Recenzja: Metronome AQWO SACD/CD

   Metronome to jeden z producentów odtwarzaczy CD, który mnie dziełem swym zafascynował. Wiele lat temu, w 2009, dwuczęściowy Metronome Technologie T3A Signature/C3A Signature (wcale nie będący flagowcem), zaprezentował brzmienie najbardziej bodaj fascynujące spośród słuchanych wówczas najlepszych – od Ancient Audio Grand Lektora, Wadii 861, Naima 555 i Accuphase DP-800/DC-801. Nie był ten wiceflagowy Metronome[1] precyzyjniejszy od Grand Lectora i nie bardziej analogowy od szczytowego wówczas Accuphase, ale najbardziej dynamiczny. Tryskał energią i dzięki temu najdalej szedł w naśladownictwie żywego muzykowania.

Nie ma już tego plejera, a trochę w sumie szkoda. Ale Philips nie oferuje już profesjonalnych napędów CDM12 Pro V6.8m, a pewnie i inne podzespoły składające się na tamtą maszynę nie są obecnie dostępne. Rok później opisywałem wersję dwa razy tańszą, zredukowaną do jednej części, która tamtej dynamiki nie miała, usiłując obronić jakość (udanie dosyć zresztą) najwyższej próby szczegółowością. Cztery z kolei lata temu szacowałem wciąż jeszcze posługujący się napędem  CDM12 Pro V6.8m odtwarzacz Metronome CD8 T Signature; także jednoczęściowy i zdecydowanie od dzielonego tańszy, mocniej jednak nawiązujący do jego popisowej klasy.

Obecnie znowu staję przed odtwarzaczem jednoczęściowym, ale biorąc pod uwagę inflację, bardzo zbliżonym cenowo do tego dzielonego. Tytułowy Metronome AQWO SACD/CD ma koszt nabycia 72 900 PLN oraz dodaną umiejętność odczytu płyt SACD.

Paradoks? Pewnie, że paradoks. Gdy płyty SACD były wydawane, Metronome ich nie odtwarzały, a kiedy znikły, to mogą. Ale paradoks jest wytłumaczalny. Ładowany od góry napęd Philipsa nie czytał warstw SACD, za to w dziedzinie odczytu CD był uważany za szczytowy. Czy rzeczywiście taki był, to dyskusyjna sprawa, ale za taki uchodził i to się dobrze sprzedawało. Prócz tego niewątpliwie dobry faktycznie był, chociaż niektóre konkurencyjne bodaj że nie gorsze, a gęsty zapis SACD za pośrednictwem zmiennoogniskowego lasera umiejące czytać.

Przebrzmiała to już sprawa, choć nie dla rynku wtórnego. Niektórzy utrzymują też (i nie są w tym bez racji), że cała historia z odtwarzaczami CD i SACD należy już do przeszłości; przyszłości dla niech nie ma. Z tym bym polemizował; te płyty wciąż się ukazują i się ich dobrze używa, ale faktycznie – odczyt plikowy, najczęstszy w wersji streamingowej,  najdoskonalszy w dyskowej, wypiera srebrne krążki.

Polemikę odłóżmy na bok, nie o tym teraz mowa. Na rynku jest – i z tym dyskusji nie ma – odtwarzacz Metronome AQWO SACD/CD. Na rynku polskim także, poprzez dystrybutora Koris; a samo Metronome Technologie, przypomnijmy, to firma założona w 1987 roku przez Monsieur Dominika Giner, pracującego wcześniej dla Jadis Audio. Ulokowana w maleńkiej osadzie Montans na południu Francji i mimo światowej sławy wciąż niewielka, zatrudniająca niedużo osób. Założyciel parę lat temu odszedł na emeryturę i wszystkim zarządzają teraz Jean-Marie Clauzel i Christian Bat, którzy kupili przedsiębiorstwo w 2014. Kupili, i z miejsca postawili na rozwój, także rozgłos, a przede wszystkim na dokooptowanie nowszej technologii plikowej. Której sam założyciel nie miał ochoty wdrażać, stawiając starym zwyczajem na nośniki fizyczne. (Pan Dominik miał we wcześniejszym dorobku też gramofony.) Pomogła nowym właścicielom w ich plikowym przełomie, rozwojowym wzmożeniu i promocyjnym natarciu modna teraz metoda szukania środków za pośrednictwem Internetu; działająca szybciej i prościej od pogrążonych w papierkowej robocie i sprawdzających procedurach banków. Efektem nowa hala produkcyjna i obecność w ofercie odtwarzaczy plikowych; ale my, póki co, pozostaniemy wierni idei założyciela i skupimy uwagę na odtwarzaczu płyt.

[1] Na szczycie legendarna sekcja napędu Kalista i dwuczęściowy przetwornik.

Wygląd i technologia

Maszyna jest duża.

   Odtwarzacz jest pokaźny, od razu widać, że nietani. Wymiary 430 x 130 x 415 mm budują dużą bryłę[2], waga 15 kg – ciężką. Bryła może być czarna bądź srebrna i w każdym wypadku opierać się będzie na trzech spłaszczonych, rozłożystych stożkach z derlinu – tworzywa odpornego na ścieranie i łamanie, dającego się precyzyjnie formować, stosowanego min. do budowy łożysk, zaworów i kół zębatych.  Wierzchnim akcentem bryły ślizgająca się na teflonowych łyżwach pokrywa nad napędem, przednim akcentem duże okno dotykowego wyświetlacza.

Odnośnie każdego z akcentów uwagi. Odnośnie pokrywy najpierw taka, że służące do jej chwytania półkuliste wgłębienie nie spełnia dobrze swojej roli, toteż powinno zostać zastąpione czymś wystającym, bez czego łatwiej grabić całą dłonią. Druga uwaga odnośnie tego, co skrywa się pod spodem. W materiałach technicznych producenta znajdujemy lakoniczną uwagę o zmodyfikowanym przez samo Metronome napędzie top-load od D&M, czyli Denona i Marantza. Sęk w tym, że popisowy odtwarzacz Marantza, model SA-10 (37 tys. PLN), a podobnie topowy Denon DCD-A110 (15 tys. PLN), nie są top-loaderami. Sęk w sęku oprócz jeszcze taki, że napęd zachowuje się podobnie do spotykanego u Ayona top-load od StreamUnlimited, a o napędzie SACD marki D&M można w Internecie przeczytać, że posługuje się nim odtwarzacz dCS Rossini, który ewidentnie jest szufladowy. (O czym osobiście się przekonałem sporządzając jego recenzję.) W tej sytuacji zmuszony byłem mieć wątpliwości, jakim napędem posiłkuje się tytułowy odtwarzacz, ale z pewnością ładowanym od góry i wyposażonym w mocno przytwierdzający się magnetycznie krążek dociskowy (podobnie jak podstawki z derlinu). Koniec końców wypada dać wiarę deklaracji producenta i przyjąć, że sam przerobił napęd D&M na ładowany od góry; szczególnie że deklaracja poparta została uwagami o dodatkowej redukcji wibracji poprzez całościowe wzmocnienie i obniżenie środka ciężkości. (Wzmocnienie, obniżenie – a i tak trochę warczy, chociaż na szczęście nieprzeszkadzająco.)

I ciężka.

Odnośnie wyświetlacza same już uwagi pochwalne. Odtwarzacz reklamuje się jako tak naprawdę najwyższej klasy cyfrowo-analogowy przetwornik z dodaną funkcją odczytu płyt, i wzorem takich przetworników komunikuje z użytkownikami za pośrednictwem sześcio i pół calowego ekranu dotykowego, skrywającego pod wierzchnią warstwą obsługową dwuwarstwowy wybornik ustawień. Dotknięciem wyświetlającej się nazwy firmy wchodzimy po dwóch sekundach do menu, gdzie zwyczajowo możemy wybierać cyfrowe filtry (z sześciu) i kolor ekranowej czcionki, których mamy aż osiemnaście, czyli jest w czym wybierać. (Aczkolwiek gdyby wybór dotyczył barwy tła, byłoby to bardziej użyteczne.) Oprócz tego z pilota możemy ekran przygaszać lub całkowicie zgasić. W drugiej warstwie menu można dobierać woltaż analogowych wyjść, przełączając się między wartościami 1.4/2.5/3 V – identycznymi dla gniazd XLR i RCA, więc wybierany łącznie. Poza tym w wierzchnim panelu obsługowym, gdzie oczywiście „Play”, „Pause” itd., możemy zmieniać typ sekcji wyjścia między tranzystorową a lampową, o ile mamy do czynienia z wzbogaceniem o sekcję lampową. (Recenzowana maszyna wzbogacona, będzie się można pobawić.)

Skoro trafiliśmy na gniazda, należy je przedstawić. Wyjścia analogowe to tradycyjnie po jednym XLR i RCA, natomiast wejść cyfrowych jest aż siedem: 2 x S/PDIF Coaxial RCA, 2 x S/PDIF Optical Toslink, 2x AES-EBU Digital XLR, 1 x USB Audio (typ B). Wyjścia cyfrowe z kolei cztery: 1 x S/PDIF Coaxial RCA, 1 x S/PDIF Optical Toslink, 1x AES-EBU Digital XLR, 1 x HDMI (I²S) – i w razie nieużywania możemy je wszystkie odłączyć, co skutkiem uproszczenia toru może przynieść poprawę odczytu płyt.

Sercem układu cyfra/analog są po jednym w kanale konwertery Akashi Kasei Microdevices AKM4497EQ z najnowszą technologią Velvet Sound, wspierane od strony zasilania przez osiem łącznie toroidów (dwa małe, dwa duże i cztery średnie) – wszystkich wyposażonych w filtrację Schaffnera[3] i obsługujących dziesięć niezależnych linii energetycznych.

Ładowana od góry.

Miło raz jeszcze spotkać takie coś, bo rozbudowana sekcja zasilania zawsze stanowiła najmocniejszą stronę z górnej półki ściąganych odtwarzaczy od Metronome; to dzięki temu obraz muzyczny przybierał u nich skrajnie wyrazistą postać, a dynamika szalała. Wsparciem obliczeniowym dla konwerterów wielordzeniowy, programowalny procesor FPGA od Motoroli, a taktujący cyfrowy puls zegar to kalifornijski ABRACON ASV-12.000MHZ-E-T.

Wyjście tranzystorowe oparto o cztery pracujące w klasie A wzmacniacze operacyjne Texas Instruments OPA 604, a lampowe o dwie małe triody NOS ECC88. Wszystko w oprawie licznych kondensatorów, w tym unikalnych SCR, robionych specjalnie dla Metronome.

Wszystko w oparciu też o staranny montaż na płytkach drukowanych, a sekcja napędu w imponujący sposób odseparowana od drgań resorowaniem przy użyciu trzech połączonych ze stożkami podstawy amortyzatorów. Pancerne blachy obudowy gwarantują wysoką sztywność i elegancki wygląd.

Wygląd elegancki i budzący uznanie, zwłaszcza że wyświetlacz można tak ściemnić na ostatnim progu przed wygaszeniem, że staje się naprawdę ciemny. Dzięki czemu nie będzie przeszkadzał nawet przy przygaszonym świetle, mimo to zachowując komunikatywność. Uzupełnieniem ładny pilot o wydłużonym kształcie, dobrze leżący w ręce i prawidłowo funkcjonalny.

O cenie tyle można powiedzieć, że jest typowa i dla tej marki, i dla całego wachlarza takich markowych odtwarzaczy. Podobnie kosztują jednobryłowe Accuphase, podobnie Audio Research Reference CD9 SE, podobnie flagowy Ayon, podobnie Ypsylon i Burmester. Wyraźnie więcej dCS Rossini, wyraźnie mniej flagowy Chord.

Z napędem przez Metronome przerobionym.

Przed sesją odsłuchową pozostały do zdeszyfrowania widniejące w nazwie litery AQWO. Metronome wyjaśnia, że pochodzą ze starożytnej greki i odnoszą się do czasownika ακούω (akouo), czyli „słuchać”. Słuchanie bowiem to raison d’être (racja bytu) firmy.

Identycznym literowym symbolem oznakowano wyższy katalogowo odtwarzacz dzielony, złożony z transportu tAQWO i przetwornika cAQWO. On i zintegrowany to jak na razie jedyni przedstawiciele nowej, zainicjowanej w 2018-tym roku serii, równoległej z wcześniejszą Classic.

Na filozoficzny margines wrzućmy, iż owo słuchanie miało dla starożytnych większą wagę, bo taki na przykład Sokrates uważał, że nauka pisania i czytania przyczyniła się do spadku poziomu intelektualnego – ludzie nauczyli się o wielu sprawach nie wiedzieć i nie myśleć, uznając, że gdzieś tam to spisano i zawsze można zajrzeć.

[2] Wymiar 425 mm, podawany przez producenta, myli o pół centymetra.

[3] Schaffner Group – szwajcarska firma, światowy lider w dziedzinie ochrony linii energetycznych i uzdatniania prądu: https://www.schaffner.com/products/power-quality/

Odsłuch

Z odczytem SACD.

   Zacznijmy od warunków. Odtwarzacz grał odrobinę lepiej postawiony na podkładkach Divine Acoustics KEPLER, przyrosła wyrazistość. Najlepszy możliwy kabel zasilający to oczywiście abecadło. Poza tym bardzo zależało mu (że animistycznie ujmę) na możliwie gęstym i muzykalnym brzmieniu. Sam nie posiada bowiem zdolności do poprawiania tych parametrów, ma natomiast wybitną do obnażania zastanego stanu. Jeżeli zatem wzmacniacz i okablowanie nie dają gęstości i melodii, w jakim stopniu tego nie czynią, zostanie okazane. Okazane z brutalną szczerością, ponieważ francuska maszyna jest wybitnie analityczna i bardzo obiektywna. Z laboratoryjną precyzją zmierzy i powylicza niedociągnięcia, jakbyś laboratoryjną diagnozę morfologii dźwiękowej prosto do uszu dostał. Najmniejszego zlewania, zgęszczania, podmalowywania, retuszy. Wszystko wypisane dużym, wyraźnym drukiem i podkreślone na czerwono, gdy od normy odbiega.

Przesadzam może trochę, ale tak to z grubsza wygląda. I dzieje się tak nawet przy ustawieniu samego odtwarzacza najbardziej melodyjnym, to znaczy z wybranym filtrem „Super Slow Roll-off” i ustawionym wyjściem lampowym. To ostatnie samo też z siebie istotne, jako generujące lepszy personalizm oraz mocniejszą obecność. Nie miałem cienia wątpliwości, że wyjście poprzez lampy jest od tranzystorowego lepsze na zasadzie silniejszego oddziaływania muzyki – dobitniejszego i lepiej uformowanego istnienia. Próbując nadganiać niedostatki reszty można też sięgać po zmiękczenie dzięki schodzeniu w dół napięciami na analogowych gniazdach wyjściowych, ale to mi się już nie podobało, cierpiał na tym dramatyzm. Spodobało natomiast, nawet bardzo, zastąpienie w Twin-Head lamp mocy sekcji wejściowej 350B przez KT66. (Sekcja wyjściowa ma lampy 45᾽.) Te pierwsze dają wprawdzie lepszą przestrzeń (i tak wolę), ale drugie brzmienie ciemniejsze, bardziej gęste i nie tak sopranowo pikantne. To się odtwarzaczowi bardzo przydało, bowiem przestrzenność i sopranową ekspresję ma we własnych zasobach.

Z bardzo użytecznym pilotem.

Kupując Metronome AQWO SACD/CD powinniśmy być zatem świadomi takiej jego postawy; powinniśmy dysponować torem samym z siebie gęsto, barwnie i melodyjnie grającym, a wówczas wiele zostanie zdziałane. Poczynając od tego, że wyszperane w przekazie rzeczy dotychczas niesłyszane nawet z wielokrotnie droższymi, bo takie też w tym torze grały, a ich nie wyszperały. Analityczność i rozdzielczość to kluczowe atuty; tym większe, że nie kłócą się z predyspozycją melodyczną, o ile tylko reszta toru melodykę podaje. W tej mierze Metronome AQWO SACD/CD jest podobny do maszyn od dCS – też ma mikroskop w oczach. Wszelkie szelesty, ściszone pogaduszki w tłach (że są, o których nie wiedziałeś), a nawet dotąd słyszane tylko na słuchawkach resztki poprzednich nagrań na taśmie nagraniowej (jak te przy samym końcu The Dark Side, albo wiele razy w trakcie Symphonie Fantastique Berlioza pod Celibidache). Te rzeczy wyczulony skrajnie na resztkowy sygnał Metronome AQWO SACD/CD poda też na kolumnach, nawet nie będzie do tego potrzebował wysokiego poziomu głośności. A to buduje atmosferę inną, niezwyklejszą. Tak czujny nos też do muzyki głównie miłej dodaje kwantum niezwykłości; przestajemy mieć do czynienia z wyłącznie miłym graniem. To miłe może wprawdzie prezentować szczytowy poziom i bez czynnika niezwykłości, ale jeżeli go zyskuje, staje się jeszcze ciekawsze.

Taki jest pierwszy powód, dla którego nowego Metronome z serii AQWO trzeba brać pod uwagę.

Drugi jest nie mniej ważny i technicznie zbliżony do opisanego z wielkim entuzjazmem brzmienia wzmacniacza EAR Yoshino V12. Nazwałem to brutalnym realizmem i sam bardzo gustuję. Przyznam, że porównując EAR z  moim Twin-Head i Croftem nie postało mi w głowie, że kiedyś, całkiem niedługo, od swoich maszyn usłyszę coś zbliżonego do brzmienia podawanego przez EAR. To nie był aż taki brutalizm – brzmienie trochę cieplejsze, ale także posiadające sznyt skrajnie wyraźnego rysunku, ultra dokładnej lokalizacji źródeł i przede wszystkim wyjątkowo głębokiej harmonicznej przenikliwości, obnażającej do ostatka, po najdrobniejszy niuans, konstrukcyjną zawartość brzmienia.

Kiedy przeczytacie ostatnie zdanie, odniesiecie pewnie wrażenie, że muzyki już w tym nie było, tak jak brak żywych ludzi na obrazach kubistów. Ale muzyka była, i była do ostatka, tak samo jak tkwi nieugięcie w kompozycjach bachowskich. Obrazy harmonicznych spiętrzeń i wielka przenikliwość w pomieszaniu ze skrajną szczegółowością ani trochę nie zaburzały melodyjności, dźwięczności i biologicznej natury głosów. Przeciwnie – wszystko pozostawało analogowo spójne i prawdziwe, a jednocześnie lepiej ukazane, podobnie jak obrazy wysokiej rozdzielczości przy dobrej kompozycji i plastyce światła nie muszą bać się impresjonistycznych uproszczeń i upiększających zasmużeń. To była wyjątkowo udana, by nie powiedzieć mistrzowska mieszanka lampowo gęstej i barwnej analogowości z wysokiej rozdzielczości precyzją. Obrazem 4K, a tak naprawdę 16K, bo taka jest rozdzielczość oka. Ucha analogiczna, gdy muzyka przywołuje żywe wizje. Te muzyka ta przywoływała i byłem pod urokiem.

Szeroką gamą wejść i wyjść cyfrowych.

Ciepła było w tym tyle, by móc w ogóle poczuć – by ciała nie martwo chłodne. Poza tym w akcji cała maszyneria high-endowego brzmienia z naprawdę samego szczytu. (Tak, gramofony potrafią więcej, ale cyfrowy odczyt nie.) Oczywiście ten albo tamten odtwarzacz innej marki spośród branych z samego topu kładłby inne akcenty, to czy tamto kosztem czegś innego umiałby ukazać lepiej. Całościowy poziom odbioru był jednakże szczytowy i z owym harmonicznym sznytem. Ale coś jeszcze towarzyszyło temu, co pozytywne i ważne.

Szczytowej klasy odtwarzacze – każdy ma atut główny. Ayon CD-35 High Fidelity daje nadzwyczajną plastyczność, Accuphase DP-950/DC-950 jest pomnikowo dostojny i obrazowo kunsztowny nie tylko w sensie wyglądu, a piramida dCS chwyta i rozszyfrowuje sygnał jak hanowerski posokowiec. Pod kątem takich właściwości Metronome AQWO SACD/CD też wyróżnik posiada – pompuje w muzyczny przekaz zwiększoną dawkę energii. To nie ma nic wspólnego z głośnością i tylko w jakiejś części wspólnoty mianownik z dynamiką. Rzecz nie polega na tym, że przy tym samym ustawieniu potencjometru zagra z tym odtwarzaczem głośniej, a skala dynamiczna szerzej otworzy paszczę. Polega na energii w dźwiękach. Uciekając się do analogii z prądem: rzecz tyczy nie napięcia, a natężenia. Przy tym samym napięciu Metronome SACD kopie mocniej, każdy dźwięk niesie więcej energii. Dobrze to czuć na skórze już przy niedużej głośności – ciśnienie akustyczne odciska się na słuchaczu mocniej. I to jest pierwszorzędne, i to jest nawiązanie. Wprost nawiązanie do dawnego Metronome Technologie T3A Signature /C3A Signature, choć tamten bardziej uderzał dynamiką niż energią, gdy tu na odwrót.

Trzy te kluczowe czynniki tworzą szczególną wartość, zwłaszcza że urządzenie jest tańsze od konkurencyjnych szczytowych. Owszem, trudniejsze do idealnego ustawienia w torze i niepotrzebne tym, którzy największą radość czerpią od brzmień gorących, skrajnie aż nasyconych, ewentualnie z basowym podbiciem. Ale dla preferujących skrajny naturalizm na bazie równego wymieszania muzykalności z analizą, to będzie pierwszorzędne. I także dzięki temu, że ma kolejny atut.

I dotykowym wyświetlaczem.

Dawnymi czasy, kiedy płyty SACD dopiero wkraczały na rynek, rozgorzała na audiofilskich forach dyskusja, czy dają faktycznie postęp. Nie brakowało głosów, że tego postępu nie ma, a i dziś spotkać można uważających, że nie było to granie warte świeczki. Najlepszy dowód, że firma Ayon z odczytu SACD zrezygnowała, skupiając się na poprawie CD. Jej wybór, ale Metronome AQWO SACD/CD przedkłada niezbite dowody, że SACD było faktycznie lepsze, że „głuchy by to usłyszał”. Przyrost wizualności efektów scenicznych, wyrafinowania brzmieniowego dotyku oraz sumarycznego kwantum informacji wyznacza inny poziom i żal się robi, że to SACD przepadło, że popadliśmy regres. Regresy nie pierwszyzna – niesporadyczne są przykłady na podobne zdarzenia. Amerykanie nie dokończyli wielkiego akceleratora (a ponad stukilometrowy tunel zdążyli już wydrążyć), nauka byłaby dziś w innym miejscu; już nie polecisz Concordem; pozwijały się kosmiczne programy; membrany takiej jak u Sony R10 nie znajdziesz już na rynku … Zapis SACD jest kolejnym przypadkiem rezygnacji z postępu. Trywialna ekonomia i polityczna rządza sprawowania władzy za wszelką cenę pogrzebały niejeden techniczny wyczyn, niejeden jeszcze pogrzebią. Korzystajcie więc audiofile z dobrodziejstw SACD, bo nie wszystkie uwiecznione w tym formacie nagrania można alternatywnie nabyć na winylowych płytach. A maszyna od Metronome pokazuje różnicę. Są, wiele nawet, odtwarzacze SACD, które między płytami CD a SACD prawie nie dostrzegają różnicy. Ale opisywany, podobnie jak dzielony Accuphase, stwarza różnicę zasadniczą – i warto tego zaznać, bo płyty jeszcze do zdobycia.

Dorzućmy na zakończenie parę uwag o dźwięku. Nie posługuje się przyciemnieniem, ekspozycja jest naturalna. Oparta na imponującej dźwięczności, super dokładnym rozwijaniu brzmień w ich przebiegu czasowym (żadnych zlewających uproszczeń), mistrzowskim posługiwaniu się pogłosem i unikaniu ozdobników w rodzaju ocieplania, łagodzenia, słodyczy. Imponujących rozmiarów scena wychodzi poza ściany i sięga daleko w głąb, honorując przy tym zasadę perspektywy bez podwyższania sufitu.

Lubi duże głośniki i melodyjne wzmacniacze.

Spójność stereofoniczna jest popisowa, predyspozycja do holografii pełna. Przestrzeń ożywa nie tylko ścianą brzmieniowego pyłu, ale i poprzez drobne zdarzenia, jakieś resztkowe dźwięki. (To bardzo rzadkie, bardzo cenne.)  Wraz z brakiem upiększania na wysoki poziom wchodzi zdolność różnicowania jakości nagrań, w tym też dokładnej analizy ustawień mikrofonów. Ale nawet stare czy ostre jawią się jako piękne, o ile resztę toru ustawić jak mówiłem. Wybitny talent analityczny i wynikający z niego harmoniczny strukturalizm nie przeszkadzają magii, czarowi, tajemniczości, upajaniu muzyką. Sumarycznie rzecz biorąc słuchanie wprawia w zachwyt. Mnie wprawiło.

Podsumowanie

   To wszystko nie jest tanie, ceny najlepszych odtwarzaczy są rozczarowujące. Nie tak wariackie jak kabli, ale niesympatyczne. Co robić, takie życie. Pozostaje zadowalać się tym, że najwyższej klasy odtwarzacz dostajemy od Metronome za mniejszą kwotę niż od innych. A nie jest gorszy – w ramach swojego stylu oferuje cechy wiodące. Jeżeli zatem cenimy bardziej analityczną i harmoniczną wydolność od wszelkiego typu upiększeń (zawsze zaburzających naturalizm), to trzeba wypróbować. Urządzenie nie tylko realizm dźwiękowy oferuje najwyższej próby, także imponująco wygląda. Dostosowano je też do wymogów współczesności – sekcja przetwornikowa zyskała pełną obsługę, cyfrowe wejścia i wyjścia to niewątpliwie mocna strona. Podobnie jak szereg przydatnych regulacji, możliwość wybierania między wersją srebrną a czarną i wygodna obsługa pilotem. Czego nie ma, to regulacji głośności i wbudowanego słuchawkowego wzmacniacza. Ale takowe w topowych odtwarzaczach obecnie już nie występują, a regulacja głośności, o ile nie byłaby kosztowną i zajmującą dużo miejsca drabinką rezystancji, psułaby tylko dźwięk. Za to mamy wyjście lampowe, i ono moim zdaniem jest jedynym wartym użycia. Ale już wspominałem  gustach, każdy posiada własne. Co się niewątpliwie wyróżnia, to potęga brzmieniowa. Potężna sekcja zasilania tłoczy w przekaz energię, dbając by każdy z dziesięciu obwodów zawsze miał zapas mocy. To się czuje, energetyczna wydajność jest od konkurencyjnych lepsza. Dwa, nawet gdy duże toroidy, czy R-Core, to nie to samo co osiem. Są wprawdzie pewne niedociągnięcia – nie da się podpiąć zewnętrznego zegara, napęd nie jest stuprocentowo bezgłośny, a jego osłonę obsługiwałoby się wygodniej mając się czego chwycić, ale to są drobiazgi w porównaniu do zalet.

 

W punktach

Zalety

  • Przekaz bardziej energetyczny niż u większość innych high-endowych.
  • Wyjątkowa precyzja obróbki dźwięków.
  • Obiektywizm.
  • Harmoniczna przenikliwość.
  • Niemal niespotykana szczegółowość.
  • Ale wyłącznie na muzyczny użytek.
  • Pełne rozwarcie pasma.
  • I w ramach tego popisowy bas i soprany.
  • Popisowa też dźwięczność.
  • I popisowa holografia.
  • Wyjątkowo dokładne i naturalistyczne wokale.
  • Długie, budujące nastrój podtrzymania.
  • A jednocześnie żywość i dynamizm.
  • Wzorcowe operowanie pogłosem.
  • Sumarycznie realizm, ale też czar, magia i tajemniczość.
  • Szeroka, głęboka i spójna scena. (Przy SACD dużo bardziej wielowarstwowa.)
  • Zawsze z wyraźną perspektywą.
  • Precyzyjna lokalizacja i prawidłowe rozmiary źródeł.
  • Korzystny dla realizmu brak upiększeń.
  • Naturalna temperatura.
  • Naturalne oświetlenie.
  • Magia brzmieniowego dotyku, zwłaszcza przy płytach SACD.
  • Zdolność do ukazania dużej różnicy jakościowej między warstwami CD i SACD.
  • Zaawansowana umiejętność pokazywania różnic jakościowych pomiędzy nagraniami.
  • A jednocześnie nawet marne nie wypadają słabo.
  • Szykowny wygląd.
  • Pancerna obudowa.
  • Rozbudowana sekcja przetwornika.
  • Wyjście lampowe i tranzystorowe do wyboru.
  • Sześć filtrów cyfrowych.
  • Potężna sekcja zasilania.
  • Dotykowy ekran i ergonomiczny pilot.
  • Obfitość przyłączy i regulacji.
  • Można wygasić ekran.
  • Producent z wielką renomą.
  • Made in France.
  • Polska dystrybucja.
  • Ryka approved.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Napęd nie jest bezgłośny.
  • Konieczność ustawienia w torze o melodyjnym i gęstym dźwięku.
  • Jako następstwo tego, że nie udzieli wsparcia wzmacniaczom jakoś ułomnym.
  • Nie dla zwolenników ocieplania i dosładzania.
  • Niektóre dawne odtwarzacze lepiej korygowały błędy, choć ten też nieźle daje sobie radę.
  • Im lepszy kabel zasilający, tym więcej da się wycisnąć.
  • Energetyczność brzmienia wskazuje na kolumny o możliwie dużym litrażu.

 

Dane techniczne Metronome AQWO:

  • Mechanizm: D&M CD/SACD, modyfikowany przez Métronome
  • Konwerter D/A: 2 x AKM4497EQ
  • Zegar: ABRACON ASV-12.000MHZ-E-T
  • Wyjścia analogowe stereo: zbalansowane XLR, niesymetryczne RCA
  • Wejścia cyfrowe: 2 x S/PDIF Coaxial RCA, 2 x S/PDIF Optical Toslink, 2x AES-EBU Digital XLR, 1 x USB Audio (typ B)
  • Wyjścia cyfrowe: 1 x S/PDIF Coaxial RCA, 1 x S/PDIF Optical Toslink, 1x AES-EBU Digital XLR, 1 x HDMI (I²S)
  • Wyświetlacz: dotykowy 21/9, 6,5’
  • Zasilanie: 8 transformatorów, 10 linii.
  • Pobór prądu: 35 VA
  • W komplecie: pilot, stożki antywibracyjne z Derlinu, docisk napędu
  • Wymiary: 430 x 130 x 415 mm
  • Waga: 15 kg
  • Wykończenie: srebrne lub czarne

 

Cena: 72 900 PLN

 

System

  • Źródła: Cayin Soft Fog V2, Metronome AQWO SACD/CD.
  • Wzmacniacz zintegrowany Circle Labs A200.
  • Przedwzmacniacz: ASL Twin-Head Mark III.
  • Końcówka mocy: Croft Polestar1.
  • Kolumny: Audioform 304.
  • Interkonekty: Sulek Edia & Sulek 6×9, Tara Labs Air 1, Tellurium Q Black Diamond XLR.
  • Kabel głośnikowy: Sulek 6×9
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One,
  • Sulek 9×9 Power.
  • Listwa: Sulek Edia.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Kondycjoner masy: QAR-S15.
  • Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H, Rogoz Audio 3T1/BBS.
  • Podkładki pod sprzęt: Avatar Audio Nr1, Divine Acoustics KEPLER, Solid Tech „Disc of Silence”.
  • Ustroje akustyczne: Audioform.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

18 komentarzy w “Recenzja: Metronome AQWO SACD/CD

  1. Fon pisze:

    Dziwię się, że żadna firma nie poszła nigdy po drodze ja AK z dacem i nie zrobiła cd z wymiennymi dacami,to byłoby coś.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Jakieś dwadzieścia lat temu zapewniano, że modułowość stanie się powszechna i wszystkie urządzenia …

      Baju, baju – lepiej zarabia się na braku modułowości. Ale są osobne napędy, można je łączyć z dowolnymi przetwornikami i na odwrót.

      1. Fon pisze:

        Cieszy fakt, że chociaż AK i chyba Hifiman coś takiego skomponowali w ostatnich dniach, ale takie rozwiązania raczej tracą już popularność na korzyść smartfonów i przetwornika na kablu, sam AK ostatnio takiego zrobił i myślę, że to jest praktyczne rozwiązanie.

  2. Patryk pisze:

    Jezeli ktos nie ma 72.900 PLN (jak ja) to polecam bardzo Exposure XM CD jako transport:-)
    …..lub CDP z wspanialym dzwiekiem, poniewaz sam DAC jest tez super w nim.

    [img]https://up.picr.de/42204805dj.jpg[/img]

    Patryk

    1. Piotr Ryka pisze:

      Bardzo pocieszające, że są stosunkowo niedrogie świetne maszyny.

      1. Marcin pisze:

        Stosunkowo niedrogie? Panie Puotrze…

        1. Piotr Ryka pisze:

          Siedem tysięcy za Exposure na tle piętnastu za Denona, trzydziestu za Marantza, siedemdziesięciu za Metronome i trzystu za dCS to chyba stosunkowo niedrogo?

          1. Marcin pisze:

            A to przepraszam, myślałem że mowa jest o tych 70 000 zł, że to niedrogo.

          2. Piotr Ryka pisze:

            Moim zdaniem najlepszy stosunek jakości do ceny prezentowało OPPO 105. Wręcz bezkonkurencyjny.

  3. Sławek pisze:

    Ciekawe, czy mój transport Jay’s Audio CDT2 Mk2, będąc siedmiokrotnie tańszym (ale odpada cena DAC-a) ma szanse nawiązać kontakt z tym Metronome… np. przez wyjście I2S. Rozmiary i masa takie same, mechanizm NOS Philips CDM4/19.
    Jedną przewagę funkcjonalną nad tym Metronome ma na pewno. Otóż pokrywa ślizga się we wgłębieniu, wewnątrz takiego kołnierza otaczającego komorę płyty, dzięki temu kładąc z tyłu pudełko płyty CD można zablokować możliwość przypadkowego otwarcia pokrywy. Jakie to ma znaczenie? Kolosalne – najmniejsza kotka nauczyła się otwierać pokrywę, wyciągać docisk – no i ukazuję się szkiełko lasera! Ach, jaka to wspaniała zabawa tym szkiełkiem! Kiedyś ją na tym przyłapałem i od tej pory blokuję, na szczęście sprzęt nie ucierpiał.
    Tym samym się przypomniałem i jeśli Pan Piotr jest tym transportem zainteresowany, to proszę pisać na priv

    1. Piotr Ryka pisze:

      Dużo dobrego słyszałem o tym napędzie i wierzę, że jest świetny. Ale największą siłą Metronome jest sekcja zasilania wspierana przez te unikalne kondensatory. Kości przetwornikowe też ma bodaj najlepsze z nowych, tyle że nie ustawione w różnicową kaskadę. Jak wypadłby w konfrontacji z tym napędem wspieranym przez któryś wybitny przetwornik, tego nie umiem powiedzieć i to zależałoby na pewno od wielu różnych czynników.

      PS
      Mój kot w dziedzinie przeszkadzania stosuje jedynie deptanie i wylegiwanie się na klawiaturze. Pazury ostrzy na dywanie i drapakach, a bawi własnymi zabawkami, których ma ładną kolekcję. Często układa z nich wianuszek i kładzie się dumnie pośrodku. O urządzeniu proszę przypomnieć za jakieś sześć tygodni, bo teraz spadła lawina topowych słuchawek.
      Dla kotków polecam to: https://www.zooplus.pl/shop/koty/zabawki_tunele_kota/zabawki_catnip/catnip_zoo_zabawki/134762

      1. Sławek pisze:

        Zabawek to moje trzy kotki mają dużo, ale był taki zespół „curiosity killed the cat”… charakteru kotów się nie zmieni, trzeba zaakceptować. Rozumiem, że Pana kotek, szlachetny Maine Coon wydobrzał.
        Co do Jay’sa – świetnie różnicuje jakość nagrań, ale słabszym pomaga, nie masakruje – zwłaszcza na wyjściu I2S – kabel srebrny Tubulus Concentus (750€ za 0,75m, nóż się w kieszeni otwiera).

        1. Piotr Ryka pisze:

          Kot jest cały czas poddawany bardzo intensywnemu leczeniu, którego szczęśliwy finał nie jest niestety przesądzony. Ale robimy co możemy.

  4. Tadeusz pisze:

    Czy wśród tej lawiny topowych słuchawek są Stax SR – X9000 ?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Jeszcze nie. Dystrybutor ma mieć egzemplarz pokazowy w połowie października, ale kolejka na niego oczekujących redakcji ustawiła się długa. Przydziały będą wg uznania, a ja nie jestem kimś zaprzyjaźnionym, więc pewnie stoję daleko. Na razie mam tylko HiFiMAN HA-R10P, Meze ELITE, Beyerdynamic T1 V3 i Dan Clark STEALTH. Niedługo powinny być też flagowe Abyss.

    2. Piotr Ryka pisze:

      Uściślenia odnośnie Staksa. W miłej rozmowie dystrybutor poinformował mnie, że zbliżająca się pierwsza dostawa będzie o co najmniej cztery sztuki za mała, by zrealizować wszystkie złożone już zamówienia; i ten sam problem dotyka całego świata. W związku z czym nawet nie wiadomo, czy sam będzie miał własny egzemplarz, ponieważ szykuje się duża presja – większość zamawiających to jego starzy znajomi, którym ciężko będzie odmawiać. Jeżeli taką sztukę posiądzie, to prędko na dni parę podeśle, a jeśli nie, to czekanie do marca na drugą dostawę, chyba że któryś szczęśliwy posiadacz swoich do testu użyczy, co wydaje się mało prawdopodobne.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Translator z japońskiego dobrze działa, wszystko można zrozumieć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy