Recenzja: Matrix Audio Element X

    Jeszcze całkiem niedawno zdawało się, że obciążony najróżniejszymi regulacjami przetwornik z wbudowanym słuchawkowym wzmacniaczem stanowi ostatnie piętro wypiętrzającej się złożoności. Ale minęło kilka lat i do dwóch funkcji zasadniczych doszlusowała trzecia – streamera. Efektem stoi przede mną tytułowy Matrix Element X, trzy te funkcje łączący. Zgodnie ze szkolną regułą podstawiania (nie nóg kolegom, tylko cyferek w miejsce iksów na lekcjach matematyki), należałoby zatem w miejsce tego nazwowego „X” wstawić trójkę. Jak chodzi o cyferki, istotne jest jeszcze jedno podstawienie – w puste miejsce przy cenie wstawiamy 14 tys. złotych. Teraz mamy już komplet – streamera z przetwornikiem i słuchawkowym wzmacniaczem za czternaście tysięcy.

Tego typu urządzeń na rynku nie brakuje, samo Matrix oferuje trzy inne. Pozostałe tańsze od recenzowanego, poczynając od takiego za cztery tysiące. Tak więc Element X jest w ich ofercie najdroższy, co bynajmniej nie znaczy, że najdroższych w ogóle. Niedawno recenzowałem dużo droższego funkcyjnego trójnoga od Auralica, wcześniej wielokrotnie droższego dCS Bartóka. Wychodzi na to, że ze swoimi czternastoma tysiącami jest nasz Matrix Audio Element X dość drogi, ale i tak jeszcze umiarkowanie. Znajduje się zatem w trudnym położeniu: z jednej strony wypychają go z rynku dużo tańsi, mamiący nie tylko ceną, ale oferujący też jakość; z drugiej przytłaczają o wiele drożsi, którzy mogą sobie pozwolić na lepszy techniczny wsad. Zarazem jest to miejsce szansą – trzeba odskoczyć od tych tańszych, przygasić ich jakością, i zrównać się z najlepszymi, albo przynajmniej prawie.

Matrix Audio to wie, gdyż nie sztuka to wiedzieć, i pod dyktando okoliczności nawija o swej jakości. (Że sobie porymuję.) Pisze, że ich nowy szczytowy przetwornik to jest naprawdę coś – taki naprawdę super i w ogóle; ale o tym w rozdziale technicznym, wcześniej słówko o firmie.

Matrix Electronic Technology Co., LTD to kolejny złowrogi promień wystrzelony przez chińską Gwiazdę Śmierci. Dość komiksowo to nazywam, niemniej chiński potencjał nieustająco rośnie; Europa i Ameryka same wyhodowały smoka, który je teraz zżera. Czy dadzą siebie pożreć ze szczętem, to temat na inną rozmowę – nasz dotyczy jedynie trzyfunkcyjnego combo, opatrzonego nowomodną nazwą pisaną z małej litery. Lecz już mi wychodzi bokiem ta pisanina z małej, że potem nazw w tekście nie znać – więc napisałem tytuł z dużej. No nic, zostawmy nazwy i odłóżmy na inną okazję zagadnienia globalne, skupmy się na producencie.

Matrix Audio streszcza swoją historię w następujący sposób: W 1999 roku, w pięknym i starożytnym  mieście Xi’an, trzej koledzy, późniejsi założyciele, spotkali się na inauguracji nauki w liceum. Trzyletni okres spędzony wspólnie poświęcili w czasie wolnym od zajęć studiowaniu urządzeń audio, też rozmawianiu o muzyce i grze na muzycznych instrumentach. Kiedy spotkali się ponownie w 2009, postanowili powołać do życia własną markę, to nasze Matrix Audio. Po kilku latach prób, błędów i wynalazczych poszukiwań założyli na koniec w 2013 w miejscu pierwszego spotkania firmę Matrix Electronic Technology Co., LTD, rejestrując jej znak towarowy „Matrix Audio”. Obecnie przedsięwzięcie ma postać zespołu „kochających muzykę inżynierów, projektujących i wytwarzających wysokiej jakości urządzenia popularne już w wielu regionach świata”. Wiodącą ideą jest harmonia: harmonia piękna otaczającego świata, piękna świata muzyki i piękna rzeczy pięknej, jaką może być urządzenie audio. Estetyka zatem w każdym wymiarze, ale i nowoczesność.

Odwołanie do nowoczesności jest tutaj główną rzeczą, bo czym, jak nie większą nowoczesnością i niższymi cenami nowa marka ma ze starszymi walczyć? Tej sprawy nie zaniedbano, urządzenia od Matrix Audio mają być, wedle zapewnień, szczególnie nowoczesne. Natomiast nie szczególnie tanie, za to szczególnie świetne.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

24 komentarzy w “Recenzja: Matrix Audio Element X

  1. Sławek pisze:

    „Matrix Audio oferuje za dziewięć pięćset X-SABRE PRO MQA – natywny czytnik takich plików, jeszcze lepiej do nich przystosowany, który można sprzęgać z Element X, by stało się niebiańsko. I bardzo się przy okazji chwali, że to sprzęganie wykonuje przez kabel HDMI wolny od audiofilskich wariactw z szalonymi cenami”
    Skoro tak, to wejście I2S (LVDS na HDMI) powinno być lepsze niż USB. Albo można podłączyć streamer z cyfrowym wyjściem I2S (sam takowy posiadam) i porównać jakość. Albo podpiąć dobry kabel ethernetowy i streamować prosto z sieci…
    Możliwości dużo. Tylko, że USB przywiązuje z powrotem do komputera, od którego się uwolniłem.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Będziemy to badać, jak ten Sabre przyjdzie. A ma przyjść.

  2. Fon pisze:

    Kiedy test Bayerdynamic t1v3 czy jest szansa na nie

    1. Piotr Ryka pisze:

      Dostałem obietnicę dystrybutora, że będą.

      1. Fon pisze:

        Z opisów ludzi wynika, że to ciemne ciekawe granie w stylu NH, tylko lepsze, może to być strzał w dziesiątkę jak się lubi ciemne granie a ja uwielbiam.
        Czekam z niecierpliwością na test.

  3. Stefan pisze:

    Porównanie do Bartoka wystąpiło, chyba pomwninołem recenzję?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Przepraszam, możesz powtórzyć pytanie?

      1. Stefan pisze:

        Dopiero teraz odnalazłem recenzję Bartoka, na którą czekałem, umknęła uwadze. Można trochę więcej odniesień do niego element X?

        1. Piotr Ryka pisze:

          Nie lubię pisać o niebezpośrednich porównaniach, zwłaszcza na dużym dystansie czasowym. Styl brzmienia obu kombajnów podobny, wyrafinowanie Bartóka odnośnie zwykłych plików trochę większe. Matrix chyba bardziej powiększa przestrzeń, ale z naciskiem na chyba. Poza tym gra chyba trochę ciemniej. Ogólnie świetny naleśnik w graniu po USB. Po koaksjalnym już gorzej.

          1. Stefan pisze:

            Dziękuję, a udało się sprawdzić ten streamer wbudowany w Bartoka vs USB?
            Miałem tego X u siebie, bardzo ciekawy zawodnik, nawet ten wzmacniacz niczego sobie, choć Susvarom to już nie dawał rady.

          2. Piotr Ryka pisze:

            Strumieniowanie z dysku słyszane na AVS było rewelacyjnej jakości.

            Czy dobrze czytam? Pan Stefan ma Susvary?

          3. Stefan pisze:

            Niestety nie, miałem na testach udało się po wielu próbach, muszę przyznać, że to złoto jednak prawdziwe, owszem tak jak K1000 potrzebują odpowiedniego napędu, wtedy dźwiękowo jest magia, przebiły u mnie wszystko chyba poza Orfeuszami, ale te to tylko pamiętam z Zachęty. Niestety jakość wykonania to to co powstrzymuje przy tej cenie, którą o ile pamiętam dr. Fang ustalał stwierdzając mają być najlepsze to powinny być najdroższe, także przebijają cenowo Abyssy, Staxy …..

          4. Piotr Ryka pisze:

            Zatem te moje dwa spotkania z nimi były jednak mylące. Słuchałem z Auris Audio Headonią i droższą ViVą – w obu przypadkach nie podobały mi się. Z Headonią dostały pucki od Final D8000, z ViVą źle odtwarzały soprany. No nic, postaram się je jakoś do testu zdobyć. A z jakim słuchałeś wzmacniaczem?

          5. Stefan pisze:

            Fakt jak to było na AVS 2019 to to połączenie z ViVa to była katastrofa, wpinałem do niej Empyreany i było sporo lepiej.
            Oprócz matrixa element X który nie dawał rady, był też Niimbus i tu sytuacja się diametralnie poprawiła, tak jak pisałem ciężko uwierzyć, ale one są tak wymagające jak K1000, z tego co pamiętam to nawet HE-6 grały lepiej ze słabszych mocowo wzmacniaczy. One dopiero przy dobrym napędzie nabierają dociążenia, przestrzeni, holografii wszystko zaczyna płynąć jak powinno. Szkoda tylko że do rąk strach brać….

          6. Piotr Ryka pisze:

            Sam i tak bym wolał słuchawki lepiej brzmiące, nawet gdy brzydkie czy delikatne. Wychodzi na to, że do nich coś na 300B albo KT-150 od Octave. Poza tym mają też ten dedykowany wzmacniacz, który na AVS nie dojechał. Tu dość konkretna recenzja, gdy idzie o osprzęt, nie do końca pochlebna:
            https://www.youtube.com/watch?v=4jk7aLzpsFU&ab_channel=Currawong

          7. Stefan pisze:

            No niestety nie zagrają ze wszystkiego, ale na dobranym torze to moim zdaniem jedne z topowych, tak zresztą Currawong podsumował je dźwiękowo i niestety ten początek o jakości wykonania to cały Hifiman. Celna uwaga dotycząca KT150 taki V16 od Octave to też dobre polączenie.

  4. Fon pisze:

    W jakich wydajnych tranzystorowych integrach wyjście słuchawkowe jest wysokiej klasy zasługujące na uwagę,przymierzam się do wymiany wzmaka i chcę połączyć ogień z wodą.
    Chodzi mi po głowie Accuphase E380, czy to dobry kierunek.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Myślę, że kierunek zły nie jest, zwłaszcza jeżeli jednym ze źródeł mają być pliki. Obsługa słuchawek i kolumn powinna być bardzo dobra.

      1. Fon pisze:

        Z plików się wyleczyłem, to nie moja bajka, tylko fizyczne nośniki, dzięki za potwierdzenie mojego wyboru

        1. Piotr Ryka pisze:

          Wszystkie nośniki są fizyczne, o plikach się tylko tak mówi. A pliki MQA to jest naprawdę coś, tylko trzeba mieć czym je przeczytać.

          1. Fon pisze:

            Pewnie jestem staromodny ale lubię wybrać z regału płytę czy nawet kasetę i umieścić ją w odtwarzaczu, z plikami tego nie zrobimy. Z kasetą jest jeszcze ciekawiej bo nawet po wielu latach możemy ją zacząć odtwarzać w zatrzymanym kiedyś miejscu 🙂

          2. Piotr Ryka pisze:

            Płytę w wersji plikowej też można każdą osobno zgrać na pendrajwa albo kartę pamięci. W takiej wersji będzie wprawdzie maciupka i samemu trzeba będzie ją oznakować, ale da się zrobić. Niespecjalnie to tylko będzie wygodne, ale płyty na półkach to też kłopot. Ogólnie kwestia przyzwyczajenia. Niemniej winyle i wielkoszpulowe taśmy jakościowo wciąż najlepsze i przy okazji najmniej poręczne do przechowywania. Tak czy tak zawsze klops.

  5. Artur pisze:

    A jeśli nie używamy komputera tylko chcemy streamowac prosto z tego kombajna? Będzie tak pierwszorzędnie jak z USB? Jak on się sprawdza w normalnych plikach? Widzi dyski NAS w sieci? Lepiej taki kombajn czy lepiej xsabre pro mqa i np ayon ha3?

  6. Piotr Ryka pisze:

    Lepiej moim zdaniem ten kombajn. Zwykłe pliki czyta rewelacyjnie i wszystko może obsłużyć. Zaskakująco dobre urządzenie, jestem nim mile zaskoczony. Przede wszystkim produkuje dźwięk o bardzo dużej objętości – trójwymiarowy, żadnych spłaszczeń. Do tego duża moc, drajw, szybkość, szczegółowość, dynamika. A muzykalność bez zarzutu. Zero podostrzeń, kanciastości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy