Recenzja: Fosi Audio ZH3

Odsłuch

     Nastawiony poprzez rozmowy na to, że będzie dobrze grało, postanowiłem zacząć sprawdzać owo sugerowane „dobrze” od najwyższego C, więc importując sygnał przez kabel koaksjalny. Pomijając rzadkie i z reguły kosztowne przypadki dostarczania go do przetwornika okablowaniem AES/EBU, BNC bądź udanego działania któregoś z trzech typów I2S – ewentualnie zaszytego w przetworniku specjalnego układu poprawiającego transfer optyczny – sygnał dostarczany przez koaksjalny z reguły jest najlepszy. (Tu alternatywami były zwykły optyczny i USB.) Tym bardziej tak się dzieje, kiedy ma się koaksjalny Hijiri – dobrze pamiętam własne zniecierpliwienie w oczekiwaniu na jego przybycie, kiedy musiałem się posługiwać innymi, przecież już bardzo dobrymi. No nic – Hijiri, czy nie Hijiri, nie o tym teraz mowa. (Kto chce coś więcej o nim, niech wyszuka w wyszukiwarce recenzję.) 

     Fosi ZH3 był uprzejmy zadziałać i poprosić o ustawienia wyselekcjonowane przez recenzenta, do czego przystąpiłem natychmiast po zaprogramowaniu wejścia COAX. Podbijanie sopranów i basu jak zwykle odpuściłem – nie tym się robi dobry dźwięk, aczkolwiek czasem trzeba, ale to wtedy złe świadectwo wystawiane aparaturze. Pozostawało wybranie któregoś filtra cyfrowego, jako że takowego nie można tu nie użyć, brak ustawienia OFF. Z przyjemnością skonstatowałem, że każdy z sześciu do wyboru oferuje coś ciekawego. Zrazu spodobał mi się najbardziej przenikliwy „Precise Analytical”, potem bardziej przemówił do wyobraźni pełniejszy „Well Defined”, na koniec, bazując już na szerokim repertuarze, wybrałem najbardziej uniwersalny i najmniej się wtrącający „Neutral Balanced”. (Pozostałe to Powerful Dynamic, Extended Highs i Natural Smooth.) Jeszcze tylko zafiksowałem najwyższą wartość wzmocnienia sygnału wewnątrz i najniższą świecenia na zewnątrz okrągłego oczka ekranu, które można też całkiem zgasić, ale wtedy nie będzie się wyświetlało ustawienie potencjometru, a ten nie ma znacznika ani zakresu ruchu, można nim kręcić bez końca. (Wypada przy okazji dodać, że ekranik jest kolorowy oraz bardzo wyraźny, a w stanie podstawowym wyświetla białymi cyferkami wzmocnienie wzięte z przedziału 0 – 99. (Ustawienia można wybierać zarówno pilotem, jak posługując się programującym przyciskowym potencjometrem.) 

     Cała procedura wyboru dokonała się przy użyciu słuchawek Fosi i5, których nie do końca przeze mnie ograny, ale od startu dobrze się spisujący egzemplarz dotarł wraz z urządzeniem. I odnośnie uwaga: przybyłe wcześniej, wtedy na rzecz własnej recenzji, takie same Fosi i5, oferowały prosto z pudła wywierającą wrażenie przestrzenność, lecz nie do końca miały wyklarowaną przejrzystość, którą zyskały dopiero po jakichś dwóch tygodniach normalnego użycia. W odróżnieniu, te teraz, o pochodzeniu z nowszej partii, grały klarownie już od startu, zarazem oferując tę samą przestrzenność. Potrzebowały jedynie (tak samo jak poprzednie) wzrostu ogłady melodycznej, którą też miały od początku, ale jeszcze ją poprawiły. 

    – W sumie udane brzmieniowo słuchawki, a na dodatek tanie, do tego jeszcze wygodne i wizualnie efektowne; świat audio zyskał w marce Fosi nie lada opcję wyboru. 

     Pierwsza rzecz, bodaj najważniejsza: Weźcie teraz na ostrze poznawcze, że do recenzji przetwornika/wzmacniacza ZH3 przystępowałem wychodząc z dźwięku wzmacniacza Feliks Meisterwerk z lampami 300B Western Electric i przetwornika Phasemation na kościach Burr-Brown PCM1794 z układem JVC K2. Z toru zatem ekstremalnego, kosztującego przeszło 80 tysięcy – w przybliżeniu tak ze sto razy droższego, kiedy pomijać to samo u obu cyfrowe okablowanie oraz ten sam konwerter. Ile mnie to przechodzenie kosztowało w wymiarze przyjemności? Prawie nic, proszę państwa. Tak, owszem, drogi tor analizował głębiej, posiłkował się szerszym pasmem, dobitniej uwyraźniał i bardziej niuansował. Ale to wszystko działo się w tle, nie wchodząc do pierwszego rzutu w muzycznym odbiorze. Muzyka z groszowego zestawu Fosi, gdzie najdroższymi składnikami koaksjalny Hijiri i konwerter Denafrips, brzmiała nad wyraz wciągająco oraz nie maiła wad. Ani nie była podostrzona i tym denerwująca aż po prędzej czy później nieodwołalną dyskwalifikację (tego, to już w ogóle), ani też za spokojna, za milusia, przynudzająca mdłą postacią. Wszystko takie jak trzeba. Przejdźmy się po słuchawkach, zaczynając od dedykowanych Fosi.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

15 komentarzy w “Recenzja: Fosi Audio ZH3”

  1. Adam pisze:

    Posiadałem ten DAC-amp, jednak jego brzmienie było dla mnie zbyt nijakie, poprawne, bez większych wad ale i bez ekscytacji. Przegrał u mnie z kombinacją aune x8-dac, little dot mk2 i RNHP-klon, gdzie brzmienia były ciekawsze, słuchane na szerokiej gamie dynamików i planarów z budżetu do 2000 PLN.
    Na szczęście na ali jest 90 dni na zwrot. Funkcjonalnie bez zarzutu, opampy tyż zmieniałem.

    1. Piotr Ryka pisze:

      A z jakim typem kabla cyfrowego był używany? Podejrzewam, że z USB, skoro mowa o nijakości, której sam jednak w żadnej konfiguracji nie doświadczyłem. Skądinąd zaś wzmacniacz słuchawkowy Ruperta Neve to klasyk, tu zresztą opisany. DAC Aune to także klasa. Cen klonów przy porównaniach ekonomicznych nie biorę pod uwagę, klonowanie to jednak kradzież intelektualna, chyba że dany twórca na nią pozwala. Ale i tak opisana kombinacja to sporo większe pieniądze.

      1. Adam pisze:

        Muzyka głównie z komputera za pośrednictwem ifi silencer i kabla USB Supra, gęste pliki i Tidal master. Oczywiście to tylko moje „obiektywne” wrażenia z odsłuchu, ale że posiadałem taki wzmacniacz, stwierdziłem że się wypowiem. W takiej kwocie za jaka jest sprzedawany to świetne urządzenie. Obecnie używam Topping DX5II, jest lepiej-oczywiście dla mnie, detaliczniej, przestrzenniej, bardziej bezpośrednio, no i te 7W mocy. Pozdrawiam

        1. Piotr Ryka pisze:

          Znakomicie, że się Pan wypowiedział – zbiór opinii to lepszy model oceny niż pojedyncza. Tak przy okazji, czasem pomaga powtykanie kabli USB do markowej listwy z własnym zasilaniem i tylko tego muzycznego wprost do komputera przez Silencer, zwłaszcza kiedy się nie ma mega płyty głównej w komputerze, takiej z potężnym zasilaniem dla USB. Ale konwerter iFi za pięćset kilkadziesiąt złotych (przynajmniej kiedyś) plus koaksjalny Oyaide za trochę ponad tysiąc i tak powinny poprawić. Nie zaszkodziłoby też namówić jakiegoś elektryka na wymianę w tablicy bezpieczników na lekko opóźnione, co też może poprawić, a poza samą usługą kosztuje grosze. (Nie jakieś audiofilskie, a zwykłe ale wolniejsze – bezpieczników są trzy rodzaje: szybkie, średnie i wolne, standardowo montują szybkie.)

    2. Radek pisze:

      Panie Piotrze, czy można liczyć w przyszłości na ponowną recenzje klasyków od audeze, czyli lcd-2, lcd-3? Ponoć audeze z roku na rok robi dość subtelne rewizje, dostosowując ich słuchawki do współczesnych trendów.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Nikłe szanse z uwagi na brak współpracy z dystrybutorem. Dwa lata temu miałem możliwość porównać bezpośrednio ówczesne LCD-2 z LCD-3. LCD-2 w porządku, ale bez szału. Natomiast LCD-3 świetne. Ciepło, ekstremalna analogowość, moc, szczegółowość – super!

        1. Radek pisze:

          Tą odpowiedzią niejako odpowiedział Pan na moje rozterki :). Mam lcd-2, szukam czegoś o podobnej sygnaturze dźwiękowej, ale lepszego. Na razie na radarze mam lcd-3 oraz abyss joal. Z tego co Pan mówi, trójki powinny być sporym upgrade’m w stosunki do dwójek.

          1. Piotr Ryka pisze:

            Tak, w moich kategoriach jakości LCD-3 to duży postęp. Ale nie tylko moich – znajomy się przeprowadził z LCD-2 do LCD-3 i powiada, że „inny świat”.

        2. Radek pisze:

          To już ostatnie pytanie, czy trójki w stosunku do dwójek są cieplejsze, czy przez tą szczegółowość wydają się bardziej analityczne? Generalnie dziękuję za odpowiedzi, bardzo mi Pan pomógł :).

          1. Piotr Ryka pisze:

            Są wyraźnie cieplejsze i absolutnie nie są analityczne. Te dwa lata temu słuchane były bardzo podobne do tych z recenzji: https://hifiphilosophy.com/recenzja-audeze-lcd-3/

    3. dimmiu pisze:

      A czy to nie jest tak jak piszą, że dzisiejsze sprzęty powyżej tych 800zł są transparentne i w zasadzie nie powinny się różnić za bardz ow odbiorze i tak naprawdę kwestia końcowego efektu to głównie słuchawki? Za dużo jakoś czytam tych dziwnych opinii i opisów jaki to jest dźwięk z takiego czy owego sprzętu, podczas gdy pomiary mówią, że znamienita większość jest transparentna bez narzutu włąsnego. A te które mają już jakiś narzut, grają cieplej, itp. to są modygikacje względem prawdziwej transparentności. Czy nie powinno się zatem krytykować tych transparentnych za to jak grają, skoro wiernie odzworowują źródło dźwieku, a to te z narzutami są odchyłami wpasowującymi się w ewentualne preferencje słuchacza co do kompozycji dźwieku? Taki zachwalany Fiio Warmer R2R, jak już sama nazwa wskazuje, gra ciapło, retro, bardziej analogowo, więc nie gra w żadne sposób transparentnie, ale zwolennicy takiego grania krytykują sprzęt transparentny. Gdzie tu logika? To nie wina sprzetu, że czysty dźwięk nie każdemu pasuje i ludzie lubią jakieś odchyły w kierunku takim czy innym, ale takie rzeczy powinno się dobierać wybierając słuchawki lub PEQ/korektor. Po to między innymi twórcy Fosi zrobili urządzenie tanie (obecnie 700zł na amazonie i mało co może z tym konkurować), ale z wymiennymi Op-Ampami, te dostarczone z urządzeniem są „neutralne i zrónoważone”, jak komuś nie pasuje taki dźwięk można sobie zmienić na dowolne pod własne preferencje, lub kupić inne urządzenie grające inaczej. Krytykowanie sprzętu za jego wzorcowy sygnał jest delikatnie mówiąc nie na miejscu, brak tutaj obiektywizmu.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Proszę wybaczyć, ale z tego wpisu wyziera brak osłuchania. Nie istnieje coś takiego jak transparentna obiektywność sensu stricto i na szczęście nie jest potrzebna. Każdy instrument gra trochę inaczej sam z siebie i daje się różnie nastroić. Każdy inaczej brzmi w różnych salach i pod dyktando różnych artystów. Z każdego różnej jakości tory innej rozpiętości gamę jego jakości i specyfiki potrafią oddać. Fakt, że wzmiankowany Fosi jest transparentny i ogólnie bardzo udany nie zmienia tego, że pewnych smaków i jakości nie umie przekazać, na co zwracałem uwagę pisząc, że nie potrafi w pełni wyzyskać potencjału najlepszych słuchawek. Jest świetny, ale ma ograniczenia. I owszem, wszyscy mają, ale jedni mniejsze, a inni większe. Fosi, na pożytek swoich użytkowników, ma te ograniczenia relatywnie niewielkie, ale dla smakosza muzycznych smaków będą one jednak znaczące. I o tym w kontekście mającego słyszalnie mniejsze Feliks Envy też napisałem.

  2. Tadeusz pisze:

    Może ja się jeszcze wetnę w te Audeze.Miałem dwa modele tych słuchawek ,miło wspominam ale wg opinii innych miłośników marki i użytkowników jako best buy uznawane są LCD-X .Czy miał Pan do czynienia z tym modelem ?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Niestety nie, nie miałem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy