Recenzja: Crosszone CZ-10

  Mieszajmy dalej w słuchawkach, skoro ich tyle. W opisywanym przypadku wywołać zamieszki nie będzie trudno, mieszanie mają już w nazwie. Zwą siebie strefą mieszania, a ściślej krzyżowania i przekraczania. Zatem miesza się tu, krzyżuje, przekracza…

Producent nie jest nowicjuszem i jest w dodatku z Japonii – kraju gdzie słuchawek powstaje najwięcej i gdzie używa się ich jeszcze częściej niż gdzie indziej. Bez mała trzy lata temu napisałem recenzję modelu Crosszone CZ-1 – produktu debiutującej nim na rynku słuchawek firmy Asia Optical Inc. Company (o pochodzeniu tajwańskim), zajmującej się przede wszystkim wytwarzaniem soczewek optycznych i dalmierzy laserowych. Firmy teraz z Okaya – miasta pięćdziesięciotysięcznego położonego w prefekturze Nagano, czyli samym sercu Japonii. Miasto nie jest duże, ale stanowi jedno z centrów japońskiego przemysłu precyzyjnego i innowacyjności; dość powiedzieć, że mają tam swoje zakłady Epson, Olympus i Kyocera.

Model debiutancki CZ-1 to słuchawki o wyjątkowo obszernych muszlach, tak by pomieściły aż trzy przetworniki. Wszak skoro obiecuje się mieszanie, trzeba mieć co i z czym wymieszać. W każdej muszli mieszają się przeto dźwięki z trzech głośniczków – na dodatek nie tak po prostu; dochodzą do tego specjalne strefy mieszania i opóźniania oraz czwarte źródło. Tym czwartym dźwięk brany z tyłu a nie przodu głośnika wysokotonowego.

Widać więc jak na dłoni, że zamieszki będą niemałe – aż cztery źródła dźwięku i dwa specjalne rewiry mieszania, z czego mógłby powstać bałagan, ale nie o bałagan tu idzie. Wręcz przeciwnie – bałagan zdaniem Crosszone robi się wówczas, kiedy słuchawki mają tylko dwa przetworniki szerokopasmowe, po jednym w każdej muszli. Od tego groch z kapustą, bałagan w środku głowy. Każde zwykłe go produkują, nie dając stereofonicznej sceny. Mózg – ten artysta plastyk – zawsze jakoś sobie z tym radzi (tak szczerze, to nie zawsze – niektórzy nie tolerują słuchawek), z Crosszone natomiast wbrew pozorom będzie mu dużo łatwiej – z tego zmieszania i skomplikowania powstaje bez trudności – automatycznie i sama z siebie –  prawdziwa scena dźwiękowa. O to szło od początku, to skomplikowanie było planowe. Wymyślił je pospołu ze współpracującym inżynierem akustykiem pan Robert Lai – dyrektor Asia Optical, któremu sposób grania zwykłych słuchawek w środku głowy podczas długich podróży służbowych wysoce nie odpowiadał i postanowił zrobić lepszy. Efektem w każdej muszli zawirowania jakie powstają podczas słuchania wolnostojących kolumn – dźwięk omnikierunkowy, jakby od ścian się odbijał i do każdego ucha trafiał z obu kanałów stereo.

Że nie są to żadne bajki, to udowodnił duży i drogi model startowy. Najwyraźniej pozwolił zaistnieć marce, bo po prawie trzech latach zjawia się mniejszy i dużo tańszy. Mniejszy gdzieś o połowę i kosztujący jedną trzecią, ale przechowujący w wątlejszej posturze cały bagaż tamtych rozwiązań – te cztery źródła dźwięku i dwie specjalne strefy. Ma być zatem to samo, tyle że w mniejszym i za mniej. Czy faktycznie i w jakim stopniu, ku temu właśnie zmierzamy, ale wcześniej dokładniej o konstrukcji.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

6 komentarzy w “Recenzja: Crosszone CZ-10

  1. DarnokSly pisze:

    Bardzo dobra recenzja 🙂
    Myśli Pan, że polubiły by się z Chordem Hugo 1?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Myślę że tak. On rysuje wyraziste kontury, one to lubią. Tylko trzeba być przygotowanym na inne brzmienie niż ze zwykłych słuchawek.

  2. Adam pisze:

    Witam

    No no muszę przyznać, że to MEGA ciekawe słuchawki. Nagrania binauralne lubię choć rzadko słucham, ale lubię, więc Crosszone CZ 1 mnie zaciekawiły, ale cena ostudziła zapał. Ale teraz chyba zapał został rozpalony na nowo, szczególnie w cenie 4k. Spodziewałbym się wyższej po de facto dosyć egzotycznych słuchawkach. Muszę się głębiej nad nimi zastanowić, bo cena plus odmienność niż typowe słuchawki naprawdę rozpala wyobraźnie.

    A jaki wzmacniacz mógłby być alternatywą do wymienionych w recenzji, a zarazem nie będący tak drogi, tzn może coś bliżej 10k?
    Może Feliks Euforia mógłby się polubić z CZ10?

    Pozdrawiam

    Adam

    1. Piotr Ryka pisze:

      Feliks, FEZZ, PhaSt, RME, iFi – wiele innych.

      1. Janusz pisze:

        Leben CS300F ver. Nautilius jako wzmacniacz to dobry pomysł?

        1. Piotr Ryka pisze:

          Niewątpliwie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy