Recenzja: Abyss Diana DZ

I cóż to za słuchawki?

        Słuchawki są planarne i jakościowo wysilone. Wycenione na 20 tys. bez tradycyjnych paru groszy, mienią się być luksusowymi, było nie było dwakroć będąc droższymi od recenzowanych ostatnio jednych i drugich flagowych Fosteksów, wyraźnie też kosztowniejszymi od flagowych ZMF Caldera. Lecz z drugiej strony dwakroć tańszymi od takich smoczysk jak Susvara Unveiled czy RAAL Immanis, w sumie więc nie za bardzo wiadomo jak się ustawiać do ich ceny – czy z wiatrem tej tańszości, czy pod wiatr wyższych kosztów. Ale zostawmy to na razie, co się będziemy głowić, to przecież samo wyjdzie, która tendencja bardziej pasuje, wpierw rzućmy okiem na słuchawki.

      Planarne są, lecz zgodnie z twórczym założeniem niespecjalnie duże i ciężkie, przy wadze 370 – 385 g (w zależności od wyboru nausznic) oferują nowo opracowane od podstaw przetworniki z membranami ø63 mm, osadzonymi w wyfrezowanych obrabiarkami CNC z lotniczego aluminium[1] muszlach o – jak utrzymuje producent – skomplikowanej strukturze wewnętrznej. Niestety, niczego więcej o membranach ani przetwornikach się nie dowiadujemy – materiału membran nie ujawniono, szczegółów przetworników takoż. Podążając za rzuconą sugestią, że są to przetworniki typu ABYSS, można się tylko domyślać, że tak jak w obu generacjach flagowców odznaczają się specyfiką magnesów tylko po jednej stronie i membran z ultralekkiego polimeru. Obszerniejsza wypowiedź pada odnośnie osłon grillowych, które stworzono na bazie siatki oczek w układzie ciągu Fibonacciego[2], jaką odznacza się przykładowo układ nasion na tarczy słonecznika oraz liczne inne spiralne formy przyrodnicze i nieprzyrodnicze na bazie kąta 137,5 stopnia, zapewniającego niezaburzone, podobne do fraktala spiralne rozrastanie przestrzenne. Ten rozkład oczek ma zapewniać naturalny przepływ powietrza, co za tym idzie naturalny dźwięk, którego dalszą naturalizację zawdzięczać mamy specjalnie formowanym głębokim padom i idealnie pasującej do głowy konstrukcji pałąka. Rzecz jasna głównie samym przetwornikom, a oprócz nich okablowaniu, ale do wersji DZ nie jest dołączany flagowy kabel słuchawkowy samego ABYSS, o dumnej nazwie Superconductor HP, zjawiający się samorzutnie jedynie z najbardziej luksusowym wydaniem ABYSS Diana TC COMPLETE (32 975 PLN). Te oferują w czysto metalowych wykończeniach Titanium Grey bądź Dark Bronze, tutaj mamy zaś wykończenie polimerowo-ceramiczne o z lekka przypominającym żabi skrzek wzorze wokół wymyślnie spiralnej siatki Fibonacciego, a do wyboru kolorystyki Violet Abalone, Gold Forged i Damascus Forged. Z kolei wykończenia części skórzanych to do wyboru skórka wegańska lub jagnięca na obszyciu głębokich padów i naturalny albo wegański welur podwieszonej pod aluminiowym pałąkiem opaski.

     W opisywanym przypadku problem stanowi klasyfikacja, bowiem dostałem do opisu tańszą wersję DZ, ale z kablem Superconductor HP i żadnym innym. A w takim razie melanż, taki już bardziej ze wskazaniem na wersję TC COMPLETE, jako że kabel w przypadku 1,8 m długości z wtykiem 4-pin kosztuje 7 tys. PLN, podnosząc cenę kompletu do niebagatelnych w każdej optyce dwudziestu siedmiu tysięcy złotych.

      Pozostało opakowanie oraz dane techniczne. Słuchawki otrzymujemy w tekturowym pudełku pokrytym lakierniczo lśniącą bielą. Wewnątrz z utwardzonego brezentu pokrowiec – w nim one, kabel i papierki.

     Dane techniczne informują o planarności przetworników, paśmie przenoszenia oszacowanym na  5 Hz – 65 kHz, impedancji 50 Ω i czułości 92 dB. Same słuchawki ważą 315 g, ale z padami o 55 do 70 g więcej, a kabel nie jest ciężki, a przy tym miękki i układny, na całej długości złożony z dwóch osobnych przewodów, zbiegających się do długiego, chromowanego wtyku o złoconych bolcach, sygnowanego przez samo  JPS Labs®.

     Na koniec pozostało coś jeszcze – pozostały odczucia własne. Słuchawki nie sprawiają wrażenia drogich, na pierwszy rzut oka wyglądają jakby kosztowały tak ze cztery tysiące. Ale zarazem jakby stworzyła je wielka firma mająca rozbudowany dział projektowy, są bowiem bardzo spójne wzorniczo i nietuzinkowe estetycznie. Wrażenie niezbyt kosztownych podważają grille w kompozycji ciągu Fibonacciego – jakich raczej się nie spotyka – podważają też w każdym punkcie obecne jakościowe surowce, sporo elementów ozdobnych oraz świetne leżenie na głowie. Waga dalece odbiega od innych konstrukcji planarnych, a brak krzykliwych akcentów, w postaci zmasowanego blasku metalu, mnie osobiście odpowiadał. Czy słuchawki są na ulicę i dobre dla sprzętu przenośnego? Pierwsza rzecz raczej umowna, ale na pewno się nadają, drugą będziemy sprawdzać. Akcencikiem sugerującym coś wysoce ponad przeciętność jest podpinanie kabla poprzez wtyki idealnie wpasowujące się w obwód muszli, z kolei opakowanie pozbawiono wytworności, nie będziemy się, jak np. u Staksa, przedzierać przez kolejne warstwy muślinów i pergaminów – tekturowe pudełko i pokrowiec na błyskawiczny zamek – tyle.

    Jest coś ważnego do dodania – słuchawki idealnie leżą i są lekkie, pomimo braku plastiku, a przede wszystkim są rozpoznawalne, wyraźnie wyróżniające się wzorniczo. Muszle dano im kwadratowe z dużymi zaokrągleniami, pady dystansowo odcięto, a przede wszystkim nie ma chwytaków i obrotnic – muszle i pałąk są zrośnięte. Mimo ta popisowa wygoda, dlatego napisałem, że pachnie to dużym biurem projektowym, a przecież go nie było. Firma JPS Labs® to nie Sony ani Yamacha, a mimo to, a jednak.

 

[1] Anodyzowane aluminium stopowe (dodatki: mangan, miedź, żelazo, magnez i krzem).

[2] Ciąg, którego kolejne wyrazy to sumy dwóch poprzednich: 0, 1, 1, 2, 3, 5, 8, 13, 21 …. (Przynależność zera rzeczą umowną.)

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

9 komentarzy w “Recenzja: Abyss Diana DZ”

  1. Adam K. pisze:

    Panie Piotrze, w tekście wkradła się mała nieścisłość. Jeff (a nie John) Wells, a Headtrip jest obecnie oferowany już w trzecim wcieleniu, nie w drugim Pozdrawiam.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Dziękuję za zwrócenie uwagi, błędy zawsze należy tępić. Tak nawiasem sam Wells (który rzeczywiście na imię ma Jeff) w nagłówku pisze Headtrip III, a w tekście Headtrip II. Co w sumie mało znaczy, jeden znaczek się zgubił, o wiele bardziej szkoda, że nie ma w tym tekście najmniejszej wzmianki, jakie zmiany zaszły między drugą a trzecią. Widać jedynie inną obudowę, moim zdaniem niespecjalnie udaną. Też pozdrawiam.

  2. Piotr+Ryka pisze:

    Uwaga, uwaga – nadchodzi. Nadchodzi groźny dla konkurencji wzmacniacz słuchawkowy. Już jestem po odsłuchach, zacząłem pisać recenzję. Cena niestety spora, tak koło 17 tys. Tranzystorowy.

    1. Kajetan pisze:

      Holo Bliss?

      1. Piotr+Ryka pisze:

        Nie, ten to dopiero we wrześniu i cena mocno zaporowa. Podobno się jeszcze dostraja. Anonsowany w cenie koło 15 tys. i tranzystorowy. Ma się pokazać na wrocławskim spotkaniu.

        1. Stefan pisze:

          SAEQ Morpheus.

          1. Piotr+Ryka pisze:

            SAEQ PDA-1b

  3. Michal Pastuszak pisze:

    Slyszalem kilka miesiecy temu ze Lucarto Audio pracuje nad tranzystorem do sluchawek, fajnie jakby wypuscili taki model.

  4. Piotr+Ryka pisze:

    A w tym Wrocławiu ktoś był, jakieś wrażenia, czy tylko dzika upiekliście?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy