Recenzja: Fostex TH1000RPmk2

Konstrukcja

     Porównania odłóżmy na chwilę, najpierw odświeżmy wiedzę o indygo planarnych. 

     Historia ich powstanie poprzedzająca biegła jak następuje: firma wykiełkowała w 1973 z też japońskiego Fostera, produkującego we wczesnych latach powojennych (od 1949 poczynając) popularne głośniki, głównie do samodzielnego montażu, a później także inne wyroby elektroniczne, głównie mikrofony oraz słuchawki, których Fostex, pomyślany początkowo jako firma marketingowa, miał być sprzedawcą, a ostatecznie wylądował na pozycji samodzielnego producenta głośników, elektroniki i słuchawek. W mierze tych ostatnich popisowym numerem stały się ortodynamiczne (inaczej planarne) Fostex T50, za śmieszne pieniądze oferujące bardzo nieśmieszną jakość, którą w niedawnej recenzji najnowszego wcielenia, modelu T60RP, miałem okazję przybliżać. Rozwój słuchawkowego rynku w drugiej dekadzie nowego tysiąclecia i związane z tym szały cenowe wyrwały Fosteksa z wieloletniej drzemki, pobudzając do zaoferowania w 2013-tym popisowych słuchawek dynamicznych Fostex TH900, przedzierzgniętych trzy lata później w poprawioną wersję TH900 Mk2. Kolejne trzy nie musiały minąć, by pojawiła się następna duża nowość, debiutujące w 2018 Fostex TH909, anonsowane jako nowy model flagowy i jednocześnie otwarta wersja tamtych. Analogiczna co do wyglądu, jeśli nie liczyć otwartości, analogiczna też co do osiągów, ale podobnież lepsza.

      Przeskoczmy o kolejnych osiem lat i zacytujmy samego Fosteksa:

      Oto flagowy model linii słuchawek RP, starannie zmontowany w fabryce w Japonii w oparciu o najnowszy, opracowany przez firmę Fostex najwyższej jakości planarny przetwornik magnetyczny typu RP, włożony w obudowę z litego drewna klonowego barwionego na kolor indygo metodą Awa Aizome z Tokushimy, znaną jako wzorcowy proces tego rodzaju barwienia w Japonii. Niepowtarzalna faktura tradycyjnego barwienia, podkreślająca indywidualizm rzeźby słojów, w połączeniu z zastrzeżoną, stosowaną od 50 lat technologią planarną RP firmy Fostex, współgrają w nowym flagowcu producenta.

      Technologia przetworników planarnych RP, opracowana w 1974 roku i nieustannie doskonalona, zyskuje tutaj nowo wynalezioną membranę, znacznie większą od znanych z modeli T50RP mk3 i mk4. Równolegle zwiększono liczbę magnesów pobudzających oraz przeprojektowano wzór wdrukowania i kształt cewki pod kątem optymalizacji rozkładu strumienia magnetycznego. Efektem lepsze tłumienie niepożądanych rezonansów i jednocześnie wyższa czułość, dające płynniejszą odpowiedź częstotliwościową i doskonalsze charakterystyki przejściowe, z umożliwieniem dokładniejszej i subtelniejszej reprodukcji dźwięku od najcięższego basu po szczytowe soprany. Zarazem zdolność przywoływania wyraźniejszego muzycznego obrazu, cechującego się lepszym wyczuwaniem lokalizacji źródeł.

     Tyle przypomnienia o pierwszej wersji, mającej światowy debiut w sierpniu 2024. Opisywana teraz rewizja Fostex TH1000RPmk2 pojawiła się w grudniu 2025, już po niecałym półtora roku. Co tak przypiliło Fosteksa, że zaraz, już, natychmiast? Myślę, że przede wszystkim potrzeba zmiany przyłączy muszlowych kabla – podejrzewam, że zastosowanie nietypowych, charakterystycznych dla z niższej półki jakościowej pochodzących Sennheiser HD600, sprowokowało awanturę o niemożność zastosowania dżekowo zazbrojonych zamienników; klienci posiadający tak wykończone wysokogatunkowe kable pewnie nie byli w dobrych nastrojach. Tyle domysłu, a fakty takie, że to zaledwie jedna spośród szeregu zmian, obejmujących łącznie siedem poprawek:

  1. – Poprawę akustyki. W wersji mk2 zastosowano zaawansowany filtr akustyczny oraz nowe materiały tłumiące wewnątrz komory przetwornika i poprawki w nim samym, określonym u tych poprawionych mianem Premium RP Driver mk2.
  2. – W ramach tych popraw też lepszą kontrolę membrany poprzez wdrożenie optymalizacji Air Damping (tłumienia powietrznego), celem zapewnienia lepszego nadzoru nad wychyłami przy dużych obciążeniach basowych, z przełożeniem na szybszy, czystszy i precyzyjniej artykułowany, pozbawiony zniekształceń dół pasma.
  3. – Całkowicie nowe, asymetryczne pady o zmieniającej kąt geometrii (Angled Design), lepiej przylegające głowy – poprawiające ergonomię i szczelność akustyczną.
  4. – Pady mające wypełnienie w postaci dwuwarstwowej struktury z pianki uretanowej: bardziej miękkiej na zewnątrz dla wygody i bardziej sprężystej wewnątrz.
  5. – Mające oprawę z syntetycznej skóry na proteinach jedwabiu, zapewniającej aż trzykrotnie wyższą trwałość w porównaniu do pierwszej generacji.
  6. – Dżekowe gniazda 3,5 mm przy muszlach, ułatwiające dobór niestandardowych kabli od niezależnych producentów.
  7. – Wewnętrzne okablowanie w muszlach oraz fabryczny, niesymetryczny kabel z miedzi beztlenowej o wyższym niż poprzednio parametrze czystości OFC 7N – 99,99999%.

     W takim razie niemało zmian, ale po nich słuchawki wyglądają tak samo – taki sam pałąk, te same muszle, zmienione odnośnie wypełnienia i okrycia czarne pady nie rzucają się w oczy, a kabel trzeba dopiero odpiąć, by zoczyć inne przyłącza. Takie samo również opakowanie, w postaci czarnego pudła z napisem FOSTEX, a symetryczny kabel (gdyby go brakowało) wciąż nabywamy oddzielnie, podobnie stojak i materiały czyszczące. Na wyposażeniu jedynie worek służący za pokrowiec, nie ma także przejściówki z dużego na mały jack. Ani o włos niezmienione pozostały stanowiące tytuł do chluby muszle barwy indygo; muszle klonowe, więc nie będące wprawdzie z mahoniu ani innego wyjątkowego pod względem akustycznym drewna, ale najczęściej teraz wraz z lipami spotykany na naszych ulicach klon uchodzi za „niemalże mahoń”, ma prawie równie dobre jak dziki mahoń honduraski (kompletnie teraz niedostępny) własności akustyczne. Przybliżmy tedy własności one.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy