Recenzja: Final DX3000 CL

     Przed (miejmy nadzieję) recenzją nowopowstałych z misją poniesienia firmowego sztandaru Final DX10000, które już gościły na kilku wystawach i mają być dostępne w niedługim czasie, przenieśmy się na drugi biegun ofertowy, zwróćmy w stronę najtańszych z nowej serii DX, opatrzonych sygnaturą liczbową trzy tysiące. Sensownych w takim sensie względem o oczko wyższych DX4000, że bardzo do nich zbliżonych, a mimo tego w miejsce 4299 kosztujących 2599 PLN.

     Dwa bez mała kilo złotówek dla zwykłych ludzi nie w kij dmuchał, zachodzi więc pytanie – co tracimy, co zyskujemy?

     Tak szczerze powiedziawszy, nie jestem entuzjastą brania w obronę gorszego brzmienia z uwagi na oszczędność, ale ktoś musi się podejmować, a czynić tak tym bardziej, im spadek jakościowy mniejszy, a oszczędność bardziej konkretna. Że jest konkretna w tym wypadku, to od razu rzuca się w oczy, było nie było różnica ceny między sąsiednimi półkami sięga aż pięćdziesięciu procent. Bezpieczna zatem taniość, śmiało można powiedzieć, ale nie tak do końca, bo za podobne pieniądze można teraz mieć sporo dobrych słuchawek, i nie da się też ukryć, że od przysłowiowego „zawsze” ze słuchawkami tak było. Od niepamiętnych słuchawkowych czasów było co najmniej nie gorzej: pod datą 1981 zjawiły się godne najwyższego pod każdym względem uznania Beyerdynamic DT880, od 1984 można było nabywać niesamowite jakościowo i ekstremalnie tanie Koss Porta Pro, dekadę później dołączyły równie niezwykłe Grado SR60, wcześniejszy rok 1991 to zaistnienie genialnych AKG K500, a podobnie jak tamte owiane kultem i na dodatek okrzyknięte high-endem Sennheiser HD600, to moment historyczny 1997. Średnio biorąc paradujący dziś w słuchawkach entuzjasta muzyki, jaką by ta nie była, przyszedł na świat po tych zdarzeniach i tamtych słuchawek nie pamięta, prócz tych trwających do dzisiaj.

     Odsuńmy teraz na bok tę większość użytkowników, która wybiera dokanałowe, zostawmy też za sobą takich, co wybierają kilkusetzłotowe albo niewiele droższe. Podchodzimy pod trzy tysiące, ale jeszcze spory kawałek, sięgamy po słuchawki zamknięte i wokółuszne, matową czernią szczelnie okryte dla niepoznaki widokowej i z Japonii przybyłe, na swą techniczną chwałę.

    Dwa słowa tytułem przypomnienia o historii wytwórcy i już bierzemy się do roboty. Japońskie Final Audio z siedzibą w Jokohamie zostało założone w 1974 przez nieżyjącego już inżyniera Kanemori Takai – i jak niejedna japońska marka znana teraz głównie z produkcji słuchawek zaczynało od gramofonowych wkładek. Stopniowo rozszerzało ofertę na całe gramofony, wzmacniacze oraz kolumny, by pod koniec lat 70-tych zaoferować już pełne zestawy audio, lecz jeszcze nie słuchawki. Te pojawiły się dopiero w 2009, po wcześniejszym wzmocnieniu kapitałowym związaniem z Japan Molex LLC (producentem kabli i złączy, kooperantem Sony), następnie wspólnym z nim przejęciu fabryki w Clark na Filipinach.

    Skracając historię do minimum: najpierw przejęta fabryka produkowała słuchawki dla innych, głównie japońskich marek, następnie Final stworzył własną wytwórnię na terenie Japonii, konkretnie w Kawasaki. To w niej powstają dziś słuchawki sprzedawane pod jego marką, powstają pod najwyższym rygorem wynalazczym oraz technicznym.

   Final ma na swym koncie całe multum słuchawek, a najwięcej dokanałowych. Od bardzo drogich po taniutkie – przewodowe i bezprzewodowe. Ma też na koncie szereg wokółusznych – dynamicznych oraz planarnych – identycznie od przystępnych po drogie, a nawet bardzo kosztowne. Najdroższe mają wnet kosztować koło €9000 (tyle za ten nowy flagowiec), a te, jak już mówiłem, to narażenie na wydatek 2599 PLN.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

7 komentarzy w “Recenzja: Final DX3000 CL

  1. patryk pisze:

    Szansa na test DX-10000?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Otrzymałem powiadomienie, że powinny być już niedługo. Tak circa do dwóch tygodni.

      1. patryk pisze:

        Wspaniale.
        P.S: do dnia dzisiejszego powiedzialbym, ze najlepsze sluchawki w zyciu jakich sluchalem (nie patrzac na Sennheiser HE1) to zdecydowanie AUDEZE CRBN2! Jestem wiec bardzo ciekawy na recenzje tych najdrozszych , nowych Final Audio.

        1. Przemysław Wysocki pisze:

          Z czym słuchałeś Audeze CARBON2? Chodzi mi konkretnie o amp.

          1. patryk pisze:

            Sluchalem z „ifi” Phantom.

          2. Piotr Ryka pisze:

            A ja się tyle złego nasłuchałem o tym Fantomie. Sam jednak go nie słuchałem.

  2. patryk pisze:

    Bardzo ciekawe: uwazam, ze Phantom i CRBN2 zagralo po prostu pięknie. (10/10)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy