Recenzja: Audio Illuminati Power Reference One

Audio Illuminati Power Reference One HiFi Philosophy 003   Kabel sieciowy to linia wysokiego napięcia pomiędzy audiofilami. Między tymi którzy w ich zbawcze własności wierzą, a tymi co wcale albo nie bardzo. Tu się rysują trzy szkoły: i) zagorzałych wyznawców, gotowych zapłacić ile się da za pożądany przewód, ii) umiarkowanych sceptyków, uważających że kable powinny być przyzwoite (włącznie z tymi w ścianie), ale to nie oznacza, że trzeba na to wydać majątek; oraz iii) sceptyków, uważających że każdy kabel, byle by tylko przewodził, jest równie dobry.

Niniejsza recenzja skierowana jest do tych pierwszych, pomija drugich, a zirytuje trzecich. Tytułowy Audio Illuminati Power Reference One jest bowiem drogi, lecz może być pożądany, ponieważ obiecuje dużo.

Do sprawy miesza się jeszcze szkolnictwo, a konkretnie szkoły traktowanie produktów rodzimych. Nie umarła jeszcze dawna, wywodząca się z komunistycznych czasów, pielęgnująca kult wyrobów zagranicznych i pogardę krajowych, ale ukształtowała też nowa, traktująca krajowe tak samo.

Myślę, że słowo się tym szkołom należy, zwłaszcza w dobie reformy oświaty, ale przede wszystkim dlatego, że nie było chyba o nich dotąd mowy. Młodsi tego nie mogą pamiętać, ale sam pamiętam, że podejście do wyrobów elektronicznych przed 1990 rokiem było ambiwalentne. Nikt nie miał złudzeń, że telewizory Panasonica czy Sony od krajowych są lepsze, ale już stojące na peweksowskich półkach gramofony, wzmacniacze i tunery Technicsa nie uważane były za lepsze od rodzimych (fakt, głównie produkowanych na licencji). Szczytem audiofilakich marzeń był oferowany przez warszawskiego Kasprzaka wielkoszpulowy ZRK M-3401 SD „Koncert”, ale znów kasetowe Diory nie mogły się równać z najlepszymi kaseciakami Pioneera czy JVC, nie wspominając o „boskim” Nakamichi Dragon (na rynku krajowym nieistniejącym). Różnie to zatem z postrzeganiem wyrobów krajowych było, lecz generalnie elektronika zachodnia i z dalekiego wschodu (w sumie słusznie) uważana była za lepszą. Audiofilizm rozwinął się jednak w nieoczekiwanym kierunku i dziś za najlepszymi z najlepszych jego przejawami nie stoją wielkie koncerny tylko małe i średnie przedsiębiorstwa. Wszystkie te opromienione nimbem nadzwyczajności Chordy, dCS, Metronome, Audio Note, Transrotory i temu podobne cenowe diabły nie są dokonaniami gigantów pokroju Appla czy Samsunga (co to zeżarł niedawno wydawać by się mogło niezżeralnego Harman-Kardona), a już zwłaszcza dotyczy to firm kablarskich. Słynne Shunyata, Acoustic Zen, Cardas, Nordost czy Harmonix to nieduże wytwórnie okręcone zwykle wokół jednego twórcy-wynalazcy; kogoś kto miał wiedzę, pomysł, pozyskał środki i rzecz zrealizował. Wszystkie też niespecjalnie stare, jako że kablarstwo stało się audiofilską sztuką stosunkowo niedawno.

Wspominam o tym po to, by dać do zrozumienia, że świeżo powołana do życia polska firma wytwarzająca najwyższej klasy okablowanie nie jest żadnym porywem z motyką na gwiazdę, tylko normalnym stanem rzeczy. Surowce są teraz wszędzie dostępne, a wiedzę i pomysły może mieć każdy. No, może gdyby NASA postanowiła wyprodukować najlepszy możliwy kabel, postawiłaby pozostałych w trudnej sytuacji. Ale jeżeli nawet produkuje, to nie jest on ofertą rynkową. (Być może byłyby za drogi.) Zresztą, co ja się będę wysilał. Nawysilałem się już dosyć recenzując też polskie i też stosunkowo świeżej daty okablowanie Sulka, naopowiadałem niemało o przewagach słuchawkowych kabli Tonalium, to Audio Illuminati może po tamtych szynach propagandowych wjeżdżać spokojnie na recenzyjny peron i bez kompleksów stawać obok najlepszych, którzy też całkiem niedawno byli na rynku nikim.

Fundatorem, dawcą pomysłów i siłą sprawczą nowo powstałej Audio Illuminati jest pochodzący z Warszawy inżynier Piotr Kalicki, specjalista z dziedziny zabezpieczeń telekomunikacyjnych i spraw związanych z zakłóceniami emisji elektromagnetycznej. A w takim razie siła fachowa, ktoś zawodowo związany z tematem a nie entuzjasta-amator. Nie lekceważmy jednak amatorów, bo zlekceważylibyśmy takich ludzi jak Gregor Mendel, Pierre de Fermat, a nawet René Descartes. Dobry amator wart bywa więcej od tysiąca zawodowców, przynajmniej jak chodzi o królestwo idei.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

2 komentarzy w “Recenzja: Audio Illuminati Power Reference One

  1. jafi pisze:

    chociaż na przykład firma Sulek uważa, że zwykły wtyk akurat w przypadku kabla zasilającego (co innego interkonekt) niczego nie będzie psuł, bo całe dobro kryje się w przewodniku i jego kierunkowości.

    Piotrze, to nie do końca tak jest. Choć wtyki zasilające Sulek Audio wyglądają skromnie, to przecież nie zostały wybrane/zrobione przypadkowo. Piny są miedziane, nie powlekane i ułożone w kierunku, a korpus jest plastikowy, bo taki pasował najlepiej brzmieniowo. Z dostępnych na rynku markowych wtyków żaden się nie sprawdził.

    pozdrawiam
    jafi

    1. PIotr Ryka pisze:

      W takim razie źle zrozumiałem wypowiedź, przepraszam. Rzeczywiście, wtyki Sulka mają miedziane bolce. Natomiast z całą pewnością opinia zawierała krytykę firmowych wtyków uchodzących za najwybitniejsze. Podobno się nie sprawdziły. W Illuminati najwyraźniej też nie do końca, skoro trzeba było tak długo selekcjonować i uzupełniać piezoelektrykami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy