Recenzja: Audiolab M-DAC

Audiolab_M-DAC_11 HiFiPhilosophy   Już się pakuję na Audio Show, zapowiadający się tak nawiasem całkiem ciekawie, z umówionymi odsłuchami kilku wybitnych zestawów, ale nim zasiądę za kierownicę i odbędę katorgę trasy Kraków-Warszawa, trzeba napisać recenzję, bo akurat czasu dość na to zostało.

Mimo że pisana na spakowanych walizkach, recenzja nie będzie po łebkach, bo raz, że takich nie pisuję, a dwa, że jej przedmiot na pewno na to nie zasługuje. Jest nim kolejny przedstawiciel samego jądra dzisiejszego audiofilizmu – DAC, przedwzmacniacz i wzmacniacz słuchawkowy w jednym. Kiedyś to były wieże i miniwieże, a wcześniej amplitunery i magnetofony kasetowe, a jeszcze wcześniej szpulowe, a jeszcze wcześniej gramofony. (Jeszcze wcześniej trzeba było mieć pianino, albo choć harmonijkę ustną.) Obecnie role się odwróciły i magnetofony wypadły z rynku, wieże to obciach, a gramofony powróciły w chwale. Tak więc, zgodnie z naukami Starej Księgi, ostatni raz jeszcze okazali się pierwszymi. Ale imć gramofon to teraz arystokrata i najdroższy talerz do kupienia, a kogo nie stać na muzykę podawaną na wykwintnych gramofonowych talerzach, czy cokolwiek mniej ekskluzywnych tackach porządnych odtwarzaczy CD, sprawia sobie coś takiego jak Audiolab M-DAC. Nie obciach to żaden, a samo mocno bijące serce audiofilizmu, co to się z kąta przy taśmach i płytach pod komputer przeniósł i muzykę z plików łapczywie pałaszuje, na gęstość jej zapisu największe baczenie mając, a jittera paskudnika interfejsami własnymi lub zewnętrznymi od tych lubych sobie plików goni, niczym wilka od owiec.

 

Audiolab

   Okazuje się, że tak często podnoszona obecnie kwestia szokującego przerostu cenowego aparatury audio ma długą historię, bo twórcy Audiolaba – Philip Swift i Derek Scotland – właśnie z uwagi na nie powołali do życia własną firmę, mającą dla tego rodzaju postaw być przeciwwagą, a miało to miejsce na początku lat 80-tych. Wraz z firmą powstał pierwszy jej produkt, weszły na rynek w 1983 roku wzmacniacz zintegrowany 8000A. Jego sukces umożliwił dalszy rozwój i zajęcie mocnej pozycji, a kolejną ważną datą w historii Audiolaba był rok 1997, kiedy to kupiony został przez korporację TAG McLaren. Pomnożyło to wielokrotnie możliwości finansowe firmy, ale jednocześnie przeciągnęło ją na bogatą, dyktującą wysokie ceny stronę audiofilizmu, co nie uszło uwagi krytyków. Wraz z tym przejęciem produkcja Audiolaba została też w dużej mierze przestawiona z sektora audio na sektor video i wytwarzanie drogich odtwarzaczy DVD oraz wyposażenia kina domowego.

Kolejny ważny rok to 2004 i przejście pod skrzydła korporacji IAG (International Audio Group), która przywróciła produktom Audiolaba pierwotną nazwę oraz ukierunkowanie na masowego, mniej rozwydrzonego klienta. Wraz z tym powrotem powróciła też pierwotna, klasyczna stylistyka, zastępując ekscentryczne wzornictwo McLarena – i tak pozostaje do dzisiaj, a pozostaje nie bez sukcesów, bo firma szczyci się pokaźnym wieńcem nagród i masą gwiazdek w rankingach.

Budowa

Audiolab_M-DAC_14 HiFiPhilosophy

Audiolab M-DAC

   Jak z powyższego winno wynikać i jak to faktycznie ma to miejsce, Audiolab M-DAC jest urządzeniem o wzornictwie klasycznym, mającym postać średniej wielkości prostopadłościanu, którego wyróżnikiem jest 2,7 calowy ekranik OLED, nawiązujący do dawnych wskaźników wychyłowych w magnetofonach i wzmacniaczach. Jak widać projektanci M-DAC’ka doszli do wniosku, że w audiofilizmie lepiej się działo w czasach gdy na panelach przednich coś mogło się ruszać i postanowili ten stan rzeczy przywrócić. Tak więc na ekranie M-DAC’ka nie tylko ukazuje się aktywne wejście, cyfrowy poziom głośności oraz bieżące ustawienia filtracji i próbkowania, ale u samej góry tańczy też dwubarowy wskaźnik wysterowania kanałów, na który można do woli się gapić, choć to raczej bez sensu. Takie wskaźniki miały znaczenie kiedy robiło się magnetofonowe nagrania, a nie teraz kiedy kopiuje się pliki cyfrowe. Skądinąd jednak podobne rozwiązanie znajdujemy w wybitnym wzmacniaczu słuchawkowym SPL Phonitor, którego twórcy mocno podkreślali, by zwracać na wychyły wskaźników szczególną uwagę, bo ich wejście w czerwoną strefę oznacza zniekształcenia. Takiej czerwonej strefy u Audiolaba jednak nie spotykamy, tak więc jego wskaźniki są raczej ozdobą niż narzędziem. Choć niespecjalnie zdobią, nie przeszkadzają jednak, bo całe to wskaźnikowe okienko jest czarno-białe i nie rzuca się w oczy. Nie usytuowano go też centralnie, co czyni wygląd M-DAC’ka podobniejszym do magnetofonu kasetowego niż wzmacniacza. Na prawo odeń rozciąga się panel obsługowy, złożony z pokrętła potencjometru i pięciu przycisków: włącznika głównego, wejścia do menu, dwóch strzałek do nawigacji oraz selektora wyboru cyfrowego filtra. Szczególnie ten ostatni jest ciekawy, pozwalając przełączać się pomiędzy ustawieniami Optimal Spectrum, Optimal Transient, Optimal Transient XD, Optimal Transient DD, Sharp Rolloff, Slow Rolloff i Minimum Phase. Do gustu przypadły mi ustawienia pierwsze i ostatnie. Optimal Spectrum faktycznie daje szerokie spektrum, ale ze słabszym materiałem soprany potrafią być przy jego aktywności nie tyle może ostre, co zbyt się narzucające. Ostrość raczej tutaj nie występuje w żadnym ustawieniu, ale bywa tych sopranów trochę za dużo w stosunku do reszty pasma i na to właśnie remedium stanowi ustawienie Minimum Phase, przyjemnie tonujące całość przekazu. Prawdę mówiąc przy komputerze w przypadku słabych nagrań używałem go najczęściej, choć Optimal Spectrum niewątpliwie jest bardziej popisowe.

Audiolab_M-DAC_15 HiFiPhilosophy

Nad wyraz proste i elegancki wzornictwo

Drzewa decyzji w Menu nie będę przytaczał, od tego jest instrukcja, ale wspomnę o potencjometrze. Ten jest cyfrowy i kręci się ze sporym oporem, co nie jest uciążliwe, gdyż gałka regulacyjna jest duża. Nie tylko pozwala regulować głośność, ale podobnie jak w Myteku jej naciśnięcie potwierdza wybór w menu.

Od strony technicznej urządzenie jest produktem swoich czasów, o czym zaświadcza brak wejść analogowych. Są za to dwa koaksjalne, dwa optyczne i jedno USB, a także po jednym koaksjalnym i optycznym wyjściu. Jak na porządny DAC przystało są też analogowe wyjścia RCA i XLR, a jak przystało na porządny słuchawkowy wzmacniacz wyjście słuchawkowe sporządzono w oparciu o obwód wzmacniający w czystej klasie A. Te dwa wejścia koaksjalne są jak najbardziej do rzeczy, bo w ogóle wejścia koaksjalne są najłatwiejsze w stosowaniu, nie wymagając specjalnych sterowników, a jakość mają znacznie lepszą od optycznych i USB. Jedno z nich można w dodatku zaprogramować jako „jitter free”, by korzystało z wewnętrznego zegara o bardzo wysokiej dokładności (do trzech pikosekund), a wszystkie pozwalają na transfer o gęstości 24-bit/192kHz. Optyczne mogą przepuścić sygnał 24-bit/96kHz i także można je uwalniać od jittera, a mające analogiczną przepustowość wejście USB posługuje się transferem asynchronicznym. Urządzenie szczyci się bardzo dobrymi osiągami: THD poniżej 0.0008%, przesłuchem międzykanałowym poniżej – 120 dB i skalą dynamiczną powyżej 122 dB na wyjściach RCA oraz powyżej 130 dB na XLR. Kością logiczną odpowiedzialną za transfer cyfrowo analogowy jest procesor ESS Sabre329018, a w torze znajdują się „organic ultra low ESR capacitors” oraz „high tolerance polypropylene film/foil capacitors”.

Audiolab_M-DAC_17 HiFiPhilosophy

Nawet bez pomocy dołączonego pilota, obsługa nie sprawi żadnych problemów.

Całość to zgrabne aluminiowe pudełko postawione na obrysie kwadratu, z uwagi na stopień wzmocnienia w klasie A tu i tam na wierzchu podziurkowane, a dostępne w wersji srebrnej lub czarnej. Dobrą nowiną jest cena; bardzo na tle konkurencji jak przystało na Audiolaba atrakcyjna, wynosząca trzy tysiące złotych. Dodatkową obniżkę kosztów oferuje zasilanie za pośrednictwem zewnętrznego transformatora, uwalniające od zakupu kabla zasilającego, a bonusem jest całkiem niezgorszy pilot obsługujący mnogie funkcje.

Odsłuch

Z kablem USB

Audiolab_M-DAC_19 HiFiPhilosophy

Zaplecze jest naprawdę bogate, acz brakuje trochę wejść analogowych

   Zacząłem od komputera podpiętego kablem USB Tellurium. Dorzucę w tym miejscu dwie uwagi techniczne. By zoptymalizować brzmienie własnego PC trzeba wejść w panel sterowania Windows, w zakładkę »Dźwięk«, wybrać »Urządzenia«, wybrać »Właściwości«, wejść w zakładkę »Ulepszenia« i zaznaczyć »Wyłącz wszystkie ulepszenia«. Pozwala to obejść wszystkie „ulepszenia” aplikowane przez Windows, a w efekcie, o windowsowy paradoksie, jeżeli macie w komputerze przyzwoitą kartę muzyczną lub podpięty do niego DAC, polepszyć dźwięk. Druga rzecz, to wizyta na stronie  www.coderbag.com, z której ściągamy program zabezpieczający przed windowsowymi oszczędnościami w postaci pozostawiania procesorowi jednego tylko aktywnego rdzenia kiedy odtwarza samą muzykę. Dwa te zabiegi powinny nieco poprawić umiejętności muzyczne naszego kompa, mojego w każdym razie poprawiły. Oczywiście nie tylko na okoliczność współpracy z M-DAC’kiem.

Mając zoptymalizowany komputer zabrałem się za odsłuchy i muszę przyznać, że jak na łącze USB zagrał naprawdę elegancko. Zacząłem od Grado SR-60 i Koncertów Brandenburskich branych z You Tube. Wyrobiłem w sobie poprzednio przekonanie, że po kablu USB żadnego takiego naprawdę dobrego muzykowania nie będzie, chociaż kabel Tellurium potrafi tu sporo zdziałać, szczególnie kiedy poprosi się do współpracy z nim DAC Myteka. Są jednak urządzenia po kablu USB grające bardzo przeciętnie, by przywołać chociażby Bursona Conductora. Dla nich wejścia analogowe i koaksjalne to inny jakościowy świat, a USB jest tylko przystawką, by nikt się nie czepiał, że takiego wejścia nie ma. Jednakże Mytek i teraz M-DAC pokazały, że po tym kablu muzyka także potrafi płynąć. Kiedy puściłem te Koncertyi skierowałem je do zacnych lecz zarazem skromnych cenowo Grado, momentalnie zmuszony byłem nadstawić uszu, bo to co usłyszałem mnie zaskoczyło.

Audiolab_M-DAC_01 HiFiPhilosophy

Stawiamy stonowanego jegomościa ma stanowisku i gramy

Tak jak przywykłem bowiem do marnego grania po USB, tak przywykłem też, że grają te Grado z reguły muzykalnie i gęsto, ale niezbyt przejrzyście a zarazem trochę bez góry. A tu niespodzianka: Audiolab M-DAC okazał się dawcą sygnału bardzo przejrzystym, a górą sypnął jak z rogu obfitości. Poseparował dokładnie źródła, zupełnie jak nie u tych Grado, a cały obszar sceny uczynił dokładnie widocznym i bardzo starannie opowiedzianym. Żadnych zgęszczeń, żadnego natłoku, zero wzajemnego zacierania konturów przez nakładające się formy. Wszystko odrębne, porządne, jak w jakichś AKG K701. Może trochę bez basu , bo bas te Grado zwykle mają niezgorszy, a tu trochę było go skąpo, ale bardzo przejrzyście i przenikliwie.

A więc pierwsze z brzegu słuchawki i od razu zagrało to niepowszednio.

Zastąpiłem Grado trzykroć droższymi Beyerdynamic DT 880 i dźwięk stał się subtelniejszy oraz lepiej wypełniony. Soprany nabrały bardziej przestrzennej postaci i ładniej się u samej góry wykańczały, a cały przekaz nieco zgęstniał, a także dorzucił trochę nut basowych i elegancji brzmienia. Mniej było czuć separację a bardziej koherencję. Cała prezentacja nabrała ogłady i jednolitości. Niewątpliwie łatwiej się tego słuchało, choć tego poprzedniego scenicznego porządku nieco zarazem brakowało. Wybrałbym te DT 880, ale z pewnym ociąganiem i na zasadzie – bardziej mi odpowiada elegancja samych dźwięków niż porządek sceniczny, ale jest to coś za coś a nie samo tylko lepiej. Niewątpliwie na plus M-DAC’kowi trzeba tutaj zapisać właśnie tą całościową elegancję brzmienia u DT 880, których obecnie goszczony egzemplarz miewa skłonności do tracenia kultury wysokich rejestrów, czego z M-DAC zupełnie nie było, a nawet wręcz przeciwnie – sopranowa kultura była właśnie wysoka.

Audiolab_M-DAC_02 HiFiPhilosophy

M-DAC jasno daje nam do zrozumienia, z jakiego źródła przyszło mu czerpać…

Jak do góry, to do góry. Jak kultura, to kultura. Na następnym szczeblu wypiętrzającej się przed audiofilami góry cenowej powitały mnie Sennheisery HD 650. Jednak nie takie jak zwykłe, jak je sprzedają, tylko z kablem Forza Audio Works, który niedawno się u mnie rozgościł. Ta prezentacja okazała się zupełnie inna. Scena się rozrosła, a jednocześnie zgęstniała. Kabel Forza Audio na spółkę z M-DAC przydał tym często nie do końca przejrzystym HD 650 tej właśnie brakującej przejrzystości, a jednocześnie zachowany został jeden z głównych ich walorów, mianowicie gęstość brzmienia i nakładanie się dźwięków. – U Grado dźwięki w sporej mierze pracowały oddzielnie, a u Beyerdynamica trochę na siebie powpadały. Tutaj natomiast, najlepszym niewątpliwie stylem, nawzajem siebie wspierały, tworząc całościowy a zarazem uporządkowany obraz prawdziwej orkiestry i otaczającej ją sfery przenikniętej muzyką. Większa była nie tylko scena ale i same źródła, a przede wszystkim dynamika, całościowy tego wyraz czyniąc zdecydowanie najsilniej działający na muzyczną wyobraźnię, zwłaszcza że przekierowywał odruchowo myśli słuchacza z obszaru pytań „jak to gra?” na czystą, niezmąconą żadnymi krytycznymi uwagami percepcję muzyki. Brzmienie było dosyć cieniste, srebrzyły się w tym półmroku soprany i po raz pierwszy odkąd zacząłem słuchać M-DAC’ka ich prawdziwą przeciwwagę stanowiły basowe pomruki, za które tak wielu kocha HD 650. Całościowo jak na komputer i kabel USB grało to pierwsza klasa.

Odsłuch

Z kablem USB cd.

Audiolab_M-DAC_03 HiFiPhilosophy

…wyciąga z niego zawsze to, co najlepsze…

   Najdroższe z towarzystwa Sennheisery IE 800 zagrały nieco inaczej. Bez cienistości, z dokładnie w światło dnia utrafioną tonacją i z dokładniejszą separacją. Scenę miały jeszcze trochę większą, a soprany mniej srebrzyste a bardziej kremowe (podobne do tych pojawiających się czasami u HD 800). Też towarzyszyły temu basowe pomruki, ale bardziej wyodrębnione z pasma; mniej podkładające się pod cały przekaz, a w większym stopniu z boku stojące. W sumie zabrzmiało to bardziej dokładnie w sensie tonacyjnym i w sposób bardziej uporządkowany w sensie scenicznym, lecz niestety pozbawione było tego dramatyzmu, którym częstowały wsparte kablem Forza Audio HD 650, a w ślad za tym wydźwięk emocjonalny okazał się słabszy. Muszę jednak zaznaczyć, że moje współżycie ze słuchawkami dokanałowymi nie układa się i nigdy nie układało dobrze, a przy tym ma taką właściwość, że każdorazowo muszę się do tej ich dokanałowej prezentacji przez pewien czas przyzwyczajać, toteż dopiero po kilkunastu minutach prawdziwa klasa brzmienia zaczyna docierać do mnie w całej rozciągłości. Tak było i tym razem, a w efekcie po tych kilkunastu minutach zamarła tęsknota za HD650 a jej miejsce zajęła satysfakcja ze znakomicie utrafionego pod każdym względem sposobu gry IE 800. Dynamika imponowała, a trójwymiarowa przestrzenność i esencjalność sprawiły radość. Zupełnie zapomniałem, że po kablu USB z You Tube to przygrywa i w ślepym teście na pewno na takie źródło bym nie wskazał.

Dla kontrastu przeskoczmy od Bacha do Iron Maiden. Żelazna panienka w wydaniu Grado zabrzmiała pod względem stylu samej słuchawkowej prezentacji podobnie jak lipski kantor.  – Separacja źródeł, całościowy porządek, wielka przejrzystość, szybkość, rytm i odrobinę metaliczności w głosie, no bo jak iron to iron. Zabrakło trochę basu, ale rytm i dynamika dobrze go zastępowały.

Audiolab_M-DAC_04 HiFiPhilosophy

…i do tego sprawnie motywuje innych do wzmożonej pracy.

To co zaprezentowały następnie Beyerdynamiki skłaniało do porzucenia dalszego pisania, bo repertuar nie miał żadnego wpływu na styl prezentacji. Znów było więcej niż u Grado elegancji a mniej separacji. Jednak linia perkusyjna wyraźniej się wyodrębniała, choć nie było w niej jak na rockowe potrzeby dosyć panczu i masy. Została sama szybkość, a nie dosyć było kopnięcia.

Historia ze stylem powtórzyła się w przypadku Sennheiserów, z tym że one okazały się dokładnie tym czego było trzeba. Mrok, tajemniczość, energia ściśniętej sprężyny, groza, potęga, mocniejszy niż u poprzedników (choć nie jakiś imponujący) bas i przede wszystkim szybkość. HD 650 rzadko grają naprawdę szybko, a w zamian przeważnie z mocnym basem. U Audiolaba natomiast część tego basu zamieniała się w szybkość i choć wolałoby się jedno i drugie razem, taka częściowa podmiana bardzo mi odpowiadała.

I tak to sobie w rytm ciężkiego rocka przewędrowałem od słuchawek do słuchawek w sumie tą samą ścieżką, aż przyszła kolej na Sennheisery IE 800 i wtedy coś w ugruntowanej dotąd strukturze drgnęło. Jaśniejsze i bardziej skupione na separowanej scenicznie detaliczności brzmienie słuchawek dokanałowych okazało się lżejsze i mniej pasujące do ciężkiego rocka. Zarazem zasługiwało na pochwałę w tym sensie, że niczego nie usiłowało maskować, zdecydowanie bardziej obnażając słabość nagrania i jego szkieletowy charakter. To była precyzyjna, profesjonalna analiza, a nie maskująca słabości zasłona. Rozbiór na czynniki pierwsze i demaskacja, a nie maskująca klucha.

Podsumowując ten pierwszy etap. Styl Audiolaba podpiętego kablem USB może nie okazał się perfekcyjny, niewątpliwie przerósł jednak moje oczekiwania. Spodziewałem się, że będzie powolny, a spowodowane wysokim jitterem zniekształcenia będą odstręczały. Tymczasem było dokładnie na odwrót: dźwięk okazał się wyjątkowo szybki i dynamiczny, a zniekształcenia dobrze poskromione. Jedynie basu i muzykalności za wyjątkiem HD 650 było nie dość, a styl generalnie zdawał się pasować lepiej do ich wyższej impedancji, chociaż to może tylko zbieg okoliczności. Te słuchawki w każdym razie do tego zestawienia spośród czterech wypróbowanych bez wątpienia bym wybrał.

Audiolab_M-DAC_05 HiFiPhilosophy

DT 880 aż zaśpiewały z wrażenia

Zadowolony z wyników pierwszego starcia i ze wzmożonymi tym zadowoleniem oczekiwaniami, przystąpiłem do drugiej tury w oparciu o kabel koaksjalny, na początek wpinając go w interfejs M2Tech’a a poprzez niego w wyjście USB.

Odsłuch

Z kablem koaksjalnym i HiFace M2Tech

Audiolab_M-DAC_09 HiFiPhilosophy

M-DAC kontroluje wszystko twardą ręką

   Kabel Tellurium USB może sobie być bardzo dobry, ale interfejsu i kabla koaksjalnego nie zdetronizuje. Bardzo do tego daleko, co pokazały pierwsze z brzegu wzięte Grado SR-60. Wszystkie pejoratywy występujące poprzednio na łączu USB przepadły jak ręką odjął; wszystkie te metalizowane brzmienia, brak wypełnionej całościowo dźwiękami muzycznej sfery, lekkie osłabienie kultury sopranów i niedostatki basu poszły precz. Najmniej z tego wszystkiego bas może zyskał, ale reszta zabrzmiała jak z HD 650 po USB, a może nawet lepiej. Nawet na pewno. Atmosfera stała się bardziej mroczna i zdecydowanie bardziej gęsta, dźwięk dużo silniej zaatakował, a ilość bitów na jednostkę objętości podniosła się bardzo wyraźnie. To był już kawał naprawdę dobrego brzmienia i całkiem nie jak w komputerowym stylu. Długo mógłbym tego słuchać nie odczuwając nudy ani jakościowego braku. Wszystko grało głębiej, gęściej i muzykalniej.

Tym bardziej zaostrzył mi się apetyt i do próby z Beyerdynamikami DT 880 przystąpiłem rozochocony i z zapałem. Te słuchawki są specyficzne i wyróżniające, bo kiedy je dobrze napędzać uzyskują do pewnego stopnia styl gry Staksów SR-Ω. Nie w pełnym rzecz jasna wymiarze, bardzo daleko do tego, ale jednak objawia się pewna magia obrazowania, pewna łagodność wynikająca z kultury brzmienia i podobny sposób oświetlenia. I tym razem tak właśnie się stało, a głębia sceny, której z kablem USB prawie wcale nie było, tu przejawiła się z dużą siłą i czuć ją było nieustannie, zupełnie jakby się stało na jakimś muzycznym klifie albo w drzwiach koncertowej sali. Dominowało pośród tej głębi piękne, łagodne światło i wspaniała przejrzystość napływających z oddali dźwięków. Różnica względem prezentacji z USB była przepastna. Nasycenie powietrzem i przestrzenią okazało się  imponujące, a nadszarpnięta wiara w możliwości DT 880 natychmiast wróciła.

Audiolab_M-DAC_12 HiFiPhilosophy

Brzmienie musi byś dokładne i przejrzyste

Skoro poszło tak dobrze, to na co będzie stać Sennheisery HD 650? – pomyślałem. Napisałem dawno temu, że dobrze napędzane HD 650 to taki mały Orfeusz. Malutki taki, ale jednak Orfeusz. I to się tutaj znów odnalazło, a na tle grających wcześniej DT 880 wytworzyła się atmosfera jak z porównań Orpheusa z SR-Omegą. Ze dwa, trzy szczeble jakościowe poniżej, ale stylizacyjnie były to te same klimaty. DT 880 czarowały wielkim obszarem nasyconym powietrzem i omiecionym łagodnym światłem, a HD 650 gęstością, masywnością i potężną kumulacją brzmienia. Tu dźwięki nie fruwały sobie jak baloniki, tylko atakowały jak stado ptaków. W każdym calu przestrzeni czuć było łopot ich skrzydeł i każdy milimetr zamieniony został w muzykę. Nie było dystansu, miejsca na swobodne nabranie oddechu, na podziwianie perspektywy. Trwał nieustanny muzyczny napór i kiedy przez prezentację DT 880 zdawało się możliwym spacerować jak po parku, tutaj odnosiło się wrażenie, że nawet krok do przodu nie jest możliwy. Ogólnie biorąc udawanie SR-Omegi wyszło jednak DT 880 nieco lepiej niż HD 650 udawanie Orpheusa, aczkolwiek ich bas i atak były bez wątpienia większego kalibru. Mnie jednak prezentacja DT 880 bardziej oczarowała. Miała więcej magii, a jej bardziej odsunięty pierwszy plan i ogólna wieloplanowość, napływająca falami a nie jedną ścianą, bardziej mi odpowiadały. Ale jak ktoś lubi w rocku gęstość i atak bezpośredni, to HD 650 będą dla niego lepsze.

Dokanałowe Sennheisery IE 800 pozostały natomiast przy swoim stylu, to znaczy bardziej obnażały słabości słabych i przeciętnych nagrań, jednocześnie ukazując jak duża poprawa po przejściu na łącze coaxial nastąpiła. Miały naprawdę kawał basu, a ustawiwszy je bardzo precyzyjnie w kanałach słuchowych otrzymałem brzmienie już prawie nieanalityczne. Wziąłem nakładki o najmniejszym rozmiarze, wetknąłem głęboko w kanał słuchowy i stało się jeszcze lepiej. Szybkość, dynamikę i bas mają te nowe dokanałówki nielichego sortu. Ale dla nich mimo wszystko słabsze pliki były zdecydowanie za słabe. Wybredne są cholery, jak to dokanałówki. Wszystkie by chciały grać z Twin-Heada i brać sygnał od dzielonego Accuphase, czyli coś akurat na spacer. Jednak i one podobały mi się w tej odsłuchowej konfiguracji mniej od DT 880, bo oddechu i falowania przestrzeni nie miały.

Odsłuch

Z kablem koaksjalnym prosto z komputera

Audiolab_M-DAC_10 HiFiPhilosophy

A sprosta temu zadaniu wykorzystując cały swój nowoczesny arsenał

   Prosto, nie prosto. By tak grać trzeba mieć kartę dźwiękową Asusa, albo jedną z nielicznych płyt głównych które złącza koaksjalne posiadają, na przykład Biostar Media.

Akurat Asus Xonar Essence takie wyjście posiada, trzeba więc było spróbować. Podpiąłem, ustawiłem próbkowanie w karcie i Audiolabie na 24bit/192kHz, a redukcję jittera na Automatic, no i…

No i rozdzielczość dostała potężnego kopa. Wszystko zaczęło szumieć, postękiwać i wibrować, a soprany pojechały sobie na wysokogórską wspinaczkę. Podskoczyła też jeszcze wyżej niż dotąd dynamika, a szybkość stała się popisowa. Analityczny wymiar dźwięku zyskał niewątpliwie nową jakość, ale wspierany wysoką kulturą i nasyceniem zdecydowanie bardziej uzupełniał niż przeszkadzał. Wrażenie bycia „tam” bez żadnej narzucającej się umowności skoczyło na wyższe piętro i była to muzyka bardzo już pod względem technicznym wysforowana, choć trochę bardziej pod technicznym właśnie a nie muzycznym. Narzekać jednak byłoby głupotą. Do Grado SR-60 powrócił w pewnej mierze styl z kabla USB, ale bez żadnej metaliczności i braku kooperacji pomiędzy dźwiękami. Wszystko pięknie współbrzmiało, choć zarazem z separacją, a szczegółowość i ekstensja sopranów były nie jak z tych słuchawek. Bas także bardzo zdecydowanie się wzmocnił, podobnie jak całościowa moc i dynamika, a zniekształcenia dolnych rejestrów obecne wcześniej w niektórych nagraniach całkowicie przepadły. Skok jakościowy o klasę był bezdyskusyjny, zwłaszcza w odniesieniu do kabla USB.

Przestrzenność Beyerdynamików DT 880 na szczęście podczas tego skakania do góry się zachowała, choć większa ilość informacji nie czyniła już przekazu tak dostojnie przejrzystym. Zmieniły się też relacje w obrębie sceny. Mniej zaznaczała się głębia, choć wciąż była obecna, a za to dużo większa była szerokość. Bas także urósł, aczkolwiek nie tak bardzo jak u Grado, a soprany dawały popisy prawie jak z AKG K1000. Zdumiewała też szybkość, a słowo „fenomenalna” wydaje się nieprzesadzone.

Audiolab_M-DAC_13 HiFiPhilosophy

I pamiętajmy jak relatywnie mało wymaga od naszego budżetu

Bardzo istotną metamorfozę przeszły też Sennheisery HD 650. Wróciła im duża scena i przestały atakować ścianą. Dźwięk się rozplanował, rozłożył i wzbogacił wzajemne relacje, a głębia sceniczna i u nich stała się bardzo wyraźna. Zgęszczony, rockowy styl z mocnym basem wciąż im jednak pozostał, a odsunięcie pierwszego planu bardzo tylko nieznacznie osłabiło siłę ataku. Za to nasycony powietrzem i przestrzenny bas dużo teraz był lepszy, podobnie jak organizacja sceny. Swobodniej i piękniej to grało niż poprzednio, choć samego łomotu mniej było.

Wzmożenie ilości informacji i znaczny przyrost górnych rejestrów niespecjalnie natomiast spodobały się Sennheiserom IE 800. Nałożyły się tu na siebie ich analityczne umiejętności i analityczność samego toru, co nie było nałożeniem udanym. W porównaniu do pozostałych dźwięk był za lekki, sfera sopranowa zbytnio wyświdrowana, a całość za nerwowa i podająca zbyt wiele szczegółów względem pozostałych aspektów brzmienia. Nie, zdecydowanie jedno do drugiego tutaj nie pasowało i w efekcie ta prezentacja okazała się dość zdecydowanie w sensie przyjemności czerpanej z odsłuchu najsłabsza.

Odsłuch

Z odtwarzaczem CD

Audiolab_M-DAC_21 HiFiPhilosophy

Czego nie można powiedzieć o IE 800…

   Twórcy Audiolaba nie skąpili mu zalet, zaopatrując go w redukcję jittera nie tylko w przypadku sygnału branego z kabla koaksjalnego, ale także optycznego. Rzadka to umiejętność, dająca sporą przewagę nad konkurencją. W tej sytuacji grzechem byłoby nie spróbować jak grał będzie z Cairnem w roli dawcy sygnału, bo ma ten Cairn wyjście optyczne. Opiszę rzecz bardziej zbiorczo, bo i tak recenzja robi nam się męcząco długa. No więc z Cairnem zagrało to jeszcze lepiej niż z prosto z Asusa, bo bardziej muzykalnie. Równowaga pomiędzy analitycznością a muzykalnością nie była wprawdzie całkowita i by się tak stało potrzebowałby M-DAC jeszcze bardziej muzykalnego źródła, ale niewątpliwie muzykalność się wzmogła, a wraz z nią satysfakcja czerpana z muzyki. Grado SR-60 zagrały wybitnie i całkiem inaczej niż zwykle. Bardziej w stylu AKG K701 niż swoim, chociaż ciemniej od nich i nie na aż tak dużej scenie. Jednak z dominującą separacją i precyzyjnym pozycjonowaniem źródeł, a bez zgęszczania, ocieplania i słodzenia. U HD 650 dominowała z kolei szybkość i dynamika, i znów były one lekko w stosunku do tego co pokazują z najlepszymi wzmacniaczami rozgęszczone, ale bardzo nieznacznie, a wypadkowa ich brzmienia była niewątpliwie bardzo satysfakcjonująca. Poprawa muzykalności w towarzystwie odtwarzacza nie wpłynęła niestety na jakąś zasadniczą poprawę współpracy M-DAC’a z dokanałowymi IE 800. Na ich muzycznym obrazie wciąż dominowała analiza, ale tak sobie myślę, że istotny może być fakt, iż nie mają one w zestawie nakładek pasujących do moich nietypowych uszu o bardzo wąskich kanałach słuchowych. Westone4 miały większy wybór i tam coś dla siebie w końcu znalazłem, a tutaj nie bardzo.

Audiolab_M-DAC_20 HiFiPhilosophy

M-DAC nie pozostawił nam żadnych wątpliwości

Na koniec zostawiłem sobie Beyerdynamiki DT 880, bo o nich są do powiedzenia najciekawsze rzeczy. Współpraca tych słuchawek z Audiolabem to niewątpliwie przykład szczególnej synergii jaka pojawia się w dziedzinie audio nieczęsto, powodując rozdziawienie słuchacza i niedowierzanie. Dwie rzeczy trzeba tu na wstępie zaznaczyć. To ja się rozdziawiłem i to mój muzyczny gust został tutaj wprawiony w stan zachwycenia. Dla miłośników mocnego, podbitego basem dźwięku nie byłaby to zapewne żadna atrakcja. Druga rzecz to fakt, że nie we wszystkich układach sprzętowych ten styl się przejawił. Najsilniej był widoczny z M2Tech i Cairnem, a w pozostałych był słabszy i nieco inny. Ale jeżeli ktoś kocha przejrzystość i przestrzeń, to może sobie za stosunkowo mizerne pieniądze za pośrednictwem odtwarzacza CD lub karty dźwiękowej w połączeniu z M-DAC i słuchawkami Beyerdynamic DT 880 próbować odszukać styl, który oferuje królewski zestaw Stax SR-Ω i SRM-T2. Styl podkreślmy nieosiągalny, bo niemal nie do zdobycia, w przypadku nie bycia bogaczem zupełnie wyłączony z posiadania. Sama różnica cenowa ma się tu jak cztery tysiące do sześćdziesięciu, jest więc piętnastokrotna. I oczywiście nie ma się co łudzić, tak dobrze to grało nie będzie. Jednakże bez wątpienia będzie można ujrzeć ten sam zjawiskowy świetlisty obszar, którego przejrzystość i piękno są jedyne w swoim rodzaju. Taką miałem impresję na kanwie słuchania wzmacniacza słuchawkowego Audiolab M-DAC ze słuchawkami Beyerdynamic DT 880 i uważam to za jedną z ciekawszych przygód jakie mi się podczas obcowania z aparaturą audio przytrafiły.

Podsumowanie

Audiolab_M-DAC_16 HiFiPhilosophy   Trzeba tedy napisać o Audiolabie M-DAC, że jest urządzeniem nietuzinkowym. Trzeba też jasno i zdecydowanie powiedzieć, że nawiązuje do tradycji swej firmy i jej myśli założycielskiej. Za umiarkowane w sumie pieniądze oferuje zarówno sympatyczny, budzący satysfakcję estetyczną wygląd, jak i przede wszystkim bardzo zaawansowane technicznie brzmienie. Już z kablem USB zagrał z niemałą klasą, a oba zestawienia koaksjalne – z M2Tech i prosto z Asusa Xonara – szczerze mnie zdumiały. Podobnie było przy odtwarzaczu. Szczególnie ze słuchawkami Beyerdynamic DT 880, które poprzednio z AK120 dość mocno mnie rozczarowały, objawiła się synergia, owocująca stylem nawiązującym do fenomenalnych Staksów SR-Ω, których wprawdzie mało kto słuchał, a już zwłaszcza z dedykowanym wzmacniaczem, ale wierzcie mi, jest to jedno z czterech, może pięciu  słuchawkowych brzmień o jakości wręcz niedościgłej, dla innych słuchawek tylko na horyzoncie majaczącej, toteż sam fakt przywołania jego reminiscencji na o tyle niższym poziomie cenowym jest już niemałym osiągnięciem.

Na znakomitej współpracy M-DAC’ka z Beyerdynamicami zalety tego urządzenia się jednak nie wyczerpują. Ogólnie biorąc Sennheisery HD 650 w jednej konfiguracji wypadły nawet lepiej, a w trzech pozostałych prawie równorzędnie, i to z zaznaczeniem, że na pewno wielu osobom ich prezentacja spodobałaby się bardziej. Trudno też wymagać, by trzykrotnie od Beyerdynamików tańsze Grado wypadały lepiej, a przecież mimo to za każdym razem okazywały się grać co najmniej dobrze, a trzy razy było to naprawdę jak na słuchawki za trzysta złotych znakomite granie. Stosunkowo najsłabiej w tych konfrontacjach wypadły dokanałowe IE 800, lecz dla nich muzykalność wydaje się priorytetem, a nie jest ona najmocniejszą stroną M-DAC’a. Nie znaczy to, że jest on pod tym względem ułomny, ale na dynamikę, przejrzystość i szczegółowość stawia na pewno bardziej. W niektórych sytuacjach także na głębię sceny, i to bardzo, ale to bardzo spektakularnie.

Porównałem też sam DAC Audiolaba z Cairnem i okazał się grać bardziej przejrzyście, a mniej gęsto. Sączył w przekaz więcej powietrza i dawał większy obszar, a mniej miał procentowej muzycznej zawartości i swoistości brzmienia. Był lekki, przestrzenny i zwiewny, a mniej nasączony treścią. Do wyboru i co kto woli. Na koniec napiszę, że porównałem brzmienie Beyerdynamiców DT 880 u Audiolaba i Twin-Head. I chociaż ten ostatni przydawał więcej kolorytu i dociążenia, a wokalizę czynił dużo bardziej zindywidualizowaną, mnie się to nawiązanie do przestrzennej łagodności SR-Omegi u Audiolaba podobało bardziej i niech to będzie znamieniem jego klasy.

Dorzucę na koniec, że wszystkie odsłuchy tu opisane zostały przeprowadzone z filtrem „Optimal Spectrum”.

 

W punktach:

Zalety

  • Fantastyczna przejrzystość.
  • Duża dynamika.
  • Świetna szybkość.
  • Wybitna szczegółowość.
  • Dobrze uchwycona, naturalna lub lekko przyciemniona tonacja.
  • Dobra kultura sopranów.
  • Bardzo duże rozciągnięcie pasma, zwłaszcza w górę.
  • Nowoczesne zaplecze techniczne.
  • Redukcja jittera we własnym zakresie na wejściu optycznym i koaksjalnym.
  • Dobra praca po łączu USB w oparciu o transfer asynchroniczny.
  • Trzy w jednym.
  • Ładny wygląd.
  • Staranne wykonanie.
  • Dobrej jakości pilot.
  • Oszczędzamy na kablu zasilającym.
  • Wyjścia analogowe RCA i XLR.
  • Wzmacniacz słuchawkowy w klasie A.
  • Siedem filtrów cyfrowych.
  • Łatwe w obsłudze menu.
  • Polski dystrybutor.
  • Umiarkowana cena.

Wady

  • Brak wejść analogowych.
  • Niezbyt duża moc słuchawkowego wzmacniacza.
  • Trochę brakuje muzykalności.
  • Soprany lepsze od basu.
  • Żadnych kabli w komplecie.

 

Sprzęt do testu dostarczyła firma:

Horn_Logo

 

 

 

Dane techniczne:

  • DAC: ESS Sabre 32 9018
  • Głębia bitowa: do 32 bit
  • Maksymalne próbkowanie: 84.672 MHz
  • Wejścia cyfrowe: 2 x 24-bit/192kHz coaxial;  2 x 24-bit/96kHz Toslink optical; 1 x 24-bit/96kHz USB
  • Wyjścia cyfrowe: 1 x coaxial, 1x Toslink optical.
  • Wyjścia analogowe: RCA i XLR.
  • Napięcia w gniazdach: RCA: 2.25 V RMS; XLR 4.5 V RMS
  • THD: RCA: <0.002%;  XLR: <0.0008%
  • Pasmo przenoszenia:  20Hz – 20kHz (± 0.2dB)
  • Skala dynamiczna: RCA: >115dB; XLR: >122dB
  • Przesłuch kanałów: RCA: <-120dB;  XLR: <-130dB
  • Wymiary: (H x W x D) 59 x 250 x 252 mm
  • Kolory: Black, Silver
  • Akcesoria: kabel zasilający, pilot, baterie, instrukcja obsługi.
  • Cena: 3000 zł.

 

System:

  • Źródła dźwięku: PC i Cairn Soft Fog V2.
  • Interfejs: M2Tech HiFace.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: ASL Twin-Head Mark III, Audiolab M-DAC.
  • Słuchawki: Beyerdynamic DT 880 Edition, Grado SR-60, Sennheiser HD 650 (kabel Forza Audio Works), Sennheiser IE 800.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

33 komentarzy w “Recenzja: Audiolab M-DAC

  1. Maciej pisze:

    Ja tak opisałem jego brata na forum:

    Byłem na odsłuchu Audiolaba 8200CDQ. Ocena o tyle trudniejsza, że to urządzenie jest absolutnie wręcz ideałem funkcjonalności. Wszystko czego się zapragnie jest na pokładzie. Bogato wyposażony pilot. Bardzo estetyczne wykonanie całości. Bardzo solidna obudowa. Prawie nie czuć chińszczyzny. Wspaniałe funkcje, jeszcze wspanialsze złącza na tylnej płycie. Na prawdę pod tym względem nic nie brakuje. Funkcjonalność 6 gwiazdek na 5 możliwych 🙂
    Ale to co najważniejsze czyli dźwięk. Testowałem tylko w trybie odsłuchu cd przez dziurkę słuchawkową. Sprawdzałem różne konfiguracje filtrów żeby nie było, że nie dałem mu szans (spodobały mi się najbardziej: optimal spectrum, taki fajny obły slow roll off, i coś chyba limited phase) Ostatnie dwa dawały takie mniej agresywne granie które mi się spodobało. O filtrach można tutaj poczytać, przed chwilą trafiłem na tę stronę przypominając sobie ich nazwy:
    http://www.hometheaterhifi.com/cd-players/cd-players-reviews/audiolab-8200cdq-dac-for-audiophiles/page-4-the-audiolab-8200cdq-cd-player.html
    Fajną rzeczą jest to że można zmieniać je z pilota w trakcie słuchania, w ogóle czego to nie można z tego pilota nie zrobić. Nawet jest bardzo pomocny przycisk mute. O i nawet wygaszenie display’a. Sam pilot jest gumowany od spodu i bardzo cicho się go kładzie. Kurcze ta ergonomia i funkcjonalność ciągle odciąga uwagę od meritum..

    Więc do odsłuchu miałem 3 płyty: Dire Strats – Sultans of Swing, Melody Gardot – Me And My Only Thrill i Sara K – Water Falls. Słuchałem przez więcej czasu HD650 podczas odsłuchów. Bo… No właśnie. Dźwięk jest żywy, sporo się dzieje. Choć głębia nie jest bardzo duża. Dźwięk idzie raczej w szerokość. Sama barwa jest taka neutralna. Może lekko ocieplona. Ale nie tak żeby wokale stawały się organiczne. Brakuje dla mnie dociążenia przełomu średnicy i basu. Bas jest ale nie tak swobodny jak powinien. Schodzi nisko ale nie najniżej jak zdarzyło mi się słuchać gdzie indziej. Dźwięk jest bardzo atrakcyjny ale nie tak namacalny i gęsty jak powinien. Teraz rodzi się pytanie czy to wina wzmacniacza słuchawkowego (jest naprawdę mocny, odniosłem wrażenie że hd 650 prędzej by się przesterowały niż zabrakło by im mocy), czy daca. Z wielkim żalem kończyłem odsłuch. Bo to urządzenie jest wprost idealne w rozwiązaniach użytkowych, designie, możliwościach zabaw wszelakich. Nawet cena taka proporcjonalna do tego wszystkiego. Bo porównywalna z Cambridge’ową szkołą a dużo lepsze granie, prawdziwsze i nie tak powierzchowne jak Cambridge. Nie mniej zapłaciłbym więcej nawet za ten klocek gdyby był choć trochę aksamitny na górze, głębszy w basie i może bardziej spójny w przekazie. Tam się dzieje sporo ale, nie wiem jak to opisać. Po prostu słuchałem HD650 na barwniejszych źródłach. Ale nie tyle bardziej pstrokatych kolorów co bardziej wyrafinowanych zestrojonych tonów w palecie. I fakt może nie tak detalicznych ale bardziej relaksujących, a ja tego szukam. Nie będzie lekko. Chyba jednak trzeba poszukać w starociach póki co jakiegoś cdp a z dacem poczekać do ugruntowania się jakiś muzykalnych a nie tylko efektownych standardów.

    Dlaczego nie zrobili wersji 8200CDQ Hybrid, jakoś zmiękczonej lampkami np. Ja oceniałbym granie tego klocka przy tych funkcjach nawet na 7-8k pln i czułbym że to dobrze wydany pieniądz. Bo to jest coś bardzo kompletnego w pomyśle na sprzęt. Coś z czego aż się chce korzystać. Tylko tutaj jak ze smarfotnami. Wszystko pozostałe funkcje działają super tylko sam telefon ma taki sobie zasięg…

  2. Maciej pisze:

    Jako uzupełnienie dodam, że druga para słuchawek podczas odsłuchu to T70, im ewidentnie brakowało gęstości z tym cd/dac/wzmacniaczem.

  3. Przemek pisze:

    T70 to kiepskie słuchawki, więc nic dziwnego.

  4. Tadeusz pisze:

    Użytkuję tego Audiolaba w oczekiwaniu na dac-a z USB od Pana Dubiela. Oczekiwanie trochę się przeciąga bo Pan Bogusław to prefekcjonista i nie chce wypuścić urządzenia niedopracowanego co w przypadku wejścia USB i filozofi
    firmy pana Dubiela nie jest sprawą łatwą 🙂
    Dziurki ww. urządzeniu nie traktowałem poważnie bo miałem lampowego OTL-a ale tak się złożyło ,że miałem Eurydykę ,oczekiwałem na STAX-y /OTL-a już nie miałem/ i czegośc trzeba było słuchać więc moje HD800 „poszły w ruch” .
    Zgadzam się z opisem Piotra „w temacie” właściwości M-DAC-a ,HD800 niektóre
    aspekty po swojemu jeszcze bardziej podkreśliły i uwydatniły co w sumie
    po miesiącu ekspoatacji Staxa skłoniło mnie do pojęcia decyzji o nie pozbywaniu się Sennheisera 🙂 .

  5. Przemek pisze:

    Tadeusz
    to Dubiel robi DAC z usb ,na stronie nic nie ma .Czy moglbys wkleic kilka fotek na audiohobby jak go dostaniesz lub podac linka jesli sa jakies fotki w necie ?

    Dobrze zrobiles ,ze nie pozbyles sie HD800. Ja je uzytkuje od jakiegos tygodnia i musze przyznac ,ze w moim systemie graja naprawde super ,trafiaja w moj gost i uwazam i uwazam ,ze Sennheiser zrobil dobra robote z tymi sluchawkami tym bardziej jak sie kupi nowki z dostawa za 900 euro.

  6. Tadeusz pisze:

    Prace nad dac-em Pana Dubiela są już na ukończeniu ,przed Świętami mam dostać egzemplarz do przetestowania.
    Podstawą ,bazą jest dac z Nirvany ,jak wspomniałem wcześniej trudność stanowi zaaplikowanie dobrego wejścia USB ,które jak najmniej „zepsuje” 🙂
    a nie jest to wbrew pozorom taka prosta sprawa.

    W temacie M-DAC-a ,przetestowałem go też jako stricte dac-a bo wg mnie ta dziurka słuchawkowa jest tam tylko przy okazji chociaż na zadziwiająco dobrym poziomie zważywszy na cenę urządzenia.
    Pod wzmacniaczami mocy i kolumnami sprawdza się bardzo dobrze ,jako przedwzmacniacz z P-AM Xindaka i kolumnami krakowskiej Harpii synergia a przecież nie są to „Himalaje cenowe”.
    I wreszcie M-DAC podłączony do wzmacniacza słuchawkowego Dubiel OTL HV-1/jak go jeszcze miałem/ ,żródła to laptop po USB WireWorld StarLight oraz Oppo 93NEE jako odtwarzacz CD,odtwarzacz plików z podłączonego twardego dysku /kabel USB WireWorld Ultraviolet/ oraz jako streamer po kablu i wi-fi.
    HV-1 ma dwa wejścia RCA ,do drugiego „kontrolnie” podłączony CD Nirvana.
    W obu przypadkach te same kable sieciowe i te same srebrne RCA .
    Słuchawki HD800 Sennhaiser.
    Nie będę się odnosił do różnicy w brzmieniu pomiędzy Nirvaną a M-DAC-kiem tylko do różnicy w brzmieniu pomiędzy dziurkami w HV-1 a Audiolabem.
    Nie jest to też do końca równy pojedynek bo chociaż M-DAC ma dedykowany zasilacz Tomanka , „dziurka: jest jakby „przy okazji” , jednak HV-1 to wersja SE /ekstremalnie modyfikowana wykonana tylko w jednym egzemplarzu/.
    Jeżeli kogoś interesują zmniany w modyfikowanym Skorpionie w stosunku do wersji podstawowej to jest na stronie Pana Dubiela.
    Porównanie polegało na odsłuchiwaniu tego samego materiału z płyty CD bądż z plików i przepinanie słuchawek z jednego urządzenia do drugiego.

    Nie mam zdolności literackich więc mój opis jest trochę chaotyczny ale w skrócie:
    – dolne pasmo: w M-DAC-u jak by więcej,bardziej sucho ale mniej zróżnicowane niż w HV-1,chociaż z „gęstych” plików Skorpion też potrafi „przywalić”
    – średnica : Audiolab duża rozdzielczość i „gęstość” ,słychać róznicę jak się przełącza filtry wnosi to duże zamiany ,na Dubielu „wyłazi cyfrowość” niektórych filtrów ,najlepiej brzmi na dłuższą metę z tymi „pseudo NOS-ami”.
    – góra tu największe różnice , w wykonaniu Audiolaba trochę matowo /może to zamysł konstruktora żeby nie „waliło tak cyfrą”/ ,HV-1 – lekkość ,wybrzmienia
    i ogólnie to co ma do zaoferowania dobry OTL.

    Proszę tego nie traktować jako recenzji ale jako moje subiektywne porównanie i do tego skażone ‚przechyłem” w stronę brzmienia lampowego 🙂

    I jeszcze jedna ważna uwaga w stosunku do M-DAC-a ,wypuszczany przez niego sygnał do urządzeń zewnętrznych jest nieporównywalnie lepszy po XLR-ach niż po RCA .
    Mam „zbalansowany” wzmacniacz lampowy i tam połączenie tanim XLR-em
    „wygrywa” na pierwszy „rzut ucha” nawet z topwym srebrnym Kondo LP 🙂

  7. Przemek pisze:

    Tadeusz jesteś najwiekszym fanem Dubiel Accoustic ,jesteś wrecz ambasadorem tej zacnej firmy !

    Czy miałeś doczynienia z sieciowkami od pana Bogusława ?

  8. Tadeusz pisze:

    Przemku komentarze powinny być poświęcone przedmiotowi recenzji Piotra czyli M-DAC-wi,jak już będzie Forum i zakładka dotycząca kabli sieciowych to wtedy chętnie tam napiszę na temat sieciówek Pana Bogusława .

  9. Przemek pisze:

    Tadeusz pod żadnym testem nie dyskutujemy tylko na temat bo to jedyne miejsce gdzie mozemy sie tu komunikowac ale masz racje powinnismy pisac na temat.Czekam wiec na Twoj opis sieciowek Dubiela mam nadzieje ,ze sie doczekam :-).

  10. Tadeusz pisze:

    Chciałbym uniknąć w blogu Piotra posadzenia mnie o to,że jestem „agentem handlowym” Pana Bogusława Dubiela 🙂

  11. Maciej pisze:

    A czy ktoś z Was miał okazję porównywać Myteka z M-DACem?
    Ja co prawda będę mieć Myteka na dniach do odsłuchu ale ciekaw jestem Waszych spostrzeżeń jeśli owe posiadacie.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Mam oba u siebie. Mytek prezentuje ogólnie nieco wyższy poziom, ale M-DAC skutecznie broni się synergią z pewnymi słuchawkami. Poza tym ustępuje całościowo nieznacznie.

      1. xądz pisze:

        Panie Piotrze, z d7100 mytek czy m-dac? Czy może inny zawodnik ?

        1. Piotr Ryka pisze:

          Z D7100 zdecydowanie nowy wzmacniacz od Ear Stream o nazwie Headonic. Zdecydowanie.

          1. xądz pisze:

            Z tego co wiem to on nie będzie miał przetwornika c/a i wejścia USB a o takie urządzenie mi chodzi. Dobrej jakości „polepszacz” muzyki granej z komputera, który ma „wystarczyć” na jakiś czas, a który w finalnym rozrachunku będzie parą do …. właśnie jeszcze nie wiem do czego.

            Plan był makiaweliczny: komputer->combo dac/amp (burson conductor)-> d7100, ale ewoluował w strone komputer->dac->wzmak->d7100. Pierwszy i ostatni element już mam :), teraz przymierzam się do drugiego czyli DACa. Kto wie, może będzie mu dane grać z Headonic’iem.

            Dlatego liczyłem na podpowiedź, odnośnie bezpiecznego DACa do zenonów, swoistego panaceum, które zadziała z opóźnieniem i stworzy związek idealny z czymś co nie jest jeszcze wybrane.

            Tylko niech Pan nie pisze, że takie rzeczy to tylko w erze 😉

      2. Piotr Ryka pisze:

        M-Dac jest bardziej samowystarczalny, to znaczy jego wzmacniacz słuchawkowy jest bardziej przyjazny słuchawkom. Bezproblemowo obsługuje wszystkie, podczas gdy Mytek wybiera raczej takie łagodne. M-Dac gra też bardziej przestrzennie. Mytek to raczej preludium do bardzo dobrego wzmacniacza słuchawkowego, takiego jak Phasemation.

  12. Tadeusz pisze:

    Słyszałem tylko z realcji osób trzecich ,że urządzenie warte zainteresowania,
    „wyższa półka brzmieniowa” jak i cenowa 🙂

  13. Piotr Ryka pisze:

    Przepraszam, że się nie udzielam, ale muszę spisać wrażenia z Audio Show, póki są świeże. To będzie powieść w odcinkach.

  14. Przemek pisze:

    inne portale już dawno opisały wrażenia z AS…

    1. Piotr Ryka pisze:

      A, no bo inne portale mają mądrzejszych i szybszych redaktorów.

    2. Piotr Ryka pisze:

      Tak nawiasem niektóre, te najbystrzejsze, pewnie już opisały w zeszłym tygodniu.

  15. Miltoniusz pisze:

    M-Dac z HD800 gra lepiej niż NuForce Icon HDP (który fajnie zgrywa się z Q701 – chić to nie ten poziom) oraz inaczej, ale chyba jednak lepiej niż z NuForce UDH-100. M-Dac jest bardziej przejrzysty w sensie bycia tam i ma lepszą przestrzeń aczkolwiek bas jakoś nie schodzi tak nisko i nie jest tak dobrze kontrolowany jak w UDH-100.
    Panie Piotrze – jak by porównał Pan M-Daca jako DAC/wzmacniacz do Senheisera HDVD800? Słuchawki to HD800.

  16. Piotr Ryka pisze:

    Poziom podobny, cena inna. Ale jak grają z M-DAC HD 800 nie wiem. Powinny znakomicie, ale to tylko teoria.

  17. Damian pisze:

    Panie Piotrze, czy na tą chwilę w tym przedziale cenowym m-dac ma jakąś konkurencję ?… może Pan jeszcze coś godnego uwagi polecić ??

    1. Soundman pisze:

      Warto posłuchać Aune s16. Znajomy ma i chwali bardzo, dźwiękowo sporo lepszy od Audiolaba.Cena też niższa, większa moc, DSD….wszystko w jednym .

    2. Piotr Ryka pisze:

      Sądzę, że rada Kolegi o Aune jest trafna, choć nie dotyczy słuchawek Beyerdynamica, z którymi M-DAC gra wyjątkowo dobrze. Alternatywą może być niedawno opisany duet od ifi, dający dużą poprawę dzięki szczególnej obsłudze łącza USB. Z tym, że potrzebny jest ten podwójny kabel.

    3. Marcin pisze:

      Osobiście odradzam dobór Aune s16 do teslowskich Bejerów. Z t90 Aune (jako DAC) brzmiało jak… plastik. zaleta tesli czyli rozdzielczość po prostu zanikła. kompletnie mnie to granie nie przekonało. Nie wiem jak z innymi słuchawkami lecz na pewno nie Tesle. Pod tesle mogę polecić Bifrosta. Granie czyste i rozdzielcze.

  18. Grzegorz pisze:

    Czy ktoś z szanownego grona miał okazję porównywać jak gra M-DAC w porównaniu z jakimś zacnym, klasowym źródłem? Miałem okazję porównywać bardzo długo do kilkunastoletniej Thety VA 5gen no i wybaczcie, ale tak leciwa Theta rozplaszczyła Audiolaba w każdym aspekcie! Dynamika, drive, wykop, scena, kultura, selektywność, dzwięk live i bas z atomową kontrolą. Nawet nagrania 24bit/196kHz grają na m-dacu gorzej niż 16bit na Thecie 😉 Gdzie ten postęp w DAC’ach, o co chodzi ??? Jedyny plus M-DAC’a to możliwość sterowania końcówką mocy i dobre sterowanie softem, gdzie pilotem można przełączć utwory w Wimpie czy Foobarze. Tyle. Dzwięk flaki z olejem. Próbowałem wszystkiego: po USB, SPDIF, XLR-y/RCA, zmian softu, różne preampy, transporty, Squeezebox’y kable, czym chata bogata… i nie udało mi się nic ciekawego wyciągnąć z tego Audiolaba, takie solidne hi-fi. Dzwięk szklisty, zmulony, wypłowiały, odbarwiony, pozbawiony dynamiki, z chudą średnicą i słabym focusem (rozmyty). Ocena 3+ max na 6.

    1. Maciej pisze:

      Najczęściej ci co celują w M-Daca nie mają kasy na klasowe źródła. A ci co kupują klasowe źródła nie patrzą w ogóle na ten segment 🙂

      Kolejna sprawa to tor. Niektóre stopnie preampów w dacach zwyczajnie nie zgrywają się z końcówkami przez impedancję wyjściową. Potem są zabawy z kablami i inne polepszanie… DAC może być studyjny, połączony zbalansowanych okablowanie (wtedy unikamy czary mary z kablami bo znika problem impedancji) i wtedy mamy klasę samą w sobie z automatu. DACe hi-endowe to droga do coraz większych wydatków i brnięcie w poszukiwanie synergii… a to może potrwać 🙂

  19. Marek pisze:

    Na czym polega strata przekazu sygnału cyfrowego po kablu USB, czy różnica w brzmieniu M-DACa oznacza, że dane kopiowane przez kabel USB ulegają zmianie przed dotarciem do samego przetwornika C/A i stąd różnica w brzmieniu?

  20. Marek pisze:

    7 dni upłynęło i już wszystko rozumiem, chodzi o sianie zakłóceniami z PC z łącza USB. Kupiłem świeżo M-daca i różnica między transmisją po USB i COAX jest taka, że gdyby nie COAX to bym ten sprzęt już sprzedawał. Wielki podziękowania autorowi powyższego testu, bo dzięki niemu zainwestowałem w kartę Asusa Essence STX II i teraz cieszę się jakością dźwięku o jaką mi chodziło. Po USB audiolaba oceniam na jakość zbliżoną do FiiO E10K (pod względem metaliczności i suchości brzmienia nawet gorzej!) z którego się przesiadłem, po kablu koaxialnym audiolab to zupełnie inna liga.

    1. AAAFNRAA pisze:

      Masz na myśli chyba nowego Audiolaba M-DAC+, ponieważ poprzednią wersję odbieram bardzo dobrze.

      1. Marek pisze:

        Chodziło mi o M-DAC i o bardzo słaby dźwięk po USB, mówię o pospolitym kablu, nie sprawdzałem kabli USB za 1000zł i droższych, być może na nich ta różnica. M-DAC dostał potężnego pozytywnego kopa do dźwięku po kablu Coaxialnym 24/192.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy