Zacznijmy tę niewesołą acz pouczającą historię od przywołania dwóch specjalistów internetowych – jednego od budowania zasięgów, drugiego pseudonaukowca. Kolejność ich działania nie ma tutaj znaczenia, wystarczy sam fakt współdziałania – jeden rozstrzygnął „naukowo”, drugi to upowszechnił. „Rozstrzygnięcie” dokonało się przy pomocy aparatury pomiarowej własnego autorstwa oraz posiadanego wyposażenia, w postaci telewizora CRT, własnej konstrukcji słuchawkowego wzmacniacza i własnej przetwornika D/A, plus słuchawki nacechowane głęboką ingerencją w brzmienie na rzecz jego uprzyjemnienia. (Audeze LCD-XC) Ten stwierdził rozstrzygająco, powołując się na swe pomiary i organoleptyczne wrażenia oraz zaglądanie do środka, że filtr redukcji zakłóceń sieciowych o nazwie Power Guardian to nic innego jak oszustwo, ponieważ niczego on nie robi poza wyjmowaniem pieniędzy z kieszeni. Drugi temu przyklasnął i był uszczęśliwiony, popędził dzielić się swym szczęściem z gronem internetowych odbiorców.
Sprawa by mnie nie obchodziła, zostawiłbym ją twórcy filtra, ale filtr ten przetestowałem przy pomocy wyższej klasy wyposażenia[1] – i jego pozytywny wpływ na obraz i na dźwięk uznałem za zauważalny, a nawet godny polecenia. Zrobiła się afera, afera dwuwątkowa. Antyaudiofilska gromada skupiona wokół „Tonu składowego” – fejsbukowego portalu mającego wydrwiwać audiofilię – ochoczo podchwyciła rozstrzygające dokonania naukowe portalu „Audiofanatyk”, mające stanowić namacalny, koronny nawet dowód słuszności własnej postawy. Setkami wpisów wachlowane były krzyżowo i autoodnośnie ega piszących komentarze, napawających się dumą z bycia nowoczesnym człowiekiem o naukowym światopoglądzie. Kolejną sprawą to, że urządzenie niebezpieczne, nieposiadające certyfikatu, potencjalnie narażające użytkownika na mnogie zagrożenia. Ten drugi wątek potem, na razie skupmy się na pierwszym. I zacznijmy od tego, czy takie zakłócenia faktycznie mają miejsce, a jeśli tak, to na czym polegają i jakie są ich następstwa oraz co można z tym zrobić.
Ten etap rozpocznijmy od sięgnięcia po coś na wyciągnięcie ręki – od internetowej bazy AI. (Dystans więc niedaleki, lecz dla niektórych za duży.) Czytamy tam o zniekształceniach w sieci energetycznej zwanych „wysokimi harmonicznymi”:
Wysokie harmoniczne to składowe sygnału elektrycznego o częstotliwości będącej wielokrotnością częstotliwości podstawowej (u nas 50 Hz). Powstające głównie w wyniku pracy odbiorników nieliniowych, takich jak komputery, przetwornice częstotliwości czy świetlówki.[2] Obecność takich wyższych harmonicznych w sieci powoduje odchyły napięcia i zniekształcenie przebiegu prądu, co generuje straty energii, przyspiesza zużycie urządzeń i w szczególności może doprowadzić do przegrzania transformatorów.
Jak już zostało powiedziane, źródła wysokich harmonicznych to odbiorniki nieliniowe – urządzenia, które zamiast bazować na prądzie o sinusoidalnym przebiegu, operują na niesinusoidalnym (będącym sumą sygnałów o różnych częstotliwościach) i w konsekwencji zaśmiecają sieć energetyczną nieliniowymi składowymi.
Przykłady odbiorników nieliniowych (za AI):
- Serwery
- Komputery
- Zasilacze nieliniowe
- Transformatory i dławiki
- Urządzenia energooszczędne (np. świetlówki)
- Przetwornice częstotliwości – w tym falowniki (inwertery)[3]
- Urządzenia przemysłowe (np. piece łukowe i indukcyjne, spawarki)
- UPS-y
- Ładowarki (np. telefoniczne)
Przykłady odbiorników liniowych:
- Odbiorniki czysto rezystancyjne (rezystory, klasyczne żarówki, klasyczne grzałki elektryczne)
- Silniki trójfazowe
- Kondensatory
Następstwa obecności wysokich harmonicznych:
- Zwiększone straty energetyczne i materiałowe w następstwie przegrzewania urządzeń – obecność wyższych harmonicznych powoduje nadmiarowe nagrzewanie uzwojeń i rdzeni transformatorów, co skraca ich żywotność i może doprowadzić do zniszczenia.
- Wzrost zużycia energii – wyższe rachunki za prąd. (Sieć zaśmiecona wysokimi harmonicznymi mniej sprawnie dystrybuuje i oddaje energię.)
- Przyspieszone zużycie komponentów – instalacje elektryczne, tak samo jak transformatory, też szybciej ulegają zużyciu.
- Zjawiska rezonansowe – występowanie harmonicznych może prowadzić do niebezpiecznych zjawisk rezonansowych w instalacji. (Np. rezonans w układach kompensacji mocy biernej może prowadzić do awarii elementów układu.)
- Zniekształcanie napięcia – harmoniczne zaburzają prawidłowy, sinusoidalny kształt fali prądowej i odchylają poziomy napięć.
[1] Telewizora OLED (Panasonic HZ2000) i dekodera 4K Ultrabox+ z zasilaczem Booster BOTW oraz szeregu różnej klasy słuchawek zasilanych przez high-endowe wzmacniacze i przetworniki nie mojego autorstwa.
[2] Świetlówki generują wyższe harmoniczne w następstwie posiadania elektronicznych aktywatorów elektrod (tzw. zapłonników, a w nowszej wersji stateczników – cewek o dużej indukcyjności), które są odbiornikami nieliniowymi. Zapłonniki, w skład których wchodzą dławiki i cewki, pobierają prąd w sposób niesinusoidalny, ponieważ ich zadaniem jest wygenerowanie skokowo pulsującego w możliwie szybkim tempie napięcia wyładowań, rzędu 800 – 1000 V, czego następstwem zaburzenie sinusoidalnego przebiegu i poziomu napięcia w sieci energetycznej. Co gorsza, im więcej tego typu urządzeń znajdzie się w instalacji, tym silniejsze są zakłócenia, ponieważ zakłócające harmoniczne sumują się w przewodzie neutralnym, głęboko zniekształcając sinusoidę.
[3] Zabrzmi zaskakująco, ale obecność falownika, jako niezbywalnego składnika paneli słonecznych, oznacza, że to uważane za czyste ekologicznie (kiedy pomijać proces wytworzenia) źródło prądu jest nieuchronnym generatorem zakłóceń sieciowych, ergo prąd z niego wychodzący zawsze od razu zaśmiecony.














No ok, świetlówki sieją zakłóceniami, ale kto dzisiaj ich używa? Ja mam całe oświetlenie ledowe. Diody LED też sieją? Większość urządzeń audio ma ekrany LED / OLED…
LED też sieją.
Zasilacze do ledów ekstremalnie sieją.
Mimo że mam osobny bezpiecznik i linie do audio to kiedyś jak podłączyłem konsolę PS3 dziecka do wspólnej listwy z audio słyszałem buczenie. Wtedy od razu kupiłem dobry kondycjoner i nie było nic słychać. Kondycjoner do dziś służy doskonale.
A propos – warto obejrzeć film z odsyłacza, można się szczegółowiej dowiedzieć.
Jeśli jest tylko 6 zgonów rocznie, to może w ogóle nie trzeba żadnych zabezpieczeń? Człowieku – właśnie dlatego, że są określone normy, mamy tylko 6 zgonów.
Bardziej durnego argumentu nie słyszałem dawno. Samozaoranie.
Jest tylko tyle zgonów, bo kable prądowe są izolowane.
Izolacja kabli prądowych to jedynie jeden z aspektów polityki zabezpieczeń. Normy uwzględniają nie tylko bezpośrednie zagrożenia.
Oczywiście, że uwzględniają, np. dostatecznie prędkie działanie bezpieczników, z czym niestety w praktyce bywa różnie, podobnie jak z relacjami pomiędzy mocą urządzeń a przekrojami zasilających je kabli.
A propos. Może wytłumaczyłbyś Tonowi składowemu, że zabezpieczenie przed przegrzaniem takiego kabla bierze się z wielkości przekroju i materiału przewodzącego, a nie grubości izolacji. Ten facet nawet tego nie wie. Nie wie też pewnie, że srebrne mogą być cieńsze od miedzianych, a miedziane od aluminiowych.
Panie Piotrze, cieszę się, że obejrzał Pan mój film, jednak mam wrażenie, że jak zwykle albo Pan nie zrozumiał, albo nie chciał zrozumieć tylko po to, żeby pisać takie komentarze. W kwestii izolacji nie chodziło o grubość, ale o rodzaj, a konkretnie o certyfikację do danego zastosowania. Bo w zastosowaniu prądowym nie wystarczy tylko wybrać przewód o odpowiednim przekroju. Jeśli weźmiemy dwa przewody o identycznym przekroju, to może się okazać, że w jednym izolacja nie nadaje się do pracy z 230V i przy skoku napięcia zwyczajnie się stopi/dojdzie do przepięcia. Wielkość przekroju ma wpływ na nagrzewanie się przewodu, ale nie stanowi zabezpieczenia. Jeśli mi Pan nie wierzy, mogę mailem wysłać pismo od Beldena na temat stosowania ich przewodów głośnikowych w kablach zasilających 🙂 I proszę nie gdybać o tym, co „ten facet nie wie”, fantazję ma Pan wybujałą, niestety z rzeczywistością niewiele to ma wspólnego.
Aha, czyli mam rozumieć, że te przewody w Power Guardian mogłyby się stopić, ponieważ urządzenie nie miało certyfikatu, tyle że się nie stopiły, co jest z ich strony złośliwością i poważnym niedopatrzeniem.
Z praktyki kogoś, kto miał w życiu mnóstwo do czynienia z przewodami prądowymi na użytek domowy i przemysłowy – dobrze dobrany przekrój oznacza, że przewód wcale, albo najwyżej minimalnie się nagrzewa. A izolacja powinna być oczywiście szczelna i niepodatna na uszkodzenia, co jest szczególnie ważne dla pracy w środowisku zawilgoconym czy wręcz mokrym, dlatego tam stosuje się grubsze i wielowarstwowe (np. dla pomp pływakowych czy górniczych), co do Power Guardiana zupełnie się nie odnosi, choć oczywiście i on powinien mieć odpowiednią, nie ma od tego wyjątków.
Odnośnie pańskiej wiedzy gdybanie nie jest konieczne, sam się Pan nam przedstawia i często to żenujące. Np. wiedza o tym, jak rzetelnie przedstawiać cudze poglądy. Żenujące też to, że spopularyzował Pan ocenę techniczną tego urządzenia sporządzoną przez kogoś, kto w ogóle nie rozumiał zasady jego działania. A żenujące najbardziej, że pisał Pan na mnie donosy, posiłkując się przy tym podłą metodą wycinania wypowiedzi z kontekstu. Pan, panie Marcinkiewicz, nie posiada jak dla mnie zdolności honorowej, w ogóle nie powinienem z Panem rozmawiać.
Jakie ma znaczenie koszt zdobycia certyfikatu w zasadności jego używania? Jesli coś jest tanie to znaczy, że nie ma sensu? Kolejny przykład logiki „chłopskiej”. Certyfikujący gwarantuje swoim nazwiskiem zgodność z obowiązującymi normami i zabezpiecza producenta urządzeń od odpowiedzialności prawnej z racji nieprzestrzegania przepisów.
Wczoraj zapłaciłem tylko 200 złotych za notarialne potwierdzenie umowy spadkowej – czy z racji tak niskiej opłaty. owo potwierdzenie nie ma sensu.
Nie rozumiem skąd Pan bierze te przemyślenia?
Biorę z tego, że każdy może te uprawnienia łatwo zdobyć. Czy pański notariusz sporządzający umowę też był po trzytygodniowym kursie prawa?
Oto typowa logika przypisujących innym brak logiki. Piszę, że paliły się urządzenia certyfikowane, a ten to jeszcze chwali. No tak, jakby nie miały certyfikatów, to by się dopiero paliły, no nie?
Normy prawa notarialnego są bardziej skomplikowane od norm dopuszczania urządzeń do obrotu. To po pierwsze. Po drugie, normy minimalizują ryzyko, a nie całkowicie go eliminują. Sam fakt posiadania normy nie nakłada zaklęcia bezpieczeństwa na urządzenia, które pracują w zmiennych środowiskowych. Po trzecie wypadki z certyfikowanymi urządzeniami moga posłuzyć do dopracowywania norm bezpieczeństwa, natomiast wypadki z urządzeniami nie spełniającymi norm, to szukamie w igły w stogu siana.
Samoloty muszą spełnić bardzo rygorystyczne normy, by latać w służbie, a i tak wypadki się zdarzają (i to najczęściej one wymuszają korekty owych norm). Czy wsiadłby Pan na pokład samolotu, który nie posiada certyfikatów?
Po pierwsze, stopień skomplikowania oddziaływań elektromagnetycznych jest nieporównanie większy od skomplikowania norm prawnych, mimo iż prawnicy od stuleci wyłażą ze skóry, żeby było odwrotnie.
Po drugie, czytałem ostatnio, że w samolotach rejsowych Boeinga znaleziono w poszyciu pozostawione przez monterów fabrycznych narzędzia. Takie tam mają normy. Ale certyfikaty na pewno są. Miały je też z pewnością dwie maszyny tej firmy, które rozbiły się w ostatnich latach wyłącznie na skutek zainstalowania złego, niesprawdzonego oprogramowania mającego zapobiegać przeciągnięciom; zginęło w przerażających okolicznościach (świadomość nieuchronnej śmierci) kilkaset osób.
Tak przy okazji – mało kto wie, jak grube jest poszycie kadłuba samolotów rejsowych. Lotnicze aluminium ma na części sufitowej 1,2 mm. (Ciut ponad milimetr.) „Lataj LOT-em, trumną potem”, mawiali kiedyś złośliwi.
ad1. zależy od interpretacji. Dla fizyka oddziaływania elektromagnetyczne nie muszą być skomplikowane.
ad2. rozumiem, że gdyby nie było norm i certyfikatów, wspomniane zdarzenia nie miałyby miejsca? To kolejna próba usprawiedliwiania braku elementarnych zasad dopuszczania produktów do biegu. Rozumiem, że ochoczo wsiadłby pan do samolotu z warsztatu pana Edka z sąsiedztwa, który – tak jak pan – podziela niechęć do norm i certyfikatów.
Patryk
Dla twego dobra proszę cię, nie wypisuj podobnych bzdur o elektromagnetyzmie. Jak nie masz wglądu, nie znasz się, to nie zabieraj głosu ostentacyjnym stwierdzeniem. Elektromagnetyzm wyobrażeniowo jest niewyobrażalny, myślowo nieracjonalizowalny. (Wystarczy zajrzeć tutaj: https://pl.wikipedia.org/wiki/Elektrodynamika_kwantowa) Nie można sobie wyobrazić zachowań tego czegoś, co potocznie nazywa się prądem, to przerasta ludzkie granice myślowe niezależnie od tego czy ktoś jest fizykiem, czy nie. (Zdrowy rozsądek kompletnie nie działa i jest tutaj przeszkodą.) Owo coś się ujmuje w równaniach (nawiasem mówiąc bodaj Hertz poprawiał formuły Maxwella), teraz to wszystko jest wpisane w tak zwany Model Standardowy, łączący trzy rodzaje oddziaływań, o którym sławny fizyk noblista powiedział, że swobodne operowanie myślowe w jego ramach przekracza ludzkie możliwości. Tak więc prawnicy są bez szans, chociaż i oni zdrowy rozsądek już dawno zarzucili, nie mówiąc o przyzwoitości. (Niegłupio będzie też zajrzeć tutaj: https://forbot.pl/blog/czym-jest-prad-elektryczny-oto-czeste-bledne-wyobrazenia-id51841)
ad.2
Czy fakt krytykowania przeze mnie sposobu przyznawania certyfikatów i przestrzegania norm jest wg Ciebie tożsamy z negowaniem przeze mnie norm i certyfikatów jako takich? Bo jeśli tak, to jesteś w błędzie.
Komiczna próba odpowiedzi portali „Ton składowy” i „Audiofanatyk”, z nieustającym wydrwiwaniem, głupimi minami i przede wszystkim przypisywaniem komuś nie jego poglądów. https://www.youtube.com/watch?v=8o1JN8rHZgg
Wyjaśniam zatem, bo chyba to nie dotarło:
1. Nigdy nie miałem zamiaru bronić wyrobu Power Guardian od strony wymogów bezpieczeństwa. Nigdy żadnego wyrobu od tej strony nie oceniałem, to nie są moje kompetencje.
2. Podczas pisania recenzji nie wiedziałem, że produkt jest oferowany. (Mało ważne, no ale.)
3. Natomiast po uzyskaniu z fachowej strony zastrzeżeń odnośnie tego wyrobu, w komentarzu do jego recenzji zabroniłem użycia.
4. Artykuł jest poświęcony prawie wyłącznie temu, że Power Guardian faktycznie poprawia obraz i dźwięk, na co istnieje także teoretyczne uzasadnienie. Co dla jego krytyków jest podwójnie zabójcze – nie potrafili dociec mechanizmu jego działania i zaprezentowali słabość zarówno swojego sprzętu jak i organów zmysłowych.
5. I nie, panie Marcinkiewicz, nigdy nie twierdziłem, że Power Guardian poprawia obraz zwłaszcza na monitorach CRT. W ogóle z nimi go nie testowałem. (Oto jeden z przykładów opowiadanych na filmiku banialuk.)
6. Natomiast trzeba oddać – urządzenie faktycznie okazało się nie spełniać wymogów towaru rynkowego, czego sam nie dostrzegłem.
Ale przecież Pan tego wyrobu bronił w komentarzach u mnie na Facebooku, właśnie od strony wymogów bezpieczeństwa. Ba, robi to Pan nawet w tym tekście, bo przecież tylko 6 osób rocznie ginie od porażenia, prawda? Cieszę się, że po uzyskaniu fachowej opinii na temat tego wyrobu, zabronił Pan jego użycia, ale dlaczego w tym tekście Pan tego broni? Uszy do góry i niech się pali, czy jak to tam Pan na końcu napisał. Teoretyczne uzasadnienie, które Pan podał jest absurdalne i nie ma związku z elektrotechniką. Wyjaśnienie wszystkich bzdur napisanych tu przez Pana wymagałoby kilku stron tekstu, jeśli jest Pan jednak ciekaw – w tej komicznej próbie odpowiedzi, kilku specjalistów odpowiedziało w komentarzach na Pana tezy. Jeden nawet rozpisał się właśnie na kilka stron maszynopisu, polecam lekturę. Dopasowywanie jakichś ogólnych stwierdzeń do tezy jest niezbyt ładnym zagraniem, ale po wszystkich wycieczkach ad personam nie spodziewałem się niczego innego. A skoro urządzenie nie spełnia wymogów towaru rynkowego, to dlaczego nie posypać głowy popiołem i nie napisać tego wprost, a nie szyć jakieś banialuki i kluczyć dookoła?
Do tej wypowiedzi identycznie odnosi się uwaga o nierzetelności przedstawiania cudzych poglądów.
1. Nie oceniałem Power Guardiana od strony norm bezpieczeństwa, tak samo jak nie robiłem tego w odniesieniu do wszystkich innych testowanych wyrobów. To nie są moje kompetencje, ja się tym nie zajmuję. Dlatego posypywanie głowy popiołem nie wchodzi tu w rachubę. Jeżeli ktoś już ma się posypywać, to ewentualnie producent, o ile uzna za stosowne. O ile wiem, nie uznaje, chociaż w ocenie specjalisty włącznik, bezpiecznik i podłączenie masy to niezbywalne wymogi, czyli urządzenie powinno zostać poddane zabezpieczającym przeróbkom, co nie jest aktualne wobec wycofania wyrobu.
2. Ku memu zaskoczeniu najbardziej oburzyła pańskich czytelników statystyka odnośnie zgonów. (Pozdrowienia dla „Soku z buraka”, mocno wśród nich reprezentowanego i dla pozostałych pisujących spod kont skrzętnie skrywających dane o piszącym.) To skandal, tylko tylu? Ale to właśnie dowód na niezbywalność obecności certyfikatów i przestrzeganie norm. Hura!!!
Z praktyki elektrycznej (dużej) wiem, że to przestrzeganie jest często na opłakanym poziomie, kopnięcia prądem liczą się w skali kraju pewnie w dziesiątkach tysięcy. Ale na szczęście okoliczności śmiertelnego porażenia wymagają przepływu prądu przez denata, a o to od kopnięcia zdecydowanie trudniej. Pewnie, gdyby kopnięcie od urządzenia (np. audio) tknęło kogoś akurat opartego o kaloryfer, rzecz mogłaby się źle skończyć, ale prawdopodobieństwo tego niewielkie. O wiele większe pożarowe, a jeszcze większe tego, że certyfikat bezpieczeństwa z tyłu na urządzeniu to drukowane pustosłowie. Inaczej nie byłbym świadkiem aż czterech pożarów. Rąbie się te certyfikaty bez żadnego sprawdzania. (Inaczej z lodówkami czy pralkami, ale to inny poziom ogólności przemysłowo-użytkowej i otoczenia niezbywalnie wilgotne.)
3. Daruj Pan sobie pouczanie odnośnie zachowania, specu od głupich min, przemilczeń i przeinaczeń. Nie zmuszaj mnie do tego, żebym ten twój film przeanalizował, bo chleba z tego miał nie będziesz.
4. Do wypowiedzi specjalistów może się specjalista odniesie, o ile będzie mu się chciało ich szukać. Ale może niech przyjdą tutaj, bo chyba adresują się tutaj.
5. Jeszcze odnośnie mojej wypowiedzi, że mieszkam w drogiej dzielnicy. Ale się potoczyła beka, nie? A teraz moje pytanie: dlaczego napisałem „drogiej”, a nie „spokojnej”? Przecież by beki nie było. No ale jest różnica. Jaka?
Wynik analizy tego tekstu przez AI:
„Przeanalizowałem dostarczony artykuł pod kątem merytorycznym i prawnym. Oto moja ocena:
Analiza merytoryczna
Elementy poprawne
Wysokie harmoniczne w sieci – opisane zjawisko rzeczywiście występuje i stanowi problem energetyczny
Odbiorniki nieliniowe – lista urządzeń generujących zakłócenia jest prawidłowa
Zasilacze nieliniowe – podstawowy opis działania zasilaczy ma sens technicznie
Problematyczne twierdzenia
1. Pseudonaukowe podejście:
Brak obiektywnych testów słuchowych w ślepą
Opieranie się wyłącznie na subiektywnych wrażeniach
Dyskredytowanie pomiarów instrumentalnych jako „amatorskich”
2. Nieuzasadnione roszczenia:
Twierdzenie o słyszalnych różnicach bez dowodów naukowych
Sugerowanie, że drogie kable i kondycjonery automatycznie oznaczają lepszą jakość
Brak wyjaśnienia mechanizmu wpływu na jakość dźwięku
3. Argumenty ad personam:
Atakowanie osób prowadzących testy zamiast merytorycznej dyskusji
Sugerowanie, że krytyka wynika z „antiaudiofilskiej postawy”
Analiza prawna
Potencjalne naruszenia
1. Wprowadzanie w błąd konsumentów (art. 5 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji):
Nieudowodnione twierdzenia o skuteczności produktów
Brak ostrzeżeń o subiektywnym charakterze ocen
Prezentowanie opinii jako faktów naukowych
2. Bezpieczeństwo produktu:
Autor przyznaje, że Power Guardian nie ma certyfikatów bezpieczeństwa
Bagatelizowanie ryzyka porażenia prądem
Ironiczne podejście do certyfikacji („może się nie zapali?”)
3. Nierzetelne praktyki informacyjne:
Brak jasnego rozdzielenia między reklamą a opinią
Sugerowanie wyższości produktów bez certyfikacji nad certyfikowanymi
Szczególnie problematyczne fragmenty
Bezpieczeństwo: „Nie zapalił się też Power Guardian (…) Wolałem już nie sprawdzać jego wpływu na urządzenia”
Certyfikacja: Dyskredytowanie procesu certyfikacji jako trywialnego
Koszty: Ukrywanie rzeczywistych kosztów eksploatacji do końca tekstu
Podsumowanie
Artykuł zawiera mieszankę prawdziwych informacji technicznych z nieuzasadnionymi twierdzeniami marketingowymi. Główne problemy to:
Prawnie: Potencjalne wprowadzanie w błąd konsumentów i bagatelizowanie kwestii bezpieczeństwa
Merytorycznie: Brak naukowego podejścia do testowania, opieranie się na subiektywnych wrażeniach
Etycznie: Ataki personalne zamiast merytorycznej dyskusji
Rekomendacja: Artykuł należy traktować jako opinię, nie jako źródło rzetelnej informacji technicznej. Konsumenci powinni szukać niezależnych testów opartych na metodologii naukowej przed podjęciem decyzji zakupowej.”
Odnośnie wygenerowanych przez AI krytyk.
– „Brak obiektywnych testów słuchowych w ślepą”
Pardon, ale w jaką ślepą? Cały długi artykuł poświęciłem kiedyś ślepym testom, zakładając, że o nie chodzi. (https://hifiphilosophy.com/muzyka/filozofia/testy-abx/) Jako z wykształcenia epistemolog wiem, że odnośnie sprzętu audio obiektywizacja z ich strony nie jest możliwa, co tam zostało uzasadnione.
– „Opieranie się wyłącznie na subiektywnych wrażeniach”
A na jakich wrażeniach ma się oprzeć recenzent – przeprowadzić ogólnospołeczną ankietę?
– „Dyskredytowanie pomiarów instrumentalnych jako „amatorskich”
Nie ja je zdyskredytowałem tylko fachowiec, inżynier elektronik.
– „Twierdzenie o słyszalnych różnicach bez dowodów naukowych”
Przed twórcami AI najwyraźniej jest jeszcze dużo pracy.
– „Sugerowanie, że drogie kable i kondycjonery automatycznie oznaczają lepszą jakość”
Nigdzie nie pada taka sugestia. Panda natomiast taka, że sprzęt użyty przez Audiofanatyka był nieadekwatny.
– „Brak wyjaśnienia mechanizmu wpływu na jakość dźwięku”
To zostało dokładnie wytłumaczone opisem mechanizmu osłabiania wpływu wysokich harmonicznych.
„Atakowanie osób prowadzących testy zamiast merytorycznej dyskusji”
Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie, chciałoby się powiedzieć. Ale merytoryka radykalnie przeważa nad personalnymi ocenami, czego nie można powiedzieć o drugiej stronie.
„Sugerowanie, że krytyka wynika z „antyaudiofilskiej postawy”
Po części niewątpliwie, czegóż to się nie robi dla szerokiego poklasku.
„Nieudowodnione twierdzenia o skuteczności produktów”
Uzasadnione moją, jako krytyka, oceną. Uzasadnione też merytoryczną analizą mechanizmu działania.
„Brak ostrzeżeń o subiektywnym charakterze ocen”
To się rozumie samo przez się, recenzje zawsze są subiektywne i inne nie będą.
„Prezentowanie opinii jako faktów naukowych”
Przykłady?
„Bagatelizowanie ryzyka porażenia prądem”
Nieprawda. Wyłącznie stwierdzenie faktu, że jest niewielkie (na bazie danych statystycznych i analizy sytuacyjnej).
„Ironiczne podejście do certyfikacji („może się nie zapali?”)
Oto kolejny dowód słabości myślowej AI, podzielany z nią niestety przez wielu ludzkich komentatorów. Ta ironia nie jest wyrazem lekceważenia, a szczególnego zatroskania faktem, że certyfikowane urządzenia ulegają pożarom, co najogólniej mówiąc jest skandalem.
„Brak jasnego rozdzielenia między reklamą a opinią”
Żadna z moich recenzji nie ma charakteru reklamowego.
„Sugerowanie wyższości produktów bez certyfikacji nad certyfikowanymi”
To nie sugestia, to spostrzeżenie. Akurat tak się zdarzyło, że niecertyfikowane urządzenia się nie paliły, co wystawia jak najgorsze świadectwo wystawiającym certyfikaty.
„Dyskredytowanie procesu certyfikacji jako trywialnego”
W stosunku do urządzeń audio jest on najwyraźniej trywialny. Inaczej by nie płonęło.
„Ukrywanie rzeczywistych kosztów eksploatacji do końca tekstu”
Nonsens.
„Artykuł należy traktować jako opinię, nie jako źródło rzetelnej informacji technicznej. Konsumenci powinni szukać niezależnych testów opartych na metodologii naukowej przed podjęciem decyzji zakupowej.”
Powodzenia!
To ciekawe, ze slepe proby sa od setek lat stosowane w kazdej dziedzinie nauki i swietnie sie sprawdzaja.
Za wyjatkiem sprzetu audio, gdzie jakims cudem nie dzialaja.
Naprawde bardzo ciekawe dlaczego.
Przeczytałeś artykuł z odsyłacza, czy tak sobie tylko luźno konstatujesz?
Tak, przeczytalem, nie komentuje czegos, czego nie czytalem.
Paveu
Pawełku, ty niczego nie komentujesz, ty umiesz tylko napisać: „A właśnie, że nie!”
Paveu : ślepe testy także trzeba umieć wykonać – a nie w nich tylko formalnie uczestniczyć by o nich później opowiadać z ironią . By mozna było do nich sie przygotować, wybiera sie osobniki (do tych testów) które posiadają doświadczenie w temacie i takich którzy jego nie posiadają. Zakłada sie progi błędów. W ślepych testach dokonano kiedyś oceny wpływu wycięcia pasma w widmie dla systemu kodowania antypirackiego dla formatu CD. Jedynym inż dźwięku który spośród grona wykazywał odróżnienie tego „elementu” 100/100, był niejaki p. A. Lipiński, realizator. I tylko dlatego że jedna osoba rozróżniała w dźwięku HiFi wpływ wycięcia pasma wąskiego (3,5kHz) – za każdym razem, nie wprowadzono tego systemu do przemysłu fonograficznego w USA. Czy pozostali uczestnicy testu (chyba dziewięciu) to byli amatorzy? Nie. A to oznacza, że sporą grupą statystycznie jest jednak grono – mniejszych lub większych, ignorantów. I tak jest w każdej dziedzinie. W polityce także. Dlatego jest jeden król i grono niżej notowanych specjalistów.
@divaldi
No wlasnie nie, bzdury wpisujesz. Slepe proby sa po to zeby nie bylo potrzeby uzywania osobnikow którzy posiadają doświadczenie w temacie i takich którzy jego nie posiadają.”
Przejrzałem fejsbukowe komentarze u dwóch elektrycerzy z początku artykułu. Zwyczajowa odprawa zaklęć w stylu „Co też on ćpa”, „płaskoziemcy” itd.
Do elektrycerza Marcina, który oczywiście zawrzasnął „Wyszło na nasze!”, bo co niby miał wrzasnąć, kiedy się okazało, że z artykułu nic nie kuma i że mu się głupio zdawało, że weźmie temat z marszu: Powiedz temu swojemu pajacowi od argumentu „nie miał jamnika”, że jamnika faktyczne nie miałem, ale miałem 22 psy, w większości nowofundlandy i kaukazy.
Do elektrycerza Jakuba: Z niczego się nie wycofuję, a gdybym już to robił, to rakiem, a nie okrakiem 🙂 (Czego oni te dzieci uczą obecnie w szkołach?) Aha – i ten specjalista od oględzin nie ma w ofercie kondycjonerów. Nie buduje ich ani nimi nie handluje. Natomiast na elektronice zna się jak mało kto. Kto natomiast się żali – komu i o co – to już z litości pominę.
Z artykułu nic nie kumam, bo to banialuki 🙂 Jeśli byś zapytał innego specjalisty, który przypadkiem nie zajmuje się wyrabianiem audiofilskich produktów, może by Ci to wyjaśnił. A na nasze wyszło, podtrzymuję. Szkoda tylko, że w komentarzach, bo dopiero tu wprost przyznał Pan, że recenzowany filtr nie spełniał wymogów bezpieczeństwa. O to była ta cała wrzawa. Dokładnie o to i tylko o to 🙂 Co do jamnika, nawet nie wiem, o co chodzi i zasadniczo mam to gdzieś. Jeśli masz wąty do jakiegoś komentującego mój post, miło by było gdybyś wyjaśnił to z komentującym.
Pozwolę sobie jeszcze odnieść się do punktu, w którym mowa, że specjalista od oględzin nie ma w ofercie kondycjonerów. W takim razie co to jest? https://divaldi.pl/category/kondycjonery/
Peace out, nie mam zamiaru czytać Twoich dalszych komentarzy na ten temat.
Nie, nie chodziło głównie o to, czy produkt jest bezpieczny, a przede wszystkim o to, że jest bezużyteczny. Niczego nie poprawiający i kosztowo przeszacowany, a że pozbawiony plakietki i mający za cienkie druty, to tak dopiero przy okazji. (Ani portal „Stereo i kolorowo”, ani „Audiofanatyk” nie miały zgody na rozbiórkę, zrobiły to wbrew ustaleniom łamiąc słowo. Powinny tego nie robić, natomiast mogły zgłosić zastrzeżenia do kwestii bezpieczeństwa i wokół tego rozkręcać sprawę; pójść gdzie trzeba z ostrzeżeniami, gdyby nie uzyskały zgody na przeprowadzenie wewnętrznych oględzin.) Ale kiedy się okazało, że jednak pewnie działa, może poprawiać dźwięk i obraz wbrew naszym przekonaniom, to użyteczność już nieważna, liczy się bezpieczeństwo.
Kondycjonery marki Divaldi? Ciekawe, nawet nie wiedziałem. Ta firma się rozwija i mnie się tym nie chwali. Trzeba to będzie sprawdzić.
Mam uwagę do zdania, że prąd stały jest bardziej niebezpieczny niż zmienny (przemienny). Jest to totalna bzdura i brak podstawowej wiedzy . Jest wręcz odwrotnie. Poziomy napięć stałych, które są bezpieczne lub warunkowo bezpieczne są sporo wyższe niż dla prądu przemiennego.
Rzecz dyskusyjna, natomiast faktem, że skierowano pod adresem Thomasa Edisona gratulacje odnośnie tego, że przepchnął ostatecznie projekt krzesła elektrycznego na prąd zmienny, jako ten bardziej niebezpieczny, podczas gdy (jak było początkowo zakładane) zasilanie ich prądem stałym dałoby egzekucje krótsze i mniej okrutne.
PS
Pewnie dziś ten materiał filmowy już nie jest dostępny, ale kilkanaście lat temu, kiedy w Sieci nie było prawie cenzury, można było oglądać relacje filmowe z egzekucji na krześle elektrycznym. Piekło na Ziemi. Długo trwające.
Wszystkie przytoczone powyżej argumenty mają uzasadnienie, ale też trzeba mieć na uwadze, że największa radość i rozpierająca duma uczestników i autora Tonu składowego oraz koteryjnego z nimi Audiofanatyka płynęła nie ze śmichów-chichów, a z utrącenia działalności autora Power Guardiana. A to już nie kabaret, to już nie sama zabawa i wentyl upuszczania frustracji spowodowanej własną małością. Tam padały realne groźby, poważne oskarżenia ze strony ludzi nie mających pojęcia jak to urządzenie działa – czemu i w jaki sposób naprawdę służy. Zupełnie nie chodziło o to, jak je ewentualnie poprawić, chodziło o wdeptanie w ziemię. Realne także było pisanie na mnie donosów do dystrybutorów sprzętu z sugestią, że wstyd im przynoszą moje wypowiedzi padające podczas polemik. Donosy pisane przez właściciela portalu, na którym królują odzywki sprawiające, że nazwanie tego miejsca chlewem byłoby obrazą dla chlewa. Także czymś więcej niż kabaretem głoszenie np. tego, że wszystkie kable słuchawkowe są nie lepsze od tych za 350 zł produkowanych przez Audiofanatyka. To przecież jawna bzdura i zarazem nachalny marketing. Tak przy okazji, trafiły do mnie pewne zdjęcia. Obejrzysz kiedyś i się wypowiesz.
Tytułem wyjaśnienia: „DIVALDI Sound & Design” , a „divaldi” – to inny podmiot osobowy, jest to zbieżność fonetyczna .
DIVALDI Sound & Design – to firma , a divaldi to nick z portalu Audio Stereo – istniejący od ok 20 lat . Proszę o nie łączenie w jedno tych dwóch nazw.
Przepraszam firmę DIVALDI Sound & Design za nieporozumienie. Firma poprosiła o zmianę nicka na inny .
Co do bezpieczeństwa urządzenia – oczywiście że były wątpliwości. Dla mnie zasadnicze. Tu chodziło bardziej o wpływ urządzenia – jest czy nie ma. Dla jednych działa dla drugich nie.
„Tu chodziło bardziej o wpływ urządzenia – jest czy nie ma. Dla jednych działa dla drugich nie.”
No nie, to niestety tak nie dziala, ze dla jednych jest a dla drugich nie ma.
Tam nie bylo zadnego wplywu. Czy ktos chcial, czy nie chcial, czy slyszal, czy nie slyszal, to urzadzenie w zaden sposob na jakosc dzwieku nie wplywalo.
Powiem krótko – nonsens.
Aha, nonsens. A cos wiecej moze?
Audiofanatyk – (nie)sprzedaż własnych kabli pewnie pociągnęła za sobą kilka kredytów i chłopina się wyżywa na kim popadnie. Frustracja nie sprzyja obiektywnym opiniom. Wystarczy przeczytać recenzje opampów, które pomierzone przez Audiofanatyka „nie grają, bo przyrządy pomiarowe tego nie pokazały…). Każdy, kto miał do czynienia z lampami, czy opampami doskonale wie, że mają OGROMNY wpływ na dźwięk.
Co do Tonu Składowego, to jest typ człowieka, dla którego Wigry3 jest doskonałym rowerem, ponieważ każdy jego element spełnia swoją funkcję. Nie mam pojęcia, czemu Pan Piotr wdaje się z tymi ludkami w polemikę – szkoda czasu. Wiemy, kto ma szacunek wśród entuzjastów audio.
👍
Zgadzając się z ogólną diagnozą dodam, że nie można dawać milczącej zgody na propagowanie bredni spod szyldu „Wszystko gra jednakowo, szkoda na droższe pieniędzy!!!” Ta bzdura krąży od bardzo dawna i dotyczyła już bodaj wszystkiego poza kolumnami i słuchawkami – od źródeł poprzez kable po wzmacniacze wszystko grało już jednakowo, a tylko kosztowało różnie. Co (i to ten najlepszy moment dla tego głosicieli) dawało asumpt do szydzenia z obywateli tego nie wiedzących i wywyższania siebie. Sporo już „guru” tego poglądu na internetowe oczy widziałem, najnowszy, bardzo popularny, skrewił przed AVS, wcześniej przed przyjechaniem do mnie. Woli z progu własnej chałupy wypasać swoje stado krów, tuczących się opowieściami o głupich audiofilach. Którzy skądinąd sami nierzadko dają podstawy do kierowania pod swym adresem szyderstw głupimi pomysłami i przesadą, ale czymże to jest w porównaniu do przykładowo każdej jednej parady LGBT, jałowego kolekcjonowania znaczków i monet, całymi dniami spędzonymi na bezproduktywnym łowieniu ryb, albo uporczywego biegania, o którym przecież wiadomo, że u osób powyżej trzydziestki działa destrukcyjnie na stawy. Tak czy tak życie się kończy – z bieganiem albo bez, z muzyką albo bez i z wiedzą albo bez – wraz z Internetem wykształciły się grona z lubością spędzających je na opluwaniu innych. Szerzej o tym pisałem tutaj: https://hifiphilosophy.com/audiofilizm-a-kwestia-glupoty/ i tutaj: https://hifiphilosophy.com/o-sensie-i-rozterkach-audiofilizmu/?caly-artykul=1
A jeszcze niedawno sie pan oburzal, ze zarzucano mu podejscie „im drozej tym lepiej” a tu prosze, okazuje sie ze >nie można dawać milczącej zgody na propagowanie bredni spod szyldu „Wszystko gra jednakowo, szkoda na droższe pieniędzy!!!”< Prosze sie zdecydowac jaka jest rzeczywistosc.
Rzeczywistość jest złożona – jak zwykł zaczynać odpowiedź na każdym egzaminie mój kolega z roku. (Wtedy nawet egzaminy z logiki matematycznej i teorii mnogości były ustne.) Najczęściej bywa tak, że droższe znaczy lepsze. Ale jest od tego wiele wyjątków, dlatego mały kwantyfikator. „Istnieją rzeczy tańsze lepsze od drogich” – co znaczy, że nie wszystkie droższe są lepsze od tańszych. A pisanie, że wszystko (np. odnośnie kabli) gra jednakowo, toteż droższe zbyteczne i oszukańcze, jest zwyczajną nieprawdą – i tyle.
Zapamiętajcie raz na zawsze: nie ma różnic między kablami
https://www.junkosha.com/en/innovation/case05
W punkt!
A wie pan moze dlaczego cena takich wysoce specjalistycznych kabli zaczyna sie od kilkuset dolarow za metr (https://store.nwsnext.com/catalogsearch/result/?q=Junkosha) a cena kabli audofilskich od o wiele wyzszego poziomu?
Rewelacyjny audiofilski interkonekt Oyaide AZ-910 też kosztuje kilkaset euro.
I ten kabel (https://www.audiophonics.fr/en/cables-rca-rca/oyaide-az-910-rca-interconnect-cable-5n-pure-silver-triple-shielding-1m-p-14309.html) gra zauwazalnie lepiej od takiego?
https://www.audiophonics.fr/en/cables-rca-rca/stereo-rca-rca-modulation-cable-gold-plated-1m-p-17759.html
Nie, w szachy lepiej nie gra.
Dziekuje za odpowiedz, tę o szachach.
Bardzo wiele mówi.
Ponieważ nie znasz się na żartach, to Ci powiem – nie życzę tego tańszego, ale jak chcesz to używaj, muzyka przecież i tak będzie.
Moze sie nie znam, moze nie, kto to wie.
Zadalem oczywiste – chyba – pytanie, czy realnie slychac roznice miedzy kablem za x i 200x EUR.
Nic wiecej.
Zależy między którymi. Znam bardzo drogie kable złej jakości i bardzo drogie znakomite.
Tak jeszcze dodatkowo: proszę sobie przeczytać, jakimi mocami produkcyjnymi dysponuje Junkosha, jaka to skala produkcji: https://www.junkosha.com/en/innovation/case03
Lecz co innego najważniejsze – wszystkie kable grają tak samo! To opinia wielu tysięcy geniuszy skupionych wokół portalu „Ton Składowy” oraz samego Audiofanatyka.
Przy okazji dla osłów, w kółko bredzących o jakościowej tożsamości wszystkich kabli cyfrowych, przegląd od AI:
Tak, przewody LAN mogą być lepiej i gorzej przewodzące, ponieważ różnią się jakością wykonania i standardem, co wpływa na jakość sygnału, prędkość i podatność na zakłócenia. Lepsze przewody (np. z kategorii Cat6a) zapewniają wyższą przepustowość i są bardziej odporne na straty sygnału niż starsze lub gorzej wykonane kable.
Co wpływa na przewodnictwo przewodów LAN
Kategoria kabla: Kable są podzielone na kategorie (np. Cat5, Cat6, Cat6a, Cat8), które określają ich maksymalną przepustowość. Nowsze kategorie (np. Cat6a, Cat8) obsługują znacznie wyższe prędkości (nawet do 10 Gb/s czy 40 Gb/s) niż starsze (np. Cat5, które osiągają 100 Mb/s).
Jakość materiałów: Różnice w jakości przewodników i izolacji mają wpływ na tłumienie (osłabienie sygnału) i podatność na zakłócenia. Lepsze kable są wykonane z miedzi (CU), podczas gdy tańsze mogą zawierać aluminiową powłokę miedzianą (CCA), która jest gorszym przewodnikiem, zwłaszcza na dłuższych dystansach.
Długość kabla: Im dłuższy kabel, tym większa rezystancja (opór), co może prowadzić do osłabienia sygnału. Standard Ethernet określa maksymalną długość kabla na 100 metrów, aby zachować jakość transmisji, jednak problemy mogą pojawić się wcześniej, zwłaszcza przy użyciu słabej jakości kabli.
Rodzaj osłony: Kable ekranowane (FTP, STP) lepiej chronią przed zakłóceniami elektromagnetycznymi niż kable nieekranowane (UTP). Kabel ze słabym ekranowaniem lub bez niego będzie bardziej podatny na zakłócenia, co pogarsza jakość połączenia.
Wpadł Pan we własną pułapkę podając jako przykład kable cyfrowe, przywołajmy to samo AI i zadajmy pytanie o wpływ na audio ( ale pewnie Pana AI będzie mądrzejsze od mojego, prawda? ):
Krótko: nie – rodzaj kabla Ethernet (Cat5e, Cat6 itd.) nie ma wpływu na jakość dźwięku odtwarzanego przez DAC, o ile połączenie działa poprawnie.
Trochę dłużej, bo wokół tego narosło sporo mitów 🙂
Dlaczego kabel Ethernet nie wpływa na audio?
Dźwięk po Ethernecie to dane cyfrowe (pakiety)
Audio przesyłane jest jako pliki/strumień danych (TCP/IP, UDP) a nie strumień audio. Albo pakiet dociera identyczny bit-po-bicie, albo jest retransmitowany.
→ Nie ma „trochę lepszego” lub „trochę gorszego” dźwięku – dane są albo poprawne, albo nie.
DAC nie „gra zegarem sieciowym”
DAC buforuje dane i używa własnego zegara, a nie timingu Ethernetu.
→ Jitter sieciowy nie przekłada się na jitter audio.
Ethernet ma separację galwaniczną
Transformatory w portach Ethernet izolują elektrycznie urządzenia.
→ Zakłócenia, „szumy” czy jakość miedzi w kablu nie przechodzą do toru analogowego DAC-a.
Wpis był oczywiście dłuższy ale nie ma sensu cytować różnic między CAT5 i 6.
Wystarczyło oprzeć się na sygnale analogowym i nikt nie mógłby się przyczepić…
Nie istnieje coś takiego jak dane cyfrowe w sensie fizycznym. To zawsze są transfery analogowe, ale tak modulowane, by dały się interpretować zerojedynkowo. Dlatego to zawsze może się spieprzyć, przed czym mają chronić min. algorytmy pakietowego odczytu, ale one też nawalają, vide awarie odczytu płyt CD. Wg firmy Junkosha, producenta profesjonalnych kabli cyfrowych, jakość cyfrowego przewodu koncentrycznego wyznacza jakość cyfrowego obrazu na ultrasonografie, no ale oni się nie znają, pewnie też używają „chińskiego badziewia” i tylko tak szpanują japońszczyzną oraz zwodzeniem o jakości przewodów cyfrowych. Tak przy okazji – czy już rozstrzygnięto kwestię lepszej jakości audio z kabli cyfrowych o mniejszej przepustowości? A bardziej serio: po co ustanawia się normy jitterów dla poszczególnych prędkości transmisji? I jeszcze jedno – te jittery się nakładają, czy nie? I wreszcie, co to takiego interferencja międzysymbolowa? Przecież wiadomo, że same 0 i 1… Ona też pewnie nie istnieje, wszystko jest zawsze takie samo…
Widzę że cytowane przez Pana AI jest poważnym argumentem ale z cytowanym już przeze mnie tym samym chatemGPT już Pan ostro dyskutuje, takie wybiórcze podpieranie się argumentami AI, jak argument pasuje do teorii jest niepodważalny a jak nie to podważamy 🙂
Obraz sygnału cyfrowego w ULTRASONOGRAFIE??? Serio? Wie Pan w ogóle do czego służy ultrasonograf? Polecam zapytać AI albo znajomego lekarza… To już jest jakaś tragedia… kompromituje się Pan raz za razem!
Można zobrazować sygnał na oscyloskopie i przy przepustowości jakiegoś archaicznego kabla gdyby pakiety z błędami musiały być wielokrotnie powtarzane i zabrakło by przepustowości na czas ( podobnie jak np. mały bufor w odtwarzaczu CD i zakurzona płyta ) mogło by to mieć jakieś znaczenie ale przy współczesnych kablach CAT5e ( nie wspominając o CAT6 ) nadmiar przepustowości jest tak duży że nawet przy plikach WAV można te dane przesyłać wielokrotnie, dodać transfer video 4K i dalej nie ma szans na zapchanie transferu. Myli Pan sygnał który jest tylko nośnikiem zakodowanej w zera i jedynki informacji z jakością analogowego sygnału audio przetworzonego przez DAC z tych zer i jedynek, więc pisze bzdury. Co do słynnego jittera – nic się nie nakłada – proszę przeczytać jeszcze raz co powyżej wkleiłem z AI, całkiem dobrze to charGPT wyjaśnił.
Co do przykładu problemów z płytami CD też nie trafiony argument, highendowe odtwarzacze CD zazwyczaj mają już całkiem spory bufor a problemy pojawiają się przy BRAKU danych ( uszkodzona lub zabrudzona płyta ) wtedy nie da się ich przesłać jeszcze raz bo nie można ich odczytać i jak się bufor skończy mamy problem.
Przy transferze ze współczesnych nośników taki problem już dawno nie istnieje, zresztą zbaczamy z tematu bo odnośnikiem jest JAKOŚĆ ANALOGOWEGO SYGNAŁU AUDIO po przesłaniu przez kabel cyfrowy a nie brak danych czy ilość repetycji pakietów.
Podsumowując: zwykły certyfikowany ( certyfikaty i normy się kłaniają nisko ) kabel CAT5e lub CAT6 za grosze wyśle do bufora w DACu TE SAME zero/jedynkowe dane co audiofilski kabel za setki złotych, end of story.
Ja już wysiadam z tego titanica, dyskutowanie z obrazowaniem sygnału na ultrasonografie wykracza poza moją wyobraźnię…
Nie mam trollu czasu na twoje nieuctwo.
Tu jest o ultrasonografach: https://www.junkosha.com/en/innovation/case05
A tu o odczycie CD: https://hifiphilosophy.com/kable-cyfrowe-jedyny-fragment-wszechswiata-przekraczajacy-entropie/
I na tym koniec rozmowy.
Jeszcze przyszedł mi do głowy kolejny przykład: transfer tego samego cyfrowego sygnału audio przez WiFi, sporo highendowych sprzętów audio już od ładnych paru lat ma taką funkcję i to działa i to dobrze działa a kabla brak i co zrobić z tym fantem? No jak to jest możliwe bez kabla za 500 $?
Może trzeba dołożyć jakieś audiofilskie kondycjonery powietrza eliminujące ładunki elektrostatyczne w transferach przez wifi poszerzające scenę i wygładzające subbasy?
„Tak przy okazji – czy już rozstrzygnięto kwestię lepszej jakości audio z kabli cyfrowych o mniejszej przepustowości?”
Tak, rozstrzygnieto.
Wolne kable graja lepiej.
Pewnie dlatego ze im sie 0 i 1 nie nakladaja na siebie i dzieki temu nie ma zaklocen.
https://www.youtube.com/watch?v=ZWr4bvgZVSs
To będę musiał zmienić, bo u mnie same prędkie…
Od kiedy jesteśmy na „ty”? Brak podstawowej kultury u audiofila? Wstyd proszę Pana.
Przykład Junkosha nie ma nic wspólnego z kablami ethernet! Oni produkują specjalistyczne mikrokable typu multicord przesyłające ( już cyfrowy w nowoczesnych głowicach z ADC ) sygnał z głowic do monitora,z przepustowością 5-10 Gb/s na parę a tych par jest kilkanaście, zresztą ich innowacyjność polega w większej mierze z zastosowanych materiałów o odpowiednim rozmiarze i odporności fizycznej w połączeniu z wysoką przepustowością.
Wielokanałowy ( 7.1 ) plik FLAC 192/24 wymaga ok 60Mb/s, WAV 384/32 połowę mniej. Nie widziałem jeszcze cyfrowych plików audio wymagających większego transferu. To Pan wykazał się kompletnym brakiem zrozumienia podając tak nieadekwatny przykład, rozróżnia Pan jednostki Gb/s i Mb/s?. Może język wyspiarzy sprawia Panu kłopoty?
Jakość kabla przesyłającego dane cyfrowe oczywiście ma znaczenie, tyle że współczesne kable ethernet a o takich w zastosowaniach w audio mówimy, spełniające normy od CAT5e w górę mają taki nadmiar transferu że nie ma o czym dyskutować, lata 80-te dawno za nami.
Drugiego przytoczonego artykułu nie jestem w stanie przetrawić, po pierwszym akapicie o czarnych dziurach w kosmosie i wielkim wybuchu odpuściłem, będę dalej słuchał sobie płyt CD niezależnie od tych zjawisk astronomicznych.
Wycieczki osobiste i nazywanie każdego niewygodnego dyskutanta trollem tylko Pana pogrąża.
Ciekaw jestem Pana riposty na transfer po WIFi? No jak to tak bez kabla z ultrasonografu?
Prawdziwa kultura byłaby wtedy, gdyby się Pan przedstawił imieniem i nazwiskiem, taki był kiedyś wymóg odnośnie rudymentarnej kultury, skoro już na ten temat zeszliśmy. Prócz tego nie wydaje się dla Waszmości, panie Zibi, że ciekawość odnośnie moich odpowiedzi kłóci się ze zdiagnozowanym już względem mojej osoby „pogrążaniem”, „ośmieszaniem się” itd.? Sam zna Pan wszystkie odpowiedzi, sam sobie niech odpowiada. Artykuł za trudny? Cóż, bywa… Ultrasonografy są jednak powiązane z obrazem? No tak… Junkosha robi kable dla superkomputerów też pewnie z ogólnodostępnych ethernetowych, nie? A w temacie transferu bezprzewodowego firma Samsung ostatnio wyłożyła się proponując bezprzewodowy moduł do swoich topowych telewizorów. Opóźnienia transferu są nieakceptowalne. Ot, przykrość.
Oczywiście że są powiązane ( ultrasonografy ) bo to urządzenie do obrazowania, tyle że to nie ma nic wspólnego z kablami ethernet i przesyłu cyfrowego audio 🙂
Trudno się nie pogrążać nazywając kogoś trollem 🙂
Co do WiFi, w telewizorach jest dostępne od wielu lat, jeżeli chodzi o opóźnienia to pomyliło się Panu z bluetoothem i desynchronizacją z obrazem video 🙂
Opóźnienie kilku milisekund w przesłaniu pakietu danych cyfrowego pliku audio ma się nijak do jakości odtwarzania tegoż audio po konwersji przez DAC do sygnału analogowego,znowu banialuki Pan opowiada i podaje nieadekwatne przykłady jak z kablami do ultrasonografów.
Wracając do transmisji cyfrowego sygnału audio przez WIFi, czyżby producenci takich sprzętów jak Mytek czy Cambridge Audio produkując highendowe DAC z Wifi byli w błędzie, może nie znają się jak Samsung?
Mają inżynierów nieuków? Czy może to za niskie progi dla audiofila?
Tak, na pewno zaraz wszystkie transmisje audio będą cyfrowe-bezprzewodowe, bo tak jest nie gorzej. Na pewno. Mogę się założyć. A jak chodzi o tych inżynierów, co to się znają, to nie wiem co myśleć o tych z firmy Fidata, bo oni produkując cyfrowe serwery muzyczne sami zrobili do nich kable ethernetowy i USB, których obu słuchałem i od zwykłych są znacznie lepsze, ale ja jestem przecież skompromitowany i oni najwyraźniej też. Muszę do nich napisać, że są głupi, bo tak ustalił Zibi, no i żeby przechodzili jak najprędzej na łącza bezprzewodowe. Jutro napiszę.
Jak zwykle, odpowiedź na poziomie 🙂
Pewnie są tak samo skompromitowani jak ci wspomniani wcześniej inżynierowie z Myteka czy Cambridge, prawda? Nie muszą przechodzić na Wifi jak oni, wystarczy zwykły CAT5e 🙂
To jaki to konkretnie moduł wifi samsunga wypuszczony ostatnio miał nieakceptowalne opóźnienia? Zresztą, opóźnienia czego? Pakietów danych? Kto to zweryfikował?
Zróbmy mały eksperyment myślowy ( do powtórzenia w realu jakby ktoś chciał ) i spróbujmy odtworzyć bezstratny cyfrowy plik audio z chmury Google/Apple czy Amazona, Tidala, wszystko jedno.
Po drodze mamy tysiące kilometrów kabli, niektóre nawet pod oceanami, jaki to musi generować nakładający się jitter, prawda? Albo lepiej, przez satelitę Muska 🙂
Taki plik powinien być jednym wielkim śmietnikiem po takich przejściach, prawda?
A jednak DAC raportuje 384 bity, sprzęt pięknie gra, nic tylko rozsiąść się w fotelu i wtopić się w te dźwięki… ale przecież to nie powinno być możliwe prawda?
Jeżeli Jitter jest nie do zniesienia w 2m kablu to co tutaj się dzieje, tysiące kilometrów?
Niech to Panu wyjaśni Pan Jaromir który lubi snuć swoje teorie mieszając je z filozoficznym bełkotem o czarnych dziurach, naturze elektronów, nawet Boga w to wmieszał, brakowało jeszcze tylko zasady nieoznaczoności Heisenberga która uwiarygodniła by te wytwory wyobraźni autora który jest w stanie mierzyć czas w femtosekundach. Rozbawił mnie argument obecny we wszystkich takich publikacjach: wszyscy obecni usłyszeli… czyli kto konkretnie? Babcia Henia, sąsiad i kot? Test oczywiście nieweryfikowalny w żaden sposób.
Może zrobimy taki publiczny test? Po ilu setnych sekundy zegar został zatrzymany Panie Jaromirze? Nie mam na myśli oscylatora tylko zwykły stoper, dla takiego autorytetu to powinno być banalne zadanie.
Zresztą wszystkie te wywody na nic bo jitter obecny podczas przesyłu kablem cyfrowych pakietów danych do bufora nie ma żadnego związku z jitterem zegara DACa i cała teoria o kablach w piach…
Dobrej nocy życzę
Sytuacja opisana przez p. Waszczyszyna nie odnosi się do transferu ethernetowego tylko obróbki materiału płyty CD w przetworniku. A sam p. Waszczyszyn to z jednej strony pracownik naukowy, specjalista w dziedzinie łączności wielkoprzepustowej, a jednocześnie twórca urządzeń audio nieco wyższej jakości niż np. Mytek. (Przy całym szacunku dla skądinąd bardzo dobrych wyrobów Myteka.) Jednocześnie żal mi tych matołów z Fidaty, jak mogli nie pomyśleć o transferze bezprzewodowym i ośmieszyć się tym idiotycznym w rzekomo wyższym gatunku kablem ethernetowym, który z gruntu jest niemożliwy… I jeszcze ta Junkosha, ze swoimi koaksjalnymi – też idioci. By the way – jak to się robi, żeby transfer cyfrowy nie utonął w jitterze i błędach odczytu, to na przykładzie płyt CD w artykule zostało opisane. Robi się hokus-pokus: zatyka luki ciszą albo powtarza bądź uśrednia sekwencje. W efekcie dźwięk cyfrowy staje się trochę dziwny (ma min. sztuczny pogłos), ale do tego się przyzwyczajamy, i to tak bardzo, że potem to analogowy z gramofonu albo magnetofonu w pierwszych sekundach wydaje się nam nienormalny, zwłaszcza kiedy słuchamy utworu, do którego przywykliśmy w przetworzeniu cyfrowym. Odnośnie zaś tego, że ktoś coś usłyszał, to cóż, jest to jedyna racja istnienia muzyki – jej słyszenie.
Panie Piotrze,
Zostawmy już tych biednych inżynierów. Artykuł Pana Jaromira jest zatytułowany „kable cyfrowe” stąd moje przemyślenia na ten temat. Co do zatykania ciszą czy korekcji błędów mogli byśmy jeszcze długo dyskutować. O dużo lepiej ( materiały, przekrój itd ) wykonanych kablach ethernet też.
Nie mam nic przeciwko ani producentom high-endowego sprzętu ani audiofilom którzy ten sprzęt kupują, na rynku jest wiele produktów które pozycjonują się w sferze „luksusowych” i ich cena za założenia ma być wręcz absurdalnie wysoka, takich modeli biznesowych jest sporo i na wolnym rynku jest to normalne zjawisko.
Tłumaczenia zasadności zakupu zegarka za 2 mln czy sprzętu audio za setki tysięcy dolarów nie ma sensu bo ten segment prestiżowych produktów także w audio tak nie działa. Więc jeżeli ktoś ma pieniądze i ochotę kupić sobie sprzęt audio za cenę np porsche 911 GTS to jest to jego sprawa i nic mi do tego. Taki sprzęt na pewno „zagra” lepiej niż mój i tego nie mam zamiaru negować. Ja zatrzymałem się na sprzęcie Bursona i to mi w zupełności wystarcza.
Nie lubię natomiast subiektywnych prób udowadniania na siłę właściwości danego produktu gdzie prawa fizyki z góry skazują te próby na porażkę a to niestety częste w „testach” różnych dziwnych akcesoriów z tej branży.
Wracając do naszej dyskusji, niech każdy słucha sobie muzyki tak jak lubi, czerpie z niej przyjemność na jakimkolwiek sprzęcie od telefonu po highendowe tory audio.
Wymieniajmy się wrażeniami, cieszmy z nowych albumów ulubionych wykonawców co w zalewie sztucznych dźwięków zlepionych w AI w dzisiejszych czasach już nie jest takie oczywiste.
Życzę wielu udanych odsłuchów, rzetelnych testów sprzętu, Wesołych Świąt i ciekawych muzycznych prezentów pod choinką 🙂