Recenzja: Feliks Audio Envy Meisterwerk

     Trzy pierwsze słowa tytułu już kiedyś się zjawiły, w kwietniu zeszłego roku otwierały recenzję tego samego wzmacniacza, ale w wersji Performance. A tamta identycznie była nadstandardową: przy wyższej o cztery tysiące od standardu cenie (33 900 PLN), oferowała przewagi w postaci lamp mocy 300B Full Music w miejsce Electro-Harmonix i poprawę okablowania ze zwykłej miedzi beztlenowej na UPOCC (Ultra Pure Cooper by Ohno Continuous Casting), tj. uzyskiwanej w procesie technologicznym opracowanym przez fizyka-materiałoznawcę Hideo Ohno, realizowanym w hutniczej praktyce przez Furukawa Electric Co., Ltd. – i nikogo innego. Pisałem wtedy, że zdobycie takiej miedzi to niełatwe zadanie, Japończycy niechętnie niejapońskim producentom jej zakup umożliwiają, a Feliks Audio dało radę, co jest godne odnotowania.  

    Tak się złożyło, że tamta recenzja zawadzała o tę nie tylko poprzez opis Envy o podwyższonej jakości: Envy Performance przyjechał wtedy nie z samymi standardowymi dla się lampami Full Music, ale też poczytywanymi za jeszcze lepsze S300B Stradi i 300B Western Electric. A to właśnie Western Electric są standardem dla Meisterwerk, czemu trudno się dziwić, skoro to one były wyznaczającą standard i uważaną za szczytowe dokonanie wersją lamp 300B, zaistniałych pod tym właśnie brandem w od dawna niepamiętanym przez nikogo 1933 roku. Same lampy nie popadły jednak w niepamięć, a przeciwnie, są teraz audiofilską perłą – żadne inne w tym stopniu z audiofilizmem się nie kojarzą i nie mają takiej renomy. A w takim razie słowo o nich:

    Historia 300B zaczyna się w tym 1933 od central telefonicznych i łączności wojskowej, dla których je stworzono. Trzy lata później poszły do kina, gdzie w nagłośnieniu też się sprawdziły, wraz z czym jasnym się stało, że nie tylko są mocne (z myślą o czym powstałe), ale też ze szlachetnym brzmieniem, co pozwala im konkurować z pozycji tej większej mocy z triodami od początku tworzonymi z myślą o jak najdoskonalszym dźwięku, tymi o oznaczeniach 45’ (1929) i 2A3 (1933). Te od narodzin były w radiach i tam wystarczały, mimo iż tamte radia bywały wielkości kredensu, ale dla wzmacniaczy napędzających duże głośniki, 300B (początkowo o oznaczeniu 300’, bo B znaczy nowszy cokół) okazały się lepsze. Nie tylko wobec tego kina, też pierwsi audiofile, ci jeszcze sprzed stereofonii (ta w 1958), zaczęli sięgać po klasyczne wzmacniacze kinowe Western Electric 91A (1936) i 91B oraz późniejsze 91E, udoskonalone o podnoszącą moc technologię SCCS.

    Mamy tym samym już nie tyło lampy, ale też audiofilskie wzmacniacze na triodach 300B – i okazuje się, że historia ich sięga aż dziewięćdziesiąt lat wstecz. Teraz z nami kontynuator, Feliks Audio Envy Meisterwerk, jako w odmianie słuchawkowego wzmocnienia próba podtrzymania tej zbliżającej się już do stulecia tradycji. Podtrzymania przez firmę szeroko znaną, a najbardziej za Oceanem, gdzie zrobiła największą karierę właśnie za sprawę Envy, o którym wątek na forum Head-fi liczy już setki stron. (Obecnie przeszło siedemset.) 

     Słówko przypomnienia o producencie: Feliks Audio to przedsiębiorstwo rodzinne autorstwa inżyniera Henryka Feliksa, z okresem rozruchowym w latach 90-tych, ale pan Henryk realizował wzmacniacze jeszcze w 70-tych. Obecnie kierowane przez trzech synów – Piotra, Łukasza i Michała – siedziba od początku i niezmiennie w dwudziestotysięcznym Lublińcu na zachodzie Górnego Śląska, w okręgu zwanym Śląskiem Białym, którego Lubliniec jest stolicą. Siedliskiem miasto małe, ale zasięg ogólnoświatowy – wzmacniacze Feliks Audio znajdziemy w obu Amerykach, Azji i Europie, znajdziemy nawet Afryce i na obszarze Oceanii. Objechały świat dookoła, mogą być z siebie dumne.

Meisterwerk

     Meisterwerk znaczy „arcydzieło”, a zatem słowo grube. To już nie samo performance, oznaczające „wydajność”, ona już nie wystarczy. Co się poskładało inżynierom Feliksom, dopieszczającym swój flagowy wzmacniacz, na arcy ich dzieło? W firmowej wyliczance czytamy, że oprócz szczytowej klasy lamp mocy 300B (od których lepszych nie znajdziecie), też jeszcze lepiej dopracowane wewnętrzne okablowanie – nie tylko z miedzi UPOCC, ale też w doskonalszym stopniu zabezpieczone przed wszelkiego pochodzenia zakłóceniami. Wyższej także jakości rezystory i kondensatory (po części identyczne jak w limitowanej edycji Anniversary), doskonalsze dopasowanie prądowe tych lepszych komponentów, także redukcja szumów, w tym wyjścia przedwzmacniacza, ze szczególnym naciskiem na obszary niskiej głośności. Prócz tego jeszcze inne, mniejszej rangi poprawki. Sumą wycena opiewająca na 48 tysięcy – aż o czternaście wyższa od już podrożonego Performance, ale i tak wyraźnie niższa od kolejnej podrasowanej wersji, równolegle wprowadzonego na rynek Feliks Audio Envy Susvara Edition, w którym znalazło się jeszcze więcej poprawek zbliżających do ekskluzywnego Anniversary, wycenionego dla swych 25 sztuk na $17,5 tysiąca. 

     Przynajmniej moim zdaniem nazwa Susvara Edition (o cenie 55 tys. PLN) wydaje się myląca. Wzmacniacz nie jest wszak głównie, a tylko między innymi dedykowany słuchawkom HiFiMAN Susvara, w tym celu mając moc podbitą z 2 x 8W na 2 x 9W, iżby szczególnie dobrze napędzał słuchawki łaknące dużej: więc oprócz obu rodzajów Susvar także planarne Abyss AB-1266 i obydwa planarne flagowce Dana Clarka, prócz tego dynamiczne Final DX6000 i przyszłościowo być może też DX10000. Słuszniej chyba w tym stanie rzeczy byłoby nazywać go Feliks Audio Envy Power, zwłaszcza że powerowa jest także jego jakość; bez mała identyczna jak u szczyt szczytów Anniversary. Jednocześnie Susvara Edition ma w odróżnieniu od Anniversary lampy mocy koreańskiego Stradi, a nie niemieckiego Elroga, różne więc też od zasilających Meisterwerka amerykańskich Western Electric.

     Kręcimy się wokół lamp, co u lampowego wzmacniacza nie powinno być zaskoczeniem, niemniej trochę to dziwi, że tańszy Meisterwerk ma taką szumną nazwę i najlepszego typu 300B, podczas gdy droższa wersja nazwę ma wąskozakresową i lampy niższego sortu. Wszak samo Stradi oferuje oprócz S300B o spłaszczonych, wzorowanych na dawnych Siemens i Valvo anodach, też kopie referencyjnych Western Electric z klasycznie sferycznymi w znacząco wyższej cenie. W sumie nie moja sprawa, ja tylko opisuję, a opisując muszę dodać, że Meisterwerk to wersja wyłącznie na zamówienie, początkowo stworzona na sam niemiecki rynek – tego wzmacniacza nie kupujemy z półki, trzeba na niego czekać. Wersja z lampami najlepszymi z najlepszych w odniesieniu do 300B i szeregiem poprawek, nie od macochy też lampami sterującymi 6SN7 (takimi samymi jak w Performance), w postaci jednych z najlepszych dziś dostępnych Psvane Treasure CV181 TII (1090 PLN za parę), dla których z grupy teraźniejszych szczytową konkurencję stanowią także o profilu coc-bottle Sophia Electric 6SN7 z niebieskim szkłem (2340 PLN za parę) i tak samo coc-bottle Ray Tubes 6SN7 RESERVE ($480 za parę). Sam sięgnąłem jednak po konkurencję mnogie dekady starszą i nie profilowaną coc-bottle, po pożyczone od https://tubes-store.eu/pl/ Sylvania JAN-CHS 6SN7 VT-231, u których oznaczenie VT-231 oznacza lata produkcji 1941 – 45 i których używałem już przy recenzji Envy Performance, jako mimo niepozornego wyglądu od coc-bottle Psvane lepszych, oferujących nieznacznie, ale jednak śpiewniejsze i o wyższej kulturze brzmienie. (Zakładałem wytrwanie przy Psvane, ale nie dałem rady, nie potrafiąc się zmusić do gorszej jakości brzmienia. Wybaczcie.)

    Przekopiuję teraz opis wzmacniacza z recenzji wersji Performance, bowiem poza innymi lampami mocy widocznych od zewnątrz różnic nie ma.

     Lampowy klasyk Feliks Audio wyróżnia się spośród innych takich całym w drewnie korpusem. – Szeroki na 35 i na 33 cm głęboki drewniany blok obudowy obiega czarna linia równego poziomego podziału z elementami obsługowymi na przodzie. Króluje tam centralnie posadowiony wielki potencjometr otoczony podziałką, po lewej gniazda słuchawkowe 4-pin i 6,35 mm jack, po prawej dwa obrotowe regulatory –  bliżej trzyzakresowy dopasowania mocy, dalej trzypozycyjny wyboru wejść.

     Chwilę poświęćmy drewnu. Stanowi nie tylko front i boki, z niego także blat wierzchni. Za lampami przykryty czarnym prostopadłościanem obudowy transformatorów, pośrodku przecięty czarną wstawką drobniutkiej siateczki wentylacyjnej leżącej w korytkowym zagłębieniu i poprzedzonej podłużnym przyciskiem włącznika „Standby”, opatrzonego białą diodą. Lecz pod lampami samo drzewo, przedziurawione czterema czarnymi kołnierzami gniazd. Nie ma więc tradycyjnego chromowego lustra podwajającego blask świateł, świecenie będzie stonowane. Ładnie się to prezentuje, przede wszystkim dlatego, że to nie pozbijana z oddzielnych ścianek skrzynka, tylko dolny i wierzchni moduł wyfrezowano w litych blokach.

      Z eleganckimi fazami na obrzeżach, poprzecinane wstawkami i studzienkami lamp, duże połacie drewniane oferują szeroki wybór wizualizacji w zależności od wybranego gatunku. Do wyboru dąb, orzech amerykański, sapele, merbau, amazaque oraz zebrano.

    Wybierzmy się na tyły. Po lewej spionowane gniazdo prądowe z obok włącznikiem głównym i dokiem bezpiecznika, dalej górą biegnące dwie pary wejść RCA i para RCA wyjściowych, pod nimi jedno wejście i jedno wyjście XLR. Wszystko ujęte w drewnianą ramę, nawet tył ładnie wygląda.

     Słowo trzeba poświęcić zawieszeniu. Urządzenie wspiera się na czterech podstawkach o kolcach skierowanych ku górze, te kolce podkładamy po wstępnym ustawieniu, co jest czynnością prostą, a rozwiązanie pomysłowe, zabezpieczające przed porysowaniem blatu kolcami skierowanymi do dołu.

     Podstawowe parametry techniczne to architektura non-OTL (wyjście przez transformator), Class A single-ended, pasmo przenoszenia 8 Hz – 100 kHz (±3 dB), moc wyjściowa 5,0 W dla obciążenia 16 Ω i 8,0 W maksymalna, waga 15,1 kg, pobór prądu ze ściany góra 110 VA. Prócz bycia referencyjnej klasy wzmacniaczem słuchawkowym, zgodnie z sugestią obecności gniazd wyjściowych, urządzenie jest przedwzmacniaczem. Cena, dla przypomnienia – 48 tys. PLN.

    Na koniec ważna uwaga praktyczna: wzmacniacz się niespecjalnie rozgrzewa, poza samymi lampami nie staje się gorący. Obudowa nawet po kilku godzinach prawie nie podnosi temperatury, osłona transformatorów staje się lekko ciepła. Co latem pozbawionym klimatyzowanego pomieszczenia na pewno się przyda i zarazem oznacza, że nie jest prądożerny.

Dźwięk

     Tym razem etap przy komputerze odpuszczamy: samo Feliks Audio powiada, że w razie zastąpienia u Envy Performance nominalnych lamp 300B Sophia Electric referencyjnymi 300B Western Electric, otrzymamy brzmienie zbliżone do tego z Meisterwerka, a to w tamtej recenzji zostało opisane. Z tym, że konieczna uwaga, iż opisując Performance nie dochowałem staranności, zastępując Sophia Electric niedostatecznie wygrzanymi Western Electric, w efekcie ustąpiły zrazu alternatywnym, prędzej się wygrzewającym Stradi, ale na dalszym etapie, przy odtwarzaczu, nie ulegało już wątpliwości, że to WE są najlepsze. A teraz Meisterwerk przyjechał tylko z WE, które u niego standardem – w dodatku wygrzanymi, wolałem przejść od razu do sedna przy odtwarzaczu (lepszy sygnał) i wolałem porównać go z SAEQ Astraeus, na co przy komputerze nie było fizycznej przestrzeni ani dawcy podwójnego sygnału. (Przetwornik Phasemation ma pojedyncze wyjście RCA.)

     Na jednym audiofilskim stole znalazły się trzy najwyższej klasy słuchawkowe wzmacniacze – na wyższej półce Feliks Meisterwerk i SAEQ Astraeus, na niższej ASL Twin-Head, z którego oryginalnej wersji została obudowa i dosłownie nic więcej. W tych porównaniach okazało się, że SAEQ i Twin-Head grają dużo podobniej niż każdy względem Meisterwerka, najsubtelniejsze porównanie było więc między nimi (i to uzupełniająco na koniec), najpierw skupimy się na inności Meisterwerka, wszak to jego recenzja.

     Niezależnie od klasy zastosowanych lamp, zarówno mocy (pożyczyłem alternatywne Emission Labs i Psvane), jak sterujących, wzmacniacz Feliks Audio Envy Meisterwerk pokazywał obraz brzmieniowy charakterystyczny dla swej konstrukcji, to jest do bycia non-OTL. (Gdzie OTL oznacza Output TransformerLess, mamy więc zaprzeczenie zaprzeczenia w postaci „nieprawda, że bez transformatora”.) W logice arystotelesowskiej (są logiki alternatywne) zanegowanie negacji przywraca stan wyjściowy – wzmacniacz non-OTL oznacza wzmacniacz z transformatorem wyjściowym. W przypadku wersji Susvara Edition to dwa transformatory (po jednym dla kanału) z rdzeniami amorficznymi, a więc takimi o zwiększonej przenikalności, w efekcie wyższej jakości dźwięku. Tutaj, u Meisterwerk, musimy się zadowolić od tamtych zwyklejszymi – takimi o rdzeniach z blachy stalowej mającej niechcianą siatkę krystaliczną, a nie amorficznym stalowym szkłem, uzyskiwanym przez szybsze schładzanie. – No i mówi się trudno, pod tym względem droższy jest górą; teoretycznie jeszcze lepiej nie mieć transformatora wcale, być typu OTL. Wraz z czym dochodzimy do sedna, a sedno nie jest jednoznaczne. To ono, se per se, odpowiadało za inność Meisterwerka względem Astraeusa i Twin-Head, obydwu OTL; z tym, że pierwszy tranzystorowy na tranzystorach germanowych i tylko wejściem lampowym, drugi czysto lampowy.    

    Obecność transformatorów wyjściowych w Meisterwerk dawała mu przewagi szybkości i dynamiki. Energetycznie szybciej pulsował; czuć było, że jego moc (zbliżona do Astraeusa) może szybciej narastać i przy skoku jest wyższa. To przyjemne mieć taką, zwłaszcza muzyka orkiestrowa dużo tej mocy zawdzięczała, ale w ogóle wszelki dźwięk mający dryg do natychmiastowego i wysokiego skoku staje się wraz z tym żywszy, pod tym względem bardziej podobny do brzmienia oryginalnego. I nie – wcale nie było tak, że tylko kiedy właśnie skok, ta rzecz się przejawia. To czuć było przez cały czas, nawet przy muzyce powolnej i cichej. Byłoby więc przy non-OTL pod tym względem prawdziwiej, a nie, jak głosi teoria, gorzej, ale to działo się pewnym kosztem – kosztem pogłosu, ochłodzenia i nie takiej śpiewności. Z tym, że te koszty się ujawniały dopiero kiedy porównywać z konstrukcją OTL, i to nie taką pierwszą lepszą. Astraeus, mający tutaj lampę CCa, a więc podrasowany (ale Envy też miał vintage Sylvanie), grał cieplej, melodyjniej – był bardziej miodopłynny i bardziej optymistyczny. Podawał muzykę gorącą, podczas gdy Meisterwerk poważną. Te same utwory z Astraeusa wychodziły jako cieplejsze, melodyjniejsze i weselsze, gdy z Meisterwerka poważniejsze, chłodniejsze i bardziej potęgowe. Poza tym u Astraeusa pogłosy w ogóle nie stanowiły osobnej części odtwórczej; zjawiając się jedynie wówczas, gdy niosło je samo nagranie. (A i wtedy było ich mniej). U Mewisterwerka inaczej – pogłosy stanowiły ważny składnik muzycznej wizji, przez co dźwięk z niego wychodzący nie tylko był potężniejszy, szybszy i bardziej dynamiczny, ale też bardziej katedralny. Obrazując ten stan inaczej, można powiedzieć, że wykonawcy u każdego zjawiali się w innych aranżach i sami byli inny. U Astraeusa weselsi, z cieplejszymi głosami i w normalniejszym otoczeniu; u Meisterwerka poważniejsi i w otoczeniu echowym. Z pewnością głosy z Astraeusa były bardziej normalne i w tym sensie bardziej jak żywe, gdy te od Meisterwerka bardziej aranżowane – wstawione w bardziej obcy i tajemniczy świat. Zarazem z Astraeusa miały tę swoją większą śpiewność, za sprawą mniejszych odstępstw od wzorców analogowych; zrobić wzmacniacz bez transformatora na wyjściu jest trudniej, ale przynosi to owoc prawdy w odniesieniu do brzmienia. Z drugiej strony ta moc i te pogłosy też niosły swe wartości, jako brzmienie dalsze od prawdy w kryteriach analogowych, a w zamian bliższe jej w kryteriach dynamicznych. Do czego mieszał się czynnik adaptacji słuchającego; już po chwili przyzwyczajenia takie czy takie brzmienie bierze się za muzyczną prawdziwość, ewentualne fochy znikają. Taka czy taka temperatura zaczyna być postrzegana jako faktycznie tam będąca, to samo w odniesieniu do melodyki, to samo otoczenia. Byle to postrzegane brzmienie miało walor pełnej kultury i najwyższej jakości, a pod tym względem oba wzmacniacze były z najwyższej półki, na dowód czego stały na niej.

     Na niższej półce stał Twin-Head, rozlegle dwuczęściowy. On może być na jedno pstryknięcie przełącznika OTL bądź non-OTL, i tak samo się to przejawia. W trybie non-OTL także jest szybszy i głośniejszy, też poważniejszy a mniej miły, tak samo też bardziej echowy. – Nie taki ciepły, za to zrywniejszy; wyraźnie też mniej melodyjny, a za to potężniejszy. Wolę go w trybie OTL, ale niektórzy słuchający optowali za non-OTL, tak więc zależy od słuchacza, który zbiór wad/zalet się woli. 

     Porównany do Astraeusa w układzie jeden OTL vs drugi, okazał się chłodniejszy i mniej optymistyczny, za to precyzyjniej odtwarzający brzmienia, tak jakby na odtworzenie każdego dźwięku miał trochę więcej czasu. Brzmieniowo lepiej odwzorowujący, ale nie tak przyjemnie ciepły ani taki radośnie żywy; więcej przejawiał powagi, to samo wypowiadał smutniej. Z czym podobniejszy był do Meisterwerka, ale z odjęciem pogłosu i również względem niego ze staranniejszą artykulacją.

     Nakreśliwszy brzmieniowe relacje pomiędzy wzmacniaczami, pora skupić się całkowicie na brzmieniu Feliks Meisterwerk – przecież to jego recenzja, że raz n-ty powtórzę.

     Poza dyskusją to, co wałkowałem w porównaniach – wyróżnikami energia i zrywność. Dźwięki tryskające energią, ich narastanie błyskawiczne, dynamiki wielkoskalowe. Przy słabszej obecności (nie takiej aż pierwszorzędowej) narracji skupiającej się na analogowości frazy i bogactwie palety barwnej – to owszem, ale na dalszym planie, nie tak się narzucające jak dynamika i energia. Muzyka nie w stylu snucia i zachwycania analogową postacią z niuansami palety barwnej i delikatnych konotacji, a przede wszystkim dynamizm, uwyraźnianie konturów i szczegółowość odczytu. Natychmiastowość skoków i ich zwiększona skala, poprzez co wyższa moc wizyjna, jeszcze podkręcana siłą kontrastów. Natychmiastowość reakcji, energetyczność dźwięku i pełna szczegółowość – to to się narzucało. Ale nie cała energia zagregowana w dynamice, bo także ciepło materiału. Biologiczna temperatura, a nie jakieś metaliczne chłody, efektem wszechobecna żywość o biologicznej postaci. W przypadku takich muzyk, jak tutti orkiestrowe i ostre rockowe jazdy, eksplozyjność wielkiego kalibru, a przy Spirit Torino Valkyria i Ultrasone T7 aż rozsadzanie głowy, jakby ktoś młotem w środku walił. I nie powiem, to było świetne, niecodziennie fascynujące. Długo tak słuchać się nie dało i potem byłem trochę chory, ale takie coś to narkotyk. (Nikogo nie namawiam do tak głośnego słuchania, ale sam lubię poszaleć.) 

    Kolejnym wyróżnikiem sceneria. Pod jej względem to nadprzeciętne (rozmawiamy o nadprzeciętnym wzmacniaczu), że wszystko dokładne widoczne nawet w odniesieniu do bardzo odległych planów, również tego, co całkiem z boku. Zwróćcie uwagę, że przy wielu wzmacniaczach ustawiony z boku akompaniament prawie się nie zaznacza, coś tam sobie na boku szemrzy. Przy Feliks Meisterwerk takiego akompaniamentu nie ma, każde uderzenie, każde brzdąknięcie podane jako wyraźne. Tym bardziej w odniesieniu do perkusji, jako ważnego składnika bądź też popisu solo – super wyraźność i super moc dostajemy na tacy. Taka super wyraźność w jakimś stopniu następstwem minimalnej addycji sopranów – w porównaniu z Twin-Head dźwięki od Meisterwerk były wyższe, mniej gęste i mniej ciepłe oraz mniej aksamitne, w zamian uwyraźnione. Ale proszę nie myśleć, że jego opowieść muzyczna to była sama zrywność i wzmocnione kontrasty. Też ukazywał piękno, także rozciągał wybrzmienia, też miał bogaty koloryt oraz budzącą dreszcze prawdziwość ludzkich głosów.

     To widzenie dalekich planów rzecz jasna miało przełożenie na popis holografii, bardzo niewiele wzmacniaczy oferuje podobną. Wyjątkowo głęboka scena i wyjątkowo duże przestrzenie rozdzielające plany, tworzyły u Meisterwerk przestrzenny popis analogicznie dużego kalibru jak popisowa dynamika. Słabszą natomiast stroną elegancja górnego zakresu, bardziej ukierunkowanego na maksymalizm piku niż rozpostarcie do trzech wymiarów. Co niosło konsekwencje w odniesieniu do wyboru słuchawek, niewątpliwie w kategoriach poprawności brzmieniowej najdoskonalej wypadły Susvara Unveiled, znakomicie też NUR Harmonia. 

     Te ostatnie wniosły dodatek tlenu i wyjątkową swobodę przestrzenną, na okrasę wysokiej analogowości i staranności formowania. Elegancja i analogowość plus przestrzeń to ich atuty doskonale uzupełniające przestrzenność Meisterwerka i jego puls energetyczny. Wybitnie to razem grało i musiałem przed sobą przyznać, że mimo przyznanego wyróżnienia, zarchiwizowałem sobie w pamięci te NUR jako nie aż tak jakościowe. Trochę mi się zatarła ich wybitność, przysłonięta świetnością kolejnych niemieckich i chińskich popisów, ale nie, to nie tak – pomimo znakomitości tamtych, NUR napotkawszy pasujący wzmacniacz udowadniają wyższość; takiej jakości akustycznej nie dają żadne z tamtych. 

     Jeszcze lepiej wypadły Susvary, doskonalej dopieszczające dźwięki i podnoszące prawdziwość głosów. Przy czym lepiej z kablem Tonalium o złoto-palladowych łączach niż tym z rodowanymi, który lepiej się zgrywał z Twin-Head. Rodowany powiększał scenę poprzez smuklejsze soprany i czerpał z nich tajemniczość, ale dla Meisterwerk potrzebniejsze było pełniejsze i cieplejsze, bardziej analogowo przyjazne brzmienie od złota i palladu. Razem się to składało w piękne obrazowanie, bo przecież ta wyraźność i dynamika dźwięku, a Susvary dawały od siebie to, co ma z natury Twin-Head – więcej czasu na opis dźwięków. (Co mówię oczywiście w cudzysłowie, ale takie odnosiłem wrażenie; wrażenie oczywiście moje, przecież to moja recenzja.) 

    W tym miejscu dochodzę do punktu, który samego mnie niepokoi, ponieważ nie mam pomysłu ani jak rzecz dobrze opisać, ani jak skomentować. Chodzi o flagowe zamknięte planary Dana Clarka, o mający już swoje lata model STEALTH. Gdy kiedyś go opisywałem (2021), podkreślałem niezwykłą wyraźność przechodzącą w najgłębsze drążenie, w połączeniu z niespotykaną czystością medium. Padły tam słowa: „Głosy Piotra Skrzyneckiego i Quentina Tarantino, mówiących czysto narracyjnie, były przeraźliwie wyraźne i jednocześnie naturalne, dające wrażenie prawdziwości, a jednocześnie widzenia jak przez lupę. Doznanie analogiczne do zakładania okularów przez kogoś mającego deficyt dioptrii.”  
    – To w tych słuchawkach zostało, chociaż ta oszałamiająca czystość medium to ich późniejsze dokonanie, na etapie pisania recenzji jeszcze nie w pełni ukształtowane. Ale problem dotyczy czegoś innego i też rozwinął się później. Powiedziałbym, że opisane w recenzji dojście do akceptowalnej muzykalności cokolwiek się cofnęło i ta akceptowalność przychodzi teraz z większym trudem. Zjawiło się natomiast coś tak samo spektakularnego, ale nie jako wizja poszczególnych dźwięków, a pola dźwiękowego. To pole w tych słuchawkach jest inne niż u pozostałych, widzenie perspektywy ukazuje radykalnie mocniejsze wizyjnie. Wszystkie dźwięki zostają sprowadzone do płaszczyzny scenicznej i są jak do niej przytwierdzone, a ta płaszczyzna ogromna i w ogóle nie ma czegoś takiego, jak dźwięki „gdzieś tam sobie”. Grawitacja horyzontalnej płaszczyzny ściąga wszystko do jednego poziomu, stajemy się świadkami zupełnie innego teatru, z dalekim planem pierwszym, bardziej imponującą rozległością i wyjątkowym porządkiem. To naprawdę robi wrażenie i naprawdę jest inne, a przy tym denerwuje, bo gdyby do tej płaszczyzny – do jedności wertykalnego poziomu – można było wprowadzić dźwięki o stuprocentowej, albo chociaż zbliżonej do tego melodyjności (a nie jedynie prawdziwe poprzez nadzwyczajną wyraźność), to mielibyśmy do czynienia z najlepszymi słuchawkami na świecie. Ale tak się nie dzieje – jest horyzont i ta wyraźność, a melodyjności brakuje. Mimo to holografia najbardziej popisowa, realizm wręcz niesamowity. To prawda, że uboższy pod względem cielesności i obróbki krawędzi, trochę zredukowanej do dwóch wymiarów. (Czy może raczej na odwrót – nie dosyć do trzech rozwiniętej.) Ale mimo to wizja robiąca niesamowite wrażenie, i inna, dojmująco inna. Nie wiem, co o tym myśleć – z czego to wszystko się bierze i czemu jest ułomne, pomimo tak niezwykłe.

     Feliks Audio Envy Meisterwerk w całej rozciągłości to ukazywał; szkoda, że i jemu zabrakło zdolności do uzupełnienia brakujących czynników, ale o wiele bardziej bym tego oczekiwał od Twin-Head, a i ten nie dał rady.

   Jeszcze inne obrazowanie szło ze Spirit Torino Valkyria. Już napisałem, że waliły jak młotem w przypadku symfoniki i rocka, a w sumie nie inaczej w pozostałym repertuarze – i w nim energetyczna potęga była jawna, albo przynajmniej przyczajona. Co było tak samo niezwykłym popisem jak analogowe piękno i wyrafinowanie Susvar bądź wyraźność i perspektywiczne ujmowanie STEALTH, można więc było wybierać między zbiorami zalet, a ich sumującą wypadkową przy radykalnie niższej cenie były NUR, pod żadnym względem najlepsze, pod żadnym mniej niż świetne.

Podsumowanie

     Wzmacniacz okazał się high-endowy, czego się należało spodziewać, po przebadaniu wersji Performance nie mogło być inaczej. Ale to sformułowanie nic prawie teraz nie znaczy, mnóstwo sprzętu tak się określa. Skądinąd słusznie, jakość poszła wyraźnie naprzód, dobrych przetworników, wzmacniaczy i słuchawek mamy teraz na pęczki. W dawnych kryteriach high-endu, przynajmniej tych luźniejszych, da się powiedzieć o wszystkich, że mniej czy więcej podpadają. (To luzowanie, tak nawiasem, zaczęło się bodaj od słuchawek Sennheiser HD 600, które pomimo niewysokiej ceny do high-endu zaczęto zaliczać.) Jednocześnie nie powstał kategorialny ekwiwalent, dający wyraz ścisłej najwyższości, pozostaje powiedzieć, że coś jest elitarne. 

     Wzmacniacz Feliks Audio Envy Meisterwerk niewątpliwie należy do elitarnych, pod wieloma względami jest naprawdę imponujący. A już szczególnie jego energia, w tym szybkość narastania i osiągane skale dźwięków, budzą najwyższe uznanie. Nie chce być gorsza przestrzenność, której lekko echowy charakter pomaga stać się większą, odmalowując bardziej imponujące wnętrza i poszerzając horyzonty. Muzyczność nie zostaje z tyłu, bo chociaż nie jest OTL, to możne oszałamiać zarówno barwą, jak prawdziwością. Trzy poziomy wzmocnienia pozwalają się dopasować do prawie każdych słuchawek, nawet szczególnie czułych, a duża moc – wiadomo – oswaja najtrudniejsze i do maksimów rozpędza. Wszystko głównie za sprawą najbardziej elitarnych spośród lamp 300B, które dostajemy w pakiecie, co się właściwie nie zdarza. Na przyjemny dodatek są od razu wspierane przez gatunkowe coc-bottle 6SN7 Psvane; garnitur lamp niewątpliwie pasuje do nazwy Meisterwerk.  

     Efektowny wygląd, ustalona renoma produktu (występującego w pięciu odmianach) oraz renoma producenta, to wszystko znajduje potwierdzenie w elitarnej też nazwie, pod tym szyldem występuje jedyny, póki co, wzmacniacz Feliks Audio mający takie 300B; nie ma ich ani najdroższy Bliss, ani Envy Susvara Edition. Przez co powstaje zamieszanie, bowiem nie wiedzieć czemu to nie te dwa najdroższe mają szczytowe WE, ale dla posiadaczy Meisterwerka to akurat nie problem. 

 

W punktach

Zalety

  • Elitarny o ośmiowatowej mocy lampowy wzmacniacz słuchawkowy z rodziny SET, Class A, non-OTL.
  • Bycie non-OTL daje mu większą dynamikę i szybkość dźwięku.
  • Oznacza też super wyraźność na bazie mocnego konturowania i mocnego kontrastu.
  • Lekko echowy charakter brzmienia przynosi tajemniczość; muzyka zaciekawia, nigdy nie jest bezwyrazowa.
  • Echowość daje też powiększenie przestrzeni, w tym kreowanie bardziej imponujących wnętrz.
  • Ludzkim głosom przydaje specjalnego aranżu – nie ma tu zawieszania w akustycznej pustce. 
  • Powtarzają się cech zdiagnozowane u Performance:
  • Dźwięk żywy i bogaty.
  • Dobrze wyważony tonalnie.
  • Trójwymiarowy.
  • Klimatyczny.
  • Nadzwyczaj dynamiczny i szybki.
  • Wysokociśnieniowy.
  • Stuprocentowo bezpośredni. 
  • Finezyjny na miarę bez mała referencji.
  • Dochodzi do tego dobre posługiwanie się uplastyczniającymi chwytami – pogłosem i światłocieniem.
  • Obcujemy z żywymi ludźmi i prawdziwymi instrumentami, wrażenie tego jest przemożne.
  • Dzięki całościowej naturalności każdy gatunek muzyczny zostaje prawidłowo obsłużony, mogąc ukazać swe walory.
  • W razie oprawy odpowiednim torem poczucie całkowitego spełnienia.
  • Wszystko to od maszyny o imponującym wyglądzie.
  • Klasyczny rozstaw lamp stronami cieszy oczy symetrią. 
  • Niespotykany nigdzie indziej korpus wyfrezowany w gatunkowym drzewie daje ciepły charakter, indywidualizm i rozpoznawalność.
  • Made in Poland.
  • Sprawdzona polska dystrybucja.
  • Ryka Approved! 

 

Wady i zastrzeżenia

  • Bardzo znaczny wzrost ceny względem wersji Performance, a i tak nie dostajemy tego wszystkiego, co się znalazło w Susvara Edition.
  • Najlepsze wzmacniacze OTL dokładniej obrazują dźwięki i wykazują wyższą muzykalność. 
  • Dotykowy włącznik odgórny jest sympatyczny w stosowaniu, ale tylko dopóki nie zostanie użyty przypadkowo, o co jest bardzo łatwo.
  • Wymiana potencjometru na wyższy gatunkowo zapewne dałaby poprawę.

 

Dane techniczne

  • Wzmacniacz słuchawkowy SET w klasie A z wyjściem transformatorowym (non-OTL)
  • Moc: 8,0 W
  • Wejścia: 1 x XLR; 2 x RCA
  • Wyjścia słuchawkowe: 1 x 4-pin; 1 x 6,35 mm
  • Lampy mocy: 2 x Western Electric 300B
  • Lampy sterujące: 2 x 6SN7 Psvane Treasure CV181 TII
  • Okablowanie: miedź UPOCC
  • Czułość wejściowa: 1V RMS
  • Pasmo przenoszenia: 8 Hz – 100 kHz (±3 dB)
  • THD: ⩽1% 
  • Trzy poziomy wzmocnienia (dopasowania impedancji)
  • Pobór mocy: 110 VA
  • Wymiary: 35 x 33 x 24,5cm (LxWxH) – z lampami
  • Waga: 15,1 kg 

 

Cena: 48 000 PLN

Pokaż artykuł z podziałem na strony

11 komentarzy w “Recenzja: Feliks Audio Envy Meisterwerk”

  1. Janek pisze:

    Dobry wieczór!
    Czy w Polsce są produkowane słuchawki, które można byłoby podłączyć do tego wzmacniacza?
    A jeśli nie, to które z zagranicznych byłyby najbardziej wg Pana odpowiednie?
    Serdecznie pozdrawiam i oczywiście dziękuję za piękną recenzję 🙂

    1. Piotr Ryka pisze:

      W Polsce, o ile mi wiadomo, nie są obecnie produkowane żadne słuchawki high-endowej jakości oprócz dokanałowych. Które konkretnie z dostępnych pasują do Meisterwerka, to pytanie nazbyt ogólne. Zależy, w jaką grupę cenową się celuje.

  2. Sławomir pisze:

    Dobry wieczór,
    Czy pokusiłby się Pan o porównanie Feliksa z Cayin HA-300, czy to porównywalny poziom pomijając zamontowane lampy?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Porównywalny. Tak przynajmniej to widzę z poprawką na tak wiele lat dystansu pomiędzy ich słuchaniem.

  3. Clean pisze:

    Jaki wzmacniacz słuchawkowy z wejściami symetrycznymi xlr do ok1500zł max 2000tyś by Pan polecił do NH z wciągającym brzmieniem ,miotam się z wyborem…

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ale chodzi o gniazda XLR też dla interkonektu, czy tylko słuchawek?

      1. Piotr Ryka pisze:

        Z jednymi i drugimi znalazłem Musical Fidelity MX-HPA i aune N7. Oba powinny być dobre, ale żadnego nie słyszałem. Może ktoś inny pomoże?

        1. Clean pisze:

          rozważam jeszcze taką opcję ale niewiem czy to nie będzie krok w tył sprzedając z zestawu smsl daca d200 na rohmie naprawdę bardzo ciekawie grającego w połączeniu z zegarem 10mhz i transportem cd.i kupując w jego miejsce daca z wyjściem słuchawkowym np luxsin x8

          1. Piotr Ryka pisze:

            Spróbuję o tego Luxsin podpytać, może ktoś ze znajomych słuchał. Z jednej strony naprawdę dużo obiecuje, z drugiej SMSL to świetna marka. Sam nie słuchając nie pomogę w wyborze.

          2. Piotr Ryka pisze:

            Skonsultowałem sprawę z kimś odsłuchowo zorientowanym i wg niego Luxsin to trochę techniczne brzmienie, zdecydowanie lepiej będzie do SMSL dokupić wzmacniacz aune N7 w wersji bez przetwornika.

  4. Clean pisze:

    Szkoda mi się pozbywać tego mojego smsl d200 bo gra bardzo ciekawą barwę i głębiej co w tej cenie jest niespotykane ale dotyczy to połączenia z zegarem bo to on dodaje wyrafinowania.
    Też rzucił mi się w oczy ten Aune i to faktycznie może zagrać dobrze.
    Odpuszczam luxsina bo ma za dużo regulacji co odciąga od słuchania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy