Recenzja: Avatar Audio Receptor №1

   Zejdźmy na niski poziom. Konkretnie pod spód sprzętu. Jak budowanie domu zaczyna się od ław fundamentowych (wkopywanych w naszym klimacie na ponad metr minimum, by ziemia pod nimi nie zamarzła), tak ustawianie sprzętu audio zaczynamy od nóżek. Ław pominąć się nie da (ewentualnie dom na słupach albo kołach), natomiast każdy sprzęt ma nóżki własne albo jakieś inne podkładki, dlatego audiofilski laik wcale o nich nie myśli. Najwyżej może mu przyjść do głowy, że te podstawki zdobią, albo niestety szpecą – i na tym sprawy koniec. Sam kupując swój pierwszy odtwarzacz CD, którym był Sony X222, byłem pod głębokim wrażeniem elegancji aluminiowego panelu, obfitości dostępnych funkcji i właśnie efektownie z czernią korpusu kontrastujących srebrzystych walców, na których był postawiony. W grubej, wielojęzycznej instrukcji coś było o ustawianiu i w ramach tego antywibracji, ale odtwarzaczy się przecież na pralkach nie stawia, jakie więc niby wibracje? Wibracjorodnych kolumn do stawiania wprost na podłodze prawie wówczas nie było, chociaż znajomy miał takie i grały naprawdę pięknie. Owszem, miałem też audiofilską szafkę, ale czysto meblową, bez śladu antywibracji. Jedynie półki do stawiania i na dole biblioteczka płytowa, aczkolwiek sama szafka była ciężka jak wszyscy diabli. Tak sobie bytowałem w tej antywibracyjnej nieświadomości aż do momentu, kiedy wpadły mi w ręce materiały odnośnie odtwarzacza, który stał nie na czterech a trzech nogach, z których tylną był kolec. To mu miało poprawiać brzmienie, a mnie zastanowiło: „– że też się komuś chciało bawić w takie zabawy….?”

Popatrzmy na to z góry. Oprawa do audiofilizmu przychodziła pomału. Antywibracyjne podstawki, całe specjalne platformy, nawet stoły i szafy całe z funkcją antywibracji, okablowanie lepsze od zwykłych drutów, dociski, panele akustyczne i pochłaniacze elektromagnetycznych fal, aż na koniec specjalne sale odsłuchowe o odpowiednich proporcjach z okablowaniu i  akustyczną adaptacją – to się wyłaniało stopniowo i w różnej kolejności, ale się usypało w górę. Dzisiaj to cała branża, której ani producent sprzętu, ani jego klient nie lekceważy. Sam wszystko mam na najróżniejszych podstawkach, a teraz będzie o takich w miarę prostych i całkowicie drewnianych.

Drewno z muzyką się dobrze kojarzy i kojarzy od zawsze – zwykłe patyki i wydrążone pnie służyły w prehistorycznych czasach do wybijania rytmu. Ale nie myślcie o przodkach jako bezmyślnych stukaczach. W zdobnej prehistorycznymi malowidłami jaskini Les Trois Frères (po francusku „Trzech braci”, bowiem trzech braci ją odkryło) możemy zobaczyć szacowany na piętnaście tysięcy lat wizerunek łowcy płoszącego, a może zaczarowującego? zwierzynę łowną przy pomocy łuku pobudzanego smyczkiem z użyciem ust jako komory rezonansowej. Szokujący zaiste widok – najstarsza, jak się uważa, ilustracja dawnych praktyk muzycznych, zaskakująca pod ich względem pomysłowość.[1] Nie wiemy jak stare są pokrewne takim łukom harfy i drumle, ale na pewno bardzo stare. Nasza historia dotyczy jednak drewna w całkiem innym użyciu, choć wydawaniu dźwięków pokrewnym.

[1] Ten wizerunek można interpretować bardzo różnie, na przykład jako abstrakcyjną ilustrację węchowego rozpoznawania zwierzyny przez ścigającego ją zakamuflowanego myśliwego. (Obraz jest bardzo niejednoznaczny.)

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

9 komentarzy w “Recenzja: Avatar Audio Receptor №1

  1. Sławek pisze:

    Panie Piotrze, a te Receptory to pod gramofon można też podłożyć z dobrym skutkiem?
    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tego nie sprawdzałem, ale obiecuję to zrobić. Może nie dziś, ale jak skończę następną recenzję. (Też będzie o podstawkach, lecz zasadniczo droższych.)

      1. Marcin pisze:

        Czy te zasadniczo droższe będzie można porównać w recenzji z tymi tutaj zasadniczo tańszymi?

        1. Piotr Ryka pisze:

          To znaczy MiG SX z Receptorami?

    2. Piotr Ryka pisze:

      Sprawdziłem wczoraj działanie przy okazji recenzji gramofonu. Receptory spisały się pierwszorzędnie poprzez dodanie sopranów i poprawę definicji. Te drogie podkładki jeszcze były skuteczniejsze.

      1. Sławek pisze:

        Dziękuję za odpowiedź, zatem zapewne zaryzykuję i też sobie sprawię. Muszę wejść w „antywibrację” bo po uzyskaniu zezwolenia małżonki kupiłem sobie monitorki (Pylon Audio Ruby Monitor). Po 10 latach używania jedynie słuchawek przypomniałem sobie przy okazji co to jest akustyka pomieszczenia odsłuchowego, a przy pierwszej próbie odsłuchu tak mi pięknie wpadły w jakiś rezonans z gramofonem, że filtr subsoniczny w preampie gramofonowym trzeba było włączy…

        1. Piotr Ryka pisze:

          Ale gramofony to jest to. Nie ma to jak analog.

          1. Sławek pisze:

            Całkowicie się zgadzam. Odkryłem ten dźwięk na nowo. Ze dwa miesiące temu padł mi preamp ifi iphono2. Potestowałem Audiokulturę Iskra1 (ni przypadła mi do gustu) i Pro-ject tube box S2, w którym wymieniłem lampy na Full Music (to chyba Sophia Electric). Gra to teraz świetnie, choć to tylko tani gramofon TEAC TN 300, ale z wkładką AudioTechnica AT 440 Mla. I mam ochotę na lepszy gramofon…
            Albo lepszy transport CD (a najlepiej jedno i drugie). Tak poważnie to teraz z gramofonu jest lepszy dźwięk niż z CD.

          2. Piotr Ryka pisze:

            Tanie gramofony potrafią grać lepiej od drogich CD – bez wątpienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy