Olympus USB – budowa
Kabel USB niewątpliwie przesyła energię, bo wszystko jest energią, lecz czyni to nawet bardziej od reszty kabli, wyłączając zasilające, jest bowiem także zasilającym – coraz więcej urządzeń, w tym też gabarytowo dużych, zadowala się zasilaniem przez kabel USB. (Kupiłem niedawno profesjonalny skaner i tak się właśnie karmi.) Ale informacja zawarta w sygnale to też zawsze energia – i pod sygnałową postacią też płynie kablem USB. Na okoliczność energetycznej dwoistości firma iFi stworzyła kabel USB Gemini, w którym żyły prądowa i sygnałowa zostały rozdzielone, ale miażdżąca większość łączówek USB posiada formę zintegrowaną i nasz Olympus też.
Czy to oznacza regres? Pytanie jest zasadne. W teście modelu Atlantis czytamy: „nie składa się z jednego tylko dwóch przewodów, z których jeden wyraźnie jest grubszy, pośrodku oddzielony od sąsiada sporym drewnianym owalem, przez który każda z żył przechodzi oddzielnie”. No tak, zapomniałem – Entreq Atlantis także miał żyły rozdzielone. iFi swe rozdzielenie podtrzymało, najnowsza wersja ich Gemini, to nadal dwie oddzielne taśmy, tymczasem Entreq zintegrował. Dlaczego? – nie wiem, nic nie mówią. Ale domyślam się, że chodziło o uproszczenie budowy; prawdopodobnie część użytkowników, zwłaszcza posługujących się laptopami, narzekała na dwużylność. To samo dotyczy wtyku B, który w kablu Atlantis był całkowicie autorski, nietypowo wyglądający i wykonany z różnych metali, a w Olympusie dostajemy z wyglądu bardziej tradycyjny – to znaczy ze zwyczajnego kształtu ryjkiem, ale obudową całą drewnianą i w ryjku widocznymi przewodami od samego Entreqa. Zmieniła się też powierzchowność wtyku A – drewniana oprawa jest okrągła, gdy w Atlantisie graniasta, a widoczne na samej wtyczce cztery przewodzące żyły wyglądają w Olympus jak z jednego metalu, gdy w Atlantisie dwie były srebrne, dwie miedziane.
Skonstatowawszy te odmienności raz jeszcze uważnie obejrzałem recenzowany kabel, ale napis na drewnianym owalu, teraz zorientowanym podłużnie, nie pozostawia wątpliwości: pisze tam wypaloną czcionką „Entreq Olympus Infinity”. W tej sytuacji poprosiłem dystrybutora o zapytanie u źródła, dlaczego takie zmiany. Przyszła odpowiedź takiej treści, że szczegóły modyfikacji są tajemnicą, a osiągnięte rezultaty pozwoliły za pośrednictwem USB nawiązać jakościowo do tradycyjnych, analogowych interkonektów. Cóż, tyle musi wystarczyć.
Trudno także powiedzieć coś bliższego o serii Olympus jako takiej; sam Entreq mówi tyle, że gdy jej zakosztujesz, nie ma dla ciebie odwrotu. E tam, e tam – panowie Szwedzi – powrót z pewnością będzie. Kabel chcecie do zwrotu i zwrotnie go otrzymacie. Coś jednak trzeba powiedzieć o jego architekturze, a w takim razie zacytuję w uproszczonej formie zasady budowania kabli przez Entreq Energy. (Te podpatrzone u Natury.)
- Przewody plusowe i minusowe powinny być z różnych materiałów i mieć różny kierunek skrętu, czasem też różną długość. To zmniejsza negatywny wpływ polaryzacji i redukuje interferencję.
- Całkowita długość przewodu może wynosić 55 cm, 1,1 m, 1,65 m, 2,2 m, 3,3 m lub 4,4 m (ta ostatnia najlepsza), by zredukować efekt anteny.
- Styki i przekroje przewodów powinny do siebie pasować, a tor sygnału być jak najprostszy, bez żadnych przejść pomiędzy metalami.
- Drewno nie ma wpływu na sygnał, więc jak najwięcej drewna.
- Żadnych stopów! Wyłącznie czysta miedź i czyste srebro.
- Oczyszczać sygnał uziemieniem. Bez tego wszystkie śmieci wylądują w sygnale i dostaniesz je w ucho.
- Oplot z bawełny gwarantem największej neutralności.
Zgodnie z takimi wytycznymi nasz Entreq Olympus USB ma długość 1,1 m, drewniane wtyki, miedziane i srebrne żyły, oplot z bawełny i gniazdo uziemienia. Nic więcej nie wiem, bo nie mówią, lecz przyznać trzeba, że i tak wiele. Niektórzy producenci ani mru-mru – a każdy ma swoje tajemnice i swoją politykę zdradzania-nie zdradzania. Ze strony Entreqa padają jeszcze ogólne zapewnienia o kablu wyjątkowo melodyjnym i wolnym od rezonansów, zdolnym z lepszą od innych biegłością nie tylko sublimować dźwięki, ale i tworzyć muzyczną przestrzeń; taką o właściwych proporcjach źródeł i ich naturalnych lokalizacjach. Nie zdarzy się więc wokalista trzymający gitarę nad głową, ani fortepian stojący coś jakby na jamniczych nogach.
Cena za takie ulepszenia powalająca, a może być jeszcze wyższa i będzie, bo do kompletu z Olympusem przyjechał Entreq Silver Minimus (skrzynka uziemiająca). Sama w cenie 2890 PLN, plus kabel do łączenia za 1280 złotych; razem to wszystko na rzecz optymalnego transferu USB w budżecie 20 170 PLN.











