Recenzja: Hijiri SM2R „Sound Matter”

   Po kiego raz jeszcze recenzować kabel parę razy zrecenzowany? Opisywany głównie po polsku, czyli mową póki co jeszcze nad Wisłą najbardziej zrozumiałą? Przy czym fakt, że nad Wisłą, ma tu niebagatelne znaczenie, ponieważ Hijiri SM2R „Sound Matter” oferowany jest wyłącznie nad Wisłą i w Japonii. A ja mieszkam w Krakowie, Kraków właśnie nad Wisłą leży – i jeszcze raz mam nieboraka opisać? Po co?

Mnie tam niespecjalnie zależy na byciu pierwszym czy ostatnim, ponieważ cudzie recenzje traktuję jako ten wiatr w polu – a niechże sobie hula. Ale czytelnik może się poczuć znudzony pisaniem w kółko o tym samym, toteż zapytałem dystrybutora, na kiego mu kolejna recenzja? – Bo w opisach na „HiFiPhilosophy” najwięcej przymiotników – pan dystrybutor na to. – Najwięcej będzie porównań, najwięcej opisowej treści. Wygląda przeto, iż na początek dystrybutorzy potrzebują recenzji najmniej treściwych, później treściwszych, na koniec najtreściwszych … Aha, rozumiem… To znaczy nic nie rozumiem, ale co mi tam. Podobnego w żółto-czarną kratkę otulonego kabla zasilającego tej samej marki używam i jest to kabel zacności, mogę zapoznać kolejny. Płacą, akurat Święta za pasem, gotóweczka się przyda.

Znaczy się – tym razem obiektywizmu nie będzie? – martwisz się czytelniku. A gdzie tam – musi być, nie martw się – za takie nędzne pieniądze miałbym być nieobiektywny? W życiu. Poza tym bardzo lubię kablem zasilającym przejechać po prętach ogrodzenia, za którym antyaudiofile. Patrzyć jak się wściekają, zakosztować ciskanych wyzwisk. Może akurat „Ton składowy” rzuci im tę recenzję i będzie gruby ubaw, piwosze znów zawyją.

Żarty żartami, wstępy wstępami, kolejność kolejnością – ale jak chodzi o konkrety, to niespecjalnie tęgo. Albowiem (mocne słowo) na stronie producenta ten kabel nie widnieje. Z zasilających są „Nagomi” i „Takumi”, „Sound Matter” nieobecny. Nagomi był już pod ostrzałem naszej w przymiotniki obfitującej oceny, zajrzyjmy przeto do niej. Stoi tam, że przemodelowawszy gruntownie ofertę i w ramach tego zmieniwszy nazwy, japońskie Combak Corporation (firma matka) pod wodzą właściciela i naczelnego konstruktora Kazuo Kiuchi wprowadziło w 2015 roku nową generację przewodów, w tym nowych zasilających. Dwóch w słowie pierwszym określonych nowym słowem Hijiri, oznaczającym mistrza-przewodnika, w kolejnym dookreślanych jako „Nagomi” – mistrz spokoju, albo „Takumi” – mistrz sztuki. Trzeci z nowych, genealogicznie najstarszy a ekonomicznie najdroższy, nie zwał się jeszcze Hijiri, tylko po staremu Harmonix, a dokładnie Harmonix X-DC Studio Master „Million” Maestro. Co w wolnym tłumaczeniu może zostać określone mistrzostwem ostatecznym – finalizującym i kwitującym dzieje kabli Harmonix. Odpowiednio do tego pozycjonowały się ceny: za mistrzostwo spokoju długości półtora metra zapłacimy obecnie 6 790 PLN, za tej samej długości mistrzostwo sztuki już trzy razy więcej, a za mistrzostwo ostateczne … – za nie nic już nie zapłacimy, bo to był kabel limitowany, obecnie niedostępny. Ale jak był, to kosztował 35 900 PLN. Wychodzi na to, że spokój jest najtańszy (coś nowego) i niespecjalnie nawet drogi, toteż chyba nie ma potrzeby sięgać po stany jeszcze wyższe. Przeczy to wprawdzie fundamentalnej regule audiofilizmu znerwicowanego, realizującemu się w nieustannych poszukiwaniach, ale pozostaje w zgodzie ze stoickim i buddyjskim spokojem, jako najdoskonalszym stanem ducha.

Tośmy sobie nie poprawili, nasuwa się uwaga. O Hijiri i firmie matce jakieś tam napomknienia, ale w wyliczeniu kabli zasilających sygnowanych teraz marką Hijiri model „Sound Matter” się nie zjawia. I w ogóle okazuje się jakiś inny, ni z tego, ni z owego znaczony angielszczyzną. Po co? – znowu się pytam – skoro w angielskojęzycznych rejonach świata nie jest oferowany? I w ogóle ta angielszczyzna jakaś za pospolita, nic nie tchnąca tajemniczością. Po angielsku nad Wisłą też teraz każdy gada, od przedszkola go uczą, słowa „Sound Matter” sobie rozgryzie. Byle uważnie czytał i nie pomylił „Matter” z „Master”, bo to nie jest to samo. No, panie dystrybutorze, za takie utrudnienia pan będziesz musiał zapłacić więcej.

Chapnąłem za słuchawkę… – wróć, to już nie te czasy. Wziąłem do ręki komórkę, dzwonię. – Skąd, gdzie, jak, dlaczego i od kiedy te „Sound Mattery” dają? – Oraz ile one kosztują? (To akurat wiedziałem, ale co szkodzi się upewnić.) – I przede wszystkim, dlaczego na stronie producenta najmniejszej wzmianki nie ma?

Nie ma, się okazuje, ponieważ strona jest angielskojęzyczna, a jak już zdążyłem powiedzieć dwa razy, na ten obszar nie jest przewidywany. Dostępny tylko w Polsce i Japonii, więc gdzieś w japońskim Internecie pewnie znajduje się jakiś opis, ale gdzie indziej nie. Poza tym ten jest z zasilających najnowszy (a więc może dlatego?) i cenowo wstrzelony pomiędzy Nagomi a Takumi; za 1,5-metrowy odcinek „Istoty Dźwięku” życzą sobie 8 990 PLN.

Tym samym po anonsie, możemy przejść do rzeczy.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

10 komentarzy w “Recenzja: Hijiri SM2R „Sound Matter”

  1. Pawcio pisze:

    Miło czytać recenzję, w której spostrzeżenia recenzenta są zgodne z osobistymi w swoim systemie. Miałem 350M2R, mam Nagomi i SM2R. Recenzowany SM2R nie sprawdził się z moim wzmacniaczem tego samego producenta czyli Reimyo KAP (zdecydowanie lepiej wypada Nagomi) a z Ayon 35 zgrał się rewelacyjnie. Sugerowałbym jednak odsłuch w swoim systemie bo o ile Nagomi jest uniwersalny i w ciemno można go kupić to SM2R już musi się wpasować w tor. Dodam tylko celem uzupełnienia, z moich spostrzeżeń, SM2R jest bardziej liniowy i neutralny a 350M2R nadaje swoje cechy w dźwięku. Po zmianie źródła z Ayon 35 na dCS Rossini player jeszcze bardziej doceniłem SM2R. Także mimo wysokiej ceny jeśli wpasuje się w tor i gust słuchacza to jest to okazja w relacji cena / możliwości.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Oczywiście lepiej byłoby mieć wszystkie te topowe kable zasilające Harmonix i Hijiri, móc nimi pożonglować między sprzętami wysokiej klasy i skonstatować różnice. Ale wtedy byłaby jedna recenzja na miesiąc (nie wspominając o spełnieniu uwarunkowań, zupełnie prawie niemożliwym), a na mnie napiera tłum żądnych ocenienia ich oferty dystrybutorów oraz spogląda garstka czytelników, poszukujących recenzji nowych. Dlatego tak, a nie inaczej. Cóż, trudno – takie życie. Dobrze, że chociaż tyle się udaje, że spostrzeżenia nie są mylne. A przy okazji gratulacje – gratuluję tak wybitnego toru.

  2. Pawcio pisze:

    Na Pana recenzje czekają szczególnie słuchawkowcy. Bo z polskich recenzentów tylko u tu jest ciekawie i największy autorytet. Więc i presja oczekiwań czytelników duża.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Napisałem już recenzję tych tanich HiFiMAN, trzeba je jeszcze tylko obfotografować. Po Nowym Roku też się coś kroi.

    2. Fon pisze:

      Tak Piotr to specjalista od testowania słuchawek i na takie testy czekamy, pełna zgoda.

      1. Piotr Ryka pisze:

        A skąd wziąć słuchawki? Kto słyszał o dobrych, ciekawych a dostępnych?

        1. Fon pisze:

          Może od czasu do czasu jakieś bezprzewodowe Piotrze wziął byś na tapetę, to też sporo ludzi zainteresuje zapewne np. takie B&W PX5, 7 tym bardziej, że tu też nastąpił spory postęp w jakości.

          1. Piotr Ryka pisze:

            Recenzowałem już bezprzewodowe Momentum. Miały dotrzeć inne, ale jakoś nie podocierały. Te wszystkie słuchawki są chodzącą reklamą Sennheiser BT T100 Bluetooth Audio Transmitter. Ale może moduł iFi to zmieni.

  3. Adam K. pisze:

    Byłem posiadaczem recenzowanego kabla przez jakiś czas, ale niestety u mnie się w dłuższej perspektywie nie sprawdził. Początkowo doceniłem jego większą szczegółowość i dynamikę w stosunku do Harmonixa 350 M2R, jednak niestety było to okupione większą twardością i mniej nasyconymi barwami. Tak więc po początkowym zachwycie, powróciłem do starego dobrego Harmonixa z dużym uczuciem ulgi.
    Nie zmienia to jednak faktu, że Hijiri SM2R to na pewno obiektywnie znakomity kabel i w wielu systemach może się sprawdzić. Ciekawa recenzja.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Prawdopodobnie w systemach nielampowych i push-pull brzmienie staje się twardsze. U mnie to były lampy SE i słuchało się z fascynacją. Stary Harmonix w porównaniach wypadał trochę mdło. Ale w słuchaniu jest łatwiejszy – to na pewno. Wciąż bardzo go lubię i cenię, szczególnie barwę światła i całościową spójność brzmienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy