Dźwięk
Tym razem etap przy komputerze odpuszczamy: samo Feliks Audio powiada, że w razie zastąpienia u Envy Performance nominalnych lamp 300B Sophia Electric referencyjnymi 300B Western Electric, otrzymamy brzmienie zbliżone do tego z Meisterwerka, a to w tamtej recenzji zostało opisane. Z tym, że konieczna uwaga, iż opisując Performance nie dochowałem staranności, zastępując Sophia Electric niedostatecznie wygrzanymi Western Electric, w efekcie ustąpiły zrazu alternatywnym, prędzej się wygrzewającym Stradi, ale na dalszym etapie, przy odtwarzaczu, nie ulegało już wątpliwości, że to WE są najlepsze. A teraz Meisterwerk przyjechał tylko z WE, które u niego standardem – w dodatku wygrzanymi, wolałem przejść od razu do sedna przy odtwarzaczu (lepszy sygnał) i wolałem porównać go z SAEQ Astraeus, na co przy komputerze nie było fizycznej przestrzeni ani dawcy podwójnego sygnału. (Przetwornik Phasemation ma pojedyncze wyjście RCA.)
Na jednym audiofilskim stole znalazły się trzy najwyższej klasy słuchawkowe wzmacniacze – na wyższej półce Feliks Meisterwerk i SAEQ Astraeus, na niższej ASL Twin-Head, z którego oryginalnej wersji została obudowa i dosłownie nic więcej. W tych porównaniach okazało się, że SAEQ i Twin-Head grają dużo podobniej niż każdy względem Meisterwerka, najsubtelniejsze porównanie było więc między nimi (i to uzupełniająco na koniec), najpierw skupimy się na inności Meisterwerka, wszak to jego recenzja.
Niezależnie od klasy zastosowanych lamp, zarówno mocy (pożyczyłem alternatywne Emission Labs i Psvane), jak sterujących, wzmacniacz Feliks Audio Envy Meisterwerk pokazywał obraz brzmieniowy charakterystyczny dla swej konstrukcji, to jest do bycia non-OTL. (Gdzie OTL oznacza Output TransformerLess, mamy więc zaprzeczenie zaprzeczenia w postaci „nieprawda, że bez transformatora”.) W logice arystotelesowskiej (są logiki alternatywne) zanegowanie negacji przywraca stan wyjściowy – wzmacniacz non-OTL oznacza wzmacniacz z transformatorem wyjściowym. W przypadku wersji Susvara Edition to dwa transformatory (po jednym dla kanału) z rdzeniami amorficznymi, a więc takimi o zwiększonej przenikalności, w efekcie wyższej jakości dźwięku. Tutaj, u Meisterwerk, musimy się zadowolić od tamtych zwyklejszymi – takimi o rdzeniach z blachy stalowej mającej niechcianą siatkę krystaliczną, a nie amorficznym stalowym szkłem, uzyskiwanym przez szybsze schładzanie. – No i mówi się trudno, pod tym względem droższy jest górą; teoretycznie jeszcze lepiej nie mieć transformatora wcale, być typu OTL. Wraz z czym dochodzimy do sedna, a sedno nie jest jednoznaczne. To ono, se per se, odpowiadało za inność Meisterwerka względem Astraeusa i Twin-Head, obydwu OTL; z tym, że pierwszy tranzystorowy na tranzystorach germanowych i tylko wejściem lampowym, drugi czysto lampowy.
Obecność transformatorów wyjściowych w Meisterwerk dawała mu przewagi szybkości i dynamiki. Energetycznie szybciej pulsował; czuć było, że jego moc (zbliżona do Astraeusa) może szybciej narastać i przy skoku jest wyższa. To przyjemne mieć taką, zwłaszcza muzyka orkiestrowa dużo tej mocy zawdzięczała, ale w ogóle wszelki dźwięk mający dryg do natychmiastowego i wysokiego skoku staje się wraz z tym żywszy, pod tym względem bardziej podobny do brzmienia oryginalnego. I nie – wcale nie było tak, że tylko kiedy właśnie skok, ta rzecz się przejawia. To czuć było przez cały czas, nawet przy muzyce powolnej i cichej. Byłoby więc przy non-OTL pod tym względem prawdziwiej, a nie, jak głosi teoria, gorzej, ale to działo się pewnym kosztem – kosztem pogłosu, ochłodzenia i nie takiej śpiewności. Z tym, że te koszty się ujawniały dopiero kiedy porównywać z konstrukcją OTL, i to nie taką pierwszą lepszą. Astraeus, mający tutaj lampę CCa, a więc podrasowany (ale Envy też miał vintage Sylvanie), grał cieplej, melodyjniej – był bardziej miodopłynny i bardziej optymistyczny. Podawał muzykę gorącą, podczas gdy Meisterwerk poważną. Te same utwory z Astraeusa wychodziły jako cieplejsze, melodyjniejsze i weselsze, gdy z Meisterwerka poważniejsze, chłodniejsze i bardziej potęgowe. Poza tym u Astraeusa pogłosy w ogóle nie stanowiły osobnej części odtwórczej; zjawiając się jedynie wówczas, gdy niosło je samo nagranie. (A i wtedy było ich mniej). U Mewisterwerka inaczej – pogłosy stanowiły ważny składnik muzycznej wizji, przez co dźwięk z niego wychodzący nie tylko był potężniejszy, szybszy i bardziej dynamiczny, ale też bardziej katedralny. Obrazując ten stan inaczej, można powiedzieć, że wykonawcy u każdego zjawiali się w innych aranżach i sami byli inny. U Astraeusa weselsi, z cieplejszymi głosami i w normalniejszym otoczeniu; u Meisterwerka poważniejsi i w otoczeniu echowym. Z pewnością głosy z Astraeusa były bardziej normalne i w tym sensie bardziej jak żywe, gdy te od Meisterwerka bardziej aranżowane – wstawione w bardziej obcy i tajemniczy świat. Zarazem z Astraeusa miały tę swoją większą śpiewność, za sprawą mniejszych odstępstw od wzorców analogowych; zrobić wzmacniacz bez transformatora na wyjściu jest trudniej, ale przynosi to owoc prawdy w odniesieniu do brzmienia. Z drugiej strony ta moc i te pogłosy też niosły swe wartości, jako brzmienie dalsze od prawdy w kryteriach analogowych, a w zamian bliższe jej w kryteriach dynamicznych. Do czego mieszał się czynnik adaptacji słuchającego; już po chwili przyzwyczajenia takie czy takie brzmienie bierze się za muzyczną prawdziwość, ewentualne fochy znikają. Taka czy taka temperatura zaczyna być postrzegana jako faktycznie tam będąca, to samo w odniesieniu do melodyki, to samo otoczenia. Byle to postrzegane brzmienie miało walor pełnej kultury i najwyższej jakości, a pod tym względem oba wzmacniacze były z najwyższej półki, na dowód czego stały na niej.
Na niższej półce stał Twin-Head, rozlegle dwuczęściowy. On może być na jedno pstryknięcie przełącznika OTL bądź non-OTL, i tak samo się to przejawia. W trybie non-OTL także jest szybszy i głośniejszy, też poważniejszy a mniej miły, tak samo też bardziej echowy. – Nie taki ciepły, za to zrywniejszy; wyraźnie też mniej melodyjny, a za to potężniejszy. Wolę go w trybie OTL, ale niektórzy słuchający optowali za non-OTL, tak więc zależy od słuchacza, który zbiór wad/zalet się woli.
Porównany do Astraeusa w układzie jeden OTL vs drugi, okazał się chłodniejszy i mniej optymistyczny, za to precyzyjniej odtwarzający brzmienia, tak jakby na odtworzenie każdego dźwięku miał trochę więcej czasu. Brzmieniowo lepiej odwzorowujący, ale nie tak przyjemnie ciepły ani taki radośnie żywy; więcej przejawiał powagi, to samo wypowiadał smutniej. Z czym podobniejszy był do Meisterwerka, ale z odjęciem pogłosu i również względem niego ze staranniejszą artykulacją.
Nakreśliwszy brzmieniowe relacje pomiędzy wzmacniaczami, pora skupić się całkowicie na brzmieniu Feliks Meisterwerk – przecież to jego recenzja, że raz n-ty powtórzę.
Poza dyskusją to, co wałkowałem w porównaniach – wyróżnikami energia i zrywność. Dźwięki tryskające energią, ich narastanie błyskawiczne, dynamiki wielkoskalowe. Przy słabszej obecności (nie takiej aż pierwszorzędowej) narracji skupiającej się na analogowości frazy i bogactwie palety barwnej – to owszem, ale na dalszym planie, nie tak się narzucające jak dynamika i energia. Muzyka nie w stylu snucia i zachwycania analogową postacią z niuansami palety barwnej i delikatnych konotacji, a przede wszystkim dynamizm, uwyraźnianie konturów i szczegółowość odczytu. Natychmiastowość skoków i ich zwiększona skala, poprzez co wyższa moc wizyjna, jeszcze podkręcana siłą kontrastów. Natychmiastowość reakcji, energetyczność dźwięku i pełna szczegółowość – to to się narzucało. Ale nie cała energia zagregowana w dynamice, bo także ciepło materiału. Biologiczna temperatura, a nie jakieś metaliczne chłody, efektem wszechobecna żywość o biologicznej postaci. W przypadku takich muzyk, jak tutti orkiestrowe i ostre rockowe jazdy, eksplozyjność wielkiego kalibru, a przy Spirit Torino Valkyria i Ultrasone T7 aż rozsadzanie głowy, jakby ktoś młotem w środku walił. I nie powiem, to było świetne, niecodziennie fascynujące. Długo tak słuchać się nie dało i potem byłem trochę chory, ale takie coś to narkotyk. (Nikogo nie namawiam do tak głośnego słuchania, ale sam lubię poszaleć.)
Kolejnym wyróżnikiem sceneria. Pod jej względem to nadprzeciętne (rozmawiamy o nadprzeciętnym wzmacniaczu), że wszystko dokładne widoczne nawet w odniesieniu do bardzo odległych planów, również tego, co całkiem z boku. Zwróćcie uwagę, że przy wielu wzmacniaczach ustawiony z boku akompaniament prawie się nie zaznacza, coś tam sobie na boku szemrzy. Przy Feliks Meisterwerk takiego akompaniamentu nie ma, każde uderzenie, każde brzdąknięcie podane jako wyraźne. Tym bardziej w odniesieniu do perkusji, jako ważnego składnika bądź też popisu solo – super wyraźność i super moc dostajemy na tacy. Taka super wyraźność w jakimś stopniu następstwem minimalnej addycji sopranów – w porównaniu z Twin-Head dźwięki od Meisterwerk były wyższe, mniej gęste i mniej ciepłe oraz mniej aksamitne, w zamian uwyraźnione. Ale proszę nie myśleć, że jego opowieść muzyczna to była sama zrywność i wzmocnione kontrasty. Też ukazywał piękno, także rozciągał wybrzmienia, też miał bogaty koloryt oraz budzącą dreszcze prawdziwość ludzkich głosów.
To widzenie dalekich planów rzecz jasna miało przełożenie na popis holografii, bardzo niewiele wzmacniaczy oferuje podobną. Wyjątkowo głęboka scena i wyjątkowo duże przestrzenie rozdzielające plany, tworzyły u Meisterwerk przestrzenny popis analogicznie dużego kalibru jak popisowa dynamika. Słabszą natomiast stroną elegancja górnego zakresu, bardziej ukierunkowanego na maksymalizm piku niż rozpostarcie do trzech wymiarów. Co niosło konsekwencje w odniesieniu do wyboru słuchawek, niewątpliwie w kategoriach poprawności brzmieniowej najdoskonalej wypadły Susvara Unveiled, znakomicie też NUR Harmonia.
Te ostatnie wniosły dodatek tlenu i wyjątkową swobodę przestrzenną, na okrasę wysokiej analogowości i staranności formowania. Elegancja i analogowość plus przestrzeń to ich atuty doskonale uzupełniające przestrzenność Meisterwerka i jego puls energetyczny. Wybitnie to razem grało i musiałem przed sobą przyznać, że mimo przyznanego wyróżnienia, zarchiwizowałem sobie w pamięci te NUR jako nie aż tak jakościowe. Trochę mi się zatarła ich wybitność, przysłonięta świetnością kolejnych niemieckich i chińskich popisów, ale nie, to nie tak – pomimo znakomitości tamtych, NUR napotkawszy pasujący wzmacniacz udowadniają wyższość; takiej jakości akustycznej nie dają żadne z tamtych.
Jeszcze lepiej wypadły Susvary, doskonalej dopieszczające dźwięki i podnoszące prawdziwość głosów. Przy czym lepiej z kablem Tonalium o złoto-palladowych łączach niż tym z rodowanymi, który lepiej się zgrywał z Twin-Head. Rodowany powiększał scenę poprzez smuklejsze soprany i czerpał z nich tajemniczość, ale dla Meisterwerk potrzebniejsze było pełniejsze i cieplejsze, bardziej analogowo przyjazne brzmienie od złota i palladu. Razem się to składało w piękne obrazowanie, bo przecież ta wyraźność i dynamika dźwięku, a Susvary dawały od siebie to, co ma z natury Twin-Head – więcej czasu na opis dźwięków. (Co mówię oczywiście w cudzysłowie, ale takie odnosiłem wrażenie; wrażenie oczywiście moje, przecież to moja recenzja.)
W tym miejscu dochodzę do punktu, który samego mnie niepokoi, ponieważ nie mam pomysłu ani jak rzecz dobrze opisać, ani jak skomentować. Chodzi o flagowe zamknięte planary Dana Clarka, o mający już swoje lata model STEALTH. Gdy kiedyś go opisywałem (2021), podkreślałem niezwykłą wyraźność przechodzącą w najgłębsze drążenie, w połączeniu z niespotykaną czystością medium. Padły tam słowa: „Głosy Piotra Skrzyneckiego i Quentina Tarantino, mówiących czysto narracyjnie, były przeraźliwie wyraźne i jednocześnie naturalne, dające wrażenie prawdziwości, a jednocześnie widzenia jak przez lupę. Doznanie analogiczne do zakładania okularów przez kogoś mającego deficyt dioptrii.”
– To w tych słuchawkach zostało, chociaż ta oszałamiająca czystość medium to ich późniejsze dokonanie, na etapie pisania recenzji jeszcze nie w pełni ukształtowane. Ale problem dotyczy czegoś innego i też rozwinął się później. Powiedziałbym, że opisane w recenzji dojście do akceptowalnej muzykalności cokolwiek się cofnęło i ta akceptowalność przychodzi teraz z większym trudem. Zjawiło się natomiast coś tak samo spektakularnego, ale nie jako wizja poszczególnych dźwięków, a pola dźwiękowego. To pole w tych słuchawkach jest inne niż u pozostałych, widzenie perspektywy ukazuje radykalnie mocniejsze wizyjnie. Wszystkie dźwięki zostają sprowadzone do płaszczyzny scenicznej i są jak do niej przytwierdzone, a ta płaszczyzna ogromna i w ogóle nie ma czegoś takiego, jak dźwięki „gdzieś tam sobie”. Grawitacja horyzontalnej płaszczyzny ściąga wszystko do jednego poziomu, stajemy się świadkami zupełnie innego teatru, z dalekim planem pierwszym, bardziej imponującą rozległością i wyjątkowym porządkiem. To naprawdę robi wrażenie i naprawdę jest inne, a przy tym denerwuje, bo gdyby do tej płaszczyzny – do jedności wertykalnego poziomu – można było wprowadzić dźwięki o stuprocentowej, albo chociaż zbliżonej do tego melodyjności (a nie jedynie prawdziwe poprzez nadzwyczajną wyraźność), to mielibyśmy do czynienia z najlepszymi słuchawkami na świecie. Ale tak się nie dzieje – jest horyzont i ta wyraźność, a melodyjności brakuje. Mimo to holografia najbardziej popisowa, realizm wręcz niesamowity. To prawda, że uboższy pod względem cielesności i obróbki krawędzi, trochę zredukowanej do dwóch wymiarów. (Czy może raczej na odwrót – nie dosyć do trzech rozwiniętej.) Ale mimo to wizja robiąca niesamowite wrażenie, i inna, dojmująco inna. Nie wiem, co o tym myśleć – z czego to wszystko się bierze i czemu jest ułomne, pomimo tak niezwykłe.
Feliks Audio Envy Meisterwerk w całej rozciągłości to ukazywał; szkoda, że i jemu zabrakło zdolności do uzupełnienia brakujących czynników, ale o wiele bardziej bym tego oczekiwał od Twin-Head, a i ten nie dał rady.
Jeszcze inne obrazowanie szło ze Spirit Torino Valkyria. Już napisałem, że waliły jak młotem w przypadku symfoniki i rocka, a w sumie nie inaczej w pozostałym repertuarze – i w nim energetyczna potęga była jawna, albo przynajmniej przyczajona. Co było tak samo niezwykłym popisem jak analogowe piękno i wyrafinowanie Susvar bądź wyraźność i perspektywiczne ujmowanie STEALTH, można więc było wybierać między zbiorami zalet, a ich sumującą wypadkową przy radykalnie niższej cenie były NUR, pod żadnym względem najlepsze, pod żadnym mniej niż świetne.









Dobry wieczór!
Czy w Polsce są produkowane słuchawki, które można byłoby podłączyć do tego wzmacniacza?
A jeśli nie, to które z zagranicznych byłyby najbardziej wg Pana odpowiednie?
Serdecznie pozdrawiam i oczywiście dziękuję za piękną recenzję 🙂
W Polsce, o ile mi wiadomo, nie są obecnie produkowane żadne słuchawki high-endowej jakości oprócz dokanałowych. Które konkretnie z dostępnych pasują do Meisterwerka, to pytanie nazbyt ogólne. Zależy, w jaką grupę cenową się celuje.
Dobry wieczór,
Czy pokusiłby się Pan o porównanie Feliksa z Cayin HA-300, czy to porównywalny poziom pomijając zamontowane lampy?
Porównywalny. Tak przynajmniej to widzę z poprawką na tak wiele lat dystansu pomiędzy ich słuchaniem.
Jaki wzmacniacz słuchawkowy z wejściami symetrycznymi xlr do ok1500zł max 2000tyś by Pan polecił do NH z wciągającym brzmieniem ,miotam się z wyborem…
Ale chodzi o gniazda XLR też dla interkonektu, czy tylko słuchawek?
Z jednymi i drugimi znalazłem Musical Fidelity MX-HPA i aune N7. Oba powinny być dobre, ale żadnego nie słyszałem. Może ktoś inny pomoże?
rozważam jeszcze taką opcję ale niewiem czy to nie będzie krok w tył sprzedając z zestawu smsl daca d200 na rohmie naprawdę bardzo ciekawie grającego w połączeniu z zegarem 10mhz i transportem cd.i kupując w jego miejsce daca z wyjściem słuchawkowym np luxsin x8
Spróbuję o tego Luxsin podpytać, może ktoś ze znajomych słuchał. Z jednej strony naprawdę dużo obiecuje, z drugiej SMSL to świetna marka. Sam nie słuchając nie pomogę w wyborze.
Skonsultowałem sprawę z kimś odsłuchowo zorientowanym i wg niego Luxsin to trochę techniczne brzmienie, zdecydowanie lepiej będzie do SMSL dokupić wzmacniacz aune N7 w wersji bez przetwornika.
Szkoda mi się pozbywać tego mojego smsl d200 bo gra bardzo ciekawą barwę i głębiej co w tej cenie jest niespotykane ale dotyczy to połączenia z zegarem bo to on dodaje wyrafinowania.
Też rzucił mi się w oczy ten Aune i to faktycznie może zagrać dobrze.
Odpuszczam luxsina bo ma za dużo regulacji co odciąga od słuchania.