Odsłuch
Jak już wielokroć było pisane, odsłuch w oderwaniu od konkurencji ma zasadniczo niższą wartość od wstawionego w porównania, w związku z czym od porównań zaczniemy. A nie takich hop-siup, że pierwsze lepsze do sparingu, tylko nie mogło być inaczej – najpierw stanęły naprzeciw siebie w sensie wymiaru jakościowego flagowe planarne Fostex TH1000RPmk2 i z zamiarem tej konfrontacji przeprowadzenia pozostający w redakcyjnych rękach firmowy ich konkurent dynamiczny – identycznie zamknięte za klonowymi okrywami i tyle samo kosztujące Fostex TH910 Limited.
Jak nie było sensu zaczynać od porównań do innych, tak też nie było go w odniesieniu do przedstawiania różnic w zbytecznie wydłużające opis wywody narracyjne. Ujmijmy więc rzecz w punktach.
Fostex TH1000RPmk2 w porównaniu do Fostex TH910 Limited są:
- Nieco wyższe tonalnie.
- Dalej ustawiające wykonawców i tym samym czyniące źródła dźwięku mniejszymi, a jednocześnie zjawiającymi się w rozleglejszych plenerach.
- Wraz z tym oddaleniem mniej się też narzucającymi, nie atakującymi tak bezpośrednio.
- Błękitne Fostex TH1000RPmk2 okazały się czynić dźwięk mniej radosnym i ciepłym, coś jakby chcąc nawiązać do swego „blue” wyglądu.
- Poprzez co poważniejszym, zwróconym nastrojowo na obszar od neutralności do powagi, a nie od pogody ducha do radości. (W sensie interpretacyjno umownym, rzecz jasna.)
- Trochę paradoksalnie, dystans pomiędzy pierwszym a drugim planem okazał się u purpurowych Fostex TH910 Limited większy, za sprawą czego rodziło się odruchowo wrażenie głębszej sceny, mimo że całościowo mnie rozległej.
- Błękitne planary w porównaniu dawały nie tak obfite wypełnienie, lecz w dobrym sensie, bowiem za tego sprawą ich brzmienie jawiło się jako subtelniejsze, bardziej skupione na niuansach, bardziej drobiazgowe i delikatne.
- Też w cudzysłowie bardziej myślące, refleksyjne.
- Bliższy i bardziej wypełniony dźwięk purpurowych TH910 Limited silniejszy nacisk kładł na akcenty basowe, trochę zanadto jednak je izolując z całościowego przekazu. (Co się skądinąd może podobać – bas w osobnym, większym pudełku.)
- U planarnych bas i nie-bas spasowywały się lepiej, a w każdym razie sumowały spójniej.
- Realizm w wydaniu Fostex TH910 Limited okazywał się od utworu do utworu świetny, ale zwyklejszy, bardziej powszedni.
- Realizm Fostex TH1000RPmk2 bardziej teatralny i wyszukany.
- Dynamiczne Fostex TH910 Limited oferowały brzmienie bardziej kaloryczne i jednobrzmiące. (Pomijając to izolowanie basu.)
- U planarnych Fostex TH1000RPmk2 jawiło się ono jako bardziej wysmakowane, zniuansowane, operujące szerszą gamą zabiegów narracyjnych, także oferujące lepszą koordynację między poszczególnymi źródłami.
- Ogólnie biorąc atutem planarów był całościowy układ sceniczny – nie tylko rozleglejszy, także lepiej sformatowany.
- Z kolei u dynamicznych Fostex TH910 Limited pogłos nie tylko okazał się głębszy, ale też bardziej efektowny i efektywny. Co prawda nie każdorazowo, ale też i nie sporadycznie, oferujący u silnie nasyconych pogłosami nagrań ciekawsze obrazowanie.
- Harfa (bardzo ważny ocennie instrument) u jednych i u drugich nie wypadła rewelacyjnie. (Zabrakło mocy wydobycia instrumentu z tła i głosowego piękna strunom.)
- Organy znakomitsze u dynamicznych.
- Fortepian też bardziej efektowny.
- Bardziej ponury i pochmurny rock u planarnych bardziej mi się podobał.
- Ale atak u dynamików okazał się agresywniejszy, taki bardziej frontalny.
- Z kolei wycofana, w dalszą perspektywę ujęta scena planarów poukładana była lepiej, i rockowe popisy nie były od tego odstępstwem.
- Planarne okazały się też bardziej eksponować wnętrza.
- U dynamicznych głosy śpiewaków i brzmienia instrumentów jawiły się jako bardziej samoistne – i to do nich, a nie do wnętrz, odnosiła się w głównej mierze ta oprawa głębszym pogłosem.
- Różne zatem nastroje i różne obrazy sceny.
- Dla siebie wybrałbym niebieskie.
Nie sposób bez bezpośredniego porównania orzec, ile wniosły wyliczone poprawki, ale niezależnie od tego charakter brzmienia u poprawionych ani trochę nie uległ zmianie. Z mojego punktu widzenia świetnie, chciałbym mieć te słuchawki w kolekcji. Nie jestem entuzjastą pyzatego, uśmiechniętego grania, chociaż Audeze LCD-3 ogromnie mi się podobały, czyli rzecz nie jest bez wyjątku.
Teraz przymiarka do takich, które też są w produkcji bieżącej i które są znacząco droższe – kosztujących bez mała dwadzieścia tysięcy identycznie planarnych i zamkniętych Dan Clark Audio STEALTH.
Różnica stylu brzmienia i tu była wyraźna, ale na innej zasadzie. Planarne Fostex względem dynamicznych Fostex różniły się podejście emocjonalnym na bazie różnic wypełnienia, tonalnego osadzenia w sopranach oraz temperatury przekazu, ale jednaki były u obu styl odnośnie uwarunkowań muzycznych pod względem melodyjności i siły analizy, to znaczy jedne i drugie przedkładały gładkość nad chropawienia i spójność nad podziały; gramofonowe podejście w standardowym takowego rozumieniu to był ich wspólny mianownik. Podczas gdy względem STEALTH podziało się inaczej: warunkowania tonalne i emocjonalne u nich i u błękitnych Fosteksów, na odwrót, były zbliżone, ale jak te Fosteksy uspójniały, czyniąc przepływ muzyczny melodyjnym i gładkim, tak STEALTH go rozdrabniały na analityczne fragmenty. Zasadnicza to była różność, tak że jedne po drugich rodziły inne światy. Ten z Fostex bardziej tradycyjny – uszom znajomy i uszom miły; ten tworzony za sprawą STEALTH znacznie bardziej niezwykły i niezwykłością frapujący. (Dla wyrównania standardów STEALTH słuchałem przez pojedynczy duży jack, czyli bez dual-mono u wzmacniacza.)
Inna jeszcze różnica, to podobne u obu ogromy przestrzeni, ale u Fostex ukazywane głównie poprzez objętość, podczas kiedy u STEALTH głównie poprzez ogrom płaszczyzny mocno wpisanej w perspektywę. Jeszcze wracając do emocji. Fostex tworzyły w muzyce elektronicznej ogromy jak z pięknych baśni, podczas gdy te same ogromy u STEALTH były w posmaku nierzadko wrogie, takie niekoniecznie przyjazne i miło otulające. A tak ogólnie bardziej szorstkie i wyczuwalnie poskładane z brzmieniowych fragmentów, a nie jak u Fostex gładkie i substancjalnie jednorodne.
Przy odtwarzaczu
Pozostawało zmienić lokację i charakter wzmacniacza, ale zanim do tego przejdę ostatnie przykomputerowe porównanie do sześć aż razy droższych RAAL Immanis z ich nowym osprzętem. Wsłuchałem się i zaraz dotarło do mnie, że są jak gdyby połączeniem słuchanych wcześniej trzech. Nastrojowo i wypełnieniem zbliżone do dynamicznych Fostex (ale bardziej masywne i brzmieniowo potężne), ogrom przestrzenny dzielące z jednymi i drugimi planarnymi, ale przy jednoczesnym obrazowaniu poprzez płaszczyznę i objętość, a nie bardziej tak lub tak, a podejście do atomizowania muzyki generujące pośrednie – jednocześnie uspójniające i dzielące; na równi analityczne co muzyczne – ale przy nowym, srebrnym interfejsie bliższe wizji dawanej przez STEALTH. Sumarycznie zatem obfitsze pod względem różnorodności brzmieniowej – ani tak wygładzające, jak jedne i drugie Fostex, ani tak różniczkujące jak STEALTH. Z dźwiękami przy tym tak potężnymi i taki przywołującymi majestat, że ślady obecności ciepła gubiły się w tym, niezdolne przekierować wektor nastroju na stronę optymizmu. Toteż wiodący nastrój był u wstęgowych RAAL wypośrodkowany – ani posępny, ani radosny.
Oddajmy na koniec głos dziesięciu lampom i furda porównania. Pora posłuchać błękitnych Fostex solo, zagłębić się w ich styl.
Karmione sygnałem od Accuphase DP-770, wzmacnianym przez pięć par lamp Twin-Head, podawały brzmienie znacząco inne niż wcześniej przy komputerze, inne niemal pod każdym względem. Przede wszystkim bliższe i potężniejsze. Pierwszy plan teraz był równie bliski jak ten z TH-910, i wraz z tym źródła tak samo duże. A dźwięk wypływający z tych źródeł bardziej gęsty, masywniejszy, zdalny przytłaczać potęgą.
Nie myślcie sobie, że tak na poczekaniu zmyślam, chcąc wzbogacić narrację opisu, że naprawdę aż tak nie było. Było, było – ani trochę w tym nie ma przesady, dźwięk zjawiał się miażdżąco potężny w muzyce o tym charakterze. Orkiestry rozsadzały tutti scenę, rock sunął niczym furia. Obfitość, tak jak wcześniej u RAAL, stawała się czynnikiem głównym – wszystkiego było mnóstwo i wszystko było szczodre. Pełne brzmienia, potężne basy, wielka obfitość trójwymiarowych sopranów. A wszystko to dużo cieplejsze niż przedtem, bardziej trójwymiarowe i złożone. Głębokość dźwięku niemal przesadna i czernie tła smoliście czarne (ten Accuphase już tak ma), a jednocześnie wyraźność aż niemal nadrealna, czy raczej brana z życia, kiedy być blisko instrumentów. Co za tym idzie realizm – taki szczególnie dojmujący – a szczegółowość skrajnie duża, ale bez narzucania, gdyż przeciwwagą wypełnienie, gęstość oraz głębokość dźwięku. W dodatku, analogicznie jak wcześniej Immanis, łączenie melodycznej gładkości z popisem wyraźności i uwydatnianiem każdej chropawości, kiedy takowa zaistnieje.












