Recenzja: Aune SR 7000

Brzmienie

     Przy komputerze

     SAEQ Astraeus, DAC Phasemation, słuchawkom kabel symetryczny. – I cóż tam słychać? Ano słychać ów akustyczny wkład komory wyścielonej Smoczą Łuską i panelem centralnym. Słychać, jako brzmienie najmniej echowe względem konkurencyjnych FiiO FT7, Fosi i5, Fostex TH610 i MIRPH-1, z tym, że względem MIRPH ledwo, ledwo, a względem Fosi właściwie wcale. Ale na pewno w typie uspokojenia na zasadzie wyrugowania pogłębiających echowych odbić; brzmieniowy styl, tak jak u Fosi, bardziej analogowy niż cyfrowy, pomimo cyfrowego sygnału. U Fosi minimalnie gładszy i z dalszym pierwszym planem, mniej trochę intensywnymi kolorami, za to z większą nostalgią. U Fosi też bardziej romantyczny i refleksyjnie zamyślony (np. w Manha de Carnival Stana Getza), kiedy w Aune bardziej beznastrojowy, taki – ot tak, po prostu, gramy sobie… Lekko zaznaczające się ciepło, dystans do pierwszego planu przeciętny, muzyka trochę przed głową. Żywość w typie naturalizmu – tak bez nadmiernej ekscytacji, ale ekscytująco. Dobre otaczanie muzyką, jesteśmy w jej wirówce. Soprany stonowane, żadnego podgryzania uszu. Przez co dęciaki nie jak żywe, lecz za to konsumpcyjnie łatwiejsze. Ustniki świetnie słyszalne, wybrzmienia rozciągnięte, w tle perkusje z akcentem, ale też bez wyrywania i talerzami nie na całość wybrzmień. Tło za tym prawie czarne, a nie aż czarne smoliście, przejrzystość medium na tyle duża, by nie zauważać minimalnej mgiełki zgęszczeń, skądinąd całkiem przyjemnej. Nasycenie wysokie, chociaż względem najlepszych z mniejszym czynnikiem procentowym, ładne falowanie melodii, odczyt brzmienia głęboki, podtrzymania wystarczająco długie, a nawet trochę dłuższe. Atak średniego poziomu, średniego też dynamika, rozległość rozchodzenia dźwięku nie aż spektakularna, ale też nie ścieśniona. Teatr jednakże nie na miarę Fosi i dość daleko do tego.

    Prócz podwyższonej analogowości wszystko na poziomie przeciętnym w porównaniu do innych dobrych za koło trzy tysiące. Ale analogowość – ta faktycznie, niewątpliwie robiąca wrażenie. Żadnych dudnień, podbicia echem, denaturalizacji wybrzmienia. Zależy zresztą, co się lubi, bo można te wybrzmienia cenić za klimat pogłębiania, chłodzenia i tajemniczej obcości; w Aune tego nie będzie, o ile nie da tego samo nagranie, one tworzą atmosferę gramofonową, a nie dziwaczącego odtwarzacza. Druga strona analogowego medalu to naturalizm głosów. Naturalizm jak prosto z życia, a nie echami oprawiony i nimi pogłębiony. Zesumowanie tego nie oznacza, że słuchawki są obojętne i tylko ładnie grają na luzie. Werwy, kontrastu i pulsowania barw dosyć, aby wszystko ożyło i dziarsko szło do przodu. Dziarsko przy wysokiej kulturze i melodyjnej treści; poprzez prawdziwych ludzi, a nie jak boty z Internetu, co nudę klepią automatem i cały czas tę samą. Muzyczny dotyk wyrafinowany, a nie tylko przyjemny; taki z meszkiem i szczegółami, a nie jedynie gładki. Znać było życie w tej materii i dużą dozę autentyzmu. Nie aż taką na miarę najlepszych i nie tak specyficzną jak u niepowszednich Fosi, ale parametr prawdziwości dawał się zauważyć. Albowiem brzmienia dopieszczone, wnętrza otaczające widoczne, harmoniczny fortepian obecny i na nim palce pianisty. Subtelność u najlepszych pojawia się doskonalsza, potęga potężniejsza, a akustyka wspanialsza, ale jak na za trzy tysiące, to najzupełniej w porządku. Organy dostatecznie potężne oraz głosowo różnorodne, rockowe jazdy z należnym drajwem, harfy jak trzeba naturalne. Może tylko barwniki mogłyby być bardziej nasycone i kładzione na tła czarniejsze, a dynamika ciutkę lepsza.

     Posłuchamy co przy Twin-Head; przy komputerze MIRPH i Fosi, mając podobną analogowość, były w moim odczuciu ciekawsze, Fostex z kolei dynamiczniejsze i głębsze, a FiiO całkiem inne – dożarte. 

     Przy odtwarzaczu

    W bardziej tradycyjnej lokacji, ewidentnie już wychodzącej z mody, brzmienie Aune okazało się jeszcze gładsze i na przyjemny dodatek głębsze, jak również bardziej nasycone. Byłbym je miał za stuprocentowo głębokie, gdyba nie wzięte do porównań NightHawk, które zagrały jeszcze głębiej i podały czarniejsze tła, a na te tła rzucały bardziej srebrzysto-migotliwy sopran. Ale… Ale nie należy z tego wyciągać wniosku, że te Aune zostały z tyłu. Bo owszem, tamto faktycznie, ale ich brzmienie było tej głębi i tych czerni bliskie, a jednocześnie miało ważkie przewagi.
     Ogólnie było bardziej spójne, to znaczy stopniowanie przejść od najniższego basu po szczytowy sopran miało równiejszy przebieg, przy jednocześnie tak samo tym basie potężnym, a sopranach bardziej spokojnych, bez aż takiej migotliwości. Niemniej takich całkiem w porządku – ani wyżyłowanych, ani też powściąganych, tylko takich, o których przypatrując się im myślimy, że są, i są w porządku. A tak w ogóle, to bez recenzyjno-opisowego nacisku nie trzeba się im przypatrywać, grają swą rolę na tyle dobrze, że uważanie im niepotrzebne.
     Ale na bas wszyscy kładą nacisk, wszyscy się mu przypatrują; z zadowoleniem i niejakim zaskoczeniem skonstatowałem, że bas Aune był równie potężny jak popisowy NightHawk, z tym, że ogólnie mniej echowy, mimo to bardziej rozpostarty, dokładniej pokrywający przestrzeń.
     Największym atutem jednak naturalizm głosów, przy zachowaniu ich piękna (uwiecznia się w nagraniach piękne, albo przynajmniej ciekawe) jawiły się jako bardziej naturalne, bardziej przemawiające do wyobraźni formułą: „Popatrz, jaki jestem prawdziwy. Mniej pogłębiony, ale poprzez to właśnie prawdziwszy, echami nie upiększany.” Tak było, a poza tym zjawiała się większa odporność na zniekształcenia w obliczu najbardziej wymagających nagrań, prócz tego doszła jeszcze do głosu ta Multi-Layer Sound Distribution (chyba ona?), bo holografia u Aune okazała się – i to ewidentnie – bardziej spektakularna. NightHawk były odrobinę żywsze, ciemniejsze, bardziej kontrastowe i w odniesieniu do medium bardziej przejrzyste [2]
, nie były natomiast takie spójne, z tak wyrównanym pasmem, tak odporne na zniekształcenia, tak naturalne głosowo ani też tak holograficzne.

    W całościowym odbiorze remis – w pierwszych sekundach NightHawk jawiły się jako bardziej spektakularne, ale potem do głosu dochodziły jakości Aune; a w razie holografii i wokali, Aune były od razu z przodu. (Tytułem ekonomicznego uzupełnienia: AudioQuest NightHawk startowały w 2015 od ceny 2490 PLN, co było nawet trochę wyższą od tych dzisiejszych za Aune 2990 PLN.)

 

[2] A nie zawsze tak bywa, one także potrafią zgęszczać medium do stanu widoczności.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

5 komentarzy w “Recenzja: Aune SR 7000”

  1. Piotr U pisze:

    Panie Piotrze czy Aune SR 7000 to poziom grania Kennerton Vali?
    pozdrawiam
    Piotr

    1. hifiphilosophy pisze:

      Dla siebie wolałbym Kennerton.

  2. Marcin pisze:

    Czyli poziomem ogólnym z Fosi raczej przegrywają? Coś czuję że chyba trzeba te Fosi kupić zanim z rynku znikną lub cena wzrośnie 🙂

    1. Piotr Ryka pisze:

      Poziomem technicznym nie, ale magią to raczej.

  3. Piotr Ryka pisze:

    Aune rusza po flagę, będzie chciało mieć prymat w dziale circa 10 tys. PLN: https://en.auneaudio.com/news/ar9000-flagship-over-ear-headphones-coming-soon-mkqmvjz9

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy