stax, a teraz mamy do czynienia ze słuchawkami już całkowicie chińskiego autorstwa od firm zrodzonych w Chinach.[1] Tym, którzy mimo wszystko spoglądają na chińskie moce produkcyjne i jakości z mniejszą czy większą rezerwą, pozwolę sobie zakomunikować, że w chwili obecnej w Chinach powstaje 27 kilometrów autostrad dziennie[2], podczas gdy polska trasa szybkiego ruchu E7 z Krakowa przez Warszawę do Gdańska[3] rodzi się w bólach od 2005 poczynając, i jak się uda, w co szczerze wątpię, gotowa ma być w okolicach 2030 roku. Dystans 732 kilometrów podzielony przez 25 lat daje około 80 metrów dziennie – w ogóle nie ma co porównywać, nawet gdy dołożyć do tego te pozostałe powstające.   

     Zostawmy makroekonomię i dąsy jakościowe, skupmy się na przedmiocie. Słuchawki są planarne i oprawione drzewem, ze skórzanymi padami i złocisto-czarnymi grillami. Weźmy rzecz pod badawcze oko.

 

[1] Jeden ze światowych liderów, HiFiMAN, to firma założona w 2005 w Nowym Jorku i początkowo robiąca karierę jako amerykańska, od 2011 oficjalnie już chińska, z czternastomilionowego Tiencin.

[2] Ich 184 tys. km licząca sieć autostrad jest już najdłuższa na świecie.  

[3] Formalnie Gdynia-Chylonia – Rabka-Zdrój.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

6 komentarzy w “Recenzja: Sendy Audio Peacock

  1. Darek pisze:

    Drewno pochodzi z Zebrawood. Ładne słuchawki ale ich granie nie każdemu przypadnie do gustu. „Prawie” robi wielką różnicę 😉

    1. Piotr Ryka pisze:

      Drzewo zebrano to różne gatunki. Ale to na żadne zebrano nie wygląda, chociaż nie będę się upierał. Brzmienie jest bardzo dobre, jedynie trzeba mieć czym napędzić. Bo z chały będzie chała – z piasku się bicza nie ukręci.

  2. Piotr U pisze:

    Witam.
    Proszę o info jak Sendy Peacock przezentowaly na tle Nighthawk?
    Piotr

    1. Piotr Ryka pisze:

      Wypadły dość podobnie. Z własnym kablem są trochę cieplejsze i nie potrzebują aż tak mocnego i rasowego (a może tylko aż tak idealnie pasującego) wzmacniacza, by dać stuprocentowo transparentne medium. Nie mają też Peacock sygnatury brzmieniowej celulozowych membran, mają typową dla dzisiejszych słuchawek. Jako posiadacz NightHawk czy NightOwl nie odczuwałbym potrzeby przesiadki. Jedyna ich techniczna przewaga to całkowity brak basowych zniekształceń, ale może akurat tak wyszło z testowanymi torami, bo recenzja to przecież wyrywek odnośnie całokształtu możliwości danych słuchawek. Wg mnie z dobrze dobranym torem są lepsze od LCD2, ale nie od LCD3 i NightHawk.

  3. Marcin pisze:

    Piotrze, jak byś z pamięci porównał recenzowane do Moondrop Venus? Podobna półka jakościowa?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Półka podobna, styl ciutkę inny. Peacock bardziej jak ZMF i Audeze, Moondrop jak HiFiMAN-y. Z tym, że to bardzo umowne, zależące od kabli i sprzętu. Odniosłem wrażenie, ale być może mylne, że Moondrop są bardziej wybaczające dla toru, pomimo że nie ciepłe.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy