Recenzja: Luna Cables Gris głośnikowy

Budujemy kabel głośnikowy

Gris to gris.

   Kable głośnikowe wyglądać mogą różniście, że słowo od Bohdana Smolenia pożyczę. Są grube i są cienkie, są obłe i są płaskie. Są w jednym wspólnym oplocie i z wielu żył splatane, są ciężkie i są lekkie. Końcówki też mogą mieć różne i w różnych bywają kolorach. Pod wszystkimi tymi względami nasz Luna Gris niczym się nie wyróżnia, a nawet powiem więcej: wygląd ma bardzo skromny. Waży niewiele i jest cienki, a oplot ma w kolorze mysim na bazie surowej, z lekka szorstkawej bawełny. W środku czuć dwie tylko żyły, które przy wtykach się rozdzielają (nie ma rady, wszak muszą) i poprzez czarne opaski termokurczliwe z napisem LUNA rozchodzą na czerwony i czarny odcinek do zacisków. Z tymi łączyć się będą poprzez karbowane z pozłotką wtyki rurkowe BFA, które lubię, bo są skuteczne i najłatwiejsze w użyciu. (Inne końcówki na zamówienie za niewielką dopłatą.) Wewnętrzne żyły są splatane z drucików z cynowanej miedzi o pochodzeniu zamierzchłym, czyli, jak to się z namaszczeniem mawia – vintage. Producent nazywa je „Luna Cables Neo-Vintage (LCNV) tinned copper” i są one tu clou dla brzmienia, na nich będzie ono bazować. Ten rodzaj przewodników służył jeszcze w pierwszej połowie zeszłego stulecia wzmacniaczom lampowym Western Electric, na które bardzo niewielu dziś stać w wersji oryginalnej, a które się kopiuje i dobrze na tym wychodzi. Czy kopiuje na bazie takiej właśnie miedzi, tego nie wiem, ale dzięki Luna Cables zyskałem świadomość, że tak się robić powinno. I jest ta miedź jeszcze jednym przyczynkiem do stwierdzenia, że dawna inżynieria dźwiękiem potrafiła opiekować się lepiej niż dzisiejsze tranzystorowe szczudłaki okablowane zwykłym drutem.

Mające pochodzenie vintage (czy też neo-vintage) same przewody są u Luny traktowane nadzwyczaj nowocześnie, to znaczy ekologicznie. Izolacja jest zatem bawełniana z nasączeniem woskowym, oplatająca dwadzieścia sześć miedzianych nitek o średnicy 16 gague (czyli ø 1,291 mm), składających się na każdą z żył. I cała ta mieszanka vintage cynowanej miedzi z ekologiczną nowoczesnością w postaci woskowanej bawełny, ląduje w znów ekologicznym opakowaniu, czyli woreczku z płótna. Na woreczku motyw zjawia się raz jeszcze ekologiczny – wzięta za symbol Luna Cables wielka amerykańska Luna Moth.

Za to wtyki złociste.

Wszystko to brzmi nadzwyczaj prosto w wymiarze konstrukcyjnym, toteż łatwo przyjść może komuś do głowy: „sam taki kabel bym zrobił”. Pytanie tylko, skąd wziąłby taką miedź? I która to konkretnie? Czy na pewno tam w środku jest sama woskowana bawełna? I czy umiałby te żyły tak skręcić wokół siebie? – albowiem są skręcone. Oraz wyjść odpowiednio na głośniki? – bo to też trzeba umieć zrobić. Poza tym kable są kierunkowe (kierunkowość wyznacza napis LUNA), a to już rodzi podejrzenie, że coś przy nich kombinowano. Na koniec jeszcze kluczowe pytanie: czy wyszłoby to wszystko taniej i ile czasu by nasz samozwańczy konstruktor na swój duplikat stracił? Bo przecież chyba coś więcej umie, niż na rzecz oszczędności się trudzić, jego czas to też pieniądz…

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

5 komentarzy w “Recenzja: Luna Cables Gris głośnikowy

  1. Marcin pisze:

    Witam,

    Bardzo zaciekawiły mnie te kable, więc zapytać chciałbym, czy i jak porównałby Pan te Luny do (chyba dość dobrych) Tellurium Q BLACK II?

    Przy okazji, być może głupie pytanie: czy recenzowane kable sprawdziłyby się razem z K1000, zakładając że w tych ostatnich zrobiłbym wejścia bananowe na końcówkach półmetrowego kabla (czyli przewód półmetrowy wlutowany w K1000 z jednej, a z drugiej strony z terminali mi bananowymi, przewód najwyższej klasy, np Tonalium)?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Odnośnie pytania o Black II, to go nie słyszałem, słuchałem tylko Black Diamond, a to dalece co innego. Zwykły Silver natomiast na pewno od Gris jest słabszy wyraźnie.

      Odnośnie drugiej sprawy, to Tonalium niejako wyspecjalizowało się w okablowaniu słuchawek K1000 na wzór Entreq Atlantis i pewnie mogłoby stosowny kabel z głośnikowymi przyłączami wykonać. Co do samego Luna Gris, to zalecam ostrożność z uwagi na sporą ofensywność sopranów, którą i K1000 wykazują. Tonalium będzie prawdopodobnie pewniejszy. Albo któryś wyższy z oferty Luny (zgaduję).

      1. Marcin pisze:

        A czy sam pomysł zrobienia takiego eksperymentu z K1000 (mam na myśli wspomniany krótki odcinek Tonalium zakończony terminalach bananowymi do podłączenia do K1000 kabli glosnikowych) można uznać za warty uwagi?

        1. Paweł pisze:

          Ja bym czasu nie tracił bo właściwe zaterminowanie wteków i ich jakość to połowa sukcesu i większość wydatku. Lepiej w FAW sobie zamówić gotowy kabel.

        2. Piotr Ryka pisze:

          Myślę, że jak najbardziej. Pozwalałoby to wędrować jakościowo w górę wraz ze stosowanymi kablami głośnikowymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy