Recenzja: Leben CS-300F w wersji Nautilus

   Pozwolę sobie na wygodę. Niemalże równo pięć lat temu recenzja szeroko znanego i cenionego wzmacniacza/wzmacniacza słuchawkowego Leben CS-300F (w ulepszonej wersji „F” właśnie) została opublikowana, a ponieważ rzecz będzie znów o nim, zacytuję samego siebie. Powstanie w rezultacie spiętrzenie, gdyż tamta także odnosiła się do wcześniejszej, ale dwa piętra to dla audiofila nie problem, zatem cytuję:

 „Ten wzmacniacz był już opisywany, a ściślej jego poprzednia wersja. Gdy chodzi o powierzchowność, niewiele od tamtego czasu uległo zmianie i na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że nic zgoła. Troszkę jednak. Można bowiem powiedzieć, że zmieniło się oświetlenie. Zniknęła czerwona kontrolka sygnalizująca wejście lamp w stan gotowości oraz zielone podświetlenie włącznika POWER. Zamiast nich jest teraz jedna dioda niebieskiej barwy, sygnalizująca ogólny stan aktywności; i już by można zacząć świętować święto łagodnych świateł, gdyby ta dioda nie waliła po oczach niczym laser. Nie wiem skąd pomysł, żeby świeciła aż tak mocno, ale pozostaje faktem, że okropnie mocno świeci. Być może to ostro świecące niebieskie oko ma zahipnotyzować słuchacza, ale niespecjalnie bym na to stawiał. Prędzej rozzłości. Nie jest to wszakże żaden problem, bo na takie wściekłe świecące oczka jest prościutki sposobik. Bierze się kawalątko białej plasteliny i robi z niego filterek. Trzyma się takie coś dowolnie długo, światło przez nie troszeczkę prześwituje, informacyjnego ubytku nie czyniąc, a wyglądu całości nie psuje. Gdybyśmy więc tylko tego rodzaju problemy ze sprzętem miewali, nasz audiofilski świtek byłby rajem.

Poza tym w powierzchowności nowego Lebena względem starego różnic się nie dopatrzyłem. Ta sama obudowa, ten sam panel przedni, te same gałki i funkcje. Wierzch obudowy ma inny kolor – i tyle. W sumie bardzo sympatyczna audiofilska skrzynka od znanego konstruktora z kraju kwitnącej wiśni, a więc jednej z ostoi najbardziej wytrawnego audiofilizmu.

Warto może jeszcze przytoczyć informacje ze strony producenta, mówiące o tym, że założyciel firmy Leben, pan Taku Hyodo, rozpoczynał karierę w firmie Luxman, którą opuścił jeszcze w 1979 roku, aby założyć własną. Od początku specjalizował się przy tym w konstruowaniu wzmacniaczy lampowych i tak mu po dziś dzień pozostało. Mowa jest tam też, że wzmacniacze są wykonywane tylko w Japonii przez doskonale wyszkolony zespół pracowników, a wykonuje się je technologią montażu point-to-point, jak powszechnie wiadomo droższą, ale dla jakości dźwięku mającą znaczenie istotne. Warto też dodać, że poza byciem inżynierem-konstruktorem Hyodo-san jest także profesjonalnym gitarzystą, tak więc zna swoją profesję od obu zasadniczych końców – od konstrukcji i dźwięku.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

10 komentarzy w “Recenzja: Leben CS-300F w wersji Nautilus

  1. RH napisał(a):

    Szanowny Panie Piotrze,
    czy mógłby się Pan pokusić o kilka słów porównania testowanych przez Pana wzmacniaczy, czyli:
    – opisywany tutaj Leben CS-300F (w tej Nautilusowej wersji)
    – Phast Headphone SE
    – Woo Audio WA22
    Zdaję sobie sprawę, że nie porównywał ich Pan bezpośrednio, może jednak uda się skreślić kilka słów refleksji.
    Z pozdrowieniami.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Sprawa pozornie prosta jest w istocie zawiła. Już choćby tylko dlatego, że wzmacniacz PhaSta nie miał kondensatorów Mundorfa, a przerobiony Leben miał. Poza tym Leben to przede wszystkim jednak wzmacniacz głośnikowy i najlepiej będą z nim grały słuchawki podpięte do zwór z tyłu. A więc K1000, HE-6 i Abyss 1266. Z kolei PhaSt może przez gniazdo słuchawkowe napędzać czułe kolumny, ale jest przede wszystkim dla słuchawek. A Woo, jako jedyny, obsłuży sygnał symetryczny. Pomijając jednak te komplikacje powiem tak – wydaje mi się (bo nie wiem na sto procent), że Woo i przerobiony Leben to jest ta sama klasa, a PhaSt im ustępuje, ale nie jakoś wyraźnie. I w kontekście Lebena wydaje się też, że z kondensatorami Mundorfa będzie jeszcze o wiele bliżej. Nie osiągnie jednak tej dynamiki i takiej potęgi brzmienia. Lecz kto wie, może osiągnie? Miał przyjść z Mundorfami – nie przyszedł. Jego zapewne strata.

      1. RH napisał(a):

        Dziękuję za odpowiedź. W pewnym sensie nie jest zaskakująca, a to raczej dobry znak. Akurat w tym przypadku cena urządzeń sugeruje pewien porządek rzeczy, chociaż jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Ewidentnie jednak bez posłuchania się nie obejdzie.
        Z pozdrowieniami.

  2. Piotrek napisał(a):

    Witam Panie Piotrze.
    Posiadam Lebena 300f od kilku lat, też go stuningowalem!
    Po kolei opiszę, może właścicielom tego zacnego wzmacniacza się to przyda 🙂
    Wymieniłem gniazdo zasilające na furutecha rodowanego.
    Gniazda głośnikowe poszły do śmieci są nędzne, wylądował Wbt nextgen.
    Wyłącznik sieciowy nędza, wstawiłem hebelkowy Panasonic.
    Rezystory pod katody lamp, pod lampy mocy poszły tantalowe shinkoch, pod sterujące audionote silwer no magnetic.
    Na koniec poszedł potencjometr alps, wymieniłem na zacnego Nobla.

    I tym samym oto sposobem Leben wzniósł się na szczyty, ma u mnie dożywocie 🙂
    Naprawdę warto ten wzmacniacz tuningowac!

    Pozdrawiam Piotr.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Ano warto. Szkoda każdego dnia, trzeba działać natychmiast.

      1. 3mmm napisał(a):

        Porównywałem wersję podstawową CS300F i HA-3 V1 w tych samych warunkach i Ayon był dużo ciekawszy dla mnie. V2 jest jeszcze lepsza, ale nie mam możliwości porównania Ayona V2 z CS300F wersja Nautilus. Prosiłbym o porównanie, bo ze względu na moc korci mnie wymiana V2 na CS300F, jeżeli posiada potencjał dorównania przynajmniej temu co Ayon z lepszymi lampami może. Myślę o wymianie HE-6 na 1266, albo Utopie, więc na razie mocowy dobór do słuchawek nie jest priorytetem, tylko potencjał wzmacniacza.

        Pozdrawiam serdecznie gospodarza i zacne grono

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Postaram się porównać, ale Lebena porwali dla jakiegoś klienta i być może się sprzedał.

        2. AAAFNRAA napisał(a):

          Leben ze słuchawkami Focala brumi i to bardzo głośno. Z tego powodu Eleary sprzedałem, a Utopii nie kupiłem. Z tym, że ja mam wersję podstawową (CS300f) bez modyfikacji.

          1. 3mmm napisał(a):

            Dziękuję za uwagę, do Utopii pewnie chciałbym spróbować Euforii. Czasami gdy w HA-3 brakuje mocy do HE-6, w lampach mocy zaczynają pulsować „duszki”. Dzieje się to tylko w maxymalnym ustawieniu potencjometra i tylko na wymagających mocy płytach np. Marcusa Millera. Boję się o lampy, dlatego przesiadam się wtedy na mniej wymagające D7000, które dają dużą przyjemność słuchania, za cenę mniejszej otwartości i przestrzeni, ale ostatnio zacząłem doceniać bardziej intymną i muzykalną stronę audio. Przy długich odsłuchach denony są mniej męczące, ale muzyka na HE-6 jest bardziej rzeczywista.

  3. Tadeusz napisał(a):

    Żebym ja był taki mądry z 10 lat temu to Leben stałby u mnie do dzisiaj:-(
    Kupiłem tanio od kolegi używaną „300” tę bez oznaczeń ,standardową, kolega
    przeszedł na bardziej wymagające kolumny i Leben już nie wyrabiał.
    Kupiłem go w sumie pod słuchawki bo byłem wtedy na etapie końcówek Luxmana i kolumn Harpia Acoustics.
    Najpierw Lebenik zasilał AKG K701 a potem Sennki HD800 z początku produkcji ,było fajnie ale zachciało mi się Audeze LCD2, te pierwsze
    mocno zawodne egzemplarze.
    W przypadku tych ostatnich pomijając „choroby wieku dziecięcego” miałem poczucie lekkiego ich niedosterowania przez Lebena no i nie grało to tak (dynamika ,rozdzielczość) ze słuchawkami niskoohmowymi jak opisuje Pan Piotr .
    Reasumując ,10 lat temu w początkach boomu słuchawkowego 5 tysi za wzmacniacz do słuchawek wydawało się fanaberią a dzisiaj to nie jest wcale drogo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy