z kablem STAR-12 Silver i interfejsem SILVER MULTI-STANDARD
Zacznijmy od krótkiego przypomnienia. Słuchawki RAAL Immanis zostały zaprezentowane na High End 2024 w Monachium i błyskawicznie zrobiły karierę. Jeśli nawet (a było to częste) nie okrzykiwano ich najlepszymi na świecie, to i tak uważano za jedne z takich, chwaląc zarówno perfekcję dźwięku, jak i rozmiar otaczającej sceny. To pokazanie poprzedziła historia serbskiego wkładu technologicznego i amerykańskiego kapitałowego, co razem dało firmę, której powstanie datuje się na rok 1995, kiedy to Danny „Sage” McKinney uruchomił ofertę oprzyrządowania dla profesjonalnego audio – monitorów studyjnych, przedwzmacniaczy, konsol masteringowych, mikrofonów i okablowania, z czasem również słuchawek. Tyle po stronie zachodniej Atlantyku, po wschodniej zaś ulokowana w Serbii ekipa wynalazczo-realizacyjna, którą kiedyś można było oglądać na usuniętej z niepodanego powodu fotce prezentacyjnej, uwidaczniającej jedenastu facetów ze słuchawkami, wyglądających na bardzo z siebie zadowolonych. Prowodyrem owych facetów był inżynier i wynalazca Aleksandar Radisavljevic, pracujący od 1993 roku nad przetwornikami wstęgowymi w pamiętającym rzymskie czasy (w tych stronach przyszło na świat trzech cesarzy) czterdziestotysięcznym Zaječarze przy samej granicy bułgarskiej.
Amerykańska żądza profesjonalnych słuchawek poparta kapitałem i serbskie zaplecze technologiczne poparte wiedzą o przetwornikach wstęgowych dało owoc w postaci wstęgowych słuchawek, a wcześniej były wstęgowe tweetery w głośnikach studyjnych. Pierwsze takie wstęgowe słuchawki – RAAL SR1a True Ribbon – miałem okazję testować w 2019-tym i byłem nimi zafascynowany, z tym, że tej fascynacji towarzyszyły dwa „ale”. Pierwsze takie, że potrzebowały aż 100-watowych wzmacniaczy, dopiero w towarzystwie takich poprzez dołączany adapter rezystorowy dawały pokaz świetności. (Co nie dochodziło niestety do skutku w takim wymiarze jakościowym poprzez dwa wzmacniacze dedykowane – tranzystorowy i lampowy.) Drugie „ale” – przy skrajnie niskich częstotliwościach w sytuacjach wysokiej głośności biły wstęgami o obudowy – nie dawało się słuchać ekstremalnie głośno i jednocześnie basowo bez obaw o uszkodzenie wstęg i bez zniekształceń dźwięku. Lecz mimo to, tak generalnie, był to popis doskonałości brzmieniowej odnośnie zarówno precyzji naśladowczej, jak i piękna artystycznego wyrazu, a prócz tego w nie mniejszym stopniu możliwości scenicznych. Modyfikacja SR1b z 2022, posiłkowana przez nowo opracowany adapter transformatorowy, przystosowany już nie do głośnikowych, a słuchawkowych wzmacniaczy, odrobinę mniej mi się podobała, nie oferując aż takiej intensywności dźwięku, niemniej wciąż była to fascynacja.
Jedne i drugie tamte, różniące się kształtem oczek grilla po obu stronach wstęg oraz zmienionym adapterem, miały w stylistyce przetworników AMT po jednej dużej, minimalnie jedynie, a nie miechowo, ale jednak marszczonej i 0,06 g ważącej aluminiowej wstędze na stronę oraz układ konstrukcji wzięty od sławnych AKG K1000, tj. swobodne zawisanie przetworników przed uchem bez jakiejkolwiek łączącej je z głową obudowy, a w zamian możliwością nie tylko operowania w całkowicie otwartej przestrzeni, ale też i szerokiej regulacji kąta rozwarcia względem uszu. Ceny łącznie z adapterami nieznacznie przekraczały 20 tys. złotych.
Istota sprawy
Przedmiot bieżącej recenzji, wprowadzone niedawno udoskonalenia, tyczą nie wciąż oferowanych tamtych, a owych RAAL Immanis z 2024, czyli słuchawek zupełnie innych od inaugurujących wstęgową erę słuchawkową SR1a i 1b, ale tak samo wstęgowych. Mających po trzy spionizowane wstęgi na stronę w obudowach już dla słuchawek klasycznych – muszlach szczelnie okalających uszy. (Łączna powierzchnia trójki przypadającej na ucho to 25,2 cm², a konstrukcja muszli otwarta.) Odniesiona do nich konieczność uzupełnienia dwóch wcześniej poświęconych im recenzji to wprowadzony w zeszłym roku znacznie droższy adapter (inaczej interfejs) oraz nowe, też dużo droższe okablowanie. W tej sytuacji opisu samych słuchawek nie ma już sensu powtarzać, skoncentrujemy się na innowacjach.
Starszy adapter (oferowany teraz jako standardowy, wyposażony w transformator miedziany) i nowo opracowany (nadstandardowy ze srebrnym uzwojeniem) – jeden i drugi znalazły się u mnie, bardzo mało z zewnątrz się różnią. Przy identycznych gabarytach sporego walca obudowy, służącej zarazem za podstawę wyrastającego z niej wkręcanego grzybka w funkcji słuchawkowego stojaka, na walcu zjawiły się u nowego dwie cienkie w dwucentymetrowym odstępie obejmy z połyskliwej nierdzewnej stali i do umieszczonego u góry napisu RIBBON CURRENT DRIVE INTERFACE dodano SILVER MULTI-STANDARD COAXIAL WINDINGS (srebrne wielożyłowe uzwojenia współosiowe).
We wnętrzu dużo ważniejsze rzeczy, te właśnie za napisem. Nowo opracowane dopasowujące transformatory o całkowicie zmienionej konstrukcji, oparte o nowe rdzenie i nowe uzwojenia, liczące odpowiednio po 308 i 28 srebrnych zwojów. Na pytanie: – Dlaczego srebrnych? – Aleksandar Radisavljevic odpowiada, że miedź w odróżnieniu od srebra wymaga temperatury wyżarzania przekraczającej wytrzymałość emalii na rdzeniu, a transformatory musi się wyżarzać, ponieważ bez tego zabiegu dostaje się brzmienie twarde i jasne, podczas gdy po wyżarzającym odprężeniu gładkie i organicznie. Nowe, srebrne transformatory odznaczają się oprócz tego lepszym sprzężeniem magnetycznym (niższym upływem indukcyjnym), co wg Radisavljevica ma przełożenie na wzrost rozdzielczości i wyraźności.
Uzupełnieniem nowego adaptera (zamiennie zwanego interfejsem) zaistniało też nowe okablowanie pomiędzy niego a słuchawki, kosztowny kabel STAR-12 Silver. Wyznacznikami jego stworzenia była bardzo trudna technicznie i zarazem pionierska (wcześniej słuchawek wstęgowych nie było) optymalizacja przewodu, zmuszonego przenosić sygnał dla niemal pozbawionych impedancji, odznaczających się właściwym dla przetworników wstęgowych czynnikiem oporu 0,015 – 0,057 Ω. W poprzedzającym to, prototypowym wówczas okablowaniu miedzianym, posłużono się koncentrycznym wzorem ułożenia żył – i jakoś to działało, lecz optymalny układ to topologia gwiazdy pozbawiona izolacji na rdzeniu. (Dwie żyły plus i dwie minus ułożone w kwadrat – tak wyglądało pierwsze rozwiązanie gwiazdowe w najstarszym i najprostszym STAR-4.) To taki wzorzec konfiguracyjny najlepiej redukuje indukcyjność poprzez najmniejsze obszarowo i najbardziej centralne sytuowanie pola magnetycznego.
Nowy kabel jest identycznie srebrny jak poprzedzający go gwiazdowy STAR-8, który zaistniał z misją przewyższenia jakościowego pierwszego dołączanego do Immanis miedzianego, a tytułowy STAR-12 (najlepszy z teraz dostępnych) jest grubszy i sztywniejszy, ponieważ jakość przewodzenia zależy w tym wypadku nie tylko od topologii i surowca, ale też od ilości nitek w żyle oraz ilości samych żył, wg ogólnej zasady: „im sumarycznie więcej jak najcieńszych, tym lepiej”. Równolegle zależy też od całościowej sztywności, albowiem prąd przewodzony ma w tym wypadku natężenie rzędu 3A (trzech amperów), a to już generuje duże siły między przewodzącymi nićmi, trzeba je więc zabezpieczać sztywnym splotem przed powodującym niekorzystne naprężenia odsuwaniem od siebie.
Co ciekawe, wręcz osobliwe, ale biorące się najpewniej z mniejszej potrzebnej długości, w nowym zestawie nie ma 12-żyłowego srebrnego STAR pomiędzy wzmacniacz a interfejs, zmiana ogranicza się do samego interfejsu oraz kabla po stronie słuchawek. Te dostajemy w albumowym neseserze wraz z interfejsem i okablowaniem, można również nabywać neseser z samym tym nowym oprzyrządowaniem.
Oferta obejmuje teraz te same co poprzednio słuchawki Immanis, ale już dwa odmienne rodzaje interfejsów i dwa różne dla nich zestawy okablowania. Tańszy, analogiczny z dawniejszym, to na miedzianym uzwojeniu Standard Interface-Stand (32ohm) plus RCD-XLR Copper Cable do wzmacniacza i Star-8 MkII Silver Cable do słuchawek. Taki komplet ze słuchawkami w aluminiowym neseserze kosztuje 45 500 PLN. Wyższą jakościowo alternatywą Silver Interface-Stand plus Star-8 MkII Silver Cable do wzmacniacza i STAR-12 Silver Cable do słuchawek – za taki zestaw pada żądanie 60 000 PLN. Uzupełniająco trzeba nadmienić, że Interface-Stand można także zamawiać w wersji 8ohm, będącej korzystniejszą w przypadku zasilania poprzez odczepy głośnikowe. (RAAL dodaje do niego odpowiednie widełkowe przyłącze.) Można także zamawiać specjalną wersję do współpracy z wyjątkowo silnymi wzmacniaczami słuchawkowymi ViVa Audio, z którym okablowanie już to samo.
Odsłuch: Interfejs vs interfejs
To teraz z górki na pazurki – odpowiedź na pytanie, co się za owe ekstra piętnaście tysięcy w sensie brzmieniowym dostaje i czy to jest aż tyle warte.
Zabrałem się za odsłuch, odbyłem szereg sesji. Pierwszą w domenie plikowej, z PC jako źródłem wysyłającym sygnał do przetwornika Phasemation i dalej na tranzystorowy wzmacniacz słuchawkowy dual-mono tej samej marki. Zaczynając od porównania osiągów starego miedzianego i nowego srebrnego interfejsów za pośrednictwem nowego szczytowego słuchawkowego kabla STAR-12 Silver i też dedykowanego droższemu kabla STAR-8 do integracji ze wzmacniaczem. (A zatem nowy kontra stary interfejs z u obu nowo opracowanym, droższym okablowaniem.)
To poszukajmy różnic:
- Dźwięk poprzez srebrny interfejs okazał się trochę wyższy tonalnie, ale wciąż świetnie wyważony
- Ciut bardziej naprężony
- Ciepły w porównaniu już jedynie śladowo (skądinąd przyjemnie i naturalnie), w miejsce tego, że jawnie ciepły
- Bardziej żywy
- Czujniejszy kiedy chodzi o sygnałową odpowiedź
- Kreślony cieńszą kreską
- Bardziej stawiający na wyostrzanie niż pogłębianie
- Poprzez co agresywniejszy i zarazem nie tak głęboki
- Słabiej nasycany esencją brzmienia i o formie mniej płynnej
- Wyraźniejszy ostrością krawędzi w miejsce ich wyoblenia
- O bardziej przenikliwych wybrzmieniach
- Z bardziej narzucającym się poprzez silniejsze mrowienie szumem tła (vide czujność)
- Ostrzej brzmiącymi wszystkim źródłami, a już zwłaszcza instrumentami dętymi i oklaskami
- Z nieznacznie większym udziałem pogłosu, ale takiego mniej głębokiego
- Bardziej tajemniczy, a mniej łagodnie przyjazny
- Inaczej zawieszający dźwięki w przestrzeni, trudno powiedzieć czy lepiej
- Ale na pewno pierwszy plan zostaje mocniej związany z mającym większy udział drugim, przy całościowo lepszej rozdzielczości
- Przy srebrnym też mocniejsze odcinanie się dźwięków od tła
- A jednocześnie mniej potężna podstawa basowa
- Słabsze nasycenie substancją, za to mocniejsza uczuciowość
- Smutniejszy i poważniejszy wydźwięk emocjonalny
- Skrzypce bardziej się skarżą
- Na zawołanie melancholia
- Ekstensja dźwięku bardziej rozległa, rozpościerana pośród rozleglejszej przestrzeni, ale ta zmiana jest zauważalna, natomiast nie drastyczna
- A te rozchodzące się dźwięki są, jak już zostało zauważone, wyraźniejsze i mocniej odcinane od tła
- Przy tym trochę delikatniejsze, kruchsze
- Kościelne wnętrza w muzyce organowej rysują się wyraźniej, organy zaś bardziej ciążą ku górnym rejestrom
- Mimo wzrostu czynnika kruchości dawka energii jest przepotężna (jak w naprawdę bardzo nielicznych mega energetycznych słuchawkach)
- Toteż ciężki rock rzeczywiście ciężki, buchający energią, a do tego ekstatycznie wyraźny
- Po dłuższym zastanawianiu i dywagowaniu nad z różnych szuflad gatunkowych wziętymi utworami, doszedłem ostatecznie do wniosku, że nowy interfejs bym wolał, i to do każdego repertuaru.
- Co z tego wszystkiego bodaj będzie najważniejsze: przy nowym okablowaniu Star-12/Star-8 u obu interfejsów zanikł problem nazbyt skąpego udziału dalszych planów w całościowym obrazie muzycznym.
- Zupełnie tego nie ma, scenografia jawi się jako dobra do bardzo dobrej, chociaż wciąż ustępuje klasą nadzwyczajnej jakości obrazowaniu samych dźwięków, które przy nowym okablowaniu i adapterze jeszcze zdołało się poprawić.
Ustaliwszy przy komputerze na bogatym materiale plikowym jakich różnic można doświadczyć odnośnie różnych interfejsów, ergo różnych uzwojeń u transformatorów, pozostawało poszerzająco przenieść porównania na obszar płyt CD.
Odpoczywający po własnej recenzji odtwarzacz Accuphase DP-770 dał możność zbadania tego także w domenie SACD; ta sesja odbyła się przy użyciu zarówno redakcyjnego wzmacniacza lampowego z lampami mocy 45’, jak i tranzystorowego M2TECH Classic, którego wyróżnikiem obsługiwanie słuchawek obwodem przeznaczonym dla kolumn. (Skądinąd znakomitym, inaczej bym nie użył.) Jednocześnie było to porównanie epok. Porównanie osiągów przy użyciu dawnego typu 24-bitowych kości długiego słowa D/A Burr-Brown PCM1794A w przetworniku Phasemation (po jednej takiej dla kanału) przy ich wspieraniu zaawansowanym układem JVC/Victor Studio K2 (1987), zdolnym odzyskiwać w przetwarzaniu czasowo-częstotliwościowym utracone detale, harmoniczne oraz częstotliwości powyżej 22 kHz, z efektami działania u Accuphase w każdym kanale kości „literujących” sygnał, wewnętrznie 8-kanałowych i sumarycznie 32-bitowych, w postaci Hyperstream II Modulator ESS Sabre Technology ES9028PRO, wspieranych z kolei przez pracujący w przeciwfazie układ korekcji błędów Accuphase Noise and Distortion Canceling Circuit (ANCC).
Zbiorcze wyniki okazały się interesujące i zaskakujące zarazem, ale wpierw o samym drugim etapie. Pod dyktat najwyższej klasy sygnału z topowego dla dzisiejszych czasów odtwarzacza i przy użyciu wzmacniaczy słuchawkowych przerastających jakością Phasemation EPA-007, objawiła się wiedza w postaci:
Nowy, srebrny interfejs względem starszego miedzianego to
- Tak jak poprzednio dźwięk wyższy tonalnie
- Ostrzejszy, wyraźniejszy, mocniej i cieńszą kreską podkreślający kontury
- Kładący większy nacisk na szczegóły
- Generujący również intensywniejszy szum tła
- Dający zauważalną poprawę parametru głębi scenicznej
- Wraz z czym też bardziej efektowną, głębiej dosięgającą holografię
- Wzrost krzykliwości poprzez mniej trójwymiarowe soprany
- Przyrost udziału echa
- Mniej wypełnienia
- Bardziej eksponowaną dynamikę
- Styl odbierany całościowo jako intensywniejszy
- Bardziej atakujący
- Mniej ciepły
- Bardziej tajemniczy
- Kierujący emocjonalnie w stronę namysłu, zadumy, powagi i zaangażowania, w miejsce zrelaksowanego bądź aktywnego, ale głównie kojącego spokoju
- Zarazem, co podkreślmy, nie należy odnosić wrażenia, że ostrzej rysujący obraz nowy-droższy, srebrnym transformatorem realizujący swą misję interfejs przekracza tą ostrością i wyraźnością granice dobrego smaku, że to przestaje być przyjemne
- Słucha się znakomicie, słucha się wręcz wspaniale – wyłącznie inna stylistyka
Bardzo ciekawie się to przekładało na użycie przejściówek z 4-pin na duży jack, koniecznych przy wzmacniaczu M2TECH. Sprawdziłem działanie obu będących w dyspozycji, obu autorstwa Tonalium – jednej po obu stronach zazbrojonej profesjonalną konfekcją Neutrika, drugiej o wiele droższą – najdroższymi konektorami w ofercie Furutecha. Śmiało można powiedzieć, że przytoczone wyżej różnice odnośnie interfejsów doskonale pasowały też do przejściówek – do z Furutechem interfejs srebrny, do z Neutrikiem miedziany. Ale z ważną różnicą – przejściówki w odniesieniu do parametru głębi scenicznej nie różniły się prawie wcale, może te echa z Furutechem cośkolwiek pogłębiały, ale tak nieznacząco. Znaczące było natomiast to (czego nietrudno się domyślić), że interfejs posługujący się srebrem wolał kontrującą go dopełnieniem masy i dawką analogowego spokoju przejściówkę z łączami Neutrika. Ale żeby nie było banalnie prosto, przy starszym interfejsie nie działo się tak jednoznaczne: zasilający ją transformator miedziany z obiema przejściówkami grał równie zadowalająco. Co nie znaczy, że identycznie, bo przy obustronnych Neutrikach w ich rytmie przepełniającego duszę spokoju i jednoczeżnie pobudzania zdumiewającym autentyzmem postaci (na wzór gramofonowy), a z Furutechami po obu stronach bardziej podkręcająco nastrój żywością, szczegółowością i wyraźnością – można zatem powiedzieć, że te postaci przy Neutriku były bardziej zwyczajne w sensie życiowego spotkania, a nadzwyczajne jedynie samym odtwórczym autentyzmem, podczas kiedy przy łączach Furutecha takie bardziej niezwykłe, przekraczające miarę codzienności i tym przykuwające uwagę.
Odsłuch cd.
Teraz może zaskoczę, a pewnie przy okazji nie zadowolę Aleksandara Radisavljevica, ale mnie najbardziej przy Accuphase i M2TECH podobał się zestaw »dawny interfejs miedziany z przejściówką Furutecha«, podobał bardziej niż odwrotny – »srebrny interfejs z Neutrikiem«. Ten nowy jednak, już bez niepotrzebnej w tym wypadku przejściówki, korzystniej wypadł przy wzmacniaczu lampowym, a jak już wyżej napisałem, przy komputerze – tam gdzie z inną, tylko już jedną przejściówką (mającą dwa duże jacki jako wejściowe przyłącze symetryczne wzmacniacza dual-mono i wszystkie konektory od Neutrika) – tam również nowy interfejs obsługiwany przez stare kości D/A i procesor K2 wydał mi się bardziej intrygujący.
Na podsumowanie tej części powiem, że tytułowe RAAL Immanis 1995 z kablem STAR-12 Silver z oboma wzmacniaczami dały przy Accuphase brzmienie niemalże identyczne jak słuchawki Sennheiser Orpheus HE90 – cośkolwiek mniej echowe i poprzez to skromniejsze scenicznie, ale o identycznym smaku odnośnie autentyzmu; smaku absolutnie szczytowym, rodzącym sam najwyższy podziw. Tym większy, że przy wstęgach można oczekiwać dziwności, jakichś śladów odrealnienia, a zwłaszcza niedostatków masywności – absolutnie niczego takiego nie było: konstrukcyjna i dynamiczna potęga dźwięku, podobnie jak skala realizmu, były powalające. A nie inaczej, bardzo blisko, także przy komputerze. Chcąc to najkrócej ująć nazwałbym owo brzmienie obfitym i sycącym, a przede wszystkim imponującym szczytowym realizmem. Absolutne słuchawkowe mistrzostwo.
Kabel vs kabel
Pozostało sprawdzenie, jak mają się do siebie starszy słuchawkowy kabel STAR-8 Silver i nowy, tak przez autora zachwalany STAR-12 Silver.
To porównanie było krótkie, w try miga konkluzywne. Kogo stać na STAR-12 Silver, nie powinien się wahać. Starsza ósemka nie ma tak naturalnej, tak przekonująco prawdziwej średnicy, co tyczy obu interfejsów. W porównaniu mniej ucieleśnia zarówno w sensie karmienia materią, jak w czysto naśladowczym. Mniejszą prawdziwość wyczuwa się momentalnie: tony średnie są w porównawczym zestawieniu u STAR-8 za szczupłe, poprzez co nie obdarowujące taką dawką przypisanego istnienia, a równowagi tonalne podzakresów w sopranach i średnicy zdają się niczym źle ułożona układanka. Dźwięk zapada się, nie znajdując właściwego wyrazu ani w mierze poprawności obrysu, ani też jego wypełnienia. Powiedzieć, że na tle porównywanego nowego wzorca wydaje się pokraczny, byłoby niewątpliwie przesadą, ale że przeleciało mi to przez głowę, też nie będę ukrywał. Jak już mieć te Immanis, to wyłącznie ze STAR-12 Silver – usilnie, może etapami, należy do tego dążyć. Jako że z nim ich posiadanie – bez wahania mogę powiedzieć – to posiadanie jednych spośród kilku zaledwie najlepszych słuchawek w historii. Przeciętny high-end nie ma szans, dają realizm wspanialszej treści. Więc gdyby nie ta cena… Co za cena!… Ale wiadomo, świat dla bogatych.





















Czy właściciele „starych” Immanisów mogą czuć się zrobieni w bambuko? Ja tak się czułem, mając Gillette Mach 3 jak pokazało się Gillette Fusion 5 😉
Używam Wilkinsona, gdzie też było przejście z 4 na 5, ale różnica bardzo nieznaczna. O tyle nie są ci od dawniej sprzedawanych Immanisów zrobieni w coś tam, że nowy kabel jak najbardziej pasuje, a same słuchawki wciąż te same. Interfejs też niekoniecznie muszą zmieniać, ale kabel, to już dla maksymalizacji doznań koniecznie.
Mam wrażemie, że pojawiła się konkurencja dla wstęgowych produktów Raal 1995 a jest nią: FlowzTone F-R1. Piszę to na podstawie impresji youtuberów z londyńskiego CanJamu. Poczekamy,
zobaczymy…
Inne prezentacje, Raale bardziej podkreslaja tekstury, graja wyczynowo w porownaniu, jesli idzie o podkreslanie szczegolow.
Flowztone sa duzo bardziej miekkie w prezentacji w tym i basu, bardzo przypominaly mi charakterem HE-1 kiedy ten gral z wewnetrznego DACa i jakiegos taniego podajnika plikow. Dzwiek po ciemnej stronie z poteznym basem ( u Sennheiser wrecz przewalonym), ale Flowztone lepiej go kontrolowaly, ten nie nachodzil na srednice, byly tez spojniejsze w calym pasmie w tym i przestrzennie, choc podobnie rozdzielcze. Pytanie jak wypadaja oba z lepszym zrodlem. W sumie to bardzo tez podobna prezentacja tonalnie do starych, relatywnie taniutkich Raal CA1 (z padami bez szczelin), ale Flowztone sporo lepsze przestrzennie. Na pewno pomaga im lepiej dopracowany i zestrojony firmowy wzmacniacz od Flowztone. Te notoryczne poprawki kabli i adepterow ze strony Raala kompletnie mnie zniechecily do ich wyrobow, zwlaszcza ze winduja tez ceny za te akcesoria do granic absurdu.
Flowztone jeszcze dlugo nie bedzie konkurencja dla nich, no chyba ze poprawia moce produkcyjne i zmienia tuning.
Fakt te zmiany i wersje to po mału szaleństwo, nie wspominając o cenach.
Ciekawy jestem tych Flowztone tym bardziej, że można je dopasować pod swój gust zmieniając ich charakterystykę brzmienia.
Immanis z tym nowym interface gra też trochę bliższą sceną, zwłaszcza pierwszym planem, ale czy te zmiany są warte, aż tyle? Bo te różnice są, ale nie jakieś drastyczne, tak jak z kablem. Można też dociążyć brzmienie innym kablem do wzmacniacza np. z czystej grubej miedzi, sprawdzałem WW mini eclipse 7, trochę sztywny ale nie jakoś bardziej niż star-12.