Odsłuch
Odsłuchy i odsłuchy, i odsłuchy raz jeszcze – i stanąłem przed trudnym zadaniem. A nie tylko, że trudnym, to na dokładkę niewdzięcznym. Bo cóż to za przyjemność zaprzeczać samemu sobie? Na pociechę to tylko, że nie jedynie zaprzeczać, ale także potwierdzać.
Zacznę od potwierdzenia, jako że ono przywiodło mnie do zaprzeczenia, a nie odwrotnie. Starczy już może scholastyki, sięgnijmy po konkrety. Konkretem potwierdzającym to, na co od jakiegoś czasu zwracam uwagę, a czego sam nie wymyśliłem, jedynie podsłuchałem. Podsłuchałem u inżynierów nieistniejącej już marki Auralic, że zegary wzorcowe w przetwornikach (niemalże wszystkich bez wyjątku) potrzebują do pełnej stabilizacji oscylacyjnej aż z grubsza biorąc około siedemdziesięciu dwóch godzin. Tyle zatem pod prądem (i nie w stanie oczekiwania) stać powinien przetwornik, zanim zaczniemy wymagać odeń wszystkiego tego, co winien nam zaoferować. Tymczasem w praktyce odsłuchowej przeważnie tak nie bywa, odruchowo zakłada się, że parę godzin, nierzadko mniej, w zupełności wystarczy. Taka postawa jest naiwna i głęboko myląca – buńczuczne „ja wiem lepiej” oraz „co się tam będę przejmował” zakłada rzeczywistość jako materię podległą naszej naturze chcenia – naiwnemu oczekiwaniu, że świat będzie nam szedł na rękę. Podczas gdy jest on całkowicie obojętny na nasze chcę i nie chcę, ani myśli liczyć się z nimi, w następstwie czego przeliczają się ci, co na to liczenie liczą, efekty od przypadku do przypadku mogą być od umiarkowanie nienajlepszych po opłakane.
Tych uwag nie kierują wyłącznie do innych, kieruję też do siebie, w poprzedzającej tę recenzji napisałem, że recenzowany teraz przetwornik (wtedy występujący w roli aparatury towarzyszącej) szczególnie dobrze zgrywał się ze słuchawkami planarnymi Shanlinga. Co jak najbardziej pozostaje prawdą, rzeczywiście do nich pasuje, ale słowo „szczególnie” odbiło mi się czkawką. Bowiem faktycznie pasował szczególnie, a konkretnie najlepiej, ale po drodze do optimum – po kilku, czy dokładniej kilkunastu, godzinach pozostawania pod prądem, a nie po kilku dniach. Po kilku dniach też pasował – i wciąż pasował szczególnie, a nawet jeszcze lepiej, z tym, że określenie szczególnie odnosiło się już nie przede wszystkim do Shanling HW600, a do Dan Clark Audio STEALTH.
Jak wcześniej, przy krótszym rozbiegu, podnosił tym STEALTH tonację i nie w całej okazałości ukazywał ich predyspozycję do głębokiego wglądu w nagrania, tak po trzech-czterech dniach kompletnie mnie zaskoczył skalą dopasowania – tak że nie chcę przesadzać, ale nie jestem daleki od stwierdzenia, że tak doskonale tych słuchawek grających nigdy poprzednio nie słyszałem. (Nie jest to prawda, ale prawie.) A działo się tak przy komputerze, działo w repertuarze plikowym, działo ze starym, poczciwym wzmacniaczem Phasemation, od tylu lat pełniącym służbę. (Jego cena circa dziesięć tysięcy, w Polsce już nie jest oferowany.)
Ale może to dzień miałem za dobry (czy można mieć za dobre dni?) – a konkretnie „za dobry” wieczór? Nie, nie sądzę, słuchałem przecież równolegle innych słuchawek, a warunki odsłuchu, z uwagi na prywatne sprawy, wcale nie były nadzwyczajne, wręcz w sensie nastrojowym kiepskie. Mimo to zostałem oczarowany jakością słyszanego, albowiem stała się rzecz niezwykła, a ściślej bardzo rzadka – flagowe planary Dana Clarka przestały być tonalnie podbite i z lekkim niedoborem masy, do wspaniałej przenikliwości i ekspozycji scenicznej dokładały gęstość tworzywa w ozdobie trójwymiarowości i elegancji płynięcia. Przy czym pod żadnym względem nie było w tym przesady, wszystko wycelowane było dokładnie w optimum. Z tyłu głowy chodziło mi wprawdzie, że lampy są w stanie jeszcze płynnej i jeszcze bardziej ujmująco, że dawać mogą więcej aromatu i dłużej podtrzymywać wybrzmienia, ale te ich przewagi mogły być co najwyżej nieznaczne za bardzo znacznie więcej pieniędzy, a prócz tergo problematycznym było, czy u nich te optima równocześnie dałyby radę się pojawić z aż takim pasowaniem wzajemnej egzystencji, a poza tym, czy to ważne, skoro tak znakomicie grało?
Czy te STEALTH lepiej kiedyś wypadły z lampami 845 u ViVa Egoista, albo poprzez końcówkę Crofta i dziesięć lamp w przedwzmacniaczu, to niespecjalnie mnie intrygowało w obliczu kosztów tego. Ważne było co inne, a mianowicie jak głębokie, klimatyczne i precyzyjnie podane docierało do uszu brzmienie, jak pomimo ostrości rysunku i głębi analizy, pomimo dynamicznej zrywności i rozwartości pasma, potrafiło zachować melodyczne walory i jak sporadycznie się wcześniej zdarzało, by te słuchawki tak grały. (Tak celnie tonacyjnie i materialnie tak gęsto.) – Jak wreszcie – no, nareszcie! – ten ich unikalny system AMTS, skonstruowany przy użyciu analizy elementów skończonych i obliczeniowej mechaniki płynów, dał radę ukazać swoje walory nie obniżane niedoborem masywności i poetyki dźwięku.
Jak na możliwości plikowego sygnału i tranzystorowego wzmacniania, za, jak to się mawia, rozsądne pieniądze, było to stuprocentowe maksimum jakościowe, aczkolwiek nie wykluczam, że na przykład najtańszy wzmacniacz SAEQ (ale od Phasemation dwakroć droższy) zdołałby coś w tym poprawić, trudno powiedzieć – co.
Na zgadywanie nie miałem ochoty, odnalazłem jej jednak dość, by zadzwonić do dystrybucji AUDIOBYTE i zapytać, czy ma na stanie słuchawkowy wzmacniacz dedykowany temu przetwornikowi, bo przecież jest takowy. I okazało się, że nie ma, bo urządzenie niby dostępne, ale stale wnoszone poprawki; dystrybutor się zobowiązał nawiązać kontakt z producentem i zorientować, czy wzmacniacz może zostać przysłany. Przy czym jego cena pozostaje zbliżona do ceny przetwornika, znacznie więc wyższa niż Phasemation, ale gdyby synergia znów okazała się niezwykła… – Nie muszę chyba kończyć?
Zarówno wcześniej chwalone za wzorcową współpracę Shanling, jak i teraz za jeszcze lepszą DCA STEALTH, dowodziły w największym stopniu tego, że AUDIOBYTE SuperVOX to przetwornik potrafiący nie tylko dostarczać, ale też znakomicie łączyć wszystkie główne czynniki najwyższej klasy brzmienia. Nie wiem, czy to jest w nim najlepsze, bo przecież pełen zbiór jakości to warunek wyjściowy, ale to już mając za sobą przecież nieraz się zdarza, że niby wszystko jest, a jedno do drugiego nie tak do końca pasuje. Jest szczegółowość i melodyjność, jest dynamika i jest wyraźność, jest poezja i jest energia – i jeszcze inne rzeczy, a całość się nie zbiera do ideału zdolnego porwać. A czasem, dużo rzadziej, gra właśnie porywająco, mimo że wyczuwa się w tym porywie nieidealne wyważenie. Tymczasem AUDIOBYTE SuperVOX daje to wyważenie za rzecz główną, to chyba jego najlepsza cecha.
Żeby nie było, że same peany i ani źdźbła krytyki. Rozochocony brzmieniem STEATH sięgnąłem po Susvary i trochę się rozczarowałem. Nie, nie – zrozummy się dobrze – nie pojawiło się brzmienie obciążone wadami, jak o to chodzi, w żadnym stopniu. Ale przywykłem do tego, że dźwięk od Susvar Unveiled pasuje mej muzyczności bardziej, jako głębszy, bardziej subtelny i bardziej realistyczny. Z tych trzech przymiotów jedynie środkowy mógł teraz być rozważany jako ewentualna przewaga – ten sam materiał muzyczny w produkcji Susvar wypadał delikatniej, bardziej spoiście i był niesiony dłuższymi wybrzmieniami. Ale głębia samego brzmienia i głębie kolorów, moc rewerbów i energia brzmieniowa, jak również budowany z tego ogólny stopień realizmu – to wszystko przemawiało na korzyść STEATH. Tak było w każdym razie w muzyce rozrywkowej – i znów, tak jak w przypadku nadzwyczajności Shanling, gotowy byłem rozszerzać wniosek na całą dziedzinę brzmienia. I raz jeszcze niesłusznie, co nagle to po diable. Przeniosłem porównania na obszar bardziej metafizyczny. El Greco Movement VIII Vangelisa to właśnie taka muzyka – przeskok jak na inną planetę, w ogrom zrazu dudniący echami, potem wyjący powagą. Czy w tym Susvary się odkuły? Trochę tak i trochę nie. Brzmienie ich bardziej szalało grzmotem (inaczej więc niż wcześniej) i jednocześnie, tak jak poprzednio, tworzyło bardziej spoisty obraz. Koherencja brzmień poszczególnych okazywała się jawnie silniejsza, ale czy woleć to, czy bardziej poróżnicowane brzmienia STEATH, to już kwestia wyboru. Kilkukrotnie przeskakiwałem z jednego brzmienia w drugie i ostatecznie Susvary wygrały, ale z rozrywką tak nie było, tam STEALTH przodowały wyraźnie. Dla pewności wszedłem w orkiestry, chóry i fortepiany solo. W muzyce chóralnej Susvary okazały się mieć wyraźną przewagę, zarówno w odniesieniu do piękna poszczególnych głosów, jak ich relacji wzajemnych, jak też i w odniesieniu do relacji echowych między głosami a wnętrzami. Ale w symfonice i w przypadku fortepianów padały remisy – można było wybierać pomiędzy mocniejszym wchodzeniem w aspekty techniczne przez STEATH, a całościową poezją Susvar. Suma summarum wskazanie padło na Susvary, jako zarówno bardziej muzyczne, jak i bardziej potężne, ale pierwsze wskazanie, wybór lepszości w odniesieniu do szeroko rozumianej muzyki rozrywkowej, padło na STEATH – to w ich wydaniu ona (ta więc najpopularniejsza) zdawała się brzmieć ciekawiej. Na wszelki wypadek wróciłem do tego i znów nie miałem wątpliwości, że w tym repertuarze STEATH.
Pozostawało sprawdzić, co oferuje AUDIOBYTE SuperVOX słuchawkom z niższych półek. Że takim za koło pięć tysięcy ma do zaoferowania to wszystko, czego do szczęścia im trzeba, to już udowodniły Shanling. A jeszcze tańsze? Zakładając, że AudioQuest NightHawk nie byłyby idealnym przykładem, bo one w teraźniejszych pieniądzach mogłyby nie być od Shanling tańsze, sięgnąłem po Sennheiser HD600, których relacja cena jakość zyskała wymiar historyczny. Kilkugodzinny odsłuch przyniósł stwierdzenie, że połączenie AUDIOBYTE SuperVOX z Phasemation to kombinacja uniwersalna, potrafiąca z równym talentem napędzać słuchawki bardzo kosztowne co cenowo normalne. Klasyk od Sennheisera ukazał pełną gamę walorów: znakomity klimat scenograficzny na bazie mroku przeplatanego intensywnymi światłami, popisowe wykorzystanie echa, świetną wyraźność i muzyczność, trójwymiarowość sceny i samych dźwięków, a przede wszystkim na bazie tego ogromną siłę pozyskiwania głodnego muzyki słuchacza. Zacząłem słuchać tych Sennheiser i nie mogłem przestać. Sprawdzały się w każdym repertuarze, a wolne od porównań (o co zapobiegliwie zadbałem), mogły się śmiało wydać jedynymi słuchawkami wartymi posiadania.
I to bodaj najlepsze podsumowanie zarówno jakości ich samych, jak użytego przetwornika. Też oczywiście wzmacniacza, konwertera i okablowania. Grało tak, że sens muzyki – tak nieuchwytny w momencie przyjścia, a tak przecież wyraźny – jawił się z całą mocą. I o cóż więcej może chodzić?









Ich wzmacniacz słuchawkowy SUPERHEAD już zbiera entuzjastyczne recenzje
Ciekawe, coraz ciekawsze.
Tymczasem do nowych flagowych Final dołączają nowe flagowe Meze https://www.tophifi.pl/meze-audio-arta.html
U mnie na recenzję czekają nowe Abyss Diana, a oprócz tego podobno niedalekie od ukończenia są ETA Uli: : https://etaheadphones.com/products/uli?srsltid=AfmBOopdPlniuaOGeY3FFw63Tmqh7Ow9MlQfWfp6uqPKDF68TsAz-LIf Znakomite oceny zbierają już Bandos Avija: https://bandossheadphones.com/ , trudno powiedzieć, by nic się nie działo. U tanich też się dzieje, chodzą słuchy o jednych super.
Przetwornik wizualnie wygląda, recenzja też obiecująca. Co do przetworników polecam rzucić uchem na Gustarda R30. W moim systemie pokonał Venus 15.
Chciałem rzucić uchem na Gustarda, 4hifi obiecywało dostarczyć, na obiecankach się skończyło.
Nie chciałbym być upierdliwy, bo to zazwyczaj efekt odwrotny przynosi, ale R30 gra wybitnie moim zdaniem. A recenzję przeczytałbym z chęcią, bo co jeśli jestem w błędzie i – olaboga! – dalej trzeba szukać? 🙂
A możemy się tak umówić, że czytelnicy załatwią (wszystko jedno skąd i jak) Gustarda, a ja go przetestuję?
A tak całkiem serio – skoro w odczuciu gra wybitnie i bardzo się podoba, to po co przy tym majstrować?
Mógłbym zadzwonić do dystrybutora u którego kupiłem swój egzemplarz w zeszłym roku i zapytam czy użyczyliby do testów dla Ciebie Piotrze.
R30 gra na tyle dobrze, że narazie nie ruszam nic w moim audio. Ale jeśli coś zagrałoby lepiej, to na pewno warto byłoby sprawdzić inną konfigurację za czas jakiś. A że ilość przesłuchanych przeze mnie DACów ma się nijak do tych przez Ciebie, chętnie poczytałbym Twoją recenzję.
Nie ma sprawy, spróbuj załatwić. Chętnie opiszę.
Hej Marcin.Jesli mogę spytać, co jest w Twoim systemie źródłem dźwięku dla Gustarda R30?
U mnie R30 w duecie z hqplayer i jest pięknie
U mnie główne źródło to CDT3mk3 od Jay’s
https://4hifi.pl/p1041,gustard-audalytic-hp70.html
Niezależnie od tego, czy teraz dostępny, mieli sztukę do testów. Problem w tym, że u 4hifi jest teraz afera i zdaje się dość gruba. Taką informację przekazała mi przynajmniej inna dystrybucja. Nie wiem, może już zażegnana, ale drugi raz prosił nie będę.
Podobno wzmacniacz słuchawkowy Audiobyte ma dotrzeć za około miesiąc.
Dojechał moźe ten SuperHEAD?
Nie, ma być dopiero po AVS.
No zaraz, ale sygnał cyfrowy był temu DAC-u dostarczony przez I2S? Bo jeśli nie, to jest to tylko pół recenzji…
Ilość wejść aż o to prosi.
No i nie da się podłączyć TV (a kij z nim).
Może i pół, zawsze w grę wchodzi jakiś ułamek. Tak generalnie patrząc radykalnie aż mniejszy. Ale porównywałem w recenzji Denafrips Venus wszystkie typy przyłączy i tam koaksjale od I2S okazało się bardziej muzyczne.
Tak jeszcze przy okazji – złącze I2S nie ma standardu, jego działanie jest przypadkowe.
U mnie przypadkowo działa od 2020 roku ciesząc muzyką z transportu CD Jay’s Audio CDT2MKIII. Jak producent daje to nie bez bez powodu, nieoficjalnym standardem jest układ pinów PS Audio.
No jasne, pamiętam, że tak u Ciebie. I nic, tylko się cieszyć, że tak dobrze łapie.
Nie ma standardu I2S, ale jest kilka podstawowych (bodaj 4 lub 6) możliwości – wszystkie nowsze DACi jakie miałem na testach przed zakupem mojego R30 (m.in. Venus 15, Laiv Harmony) miały opcję konfiguracji I2S.
Trzeba pokombinować i wszystko powinno działać.
Fakt faktem – powinien być jeden standard i już.
Łatwo powiedzieć „pokombinować”, kiedy do tej samej konfiguracji jedno okablowanie pasuje, a inne nie w sensie pojawiania się dźwięku. Ale rurę przeważnie się daje odetkać, fakt. Inna sprawa, to jaka po odetkaniu jakość, bowiem nie zawsze przodująca. I wtedy kupa zachodu na nic.
Zgodnie z propozycją, skontaktowałem się z dystrybutorem Gustarda R30 (Audiomagic), który dość chętnie zgodził się wysłać Tobie Piotrze demo do recenzji. Odpisał mi jednak w niejasny sposób bo nie można wywnioskować czy to oni skontaktują się z Tobą, czy czekają na kontakt od Ciebie.
Oczywiście zaznaczyłem że jestem tylko Twoim czytelnikiem oraz ich klientem.
Przede wszystkim dziękuję za pomoc i za słowność. Przed chwilą się skontaktowałem i są gotowi podsyłać, ale wpierw muszą znaleźć ten egzemplarz demonstracyjny, bo nie są pewni, czy mają.
To ja dziękuję że przystałeś na moją prośbę, cieszę się że sprawa nabrała rozpędu.
Jeszcze zobaczymy, czy znajdą 🙂
Gustard podobno już jedzie.
Oby dojechał 🙂