Odsłuch: Interfejs vs interfejs
To teraz z górki na pazurki – odpowiedź na pytanie, co się za owe ekstra piętnaście tysięcy w sensie brzmieniowym dostaje i czy to jest aż tyle warte.
Zabrałem się za odsłuch, odbyłem szereg sesji. Pierwszą w domenie plikowej, z PC jako źródłem wysyłającym sygnał do przetwornika Phasemation i dalej na tranzystorowy wzmacniacz słuchawkowy dual-mono tej samej marki. Zaczynając od porównania osiągów starego miedzianego i nowego srebrnego interfejsów za pośrednictwem nowego szczytowego słuchawkowego kabla STAR-12 Silver i też dedykowanego droższemu kabla STAR-8 do integracji ze wzmacniaczem. (A zatem nowy kontra stary interfejs z u obu nowo opracowanym, droższym okablowaniem.)
To poszukajmy różnic:
- Dźwięk poprzez srebrny interfejs okazał się trochę wyższy tonalnie, ale wciąż świetnie wyważony
- Ciut bardziej naprężony
- Ciepły w porównaniu już jedynie śladowo (skądinąd przyjemnie i naturalnie), w miejsce tego, że jawnie ciepły
- Bardziej żywy
- Czujniejszy kiedy chodzi o sygnałową odpowiedź
- Kreślony cieńszą kreską
- Bardziej stawiający na wyostrzanie niż pogłębianie
- Poprzez co agresywniejszy i zarazem nie tak głęboki
- Słabiej nasycany esencją brzmienia i o formie mniej płynnej
- Wyraźniejszy ostrością krawędzi w miejsce ich wyoblenia
- O bardziej przenikliwych wybrzmieniach
- Z bardziej narzucającym się poprzez silniejsze mrowienie szumem tła (vide czujność)
- Ostrzej brzmiącymi wszystkim źródłami, a już zwłaszcza instrumentami dętymi i oklaskami
- Z nieznacznie większym udziałem pogłosu, ale takiego mniej głębokiego
- Bardziej tajemniczy, a mniej łagodnie przyjazny
- Inaczej zawieszający dźwięki w przestrzeni, trudno powiedzieć czy lepiej
- Ale na pewno pierwszy plan zostaje mocniej związany z mającym większy udział drugim, przy całościowo lepszej rozdzielczości
- Przy srebrnym też mocniejsze odcinanie się dźwięków od tła
- A jednocześnie mniej potężna podstawa basowa
- Słabsze nasycenie substancją, za to mocniejsza uczuciowość
- Smutniejszy i poważniejszy wydźwięk emocjonalny
- Skrzypce bardziej się skarżą
- Na zawołanie melancholia
- Ekstensja dźwięku bardziej rozległa, rozpościerana pośród rozleglejszej przestrzeni, ale ta zmiana jest zauważalna, natomiast nie drastyczna
- A te rozchodzące się dźwięki są, jak już zostało zauważone, wyraźniejsze i mocniej odcinane od tła
- Przy tym trochę delikatniejsze, kruchsze
- Kościelne wnętrza w muzyce organowej rysują się wyraźniej, organy zaś bardziej ciążą ku górnym rejestrom
- Mimo wzrostu czynnika kruchości dawka energii jest przepotężna (jak w naprawdę bardzo nielicznych mega energetycznych słuchawkach)
- Toteż ciężki rock rzeczywiście ciężki, buchający energią, a do tego ekstatycznie wyraźny
- Po dłuższym zastanawianiu i dywagowaniu nad z różnych szuflad gatunkowych wziętymi utworami, doszedłem ostatecznie do wniosku, że nowy interfejs bym wolał, i to do każdego repertuaru.
- Co z tego wszystkiego bodaj będzie najważniejsze: przy nowym okablowaniu Star-12/Star-8 u obu interfejsów zanikł problem nazbyt skąpego udziału dalszych planów w całościowym obrazie muzycznym.
- Zupełnie tego nie ma, scenografia jawi się jako dobra do bardzo dobrej, chociaż wciąż ustępuje klasą nadzwyczajnej jakości obrazowaniu samych dźwięków, które przy nowym okablowaniu i adapterze jeszcze zdołało się poprawić.
Ustaliwszy przy komputerze na bogatym materiale plikowym jakich różnic można doświadczyć odnośnie różnych interfejsów, ergo różnych uzwojeń u transformatorów, pozostawało poszerzająco przenieść porównania na obszar płyt CD.
Odpoczywający po własnej recenzji odtwarzacz Accuphase DP-770 dał możność zbadania tego także w domenie SACD; ta sesja odbyła się przy użyciu zarówno redakcyjnego wzmacniacza lampowego z lampami mocy 45’, jak i tranzystorowego M2TECH Classic, którego wyróżnikiem obsługiwanie słuchawek obwodem przeznaczonym dla kolumn. (Skądinąd znakomitym, inaczej bym nie użył.) Jednocześnie było to porównanie epok. Porównanie osiągów przy użyciu dawnego typu 24-bitowych kości długiego słowa D/A Burr-Brown PCM1794A w przetworniku Phasemation (po jednej takiej dla kanału) przy ich wspieraniu zaawansowanym układem JVC/Victor Studio K2 (1987), zdolnym odzyskiwać w przetwarzaniu czasowo-częstotliwościowym utracone detale, harmoniczne oraz częstotliwości powyżej 22 kHz, z efektami działania u Accuphase w każdym kanale kości „literujących” sygnał, wewnętrznie 8-kanałowych i sumarycznie 32-bitowych, w postaci Hyperstream II Modulator ESS Sabre Technology ES9028PRO, wspieranych z kolei przez pracujący w przeciwfazie układ korekcji błędów Accuphase Noise and Distortion Canceling Circuit (ANCC).
Zbiorcze wyniki okazały się interesujące i zaskakujące zarazem, ale wpierw o samym drugim etapie. Pod dyktat najwyższej klasy sygnału z topowego dla dzisiejszych czasów odtwarzacza i przy użyciu wzmacniaczy słuchawkowych przerastających jakością Phasemation EPA-007, objawiła się wiedza w postaci:
Nowy, srebrny interfejs względem starszego miedzianego to
- Tak jak poprzednio dźwięk wyższy tonalnie
- Ostrzejszy, wyraźniejszy, mocniej i cieńszą kreską podkreślający kontury
- Kładący większy nacisk na szczegóły
- Generujący również intensywniejszy szum tła
- Dający zauważalną poprawę parametru głębi scenicznej
- Wraz z czym też bardziej efektowną, głębiej dosięgającą holografię
- Wzrost krzykliwości poprzez mniej trójwymiarowe soprany
- Przyrost udziału echa
- Mniej wypełnienia
- Bardziej eksponowaną dynamikę
- Styl odbierany całościowo jako intensywniejszy
- Bardziej atakujący
- Mniej ciepły
- Bardziej tajemniczy
- Kierujący emocjonalnie w stronę namysłu, zadumy, powagi i zaangażowania, w miejsce zrelaksowanego bądź aktywnego, ale głównie kojącego spokoju
- Zarazem, co podkreślmy, nie należy odnosić wrażenia, że ostrzej rysujący obraz nowy-droższy, srebrnym transformatorem realizujący swą misję interfejs przekracza tą ostrością i wyraźnością granice dobrego smaku, że to przestaje być przyjemne
- Słucha się znakomicie, słucha się wręcz wspaniale – wyłącznie inna stylistyka
Bardzo ciekawie się to przekładało na użycie przejściówek z 4-pin na duży jack, koniecznych przy wzmacniaczu M2TECH. Sprawdziłem działanie obu będących w dyspozycji, obu autorstwa Tonalium – jednej po obu stronach zazbrojonej profesjonalną konfekcją Neutrika, drugiej o wiele droższą – najdroższymi konektorami w ofercie Furutecha. Śmiało można powiedzieć, że przytoczone wyżej różnice odnośnie interfejsów doskonale pasowały też do przejściówek – do z Furutechem interfejs srebrny, do z Neutrikiem miedziany. Ale z ważną różnicą – przejściówki w odniesieniu do parametru głębi scenicznej nie różniły się prawie wcale, może te echa z Furutechem cośkolwiek pogłębiały, ale tak nieznacząco. Znaczące było natomiast to (czego nietrudno się domyślić), że interfejs posługujący się srebrem wolał kontrującą go dopełnieniem masy i dawką analogowego spokoju przejściówkę z łączami Neutrika. Ale żeby nie było banalnie prosto, przy starszym interfejsie nie działo się tak jednoznaczne: zasilający ją transformator miedziany z obiema przejściówkami grał równie zadowalająco. Co nie znaczy, że identycznie, bo przy obustronnych Neutrikach w ich rytmie przepełniającego duszę spokoju i jednoczeżnie pobudzania zdumiewającym autentyzmem postaci (na wzór gramofonowy), a z Furutechami po obu stronach bardziej podkręcająco nastrój żywością, szczegółowością i wyraźnością – można zatem powiedzieć, że te postaci przy Neutriku były bardziej zwyczajne w sensie życiowego spotkania, a nadzwyczajne jedynie samym odtwórczym autentyzmem, podczas kiedy przy łączach Furutecha takie bardziej niezwykłe, przekraczające miarę codzienności i tym przykuwające uwagę.












Czy właściciele „starych” Immanisów mogą czuć się zrobieni w bambuko? Ja tak się czułem, mając Gillette Mach 3 jak pokazało się Gillette Fusion 5 😉
Używam Wilkinsona, gdzie też było przejście z 4 na 5, ale różnica bardzo nieznaczna. O tyle nie są ci od dawniej sprzedawanych Immanisów zrobieni w coś tam, że nowy kabel jak najbardziej pasuje, a same słuchawki wciąż te same. Interfejs też niekoniecznie muszą zmieniać, ale kabel, to już dla maksymalizacji doznań koniecznie.
Mam wrażemie, że pojawiła się konkurencja dla wstęgowych produktów Raal 1995 a jest nią: FlowzTone F-R1. Piszę to na podstawie impresji youtuberów z londyńskiego CanJamu. Poczekamy,
zobaczymy…
Inne prezentacje, Raale bardziej podkreslaja tekstury, graja wyczynowo w porownaniu, jesli idzie o podkreslanie szczegolow.
Flowztone sa duzo bardziej miekkie w prezentacji w tym i basu, bardzo przypominaly mi charakterem HE-1 kiedy ten gral z wewnetrznego DACa i jakiegos taniego podajnika plikow. Dzwiek po ciemnej stronie z poteznym basem ( u Sennheiser wrecz przewalonym), ale Flowztone lepiej go kontrolowaly, ten nie nachodzil na srednice, byly tez spojniejsze w calym pasmie w tym i przestrzennie, choc podobnie rozdzielcze. Pytanie jak wypadaja oba z lepszym zrodlem. W sumie to bardzo tez podobna prezentacja tonalnie do starych, relatywnie taniutkich Raal CA1 (z padami bez szczelin), ale Flowztone sporo lepsze przestrzennie. Na pewno pomaga im lepiej dopracowany i zestrojony firmowy wzmacniacz od Flowztone. Te notoryczne poprawki kabli i adepterow ze strony Raala kompletnie mnie zniechecily do ich wyrobow, zwlaszcza ze winduja tez ceny za te akcesoria do granic absurdu.
Flowztone jeszcze dlugo nie bedzie konkurencja dla nich, no chyba ze poprawia moce produkcyjne i zmienia tuning.
Fakt te zmiany i wersje to po mału szaleństwo, nie wspominając o cenach.
Ciekawy jestem tych Flowztone tym bardziej, że można je dopasować pod swój gust zmieniając ich charakterystykę brzmienia.
Immanis z tym nowym interface gra też trochę bliższą sceną, zwłaszcza pierwszym planem, ale czy te zmiany są warte, aż tyle? Bo te różnice są, ale nie jakieś drastyczne, tak jak z kablem. Można też dociążyć brzmienie innym kablem do wzmacniacza np. z czystej grubej miedzi, sprawdzałem WW mini eclipse 7, trochę sztywny ale nie jakoś bardziej niż star-12.