Brzmienie
Przy komputerze
SAEQ Astraeus, DAC Phasemation, słuchawkom kabel symetryczny. – I cóż tam słychać? Ano słychać ów akustyczny wkład komory wyścielonej Smoczą Łuską i panelem centralnym. Słychać, jako brzmienie najmniej echowe względem konkurencyjnych FiiO FT7, Fosi i5, Fostex TH610 i MIRPH-1, z tym, że względem MIRPH ledwo, ledwo, a względem Fosi właściwie wcale. Ale na pewno w typie uspokojenia na zasadzie wyrugowania pogłębiających echowych odbić; brzmieniowy styl, tak jak u Fosi, bardziej analogowy niż cyfrowy, pomimo cyfrowego sygnału. U Fosi minimalnie gładszy i z dalszym pierwszym planem, mniej trochę intensywnymi kolorami, za to z większą nostalgią. U Fosi też bardziej romantyczny i refleksyjnie zamyślony (np. w Manha de Carnival Stana Getza), kiedy w Aune bardziej beznastrojowy, taki – ot tak, po prostu, gramy sobie… Lekko zaznaczające się ciepło, dystans do pierwszego planu przeciętny, muzyka trochę przed głową. Żywość w typie naturalizmu – tak bez nadmiernej ekscytacji, ale ekscytująco. Dobre otaczanie muzyką, jesteśmy w jej wirówce. Soprany stonowane, żadnego podgryzania uszu. Przez co dęciaki nie jak żywe, lecz za to konsumpcyjnie łatwiejsze. Ustniki świetnie słyszalne, wybrzmienia rozciągnięte, w tle perkusje z akcentem, ale też bez wyrywania i talerzami nie na całość wybrzmień. Tło za tym prawie czarne, a nie aż czarne smoliście, przejrzystość medium na tyle duża, by nie zauważać minimalnej mgiełki zgęszczeń, skądinąd całkiem przyjemnej. Nasycenie wysokie, chociaż względem najlepszych z mniejszym czynnikiem procentowym, ładne falowanie melodii, odczyt brzmienia głęboki, podtrzymania wystarczająco długie, a nawet trochę dłuższe. Atak średniego poziomu, średniego też dynamika, rozległość rozchodzenia dźwięku nie aż spektakularna, ale też nie ścieśniona. Teatr jednakże nie na miarę Fosi i dość daleko do tego.
Prócz podwyższonej analogowości wszystko na poziomie przeciętnym w porównaniu do innych dobrych za koło trzy tysiące. Ale analogowość – ta faktycznie, niewątpliwie robiąca wrażenie. Żadnych dudnień, podbicia echem, denaturalizacji wybrzmienia. Zależy zresztą, co się lubi, bo można te wybrzmienia cenić za klimat pogłębiania, chłodzenia i tajemniczej obcości; w Aune tego nie będzie, o ile nie da tego samo nagranie, one tworzą atmosferę gramofonową, a nie dziwaczącego odtwarzacza. Druga strona analogowego medalu to naturalizm głosów. Naturalizm jak prosto z życia, a nie echami oprawiony i nimi pogłębiony. Zesumowanie tego nie oznacza, że słuchawki są obojętne i tylko ładnie grają na luzie. Werwy, kontrastu i pulsowania barw dosyć, aby wszystko ożyło i dziarsko szło do przodu. Dziarsko przy wysokiej kulturze i melodyjnej treści; poprzez prawdziwych ludzi, a nie jak boty z Internetu, co nudę klepią automatem i cały czas tę samą. Muzyczny dotyk wyrafinowany, a nie tylko przyjemny; taki z meszkiem i szczegółami, a nie jedynie gładki. Znać było życie w tej materii i dużą dozę autentyzmu. Nie aż taką na miarę najlepszych i nie tak specyficzną jak u niepowszednich Fosi, ale parametr prawdziwości dawał się zauważyć. Albowiem brzmienia dopieszczone, wnętrza otaczające widoczne, harmoniczny fortepian obecny i na nim palce pianisty. Subtelność u najlepszych pojawia się doskonalsza, potęga potężniejsza, a akustyka wspanialsza, ale jak na za trzy tysiące, to najzupełniej w porządku. Organy dostatecznie potężne oraz głosowo różnorodne, rockowe jazdy z należnym drajwem, harfy jak trzeba naturalne. Może tylko barwniki mogłyby być bardziej nasycone i kładzione na tła czarniejsze, a dynamika ciutkę lepsza.
Posłuchamy co przy Twin-Head; przy komputerze MIRPH i Fosi, mając podobną analogowość, były w moim odczuciu ciekawsze, Fostex z kolei dynamiczniejsze i głębsze, a FiiO całkiem inne – dożarte.
Przy odtwarzaczu
W bardziej tradycyjnej lokacji, ewidentnie już wychodzącej z mody, brzmienie Aune okazało się jeszcze gładsze i na przyjemny dodatek głębsze, jak również bardziej nasycone. Byłbym je miał za stuprocentowo głębokie, gdyba nie wzięte do porównań NightHawk, które zagrały jeszcze głębiej i podały czarniejsze tła, a na te tła rzucały bardziej srebrzysto-migotliwy sopran. Ale… Ale nie należy z tego wyciągać wniosku, że te Aune zostały z tyłu. Bo owszem, tamto faktycznie, ale ich brzmienie było tej głębi i tych czerni bliskie, a jednocześnie miało ważkie przewagi.
Ogólnie było bardziej spójne, to znaczy stopniowanie przejść od najniższego basu po szczytowy sopran miało równiejszy przebieg, przy jednocześnie tak samo tym basie potężnym, a sopranach bardziej spokojnych, bez aż takiej migotliwości. Niemniej takich całkiem w porządku – ani wyżyłowanych, ani też powściąganych, tylko takich, o których przypatrując się im myślimy, że są, i są w porządku. A tak w ogóle, to bez recenzyjno-opisowego nacisku nie trzeba się im przypatrywać, grają swą rolę na tyle dobrze, że uważanie im niepotrzebne.
Ale na bas wszyscy kładą nacisk, wszyscy się mu przypatrują; z zadowoleniem i niejakim zaskoczeniem skonstatowałem, że bas Aune był równie potężny jak popisowy NightHawk, z tym, że ogólnie mniej echowy, mimo to bardziej rozpostarty, dokładniej pokrywający przestrzeń.
Największym atutem jednak naturalizm głosów, przy zachowaniu ich piękna (uwiecznia się w nagraniach piękne, albo przynajmniej ciekawe) jawiły się jako bardziej naturalne, bardziej przemawiające do wyobraźni formułą: „Popatrz, jaki jestem prawdziwy. Mniej pogłębiony, ale poprzez to właśnie prawdziwszy, echami nie upiększany.” Tak było, a poza tym zjawiała się większa odporność na zniekształcenia w obliczu najbardziej wymagających nagrań, prócz tego doszła jeszcze do głosu ta Multi-Layer Sound Distribution (chyba ona?), bo holografia u Aune okazała się – i to ewidentnie – bardziej spektakularna. NightHawk były odrobinę żywsze, ciemniejsze, bardziej kontrastowe i w odniesieniu do medium bardziej przejrzyste [2], nie były natomiast takie spójne, z tak wyrównanym pasmem, tak odporne na zniekształcenia, tak naturalne głosowo ani też tak holograficzne.
W całościowym odbiorze remis – w pierwszych sekundach NightHawk jawiły się jako bardziej spektakularne, ale potem do głosu dochodziły jakości Aune; a w razie holografii i wokali, Aune były od razu z przodu. (Tytułem ekonomicznego uzupełnienia: AudioQuest NightHawk startowały w 2015 od ceny 2490 PLN, co było nawet trochę wyższą od tych dzisiejszych za Aune 2990 PLN.)
[2] A nie zawsze tak bywa, one także potrafią zgęszczać medium do stanu widoczności.









Panie Piotrze czy Aune SR 7000 to poziom grania Kennerton Vali?
pozdrawiam
Piotr
Dla siebie wolałbym Kennerton.
Czyli poziomem ogólnym z Fosi raczej przegrywają? Coś czuję że chyba trzeba te Fosi kupić zanim z rynku znikną lub cena wzrośnie 🙂
Poziomem technicznym nie, ale magią to raczej.
Aune rusza po flagę, będzie chciało mieć prymat w dziale circa 10 tys. PLN: https://en.auneaudio.com/news/ar9000-flagship-over-ear-headphones-coming-soon-mkqmvjz9