Recenzja: Audiolab M-DAC

Odsłuch

Z kablem koaksjalnym i HiFace M2Tech

Audiolab_M-DAC_09 HiFiPhilosophy

M-DAC kontroluje wszystko twardą ręką

   Kabel Tellurium USB może sobie być bardzo dobry, ale interfejsu i kabla koaksjalnego nie zdetronizuje. Bardzo do tego daleko, co pokazały pierwsze z brzegu wzięte Grado SR-60. Wszystkie pejoratywy występujące poprzednio na łączu USB przepadły jak ręką odjął; wszystkie te metalizowane brzmienia, brak wypełnionej całościowo dźwiękami muzycznej sfery, lekkie osłabienie kultury sopranów i niedostatki basu poszły precz. Najmniej z tego wszystkiego bas może zyskał, ale reszta zabrzmiała jak z HD 650 po USB, a może nawet lepiej. Nawet na pewno. Atmosfera stała się bardziej mroczna i zdecydowanie bardziej gęsta, dźwięk dużo silniej zaatakował, a ilość bitów na jednostkę objętości podniosła się bardzo wyraźnie. To był już kawał naprawdę dobrego brzmienia i całkiem nie jak w komputerowym stylu. Długo mógłbym tego słuchać nie odczuwając nudy ani jakościowego braku. Wszystko grało głębiej, gęściej i muzykalniej.

Tym bardziej zaostrzył mi się apetyt i do próby z Beyerdynamikami DT 880 przystąpiłem rozochocony i z zapałem. Te słuchawki są specyficzne i wyróżniające, bo kiedy je dobrze napędzać uzyskują do pewnego stopnia styl gry Staksów SR-Ω. Nie w pełnym rzecz jasna wymiarze, bardzo daleko do tego, ale jednak objawia się pewna magia obrazowania, pewna łagodność wynikająca z kultury brzmienia i podobny sposób oświetlenia. I tym razem tak właśnie się stało, a głębia sceny, której z kablem USB prawie wcale nie było, tu przejawiła się z dużą siłą i czuć ją było nieustannie, zupełnie jakby się stało na jakimś muzycznym klifie albo w drzwiach koncertowej sali. Dominowało pośród tej głębi piękne, łagodne światło i wspaniała przejrzystość napływających z oddali dźwięków. Różnica względem prezentacji z USB była przepastna. Nasycenie powietrzem i przestrzenią okazało się  imponujące, a nadszarpnięta wiara w możliwości DT 880 natychmiast wróciła.

Audiolab_M-DAC_12 HiFiPhilosophy

Brzmienie musi byś dokładne i przejrzyste

Skoro poszło tak dobrze, to na co będzie stać Sennheisery HD 650? – pomyślałem. Napisałem dawno temu, że dobrze napędzane HD 650 to taki mały Orfeusz. Malutki taki, ale jednak Orfeusz. I to się tutaj znów odnalazło, a na tle grających wcześniej DT 880 wytworzyła się atmosfera jak z porównań Orpheusa z SR-Omegą. Ze dwa, trzy szczeble jakościowe poniżej, ale stylizacyjnie były to te same klimaty. DT 880 czarowały wielkim obszarem nasyconym powietrzem i omiecionym łagodnym światłem, a HD 650 gęstością, masywnością i potężną kumulacją brzmienia. Tu dźwięki nie fruwały sobie jak baloniki, tylko atakowały jak stado ptaków. W każdym calu przestrzeni czuć było łopot ich skrzydeł i każdy milimetr zamieniony został w muzykę. Nie było dystansu, miejsca na swobodne nabranie oddechu, na podziwianie perspektywy. Trwał nieustanny muzyczny napór i kiedy przez prezentację DT 880 zdawało się możliwym spacerować jak po parku, tutaj odnosiło się wrażenie, że nawet krok do przodu nie jest możliwy. Ogólnie biorąc udawanie SR-Omegi wyszło jednak DT 880 nieco lepiej niż HD 650 udawanie Orpheusa, aczkolwiek ich bas i atak były bez wątpienia większego kalibru. Mnie jednak prezentacja DT 880 bardziej oczarowała. Miała więcej magii, a jej bardziej odsunięty pierwszy plan i ogólna wieloplanowość, napływająca falami a nie jedną ścianą, bardziej mi odpowiadały. Ale jak ktoś lubi w rocku gęstość i atak bezpośredni, to HD 650 będą dla niego lepsze.

Dokanałowe Sennheisery IE 800 pozostały natomiast przy swoim stylu, to znaczy bardziej obnażały słabości słabych i przeciętnych nagrań, jednocześnie ukazując jak duża poprawa po przejściu na łącze coaxial nastąpiła. Miały naprawdę kawał basu, a ustawiwszy je bardzo precyzyjnie w kanałach słuchowych otrzymałem brzmienie już prawie nieanalityczne. Wziąłem nakładki o najmniejszym rozmiarze, wetknąłem głęboko w kanał słuchowy i stało się jeszcze lepiej. Szybkość, dynamikę i bas mają te nowe dokanałówki nielichego sortu. Ale dla nich mimo wszystko słabsze pliki były zdecydowanie za słabe. Wybredne są cholery, jak to dokanałówki. Wszystkie by chciały grać z Twin-Heada i brać sygnał od dzielonego Accuphase, czyli coś akurat na spacer. Jednak i one podobały mi się w tej odsłuchowej konfiguracji mniej od DT 880, bo oddechu i falowania przestrzeni nie miały.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

33 komentarzy w “Recenzja: Audiolab M-DAC

  1. Maciej pisze:

    Ja tak opisałem jego brata na forum:

    Byłem na odsłuchu Audiolaba 8200CDQ. Ocena o tyle trudniejsza, że to urządzenie jest absolutnie wręcz ideałem funkcjonalności. Wszystko czego się zapragnie jest na pokładzie. Bogato wyposażony pilot. Bardzo estetyczne wykonanie całości. Bardzo solidna obudowa. Prawie nie czuć chińszczyzny. Wspaniałe funkcje, jeszcze wspanialsze złącza na tylnej płycie. Na prawdę pod tym względem nic nie brakuje. Funkcjonalność 6 gwiazdek na 5 możliwych 🙂
    Ale to co najważniejsze czyli dźwięk. Testowałem tylko w trybie odsłuchu cd przez dziurkę słuchawkową. Sprawdzałem różne konfiguracje filtrów żeby nie było, że nie dałem mu szans (spodobały mi się najbardziej: optimal spectrum, taki fajny obły slow roll off, i coś chyba limited phase) Ostatnie dwa dawały takie mniej agresywne granie które mi się spodobało. O filtrach można tutaj poczytać, przed chwilą trafiłem na tę stronę przypominając sobie ich nazwy:
    http://www.hometheaterhifi.com/cd-players/cd-players-reviews/audiolab-8200cdq-dac-for-audiophiles/page-4-the-audiolab-8200cdq-cd-player.html
    Fajną rzeczą jest to że można zmieniać je z pilota w trakcie słuchania, w ogóle czego to nie można z tego pilota nie zrobić. Nawet jest bardzo pomocny przycisk mute. O i nawet wygaszenie display’a. Sam pilot jest gumowany od spodu i bardzo cicho się go kładzie. Kurcze ta ergonomia i funkcjonalność ciągle odciąga uwagę od meritum..

    Więc do odsłuchu miałem 3 płyty: Dire Strats – Sultans of Swing, Melody Gardot – Me And My Only Thrill i Sara K – Water Falls. Słuchałem przez więcej czasu HD650 podczas odsłuchów. Bo… No właśnie. Dźwięk jest żywy, sporo się dzieje. Choć głębia nie jest bardzo duża. Dźwięk idzie raczej w szerokość. Sama barwa jest taka neutralna. Może lekko ocieplona. Ale nie tak żeby wokale stawały się organiczne. Brakuje dla mnie dociążenia przełomu średnicy i basu. Bas jest ale nie tak swobodny jak powinien. Schodzi nisko ale nie najniżej jak zdarzyło mi się słuchać gdzie indziej. Dźwięk jest bardzo atrakcyjny ale nie tak namacalny i gęsty jak powinien. Teraz rodzi się pytanie czy to wina wzmacniacza słuchawkowego (jest naprawdę mocny, odniosłem wrażenie że hd 650 prędzej by się przesterowały niż zabrakło by im mocy), czy daca. Z wielkim żalem kończyłem odsłuch. Bo to urządzenie jest wprost idealne w rozwiązaniach użytkowych, designie, możliwościach zabaw wszelakich. Nawet cena taka proporcjonalna do tego wszystkiego. Bo porównywalna z Cambridge’ową szkołą a dużo lepsze granie, prawdziwsze i nie tak powierzchowne jak Cambridge. Nie mniej zapłaciłbym więcej nawet za ten klocek gdyby był choć trochę aksamitny na górze, głębszy w basie i może bardziej spójny w przekazie. Tam się dzieje sporo ale, nie wiem jak to opisać. Po prostu słuchałem HD650 na barwniejszych źródłach. Ale nie tyle bardziej pstrokatych kolorów co bardziej wyrafinowanych zestrojonych tonów w palecie. I fakt może nie tak detalicznych ale bardziej relaksujących, a ja tego szukam. Nie będzie lekko. Chyba jednak trzeba poszukać w starociach póki co jakiegoś cdp a z dacem poczekać do ugruntowania się jakiś muzykalnych a nie tylko efektownych standardów.

    Dlaczego nie zrobili wersji 8200CDQ Hybrid, jakoś zmiękczonej lampkami np. Ja oceniałbym granie tego klocka przy tych funkcjach nawet na 7-8k pln i czułbym że to dobrze wydany pieniądz. Bo to jest coś bardzo kompletnego w pomyśle na sprzęt. Coś z czego aż się chce korzystać. Tylko tutaj jak ze smarfotnami. Wszystko pozostałe funkcje działają super tylko sam telefon ma taki sobie zasięg…

  2. Maciej pisze:

    Jako uzupełnienie dodam, że druga para słuchawek podczas odsłuchu to T70, im ewidentnie brakowało gęstości z tym cd/dac/wzmacniaczem.

  3. Przemek pisze:

    T70 to kiepskie słuchawki, więc nic dziwnego.

  4. Tadeusz pisze:

    Użytkuję tego Audiolaba w oczekiwaniu na dac-a z USB od Pana Dubiela. Oczekiwanie trochę się przeciąga bo Pan Bogusław to prefekcjonista i nie chce wypuścić urządzenia niedopracowanego co w przypadku wejścia USB i filozofi
    firmy pana Dubiela nie jest sprawą łatwą 🙂
    Dziurki ww. urządzeniu nie traktowałem poważnie bo miałem lampowego OTL-a ale tak się złożyło ,że miałem Eurydykę ,oczekiwałem na STAX-y /OTL-a już nie miałem/ i czegośc trzeba było słuchać więc moje HD800 „poszły w ruch” .
    Zgadzam się z opisem Piotra „w temacie” właściwości M-DAC-a ,HD800 niektóre
    aspekty po swojemu jeszcze bardziej podkreśliły i uwydatniły co w sumie
    po miesiącu ekspoatacji Staxa skłoniło mnie do pojęcia decyzji o nie pozbywaniu się Sennheisera 🙂 .

  5. Przemek pisze:

    Tadeusz
    to Dubiel robi DAC z usb ,na stronie nic nie ma .Czy moglbys wkleic kilka fotek na audiohobby jak go dostaniesz lub podac linka jesli sa jakies fotki w necie ?

    Dobrze zrobiles ,ze nie pozbyles sie HD800. Ja je uzytkuje od jakiegos tygodnia i musze przyznac ,ze w moim systemie graja naprawde super ,trafiaja w moj gost i uwazam i uwazam ,ze Sennheiser zrobil dobra robote z tymi sluchawkami tym bardziej jak sie kupi nowki z dostawa za 900 euro.

  6. Tadeusz pisze:

    Prace nad dac-em Pana Dubiela są już na ukończeniu ,przed Świętami mam dostać egzemplarz do przetestowania.
    Podstawą ,bazą jest dac z Nirvany ,jak wspomniałem wcześniej trudność stanowi zaaplikowanie dobrego wejścia USB ,które jak najmniej „zepsuje” 🙂
    a nie jest to wbrew pozorom taka prosta sprawa.

    W temacie M-DAC-a ,przetestowałem go też jako stricte dac-a bo wg mnie ta dziurka słuchawkowa jest tam tylko przy okazji chociaż na zadziwiająco dobrym poziomie zważywszy na cenę urządzenia.
    Pod wzmacniaczami mocy i kolumnami sprawdza się bardzo dobrze ,jako przedwzmacniacz z P-AM Xindaka i kolumnami krakowskiej Harpii synergia a przecież nie są to „Himalaje cenowe”.
    I wreszcie M-DAC podłączony do wzmacniacza słuchawkowego Dubiel OTL HV-1/jak go jeszcze miałem/ ,żródła to laptop po USB WireWorld StarLight oraz Oppo 93NEE jako odtwarzacz CD,odtwarzacz plików z podłączonego twardego dysku /kabel USB WireWorld Ultraviolet/ oraz jako streamer po kablu i wi-fi.
    HV-1 ma dwa wejścia RCA ,do drugiego „kontrolnie” podłączony CD Nirvana.
    W obu przypadkach te same kable sieciowe i te same srebrne RCA .
    Słuchawki HD800 Sennhaiser.
    Nie będę się odnosił do różnicy w brzmieniu pomiędzy Nirvaną a M-DAC-kiem tylko do różnicy w brzmieniu pomiędzy dziurkami w HV-1 a Audiolabem.
    Nie jest to też do końca równy pojedynek bo chociaż M-DAC ma dedykowany zasilacz Tomanka , „dziurka: jest jakby „przy okazji” , jednak HV-1 to wersja SE /ekstremalnie modyfikowana wykonana tylko w jednym egzemplarzu/.
    Jeżeli kogoś interesują zmniany w modyfikowanym Skorpionie w stosunku do wersji podstawowej to jest na stronie Pana Dubiela.
    Porównanie polegało na odsłuchiwaniu tego samego materiału z płyty CD bądż z plików i przepinanie słuchawek z jednego urządzenia do drugiego.

    Nie mam zdolności literackich więc mój opis jest trochę chaotyczny ale w skrócie:
    – dolne pasmo: w M-DAC-u jak by więcej,bardziej sucho ale mniej zróżnicowane niż w HV-1,chociaż z „gęstych” plików Skorpion też potrafi „przywalić”
    – średnica : Audiolab duża rozdzielczość i „gęstość” ,słychać róznicę jak się przełącza filtry wnosi to duże zamiany ,na Dubielu „wyłazi cyfrowość” niektórych filtrów ,najlepiej brzmi na dłuższą metę z tymi „pseudo NOS-ami”.
    – góra tu największe różnice , w wykonaniu Audiolaba trochę matowo /może to zamysł konstruktora żeby nie „waliło tak cyfrą”/ ,HV-1 – lekkość ,wybrzmienia
    i ogólnie to co ma do zaoferowania dobry OTL.

    Proszę tego nie traktować jako recenzji ale jako moje subiektywne porównanie i do tego skażone ‚przechyłem” w stronę brzmienia lampowego 🙂

    I jeszcze jedna ważna uwaga w stosunku do M-DAC-a ,wypuszczany przez niego sygnał do urządzeń zewnętrznych jest nieporównywalnie lepszy po XLR-ach niż po RCA .
    Mam „zbalansowany” wzmacniacz lampowy i tam połączenie tanim XLR-em
    „wygrywa” na pierwszy „rzut ucha” nawet z topwym srebrnym Kondo LP 🙂

  7. Przemek pisze:

    Tadeusz jesteś najwiekszym fanem Dubiel Accoustic ,jesteś wrecz ambasadorem tej zacnej firmy !

    Czy miałeś doczynienia z sieciowkami od pana Bogusława ?

  8. Tadeusz pisze:

    Przemku komentarze powinny być poświęcone przedmiotowi recenzji Piotra czyli M-DAC-wi,jak już będzie Forum i zakładka dotycząca kabli sieciowych to wtedy chętnie tam napiszę na temat sieciówek Pana Bogusława .

  9. Przemek pisze:

    Tadeusz pod żadnym testem nie dyskutujemy tylko na temat bo to jedyne miejsce gdzie mozemy sie tu komunikowac ale masz racje powinnismy pisac na temat.Czekam wiec na Twoj opis sieciowek Dubiela mam nadzieje ,ze sie doczekam :-).

  10. Tadeusz pisze:

    Chciałbym uniknąć w blogu Piotra posadzenia mnie o to,że jestem „agentem handlowym” Pana Bogusława Dubiela 🙂

  11. Maciej pisze:

    A czy ktoś z Was miał okazję porównywać Myteka z M-DACem?
    Ja co prawda będę mieć Myteka na dniach do odsłuchu ale ciekaw jestem Waszych spostrzeżeń jeśli owe posiadacie.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Mam oba u siebie. Mytek prezentuje ogólnie nieco wyższy poziom, ale M-DAC skutecznie broni się synergią z pewnymi słuchawkami. Poza tym ustępuje całościowo nieznacznie.

      1. xądz pisze:

        Panie Piotrze, z d7100 mytek czy m-dac? Czy może inny zawodnik ?

        1. Piotr Ryka pisze:

          Z D7100 zdecydowanie nowy wzmacniacz od Ear Stream o nazwie Headonic. Zdecydowanie.

          1. xądz pisze:

            Z tego co wiem to on nie będzie miał przetwornika c/a i wejścia USB a o takie urządzenie mi chodzi. Dobrej jakości „polepszacz” muzyki granej z komputera, który ma „wystarczyć” na jakiś czas, a który w finalnym rozrachunku będzie parą do …. właśnie jeszcze nie wiem do czego.

            Plan był makiaweliczny: komputer->combo dac/amp (burson conductor)-> d7100, ale ewoluował w strone komputer->dac->wzmak->d7100. Pierwszy i ostatni element już mam :), teraz przymierzam się do drugiego czyli DACa. Kto wie, może będzie mu dane grać z Headonic’iem.

            Dlatego liczyłem na podpowiedź, odnośnie bezpiecznego DACa do zenonów, swoistego panaceum, które zadziała z opóźnieniem i stworzy związek idealny z czymś co nie jest jeszcze wybrane.

            Tylko niech Pan nie pisze, że takie rzeczy to tylko w erze 😉

      2. Piotr Ryka pisze:

        M-Dac jest bardziej samowystarczalny, to znaczy jego wzmacniacz słuchawkowy jest bardziej przyjazny słuchawkom. Bezproblemowo obsługuje wszystkie, podczas gdy Mytek wybiera raczej takie łagodne. M-Dac gra też bardziej przestrzennie. Mytek to raczej preludium do bardzo dobrego wzmacniacza słuchawkowego, takiego jak Phasemation.

  12. Tadeusz pisze:

    Słyszałem tylko z realcji osób trzecich ,że urządzenie warte zainteresowania,
    „wyższa półka brzmieniowa” jak i cenowa 🙂

  13. Piotr Ryka pisze:

    Przepraszam, że się nie udzielam, ale muszę spisać wrażenia z Audio Show, póki są świeże. To będzie powieść w odcinkach.

  14. Przemek pisze:

    inne portale już dawno opisały wrażenia z AS…

    1. Piotr Ryka pisze:

      A, no bo inne portale mają mądrzejszych i szybszych redaktorów.

    2. Piotr Ryka pisze:

      Tak nawiasem niektóre, te najbystrzejsze, pewnie już opisały w zeszłym tygodniu.

  15. Miltoniusz pisze:

    M-Dac z HD800 gra lepiej niż NuForce Icon HDP (który fajnie zgrywa się z Q701 – chić to nie ten poziom) oraz inaczej, ale chyba jednak lepiej niż z NuForce UDH-100. M-Dac jest bardziej przejrzysty w sensie bycia tam i ma lepszą przestrzeń aczkolwiek bas jakoś nie schodzi tak nisko i nie jest tak dobrze kontrolowany jak w UDH-100.
    Panie Piotrze – jak by porównał Pan M-Daca jako DAC/wzmacniacz do Senheisera HDVD800? Słuchawki to HD800.

  16. Piotr Ryka pisze:

    Poziom podobny, cena inna. Ale jak grają z M-DAC HD 800 nie wiem. Powinny znakomicie, ale to tylko teoria.

  17. Damian pisze:

    Panie Piotrze, czy na tą chwilę w tym przedziale cenowym m-dac ma jakąś konkurencję ?… może Pan jeszcze coś godnego uwagi polecić ??

    1. Soundman pisze:

      Warto posłuchać Aune s16. Znajomy ma i chwali bardzo, dźwiękowo sporo lepszy od Audiolaba.Cena też niższa, większa moc, DSD….wszystko w jednym .

    2. Piotr Ryka pisze:

      Sądzę, że rada Kolegi o Aune jest trafna, choć nie dotyczy słuchawek Beyerdynamica, z którymi M-DAC gra wyjątkowo dobrze. Alternatywą może być niedawno opisany duet od ifi, dający dużą poprawę dzięki szczególnej obsłudze łącza USB. Z tym, że potrzebny jest ten podwójny kabel.

    3. Marcin pisze:

      Osobiście odradzam dobór Aune s16 do teslowskich Bejerów. Z t90 Aune (jako DAC) brzmiało jak… plastik. zaleta tesli czyli rozdzielczość po prostu zanikła. kompletnie mnie to granie nie przekonało. Nie wiem jak z innymi słuchawkami lecz na pewno nie Tesle. Pod tesle mogę polecić Bifrosta. Granie czyste i rozdzielcze.

  18. Grzegorz pisze:

    Czy ktoś z szanownego grona miał okazję porównywać jak gra M-DAC w porównaniu z jakimś zacnym, klasowym źródłem? Miałem okazję porównywać bardzo długo do kilkunastoletniej Thety VA 5gen no i wybaczcie, ale tak leciwa Theta rozplaszczyła Audiolaba w każdym aspekcie! Dynamika, drive, wykop, scena, kultura, selektywność, dzwięk live i bas z atomową kontrolą. Nawet nagrania 24bit/196kHz grają na m-dacu gorzej niż 16bit na Thecie 😉 Gdzie ten postęp w DAC’ach, o co chodzi ??? Jedyny plus M-DAC’a to możliwość sterowania końcówką mocy i dobre sterowanie softem, gdzie pilotem można przełączć utwory w Wimpie czy Foobarze. Tyle. Dzwięk flaki z olejem. Próbowałem wszystkiego: po USB, SPDIF, XLR-y/RCA, zmian softu, różne preampy, transporty, Squeezebox’y kable, czym chata bogata… i nie udało mi się nic ciekawego wyciągnąć z tego Audiolaba, takie solidne hi-fi. Dzwięk szklisty, zmulony, wypłowiały, odbarwiony, pozbawiony dynamiki, z chudą średnicą i słabym focusem (rozmyty). Ocena 3+ max na 6.

    1. Maciej pisze:

      Najczęściej ci co celują w M-Daca nie mają kasy na klasowe źródła. A ci co kupują klasowe źródła nie patrzą w ogóle na ten segment 🙂

      Kolejna sprawa to tor. Niektóre stopnie preampów w dacach zwyczajnie nie zgrywają się z końcówkami przez impedancję wyjściową. Potem są zabawy z kablami i inne polepszanie… DAC może być studyjny, połączony zbalansowanych okablowanie (wtedy unikamy czary mary z kablami bo znika problem impedancji) i wtedy mamy klasę samą w sobie z automatu. DACe hi-endowe to droga do coraz większych wydatków i brnięcie w poszukiwanie synergii… a to może potrwać 🙂

  19. Marek pisze:

    Na czym polega strata przekazu sygnału cyfrowego po kablu USB, czy różnica w brzmieniu M-DACa oznacza, że dane kopiowane przez kabel USB ulegają zmianie przed dotarciem do samego przetwornika C/A i stąd różnica w brzmieniu?

  20. Marek pisze:

    7 dni upłynęło i już wszystko rozumiem, chodzi o sianie zakłóceniami z PC z łącza USB. Kupiłem świeżo M-daca i różnica między transmisją po USB i COAX jest taka, że gdyby nie COAX to bym ten sprzęt już sprzedawał. Wielki podziękowania autorowi powyższego testu, bo dzięki niemu zainwestowałem w kartę Asusa Essence STX II i teraz cieszę się jakością dźwięku o jaką mi chodziło. Po USB audiolaba oceniam na jakość zbliżoną do FiiO E10K (pod względem metaliczności i suchości brzmienia nawet gorzej!) z którego się przesiadłem, po kablu koaxialnym audiolab to zupełnie inna liga.

    1. AAAFNRAA pisze:

      Masz na myśli chyba nowego Audiolaba M-DAC+, ponieważ poprzednią wersję odbieram bardzo dobrze.

      1. Marek pisze:

        Chodziło mi o M-DAC i o bardzo słaby dźwięk po USB, mówię o pospolitym kablu, nie sprawdzałem kabli USB za 1000zł i droższych, być może na nich ta różnica. M-DAC dostał potężnego pozytywnego kopa do dźwięku po kablu Coaxialnym 24/192.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy